sobota, 24 listopada 2012

[S] Kto wstaje o 3:30?

Dawno nie byłem na porannym fotograficznym spacerze - chyba 13 października, kiedy to w Sieradzu odbył się fotospacer Scotta Kelby'ego (może jeszcze kiedyś kilka słów o tym skreślę). Jednak po ostatnim wpisie, gdzie odrobinę wspominkowo opisałem poranną wyprawę sprzed prawie roku, postanowiłem przemóc lenistwo i sprawdzić, jak wygląda o poranku Swarzędz. Wprawdzie mój druh Krzysiek z powodu choroby nie mógł mi towarzyszyć (przy okazji - pozdrowienia!), ale za to prognozy obiecywały mgłę, a w przypadku obrazów miejskich mgła się często przydaje do porządkowania kadru.

W planach był spacer na swarzędzki dworzec kolejowy, bo wiadomo, że we mgle oświetlone dworce kolejowe wypadają nadzwyczaj malowniczo (niestety - chyba tylko wtedy). Po drodze jednak mialem alejkę spacerową, ciągnącą się wzdłuż osiedla Cegelskiego aż po ulicę Kórnicką. Wiele razy "zbierałem się", żeby zrobić zdjęcie stylowym ławeczkom, póki nie zniszczą ich wandale. Udało się dopiero dzisiaj:

To, co strasznie lubię w takich porannych (czy późnonocnych - jak kto woli) spacerach, to kompletna pustka na ulicach. Nikt nie chodzi, nikt nie hałasuje, nie jeżdżą samochody (a przynajmniej na tyle rzadko, że nie przeszkadzają). Czasem przemknie ktoś wracający do domu lub biegnący wcześnie do pracy. Być może z tego właśnie powodu od zachodów słońca wolę wschody - bo jest większe prawdopodobieństwo, że nikt nie będzie przeszkadzał.

Poniżej zdjęcie pokazujące ulicę Nowowiejską - w oddali widać skrzyżowanie z sygnalizacją świetlną. W powszedni dzień ulica jest dość zapchana (zwłaszcza od strony wiaduktu). Tutaj - kompletna pustka... Kogo zatrzymuje czerwone światło?

W końcu dotarłem na dworzec. Nieco pechowo, odnowiony niedawno budynek dworcowy jeszcze nie nadaje się do pokazywania, bo zwyczajnie nie zakończono wszystkich niezbędnych prac. Kiedyś go muszę mimo wszystko sfotografować - wydaje się bowiem, że będzie w bardzo interesujący sposób oświetlony. Tymczasem zerknąć można na dwie fotografie zatytułowane "Peron drugi". Pierwsza miała rozpocząć serię idealnie symetrycznych ujęć wspomnianego peronu, jednak okazało się, że niestety, nie wszędzie symetria jest tam obecna.

Jak łatwo można zauważyć, oba zdjęcia "Peron drugi" mają zupełnie inną paletę barw - a wynika to tak naprawdę z różnego balansu bieli w obu przypadkach. Po co? Tylko i wyłącznie po to, by uzyskać dwa różne nastroje - czyż żółcie i oranże nie zachęcają do wejścia po schodach? A zimny, niebieski odcień nie straszy bezdusznością?

Poniższe ujęcie tak naprawdę miało wyglądać nieco inaczej - zrobione od strony drzwi, które tutaj widać w oddali, miało sugerować sterylny, jaskrawo oświetlony korytarz, również wpisujący się w pomysł na symetrię. Gdy już byłem prawie zadowolony z podglądu zdjęcia na wyświetlaczu aparatu, tknęła mnie jedna rzecz: coś się nie zgadzało. Przyjrzałem się uważniej i... światła nie są zamocowane symetrycznie, naprzeciw siebie, tylko naprzemiennie... Skoro pomysł na symetrię nie wypalił, obszedłem korytarz od drugiej strony, aby była widoczna wielka dwójka, kierująca zabieganych podróżnych na właściwy peron.

