poniedziałek, 28 października 2013

Z archiwum K - "Żniwa"

W ostatnim czasie mam ograniczone możliwości fotograficznego wychodzenia w plener, stąd powstał pomysł, by pochylić się nad posiadanym archiwum i z niego czerpać materiał do wpisów. Chciałbym, by każdy taki wpis odnosił się do pojedynczej fotografii i zawierał - oprócz niej samej - także kilka słów na temat historii czy inspiracji, a w uzasadnionych przypadkach także opis obróbki (jeśli obróbka istotnie wpływa na postać fotografii).

Historia tego zdjęcia rozpoczęła się od pożyczenia przed urlopem od kolegi Bartka szerokątnego obiektywu Sigma 10-20, który podłączyłem do jedynego posiadanego wówczas aparatu, Nikona D50. Urlop spędzałem u rodziny poza miastem, okazji fotograficznych było mnóstwo. Z tego, co pamiętam, bardziej wolałem wówczas pospać i fotografować zachody słońca niż wstawać wcześnie, by w plenerze witać dzień. Bezpośrednią inspiracją do zrobienia zdjęcia była Mama, która opowiadała mi, że w drodze do pracy mija skoszone już pola, malowniczo wyglądające w porannym słońcu.

Przemogłem się więc, spakowałem sprzęt i wczesnym rankiem wsiadłem do samochodu, ruszając na objazd okolicy w poszukiwaniu odpowiedniego pola. Szybko okazało się, że nie jest to zadanie proste, ponieważ zawsze coś przeszkadzało - a to słupy energetyczne, a to pozostawione maszyny, a to stojące na horyzoncie budynki. W końcu zrezygnowany postanowiłem na najbliższym skrzyżowaniu zawrócić - i całe szczęście, że tak zrobiłem! Tuż przed kolejną wioską w oczy rzuciło mi się idealne pole, które widać na zdjęciu. Nie będę tworzył mitu, że długo szukałem odpowiedniego kadru, przemierzając skraj pola. Po prostu zrobiłem przynajmniej kilkanaście zdjęć z ręki z różnych pozycji. Bez rozkładania statywu (którego wówczas jeszcze w ogóle nie miałem), bez wężyka, bez oglądania się na histogram. W domu dopiero kazało się, że tylko to jedno ujęcie się nadaje do czegokolwiek. Pod względem obróbki trzeba było podnieść jasność i kontrast, zwłaszcza nieba - w oryginale zdjęcie wyglądało następująco:

Przyznam bez bicia, że więcej było tu szczęśliwego przypadku niż świadomej pracy nad kadrem, bo - z tego, co pamiętam - wiedziałem wówczas tylko o "regule", która odradza umieszczanie linii horyzontu w połowie obrazu. Cała reszta została zrobiona "na czuja" i choć dziś wiem, że podobnych zdjęć jest na kopy, w tym całe mnóstwo o wiele lepszych, to wcale się tej fotografii nie wstydzę.

Ciekawostką jest fakt, że zdjęcie to (również z poduszczenia Mamy) wysłałem na konkurs "Panoramy Leszczyńskiej" i nawet wygrałem jakiś album. Jaki, dokładnie nie wiem, bo "Panorama" nie była łaskawa mi go przysłać, ale zawsze to jakaś satysfakcja, zwłaszcza dla początkującego...

sobota, 26 października 2013

[K] Windows 8.1

Pisałem w zeszłym roku o przejściu na Windows 8. Po tej przesiadce sporo było wątpliwości co do jakości i wygody korzystania z nowego (wówczas) systemu Microsoftu. Obecnie pojawiła się możliwość darmowej aktualizacji "ósemki" - czy warto? Na razie jestem nastawiony sceptycznie, bo mając w pamięci ostatnie problemy z instalacją systemu, zamiast samodzielnie rzucić się do instalacji, postanowiłem przeszukać internet i sprawdzić, jak sobie z tym zadaniem radzą inni.

Czym Microsoft kusi do instalacji?

