wtorek, 30 kwietnia 2013

[S] Kórnickie Arboretum

Kolejny dzień ze słońcem bawiącym się w chowanego. Skutecznie, dodajmy. Można nawet powiedzieć, że słońca tak bardzo nie było, że jego miejsce zajął deszcz, potwierdzając tezę, iż przyroda nie znosi próżni. Ale nie ma co narzekać, trzeba robić swoje. A że w planach była wyprawa do kórnickiego Arboretum, trzeba było wsiąść w samochód i pojechać. Pierwsze krople deszczu spowodowały wprawdzie, że mało co samochód na rondzie sam nie zawrócił do domu, lecz ostatecznie przedarł się przez rozłożone na drodze do Garbów ekipy remontowo-naprawcze i gładko pomknął na południowy wschód.

W samym Kórniku deszcz początkowo nie padał, co dało mi czas na wykonanie kilku zdjęć. Pozostał jednak pewien niedosyt, ponieważ magnolie wzięły sobie do serca sentencję z plakatu, że mają kwitnąć od pierwszego do trzeciego maja i zaprezentowały zaledwie pąki:

Na szczęście różanecznik nie miał obiekcji i śmiało zapozował:

Niezapominajka też chciała się pokazać, a mało co zostałaby przeoczona:

I jednak okazało się, że w Arboretum można było znaleźć wcale sporo okazów wartych sięgnięcia po aparat, nawet w kropiącym deszczu. Pozostało jedynie dbać, by krople nie zachlapały przedniej soczewki:

Myliłby się ten, kto sądzi, że Arboretum to tylko kwiatki. To także zwierzęta, a na dowód zamieszczam fotografie dwóch przedstawicieli. Niestety, warunki nie bardzo nadawały się do tego rodzaju zdjęć, więc jakość jest niespecjalna, ale przynajmniej jest dowód, że drozdy i dzięcioły po Arboretum przemykają:

I tradycyjnie już, na koniec mały bonus - lokator "miejsca służbowego". Strach się bać!

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

[S] Kolejowo

Coś nie może się rozkręcić tegoroczny długi majowy weekend – jeszcze trzy dni temu było pięknie i słonecznie, teraz zaś – zimno, ponuro i na dodatek deszczowo. Ale i tak wybraliśmy się z Krzyśkiem na poranną sesję, tym razem w pobliże bocznicy kolejowej. Wschód słońca trwał może dziesięć minut i wyglądał niezbyt imponująco:

Potem zrobiło się zwyczajnie szaro. Wiele obiecywałem sobie po tym miejscu i planowałem odwiedzić je dużo wcześniej, ale dzisiaj jakoś nie potrafiłem wykrzesać z siebie pomysłów na ciekawe zdjęcia. Szkoda jednak marnować dwa stojące ciągi wagonów, zatem postanowiłem skupić się na szczegółach – w sumie nigdy wcześniej nie przyglądałem się dokładniej, jak wyglądają elementy wagonu kolejowego. Fascynujące były jednak zarówno kształty, jak i faktury oraz… kolory!

Na koniec jeszcze widok na filary wiaduktu – trochę skojarzyły mi się z jakąś starożytną świątynią:

niedziela, 28 kwietnia 2013

[E] Cyfrowa ciemnia, część 1

Dziś kilka słów na temat Lightrooma. Ostanio (Lightroom 5 beta) zachęcałem do wypróbowania wersji beta, ale Ci, którzy się zdecydowali, a do tej pory nie korzystali z programu Adobe, mogli poczuć się trochę zagubieni. Dzisiaj garść porad dla tych właśnie zagubionych, którzy chcieliby, ale nie wiedzą jak. Posłużę się wersją 5 beta Lightrooma, ale wersja 4 wygląda niemal identycznie.

Jak to działa?