Niewiele więcej udało mi się wywalczyć na dworcu - wszędzie albo płoty, albo taśmy, albo zwały piasku. Poszedłem zatem dalej, w stronę trasy nr 92. Prawdę mówiąc, miałem nadzieję, że leżący niedaleko plac zabaw dla dzieci okaże się interesujący we mgle. Zawiodła mgła, która nie była tak gęsta, jak jeszcze poprzedniego dnia. Wszelkie przymiarki do ciekawego ujęcia spełzły na niczym i nawet nie nacisnąłem spustu migawki. Idąc dalej, dotarłem w końcu do kładki, którą można przedostać się do "prawdziwego Swarzędza", jak mawiają rodowici swarzędzanie, z lekką wyższością patrzący na mieszkańców Nowej Wsi:

To zdjęcie można by zatytułować tak, jak cały wpis - na wiele normalnych lamp trafiła się taka, która nie robi tego, co pozostałe. Jak fotograf, wychodzący robić zdjęcia nad ranem w sobotę...

środa, 21 listopada 2012

[S] Poranek w mieście

W zeszłym roku tak się jakoś złożyło, że miałem urlop już 23 grudnia. Postanowiłem wówczas podjechać rano do Poznania i poszwendać się tu i tam z aparatem, a raczej aparatami. Niedługo przedtem bowiem zakupiłem kompaktowego Canona S95 i byłem ciekaw, czy taki maluch da sobie radę w, było nie było, trudnych warunkach. Ciemność, pierwszy tamtej zimy śnieg, lekka mgła (do licha, komu się chce w takich warunkach wychodzić z domu? w czasie urlopu?!)

Pojechałem autobusem - odpada wówczas problem parkowania, które po pierwsze zmusza człowieka do powrotu w dokładnie to samo miejsce, z którego wyszedł, a po drugie - nie jest łatwe i tanie w "przyjaznym" Poznaniu. Pierwsze kroki skierowałem w stronę Chwaliszewa. Niestety, próby zrobienia jakiegokolwiek zdjęcia bez statywu spełzły na niczym, zatem pogratulowałem sobie przezorności i odtroczyłem trójnóg od plecaka. Teraz było już lepiej, ale zasadniczo cierpiałem jeszcze na brak pomysłów (chyba nie byłem do końca obudzony), więc powlokłem się na Garbary, w stronę Cytadeli.

Idąc - nieco smętnie - noga za nogą, zobaczyłem nagle zaskakujący obraz: trzy wielkie adwentowe świeczniki. Tak właśnie wyglądała tego dnia siedziba firmy Aquanet:

Czyż można było się powstrzymać przed zrobieniem zdjęcia? Wprawdzie ludzie stojący na przystanku przyglądali mi się trochę dziwnie, gdy na brzegu chodnika rozkładałem statyw i mocowałem do aparatu wężyk... Dobrze, że się pospieszyłem, bo chwilę po wyzwoleniu migawki tuż przed widoczną bramą zaparkowała wielka ciężarówka - ot, co znaczy być na właściwym miejscu o właściwej porze!

Honor zatem był uratowany, przynajmniej jedno w miarę przyzwoite zdjęcie zrobiłem. Zamiast więc iść dalej na Cytadelę, nagle poczułem zimno i postanowiłem powoli kończyć wycieczkę. Spacer Estkowskiego nie należy może do najprzyjemniejszych, zwłaszcza kiedy wieje, a samochody pryskają błotem pośniegowym spod kół, ale wiadomo, że wizja śniadania z gorącą herbatą znakomicie polepsza humor. Poniżej fotografia wykonana podczas wędrówki Estkowskiego:

Przechodząc obok Katedry nie mogłem sobie darować i poszedłem bliżej. Ujęcia od frontu wyszły jednak niespecjalnie, ale całkiem przyzwoite zdjęcie udało mi się zrobić, zachodząc Katedrę od strony starego Mostu Rocha - obecnie, zdaje się, Mostu Jordana:

To jedyne chyba udane zdjęcie zrobione tego dnia kompaktem Canona. Nie znałem go jeszcze dostatecznie (dość powiedzieć, że miałem kłopoty z ustawianiem korekty ekspozycji!), poza tym zbyt optymistycznie podszedłem do kwestii używalnego ISO oraz zniekształceń geometrycznych... Mimo to nadal uważam, że był to udany zakup, bo nie raz i nie dwa okazywało się, że dzięki niemu mogłem zrobić ujęcie, którego inaczej zrobić bym nie mógł - bo nie miałem pod ręką innego aparatu.