  • przywrócenie przycisku Start
  • możliwość wystartowania systemu z widokiem na pulpit
  • uelastycznienie ekranu startowego (kafelków)
  • lepsze, łatwiejsze wyszukiwanie
  • pełna integracja ze SkyDrive
  • przeorganizowany Sklep
  • Internet Explorer 11

Rzut oka

Wygląda całkiem obiecująco, prawda? W praktyce jednak nie jest tak fajnie. Planowałem przejście na wersję 8.1 pod warunkiem, że poza ogólną poprawą działania (na które nomen omen nie narzekam) pojawiłby się przycisk Start w postaci, w jakiej był zaimplementowany w Windows 7. Wprawdzie jakoś specjalnie za tym przyciskiem nie tęsknię (niemal rok pracy z "ósemką" pozwolił przestawić się na skrót Win+Q), jednak zdarzyło mi się już kilka razy, że "nowa" wyszukiwarka nie znajdowała mi skrótu do aplikacji, którą NA PEWNO miałem zainstalowaną i jej nazwę znałem. Stary przycisk Start dawał możliwość choćby przejrzenia listy folderów zainstalowanych programów. Dodatkowo, aby odinstalować dany program, zazwyczaj nie trzeba było korzystać z Panelu sterowania, bo odpowiedni skrót istniał także w menu Start.

Wersja 8.1 przywraca "magiczny" przycisk. Rzecz w tym, JAK to robi - otóż działanie przycisku Start sprowadza się obecnie do... przejścia do ekranu startowego (czyli robi de facto to samo, co przycisk Win). Kliknięcie prawym przyciskiem daje dostęp do kilku innych poleceń, jednak na pewno nie jest to "stary dobry" przycisk Start...

Na otarcie łez pozostaje funkcja automatycznego aktywowania pulpitu po starcie systemu. Mimo to trzeba przyznać, że instalowanie 3,5GB patcha tylko po to, by zyskać malutką opcję jest nieporozumieniem - funkcja powinna być instalowana małą "łatką" przez Windows Update.

Mniej interesujące rzeczy

Ekran startowy z kafelkami uległ ponoć zmianom, które znacznie uprzyjemniają korzystanie z niego. Między innymi dodano nowe rozmiary kafelków oraz możliwość ustawienia jako tła tapety z pulpitu. Jeśli ktoś korzysta z aplikacji wykorzystującej nowy interfejs użytkownika, zapewne będzie zadowolony, że może podzielić ekran między jednocześnie cztery programy i dodatkowo zmieniać proporcje między nimi. Przyznam, że nie jest to zabawa dla mnie - z kafelków używam tylko jednego: włączającego zwykły pulpit.

Przyjemna w użyciu ma być też wyszukiwarka Bing Smart, która nie tylko przeszukuje listę zainstalowanych programów, dokumentów i plików, ale także potrafi przeszukać internet (czyli jest taką wyszukiwarką bez przeglądarki).

Przyznam, że nieco zaintrygowała mnie informacja o integracji systemu ze SkyDrive. Jest to usługa, która umożliwia przechowywanie dokumentów na zewnętrznym serwerze i dostęp do nich z dowolnego komputera (czyli realizuje filozofię "przetwarzania w chmurze"). Całkiem przyjemne rozwiązanie, jeśli trzeba mieć stały dostęp do dokumentów, które możemy mieć chęć zmodyfikować w dowolnym momencie z dowolnego urządzenia. Jednakże w moim przypadku rozwiązanie się nie sprawdzi - najczęściej edytuję pliki graficzne, a one nie dość, że zajmują sporo miejsca (nawet kilkaset megabajtów), to wymagają do edycji specjalizowanego oprogramowania, którego nie zainstaluję np. na tablecie. Niemniej dla plików "office'owych" jest to ciekawe rozwiązanie, jeśli ktoś nie boi się potencjalnej utraty poufności.

Nowy Internet Explorer jest, według Microsoftu, świetny. Osoby, które zdecydują się na jego użycie, mogą napotkać pewne problemy - w sieci znalazłem mnóstwo zgłoszeń, że Internet Explorer nie działa prawidłowo z niektórymi usługami Google'a. Nie wgłębiałem się w szczegóły, bo IE nie używam.

Zniechęcacze

Poza niewielką wartością dodaną (z mojego punktu widzenia, naturalnie), Microsoft zafundował użytkownikom swojego systemu dodatkowe "atrakcje". Niekiedy instalacja aktualizacji powoduje problemy - znalazłem informacje o niemożności uruchomienia komputera, niemożliwości powrotu do poprzedniej wersji, złego działania Outlooka. Sam Microsoft wycofał aktualizację dla wersji RTM (na szczęście nie mam takiej), więc problemy nie są wyssane z palca.