Podstawą w pracy z Lightroomem jest tak zwany katalog. Nie należy go utożsamiać z katalogiem-folderem na dysku – jest to raczej po prostu duży zbiór zdjęć, rodzaj bazy danych (od strony informatycznej – to naprawdę baza danych). Katalog jest reprezentowany przez plik z rozszerzeniem .lrcat i tak naprawdę zawiera informacje, gdzie znajduje się jakie zdjęcie, jak zostało opisane i obrobione. Możemy zakładać wiele katalogów, ale w praktyce zwykle zakłada się jeden i korzysta tylko z niego.

Na początku program zmusza nas do stworzenia katalogu – załóżmy go na dysku, gdzie jest w miarę przestronnie i najlepiej niech to będzie inny dysk, niż ten, na którym będziemy trzymać zdjęcia (program działa wówczas szybciej). Przestronność wynika stąd, że od czasu do czasu Lightroom będzie wykonywał kopię zapasową katalogu, co zajmuje trochę miejsca, musi też gdzie trzymać miniaturki zdjęć,  wygenerowane na potrzeby szybkiego podglądu.

Mam katalog – co dalej?

Sam katalog nic nam jeszcze nie daje. Zapewne mamy na którymś dysku zgromadzone foldery ze zdjęciami (a może mamy je na różnych dyskach? to bez znaczenia). Wszelkie zdjęcia możemy “wczytać” do katalogu. Wczytanie polega albo na DODANIU zdjęć (wtedy Lightroom tylko “zapamiętuje”, gdzie są one położone), albo na SKOPIOWANIU zdjęć (wówczas poza “zapamiętaniem” program także stworzy kopie w wybranym folderze na dysku). Pierwszy sposób jest dobry do katalogowania zdjęć, które już mamy na twardym dysku i tylko chcemy je przeglądać/obrabiać za pomocą Lightrooma, drugi sposób jest dobry przy zgrywaniu zdjęć z aparatu.

2013-04-27_21h02_07 

Jak wczytujemy zdjęcia do katalogu? Należy przejść do widoku Library (o widokach jeszcze napiszę – na razie po prostu wystarczy kliknąć odpowiedni napis w prawym górnym narożniku programu). Po przejściu do widoku szukamy po lewej stronie na dole przycisku Import i klikamy go. Teraz w panelu po lewej stronie zaznaczamy folder do wczytania – Lightroom powinien go przeszukać i w centralnej części wyświetlić miniatury fotografii. Domyślnie wszystkie zdjęcia mają włączony “haczyk”, co oznacza, że będą dodane do katalogu. U góry ekranu możemy wybrać tryb dodawania – Copy as DNG kopiuje wybrane pliki, jednocześnie konwertując je na odpowiednik formatu RAW, promowany przez firmę Adobe. Zwykłe Copy doda zdjęcia do katalogu i skopiuje je do folderu, który można wskazać w panelu po prawej stronie (sekcja Destination). Podobnie zadziała Move, ale usunie pliki z oryginalnej lokalizacji (ostrożnie zatem!). Ostatnia możliwość to Add, czyli tylko dodamy zdjęcia do bazy Lightrooma, nic z nimi nie robiąc. Po ustawieniu wszystkich opcji klikamy na Import i czekamy, aż pasek postępu (lewy górny narożnik okna programu) dobrnie szczęśliwie do końca.

2013-04-27_21h15_27

Widzę fotografie

Po zaimportowaniu zdjęć można przystąpić do właściwego korzystania z programu. Robi się to za pomocą tak zwanych widoków – jeden z nich już poznałeś, to Library, czyli podgląd na katalog. Na początku, po pierwszym imporcie, w katalogu znajdują się zdjęcia, zgrupowane w foldery, w jakich są na dysku (sekcja Folders). Możemy zaznaczyć dowolny z folderów, a Lighroom wyświetli nam jego zawartość. Miniaturki wyświetlane są w dolnej części, na pasku przypominającym kadry analogowego filmu. Środkowa część może prezentować także miniatury (trochę większe) albo pojedyncze zdjęcie, zaznaczone na dolnym pasku. Przełączyć się można, klikając jedną z ikon lub używając klawiszy E (pojedyncze zdjęcie) i G (jak grid – widok siatki, miniaturek).