Ostatecznie dotarłem na Śródkę, gdzie udało mi się złapać autobus powrotny. Czas wielki, bo naprawdę było już zimno, a i głodno także. Poranek owocny, chociaż... Po świętach okazało się, że mało brakowało, a w ogóle nie miałbym zrobionych wówczas zdjęć - po Nowym Roku padł twardy dysk. To jednak już zupełnie inna opowieść...

czwartek, 15 listopada 2012

[R] Grzegorz Turnau i Jacek Królik

Grzegorz Turnau Jacek Królik koncert Swarzędz

Całkiem niedawno moje miasto odwiedzili wspomniani w tytule panowie, aby zaprezentować się podczas koncertu "Wieczór sowich piosenek". Wykorzystałem tę okoliczność nie tylko po to, by na żywo ucieszyć uszy zacnym kawałkiem muzyki, ale także by spróbować swych sił w fotografii koncertowej. Jako że dużego doświadczenia w tego typu fotografii nie mam, cudów raczej nie należy się spodziewać, ale robiłem, co mogłem :)

Sam koncert był - w moim odczuciu - bardzo udany. Pan Grzegorz rewelacyjnie zaśpiewał znane i mniej znane utwory, Pan Jacek z kolei dzielnie mu akompaniował. Zdarzały się momenty zabawne, a czasem i liryczne. Zresztą, kto lubi piosenki Grzegorza Turnaua, temu nie trzeba wiele tłumaczyć. Tak czy inaczej, warto było się wyrwać z domu na te prawie dwie godziny.

środa, 14 listopada 2012

[E] Zima w lecie

Poniższy wpis umieściłem swego czasu jako post na forum Nikoniarzy, podsumowujący wątek dotyczący wykonywania zdjęć w podczerwieni. Myślę jednak, że mogę go również umieścić tutaj, żeby nie zaginął podczas jakichś forumowych porządków. Druga uwaga, od razu na początku - choć część porad ma charakter uniwersalny, to jednak jako użytkownik aparatów firmy Nikon, tylko na takich mogłem zdobywać doświadczenie i o takich czytałem na forum. Stąd dużo informacji, wskazujących na konkretne modele - oczywiście, nie oznacza to, że zdjęć w podczerwieni nie da się robić Canonami czy aparatami Sony, jednak nie wiem, które modele nadają się do tego bardziej (pewnie te starsze), a które w ogóle.

Ale do rzeczy: co zrobić, aby fotografować w podczerwieni?

Pogoda

  • zaleca się fotografowanie w słoneczny dzień, soczystej zieleni skontrastowanej z błękitnym niebem - wprawdzie nie jest to wymóg, ale zwiększa kontrastowość zdjęcia oraz skraca czasy; przy bardzo dobrej pogodzie można jednym z wyróżnionych aparatów robić zdjęcia nawet z ręki (z filtrem nakręcanym)

Sprzęt

  • aparat, który ma słaby filtr IR (Nikon D100, D50, D70) - innymi da się robić, ale czasy naświetlania drastycznie rosną
  • statyw - nawet dla wymienionych wyżej aparatów czasy są raczej długie, więc warto zadbać o dobre podparcie, tym bardziej, że podnoszenie ISO w IR się nie sprawdza
  • filtr IR - tu jest kilka rozwiązań: albo kupujemy nakręcany filtr Hoya (wariant drogi), albo Cokin (a tutaj albo stosujemy go normalnie w uchwycie (holderze), jedynie zasłaniając boki przed wpadającym światłem, albo wycinamy koło i "wklejamy" do ramki jakiegoś taniego filtra nakręcanego)
  • obiektyw bez tzw. hot-spota* (np. kitowy obiektyw Nikkor 18-55, uniwersalny Nikkor 18-200, pewnie N18-105, Sigma 10-20)
  • dla osób, które zapragną dłużej i lepiej fotografować w IR zalecana jest przeróbka aparatu, polegająca na zdjęciu filtra "wycinającego" IR przed matrycą (samouczki można znaleźć w sieci) - można zamiast niego założyć filtr "wycinający" pasmo widzialne przed matrycą lub normalnie nakręcić filtr IR na obiektyw; w tym przypadku aparat będzie się nadawał w zasadzie tylko do IR, ale za to będzie umożliwiał fotografowanie z krótkimi czasami (np. 1/250s); dodatkowo, gdy ktoś filtr IR zamontuje przed matrycą zamiast na obiektywie, będzie mógł normalnie kadrować (obraz nie będzie czarny); UWAGA - po demontażu filtra sprzed matrycy do IR nadaje się praktycznie każdy aparat cyfrowy (choć wtedy nadaje się w zasadzie tylko do IR)!