Inny problem to sam proces instalacji - do tej pory nie można (bez specjalnych sztuczek) pobrać normalnej, instalacyjnej wersji 8.1. Niby nic strasznego, to aktualizacja przecież. Jednak już widzę oczami wyobraźni smutną minę użytkowników, którzy po awarii sprzętu będą chcieli zainstalować od razu wersję 8.1. Niestety, trzeba będzie zainstalować wersję podstawową i w niej dopiero uruchomić proces ściągania 3,5GB aktualizacji... Użytkownicy wersji upgrade (np. ja) będą dodatkowo przed wszystkim musieli jeszcze zainstalować system poprzedni (Vistę lub "siódemkę"), bo inaczej "ósemki" nie da się aktywować... Microsoft tradycyjnie "idzie użytkownikom na rękę". Poważnie zaczynam przemyśliwać o przejściu na MacOS przy najbliższej okazji.

Nie, dziękuję, postoję

Jak się domyślacie, nie zamierzam póki co instalować aktualizacji, bo jest mi ona zupełnie zbędna. Przez rok na tyle przywykłem do Windows 8, że już nie przeszkadza mi brak przycisku Start, kafelki po uruchomieniu czy niekonsekwencja w ekranach ustawień (część wykorzystuje nowy interfejs użytkownika, część to stare aplety Panelu sterowania). Poza tym zwyczajnie boję się, że podczas aktualizacji coś pójdzie nie tak i stracę kilka(naście) godzin na instalowaniu wszystkiego od zera, babrząc się w licencyjnym błocku. Zbyt mało do zyskania, zbyt dużo do stracenia...

czwartek, 24 października 2013

[O] Michael Freeman. Umysł fotografa.

Chciałbym dzisiaj polecić lekturę książki, która nieco zmieniła moje podejście do fotografowania. Mowa o tytułowym "Umyśle fotografa" Michaela Freemana, wydanym pod szyldem National Geographic w 2011 roku.

Co takiego jest w tej książce, że warto zwrócić na nią uwagę? Przede wszystkim nie dotyczy ona w zasadzie żadnych stricte technicznych aspektów fotografii. Nie ma porównań obiektywów, wywodów na temat korpusów, instrukcji obsługi sprzętu. Nie ma porad dotyczących kart pamięci i statywów. Nie ma porad typu "kup plecak X" czy "stosuj torbę Y". Nie ma też wskazówek dotyczących wykonywania konkretnych typów zdjęć (czyli "krajobrazy fotografujemy z przysłoną f/8").

To zdecydowanie książka dla tych osób, które swoje dobrych kilkaset lub kilka tysięcy fotografii mają za sobą i zaczynają się wreszcie zastanawiać, dlaczego ich zdjęcia nie są tak ciekawe i interesujące, jak powinny być, robione sprzętem za ciężkie nieraz pieniądze. Znajdziemy tu rozważania na temat nastroju, budowania kadru, opowiadania historii. Freeman pokazuje, w jaki sposób widz "szuka" na zdjęciu ważnych elementów, jak te elementy rozmieszczać, jak tworzyć "wartość dodaną" na fotografii, czyli zachęcać widza do poszukiwań i do zatrzymania się nad naszym zdjęciem.

Myślę, że lektura "Umysłu fotografa" zainspirowała mnie do myślenia o fotografii równie intensywnie, jak ongiś książki Bryana Petersona (notabene, je także polecam). Po przeczytaniu poszczególnych rozdziałów i obejrzeniu ilustrujących je fotografii człowiekowi przychodzą do głowy różne pomysły, gdzie i kiedy mógłby wykorzystać nową (a czasem nie nową, ale przypomnianą) wiedzę. I tak, jak u Petersona zachęcające były same zdjęcia (ech, kto nie próbował fotografować sztućców czy kwiatów po obejrzeniu przykładów Amerykanina?), u Freemana inspirujące są opisy analizy zdjęć i możliwości kształtowania swoich kadrów bardziej celowo, bez kierowania się tylko i wyłącznie gustem czy sztywnymi, wbitymi w głowę regułami.