2013-04-27_21h30_56

Tajemnica pełnego ekranu

Jako że duża część użytkowników może przede wszystkim chcieć przeglądać zrobione zdjęcia, tutaj mała porada, jak uzyskać w Lightroomie taki widok. Wersja 5 beta ma specjalny klawisz F, który włącza odpowiedni tryb i tu już nie trzeba sie niczym przejmować. Jednak w wersjach wcześniejszych (np. 4) trzeba trochę pokombinować. Przede wszystkim przechodzimy w tryb pojedynczego zdjęcia (E), po czym naciskamy kombinację Shift+Tab. Pozbyliśmy się w ten sposób paneli pomocniczych, ale nadal widzimy np. panel do oceny zdjęć i pasek menu. Teraz zatem dwukrotnie naciskamy klawisz L – interfejs programu będzie się wygaszał, aż zniknie. Żeby go znów pokazać, jeszcze raz naciskamy L. Trochę kiepskie to całe rozwiązanie, ale lepszego nie znalazłem (jest wprawdzie tryb prezentacji, ale najgorszemu wrogowi nie życzę oglądać w nim zdjęć)

Oceniamy

Widok Library służy głównie do przeglądania zdjęć, ich oceniania i opisywania, chociaż można też przeprowadzać zgrubną obróbkę. Przeglądanie – wiadomo, o co chodzi. Ale ocenianie i opisywanie?

To właśnie siła Lightrooma. Wyobraźmy sobie najczęstszy przypadek – zaimportowaliśmy właśnie zdjęcia ze spaceru. Doświadczenie uczy, że nie wszystkie się udały. Te ewidentnie kiepskie możemy odsiać już przy samym imporcie, ale jeśli tego nie zrobiliśmy, teraz jest właściwy czas. Włączamy widok pojedynczego zdjęcia i przeglądamy, trzymając palec na klawiszu P (jak pick). Na każdym zdjęciu, które chcemy zatrzymać, wciskamy rzeczony klawisz. Zdjęcie zostanie “oflagowane”. Po zakończeniu przeglądania możemy zmienić widok na siatkę (klawisz G) i wejść do menu Library, by wybrać polecenie Filter by Flag-Unflagged photos only. Zdjęcia z flagami znikną z widoku, zostaną tylko te bez flag. Nic prostszego – zaznaczamy wszystkie przez Ctrl+A i naduszamy klawisz Delete. Tutaj UWAGA: program wyświetli pytanie, czy usunąć pliki z dysku (Remove from disk), czy tylko z katalogu (Remove - domyślnie zaznaczone). Jeśli chcemy się na zawsze pozbyć zdjęć, wybieramy pierwszą opcję – druga jest według mnie trochę pozbawiona sensu, bo przy pierwszej synchronizacji folderu (o tym też jeszcze powiem) program znów nam te zdjęcia będzie chciał importować.

2013-04-27_21h49_20

Dopisek: zamiast powyższej procedury można po prostu używać klawisza X, który oznacza zdjęcie jako "odrzucone" - po przeprowadzonej selekcji wchodzimy do menu Photo i wykorzystujemy polecenie Delete rejected photos.

Zamiast flag możemy użyć gwiazdek, przy przeglądaniu kładąc paluszki lewej dłoni na cyfrach 1-5. W zależności od “poziomu” zdjęcia, naciskamy 1, 2, 3, 4 lub 5 (zazwyczaj przyjmuje się, że im wyższa nota, tym lepsze zdjęcie, ale każdy może to robić według własnego uznania). Zdjęcie zyskuje odpowiednią liczbę gwiazdek. W ten sposób możemy przejrzeć np. dwukrotnie zbiór, ewentualnie korygując przyznane “noty”. Teraz znów przełączamy się na widok siatki (G) i z menu Library wybieramy Filter by Rating i decydujemy, od jakiego poziomu zdjęcia są do przyjęcia (np. trzy gwiazdki). Zaznaczamy zatem 2 stars oraz and lower. W widoku zostaną nam tylko zdjęcia z notą 2 lub mniejszą (oraz te bez noty). I znów, Ctrl+A i Delete.