Technika

  • najważniejszy wydaje się balans bieli - należy ustawić sobie w aparacie WB na PRE (w Nikonach) i spróbkować z zielonej trawy lub korony drzewa Z ZAŁOŻONYM FILTREM (jak ustawiać własny balans bieli, odsyłam do instrukcji - w aparatach innych niż Nikon też się da to zrobić); można też trzaskać zdjęcia w RAWach na dowolnym WB, a balans bieli ustawić dopiero na etapie obróbki, ale pod warunkiem, że używamy oprogramowania producenta (CaptureNX lub ViewNX dla Nikona); pojawiły się głosy, że nie zawsze da to wymaganą jakość, ale osobiście nie robiłem porównań i namawiam po prostu do stosowania odpowiedniego, własnego balansu bieli (oraz tak czy inaczej do używania RAWów )
  • aparat mocujemy na statywie,
  • kadrujemy bez założonego filtra,
  • nastawiamy ostrość i wyłączamy AF; ostrość czasem trzeba skorygować dla niektórych obiektywów (część obiektywów - zgaduję, że te starsze - mają na skali zaznaczenie dotyczące ostrzenia z filtrem IR; nie mam takiego obiektywu, więc nic bliżej nie napiszę)
  • ostrożnie nakręcamy filtr i robimy zdjęcie
  • zdjęcie z prawidłowym WB powinno mieć niebo w odcieniach brązu, a zielenie jaskrawo białe z małą domieszką błękitu

Obróbka

  • należy zaopatrzyć się najlepiej w oprogramowanie producenta aparatu (dla Nikona CaptureNX lub ViewNX) - Adobe CameraRAW z pakietu Photoshop/Lightroom niestety nie za bardzo się nadaje, brakuje skali temperatury, aby pozbyć się zafarbów; osobiście używałem ViewNX oraz Lightrooma 4 i ładne IR wychodziły mi tylko z ViewNX... Oczywiście, jeśli ktoś robi JPG z prawidłowo ustawionym WB, to może obrabiać od razu w dowolnym programie graficznym z opcją mieszania kanałów
  • korygujemy lekko balans bieli i kontrast (aby "biel była jeszcze bielsza")
  • otwieramy w Photoshopie (lub innym programie, który umożliwia mieszanie kanałów) - być może CaptureNX umożliwia mieszanie kanałów, nie używałem, ale wówczas nie trzeba nawet go opuszczać
  • wchodzimy do mieszania kanałów i dla kanału czerwonego zmieniamy proporcje czerwonego na 0%, a niebieskiego na 100% - dla kanału niebieskiego robimy odwrotnie (czyli niebieski na 0%, a czerwony 100%); w efekcie niebo powinno stać się niebieskie, a lekkie błękity w roślinności - jasnobrązowe;
  • korygujemy ogólną kolorystykę wg własnego uznania
  • zapisujemy, publikujemy, chwalimy się

Problemy

  • zdjęcie wychodzi czarne - zbyt krótki czas naświetlania
  • zdjęcie wychodzi czerwone - zły balans bieli
  • nie można ustawić balansu bieli PRE, zawsze komunikat "no good" - ostatnia deska ratunku to robienie w RAWach i próba balansowania w CaptureNX/ViewNX
  • na środku zdjęcia pojawia się okrągła plama - obiektyw ma hot-spot, trzeba zmienić obiektyw
  • brzegi zdjęcia są zażółcone/przekolorowane - efekt używania Cokina w uchwycie (holderze) (przedostaje się światło widzialne), należy uszczelnić połączenie filtru z obiektywem lub zastosować filtr nakręcany
  • bardzo długie czasy - aparat ma (zbyt) dobry filtr odcinający promieniowanie IR; zmienić aparat na jeden ze starszych modeli lub wymontować filtr sprzed matrycy

Podsumowanie

Fotografia w podczerwieni to fascynująca przygoda, choć raczej krótkotrwała. Niemniej uważam, że warto spróbować - zwłaszcza wiosną - efekty mogą zadziwić, gdy opatrzony krajobraz zalśni nowym blaskiem białych liści.