Dodatkowym, bardzo przyjemnym elementem są nawiązania autora do innych fotografów lub malarzy. Warto, korzystając z internetu, wpisać ich nazwiska do wyszukiwarki (są dodatkowo wyróżnione w specjalnych ramkach), by popatrzeć na zdjęcia znanych i uznanych artystów. Fakt, że patrzenie na ekran to nie to samo, co oglądanie papierowego albumu, ale zawsze to lepiej niż nie oglądanie niczego lub podziwianie tylko dokonań znajomych w galeriach internetowych.

Nie jest to książka "na raz", z pewnością warto do niej wracać. Zauważam bowiem, że po każdej lekturze zwraca się uwagę na coś innego, bo zwyczajnie jest się już na innym etapie fotograficznej przygody. Być może dlatego dopiero teraz ta książka Freemana mnie do siebie przekonała?

Pod względem edytorskim "Umysł fotografa" wygląda całkiem dobrze, choć do czytania należy sobie zarezerwować obie ręce ze względu na spore gabaryty. Papier i rodzaj farby jest z gatunku, którego nie lubię - wystarczy chwilę przytrzymać palec na ciemniejszym fragmencie, by powstały brzydkie, widoczne odciski. To jednak przypadłość wielu współczesnych wydawnictw i raczej nic się na to nie poradzi... Cena - jak na wydawnictwo dotyczące fotografii - niewygórowana, około 50 złotych. Polecam!

poniedziałek, 21 października 2013

[S] Więcej Doliny Cybiny

Uf, miałem się dzisiaj rozpisać na temat porannej wyprawy do Doliny Cybiny, w tym zdradzić tajemnicę podartych portek i mokrego buta, jednak wydaje mi się, że tak błahe wydarzenia niewarte są ni słowa wspomnienia. Zatem (jeno z kronikarskiego obowiązku) powiem, że było zimno (pierwszy poważniejszy przymrozek tej jesieni) i mglisto (chociaż nie tak, jak poprzednim razem). Krzysiek nie mógł się wybrać, więc ganiałem sam - ale po namyśle stwierdzam, że z uwagi na portki dobrze się stało.

Dla osób, którym nie chce się wstawać wcześnie, a lubią poranne klimaty, obecna pora wydaje się najdogodniejsza (wschód słońca ok. 7:30), jednak mam dla tych osób też niespecjalnie dobrą nowinę. Późny wschód słońca to także wałęsający się i jeżdżący wszędzie inni ludzie, którzy już zdążyli wstać i zmierzają do swoich obowiązków. Dla mnie to spory minus, bo w porannych wypadach przede wszystkim cenię spokój i ciszę... Ale czego nie robi się dla mgły i lekkiego szronu?

I jako bonus - mały detal roślinny:

sobota, 19 października 2013

[S] Polowanie na czerwony październik

Czas taki, że - zdałoby się - przyroda stanęła w ogniu. Nie tylko zółcie, ale głęboki pomarańcz i czerwień pięknie wyglądają w te ostatnie, ciepłe, jesienne dni. Już niedługo listopad, zacznie się mokra szarzyzna, więc ładujmy akumulatory ciepłymi barwami! Poniżej relacja z październikowego spaceru, może nie do końca czerwonego, ale na pewno ognistego:

Na koniec mały, zupełnie nie czerwony bonus:

środa, 16 października 2013

[S] Nieoficjalny fotospacer - najlepsze z najlepszych

Nadszedł dzień, w którym można zaprezentować wybrane, najlepsze prace uczestników fotospaceru. Ze względu na niewielką liczbę uczestników, podniosłem limit prezentowanych zdjęć z trzech do pięciu, żeby było na co popatrzeć. Zapraszam zatem do oglądania!

Anika

Krzysiek

Ladaco

poniedziałek, 14 października 2013

[S] Moc leśnych kolorów

Jesień w pełni - w słoneczny dzień, jak dzisiaj, aż oczy bolą od kolorów liści. Szkoda byłoby przegapić taką porę i nie uwiecznić jej na choćby kilku zdjęciach - dzisiaj miałem ku temu okazję podczas wizyty w jednym z poznańskich urzędów. Droga prowadziła przez lasek, leżący na pograniczu Swarzędza i Kobylego Pola. Nie mogłem się powstrzymać i zaparkowałem samochód na poboczu, po czym pobiegłem z aparatem na małą, błyskawiczną sesję. Wiem, to już chyba choroba i fanatyzm...