2013-04-27_21h44_37

Być może dziwi Cię, dlaczego zawsze musieliśmy się przełączać do widoku siatki (G). Otóż nie wiedzieć dlaczego, tylko w tym trybie można np. usuwać wiele plików za pomocą klawisza Delete czy wpisywać ten sam opis (słowa kluczowe) do wielu plików jednocześnie. Dlatego warto wyrobić sobie nawyk, że jeśli robimy coś grupowego, to w widoku siatki.

Opisujemy

Odsialiśmy już ziarno od plew i zostały nam same udane zdjęcia. Moglibyśmy już przystąpić do obróbki, ale naprawdę zachęcam do poświęcenia choćby 2-3 minut na wpisanie kilku słów kluczowych. Najprościej można to zrobić, zaznaczając wszystkie zdjęcia w trybie siatki (G i Ctrl+A). Teraz w panelu po prawej stronie wyszukujemy sekcję Keywording i wpisujemy np. wycieczka, Toruń, lato. Po wpisaniu tych słów i naciśnięciu Enter wszystkie zdjęcia powinny zostać opatrzone ikonką ołówka. Naturalnie, do poszczególnych zdjęć możemy dodać szczegółowe słowa, np. pomnik czy stary zamek. Im lepiej opiszemy fotografie, tym większy będziemy mieli z tego pożytek – Lightroom potrafi bowiem tworzyć tak zwane kolekcje, grupując zdjęcia według różnych kryteriów, np. właśnie słów kluczowych. Zamiast więc szukać stu zdjęć z różnymi zamkami po wielu folderach z wielu lat, wystarczy kazać to zrobić programowi i przejrzeć gotową grupę. Po to właśnie wynaleziono programy katalogujące!

Słowa kluczowe można dodać już na etapie importu, w panelu po prawej stronie widnieje pole Keywords. Słowa te zostaną automatycznie wpisane do wszystkich zaimportowanych plików. Co więcej, możemy przygotować kilka, kilkanaście gotowych zestawów słów kluczowych (pole Metadata – rozwiń i wybierz New, na dole okna są słowa kluczowe), jeśli często importujemy typowe zestawy zdjęć (np. makro ze spaceru, architektura itp.).

A gdzie obróbka?

W tej części nie zajmiemy się jeszcze samą obróbką – trzeba sobie coś zostawić na później. Ważne, że po przeczytaniu powyższego tekstu powinieneś już umieć:

  • stworzyć katalog
  • zaimportować zdjęcia
  • stosować system flag/ocen, aby oznaczyć te najlepsze zdjęcia
  • korzystać z widoku siatki i pojedynczego zdjęcia, w zależności od potrzeb
  • opisywać zdjęcia słowami kluczowymi

W następnej części zajmiemy się tym, co wydaje się najciekawsze, czyli dopieszczaniem naszych małych dzieł za pomocą narzędzi edycyjnych Lightrooma.

sobota, 27 kwietnia 2013

[S] Pochmurna sobota

Ostatnie dni były naprawdę ciepłe i wiosenne, ale po nocnym deszczu sobota wstała pochmurna i zachęcająca raczej do pozostania w łóżku z ciekawą książką (niech żyje Terry Pratchett!). Jednak warto było wyjść – po deszczu wszystko, co zielone, jeszcze bardziej wyjrzało na Boży świat. Drzewa i krzewy zakwitły, brakowało tylko owadów w większej liczbie, ale to przez chłodny poranek. Tak czy owak, trzygodzinną wyprawę na północno-zachodnią stronę Jeziora Swarzędzkiego należy uznać za udaną.