Chciałbym też podziękować wszystkim koleżankom i kolegom z forum Nikoniarzy, bo bez nich nigdy nie odkurzyłbym leżącego w szafie filtra IR i nie wypróbował drzemiących w nim możliwości.


*) hot-spot - ciemny punkt w centrum obrazu, występujący podczas robienia zdjęć niektórymi (zwłaszcza nowszymi) obiektywami; prawdopodobnie jest wynikiem stosowania w nowych obiektywach specjalnych powłok zwiększających transmisję światła - ale jest to prawda z gatunku "wyczytanych w internecie"; faktem jest, że niektóre obiektywy przy fotografowaniu w podczerwieni tworzą w centrum obrazu ciemny punkt (czy wręcz pole), co je praktycznie dyskwalifikuje z tej dziedziny

wtorek, 13 listopada 2012

Prawdziwy fotograf i Fotoszop

Początkowo miał to być długi i nudny (zapewne) wywód na temat tego, dlaczego warto używać programów do edycji zdjęć, zamiast poprzestać na pliku jpg prosto z aparatu. Powstały trzy wersje wpisu, zanim dostrzegłem bezcelowość poważnego rozprawienia się z pokutującymi poglądami, przedstawiającymi Photoshopa jako pomiot szatana i źródło zła wszelakiego. Tych, którzy są ortodoksyjnymi wyznawcami tezy, że nic poza jpgiem nie jest potrzebne do życia oraz tych, którzy nawet zbieranie okruszków ze stołu nazywają "stemplowaniem", do niczego nie przekonam. Czy zresztą istnieje jedyna słuszna prawda? Zamiast tego postanowiłem pokazać na dwóch przykładach, do czego można użyć Photoshopa - a może bardziej, do czego ja go zwykle używam.

Pierwsze zdjecie to stuprocentowy fotomontaż. Przedstawiona scena nigdy nie zaistniała w takiej postaci, w jakiej jest tu widoczna. Miskę z suchym chlebem i kubkiem trzymałem po prostu w ręce, parapet został wklejony z innego, przygotowanego w tej właśnie intencji zdjęcia, zaś drobne szczegóły (cienie, kreski na ścianie) - po prostu dorysowane. Praca powstała w ramach przygotowywania zdjęcia do konkursu pt. "Noce i dnie". Po co ta cała maskarada z fotomontażem? Bo miałem pomysł na więzienny mur z charakterystycznymi rysami, a nie udało mi się znaleźć odpowiedniego miejsca (a nawet gdybym znalazł, to niekoniecznie mógłbym pożłobić w ścianie wymagane kreski).

Drugie zdjęcie prawdę powiedziawszy nie bardzo wygląda jak zdjęcie - bardziej na obraz wygenerowany jakimś matematycznym algorytmem. Tymczasem największa modyfikacja to kadrowanie do kwadratu (lekko też zwiększyłem kontrast, ale to była kosmetyczna zmiana). Zdjęcie przedstawia dym z kadzidełka, a cały sekret tkwi w odpowiednim przygotowaniu fotografowanej sceny. Ciemność, odpowiednie tło, osłonięta i ustawiona we właściwym kierunku lampa błyskowa. Czy tak ten dym wyglądał w rzeczywistości? Rzecz jasna nie - w zasadzie nic nie było widać, trudno więc, bym podejmował jakąś racjonalną decyzję o wyborze momentu naciśnięcia spustu migawki. To jedno ze zdjęć, które wybiera się spośród kilkudziesięciu zrobionych - jak zdjęcia kropelek wody czy burzowych błyskawic. Czyż nie jest to także rodzaj manipulacji?

Na dwie rzeczy chciałbym zwrócić uwagę: po pierwsze w obu przypadkach użyty był Photoshop. Wprawdzie w odmiennym celu, ale BYŁ. W pierwszym - intensywnie, z warstwami, maskami, użyciem sporej (już obecnie) wiedzy o narzędziu. W drugim przypadku w zasadzie użycie sprowadziło się do wywołania pliku RAW i wykadrowaniu. Niemniej dla obu zdjęć była konieczna obróbka - z mojego punktu widzenia, naturalnie.

Po drugie, chyba ważniejsze: każde zdjęcie jest manipulacją. Mniejszą czy większą, świadomą lub nie - ale jest zawsze. Wynika to z prostego faktu - matryca światłoczuła lub błona fotograficzna w połączeniu z soczewką obiektywu nie rejestrują obrazu w sposób identyczny, jak ludzkie oko. Siłą rzeczy też nie można zarejestrować tego, co się WIDZI, rejestruje się to, co się ZAUWAŻYŁO. I myślę, że rolą prawdziwego fotografa jest takie przygotowanie obrazu, żeby widz zauważył to, co chcemy, żeby było zauważone. I wyrobił sobie na ten temat własne zdanie.

Jako podsumowanie napiszę coś takiego: szczerze mówiąc, nie robi mi różnicy, JAK osiągnę satysfakcjonujący mnie obraz. Czy za pomocą oprogramowania edycyjnego (dawniejsza ciemnia), czy za pomocą znajomości pewnych "sztuczek" w rodzaju panoramowania, płytkiej głębi ostrości czy odpowiedniego oświetlenia. Wiem, że niektóre rzeczy można osiągnąć tylko w jeden sposób. I uważam, że kluczem jest znajomość jak największej liczby dróg osiągnięcia celu. Reszta jest obrazem.

poniedziałek, 12 listopada 2012

I oby tak dalej...

Pisanie nie jest moją domeną - nie oszukujmy się. Chciałbym wierzyć, że jest, ale jednak - nie. Zbyt mało do powiedzenia, zbyt wątła praktyka, niewystarczające w końcu wykształcenie. Takie myśli nie nastrajają optymistycznie, a dokładając na samą górkę przeciwwskazań generalny pęd ludzkości tylko do publikowania bez jakiejkolwiek choćby myśli o zobaczeniu, co publikują inni - dochodzimy do (nie bójmy się tego słowa) tragedii. "Każdy gada, nikt nie słucha", jak śpiewa jakiś współczesny pieśniarz w radio.

Więc po co? Po co umieszczać jakieś wpisy, których nikt nie przeczyta? Ano z przekory. No bo dlaczego niby nie? Przestać zawsze można, jeśli ochoty zabraknie. Ale może nie zabraknie?

O czym zaś pisać? Popróbuję publikować luźne wpisy "okołofotograficzne", podpierając się czasem tu i ówdzie obrazem - fotografia bowiem to moje hobby, obecnie najważniejsze. Nie chciałbym jednak, by kolejne wpisy były tylko komentarzami do zdjęć, bo w końcu kiepskiej fotografii nawet genialny opis nic a nic nie pomoże. Czego chciałbym jednak - tego póki co nie wiem. Jak mawiał Filemon pacnąwszy łapą kłębek wełny: "zobaczymy, jak się to potoczy".

Na początek zatem, żeby już niepotrzebnie nie przedłużać, zdjęcie z porannego spaceru po Kościanie. Sympatyczne miasto, z którego na pewno jakieś jeszcze fotografie się tutaj pokażą. Poranek ten nie był udany - jeszcze przed wschodem słońca wydawało się, że już kompletnie nic ze światła nie wyjdzie. Obszedłem rynek, wzbudzając statywem zainteresowanie jakiegoś przypadkowego przechodnia. Było mi zimno i trochę żałowałem, że nie pozwoliłem sobie odespać dość ciężkiego tygodnia. Pokręciłem się to tu, to tam, aż w końcu ruszyłem deptakiem w stronę Liceum. Na ujęcie tego wielkiego gmachu jednak nie starczyło mi już pomysłów, więc postanowiłem iść dalej, do ronda - lekką nadzieję dawała pozłota na niebie. Nie uszedłem daleko, gdy zobaczyłem mniej więcej to, co widać poniżej. Na szczęście ptaków było dużo i jakimś cudem udało mi się zdążyć, zanim wszystkie odleciały.

Pomyślałem sobie - budynek na tym zdjeciu to mój blog - ptaki to stare wpisy. A teraz trzeba zacząć budować coś nowego.