20130427_NSC_8807 20130427_NSC_8823 20130427_NSC_8834  Zielone listki szczawika przyciągają wzrok – a na nich dowód, że nocą padało:

20130427_NSC_8893 Stare drzewa puszczają nowe gałązki:

20130427_NSC_8895 20130427_NSC_8912 20130427_NSC_8915 20130427_NSC_8916 Żywych stworzeń nie było zbyt wiele – dominowały wszelkiej maści pajączki. Poniżej jeden z nich w drodze na świeży klonowy liść:

20130427_NSC_8924 20130427_NSC_8936  20130427_NSC_8966 20130427_NSC_8969

I jeszcze jeden żywy przedstawiciel wiosennej pory – był bardzo nerwowy, bo kwiatki małe, a tyle się trzeba nalatać i nawyjadać!…

20130427_NSC_8949

I tradycyjnie na koniec bonus – jak to czasem ciekawie się pęknięcia ułożą…

20130427_NSC_8889

piątek, 26 kwietnia 2013

Lightroom 5 beta

W ostatnich dniach Adobe zaprezentowało wersję testową swojego kombajnu do katalogowania i obróbki zdjęć, czyli Lightroom. Nowa “piątka” warta jest ściągnięcia i wypróbowania – do czasu wydania pełnej wersji można jej używać w pełni za darmo i bez żadnych ograniczeń. Trzeba tylko zarejestrować się na stronie Adobe i pobrać wersję instalacyjną. Informacja dla aktualnych użytkowników starszych wersji – beta instaluje się całkowicie niezależnie, nie gmera w ustawieniach pełnej wersji. Oczywiście, należy dla niej utworzyć nowy katalog, bo producent zastrzega, że nie gwarantuje, że dokonywane tą wersją modyfikacje zostaną odczytane przez wersje starsze oraz przez wersję pełną. To wersja testowa, więc tak ją należy traktować.

Dla nowicjuszy

Kilka słów wyjaśnienia dla tych, którzy z Lightroomem nie mieli wcześniej do czynienia. To program do katalogowania, opisywania i w końcu kompleksowej obróbki fotografii. Można fotografiom przypisywać słowa kluczowe, tworzyć kolekcje (także wirtualne, gdy np. każemy programowi pokazać kolekcję zdjęć opatrzonych słowem kluczowym “roślina”, pokaże nam w ramach pojedynczego zbioru wszystkie fotografie z katalogu, które mają takie słowo kluczowe wprowadzone). Wyszukiwanie jest tutaj banalne, trzeba (i warto) tylko pamiętać, by opisywać zdjęcia – na szczęście nie jest to trudne.

Poza katalogowaniem Lightroom to świetny program do obróbki. Zawiera krzywe tonalne, korektę balansu bieli, histogram, korektę poszczególnych barw, tonowanie, wyostrzanie, odszumianie, korekty lokalne (np. usuwanie plamek), filtr gradacyjny, radialny, narzędzie do kadrowania, bardzo dobry moduł do korekty wad obiektywów (np. winieta, zniekształcenia, aberracje). Koniec końców można także stosować subtelnie profile kolorystyczne czy geotagować zdjęcia (nawet bez posiadania GPS – miejsce wykonania można wskazać na mapie Google’a). W zasadzie jest tu wszystko, aby kompletnie obrobić fotografię i wydaje mi się, że zwykłemu fotografowi nic więcej do szczęścia nie jest potrzebne. Oczywiście, obsługiwane są zarówno pliki JPG, jak i RAW.

Co nowego?

Z nowych rzeczy, które rzuciły mi się w oczy w porównaniu do wersji 4.4, to przede wszystkim udoskonalone narzędzie korekty perspektywy – genialne w swojej prostocie! Na dodatek stara zakładka ustawień “ręcznych” tej korekcji nareszcie doczekała się suwaka odpowiadającego za “rozciąganie” obrazu w pionie lub poziomie – rzecz nie do przecenienia w przypadku dużych zniekształceń. Działa wyśmienicie i jeśli miałbym kupić uaktualnienie, to choćby dla tego narzędzia!

Na szczęście są też inne przydatne narzędzia – pojawił się np. filtr radialny. Działa podobnie, jak gradient, ale, jak sama nazwa wskazuje, możemy definiować nie półpłaszczyznę, ale koło, w ramach którego (lub na zewnątrz którego) wprowadzamy poprawki.

Gwiazdą tej wersji będzie jednak funkcja, której się od razu nie zauważa. Wybierając narzędzie Spot Removal i próbując skorygować nim np. drobne paproszki zauważamy, że teraz da się narysować dowolny obszar! Przytrzymując klawisz myszki, możemy zamalować nieregularny kształt i zastąpić go jakimś sąsiadującym. Działa to trochę jak narzędzie Patch z Photoshopa. Niestety, na moim komputerze wydajność tego narzędzia jest mocno niezadowalająca – trudno płynnie rysować, ba, już po wybraniu narzędzia cały Lightroom mocno zwalnia. Tutaj programiści Adobe muszą jeszcze sporo popracować.

Na koniec mały “smaczek”, który mocno mnie ucieszył, bo pomstowałem strasznie rok temu. NARESZCIE jest podgląd pełnoekranowy! Naciskając przycisk F, chowa się CAŁY interfejs użytkownika i zdjęcia prezentowane są na pełnym ekranie. Osoby korzystające z normalnych przeglądarek grafiki mogą się chwytać za głowę, ale tak, aż do wersji 5 beta Lightrooma nie posiadał możliwości łatwego przeglądania fotografii w trybie pełnoekranowym (można było poukrywać część interfejsu użytkownika, a część “wygasić”, ale zdjęcie i tak nie zajmowało pełnego ekranu). To straszne, że człowiek się cieszy z takiej pierdoły…

Próbować? Próbować!

Myślę, że nie ma się co zastanawiać, zwłaszcza jeśli ktoś jeszcze nie miał okazji wypróbować Lightrooma, a chciałby móc katalogować, opisywać i edytować swoje fotografie. Naprawdę warto. Tylko uwaga – Lightroom to nie program w rodzaju IrfanView, to nie jest przeglądarka (wprawdzie TEŻ, ale to nie jest jego główne zadanie). Trzeba chwilę poświęcić na poznanie filozofii pracy w tym programie, ale za to później wszystko idzie gładko jak po maśle. Naprawdę zachęcam, a wiem, co piszę, bo sam miałem wielkie opory przed porzuceniem Adobe Bridge. Być może jeden z najbliższych postów poświęcę na krótkie zaprezentowanie podstaw w pracy.

Proszę tylko nie odnieść wrażenia, że program jest idealny – wcale nie, ma mnóstwo mniejszych i większych wad, które czasem mocno irytują (np. momentami wolna praca, brak jakichś małych, ale przydatnych rzeczy – jak choćby wspominany podgląd na pełnym ekranie).Na razie jednak nie znalazłem nic lepiej łączącego katalogowanie z obróbką.

Dzień powszedni

Czasem jest tak, że nawet rzeczy otaczające nas codziennie zaczynają wyglądać interesująco. Nie pozostaje wówczas nic innego, jak tylko chwycić za aparat i spróbować je uwiecznić, zanim zmienią położenie lub znikną. Takie zadanie postawiłem przed sobą wczorajszego popołudnia - apart z obiektywem stałoogniskowym w garść i jedno zadanie: bez żadnego aranżowania, ustawiania i przestawiania zatrzymać chwilę. Poniżej efekty: 20130425_NSC_874520130425_NSC_873420130425_NSC_8722  20130425_NSC_8750 20130425_NSC_8754 20130425_NSC_8757 20130425_NSC_8758 20130425_NSC_8759   20130425_NSC_876720130425_NSC_8763

Na koniec bonus – bohater sesji Przemeblowanie:

20130425_NSC_8776