środa, 4 grudnia 2013

Z archiwum K - "Sylwetka o poranku"

Dzisiaj chciałbym powrócić do zdjęcia, które zrobiłem podczas pierwszej fotowyprawy do pobliskiego Uzarzewa. Wybraliśmy się tam z Krzyśkiem, znęceni opinią kolegi Bartka o malowniczości okolicy. Wczesnym rankiem zapakowaliśmy się do samochodu i po niespełna kwadransie byliśmy na miejscu. Samochód zaparkowaliśmy przy kościółku św. Michała Archanioła i dźwignąwszy fotograty poszliśmy polną drogą w stronę jeziorka (stawu?) Warunki były nieco trudne, ponieważ po wcześniejszych deszczach ziemia była rozmiękła, a trawy i krzaczki - mokre.

Pierwsze rozczarowanie, z jakim się spotkaliśmy wynikało z warunków geograficznych - jeziorko było wprawdzie sympatyczne, jednak do zdjęć o wschodzie słońca nadaje się raczej średnio. Wszystko przez to, że od wschodniej strony jest otoczone nie dość, że laskiem, to jeszcze laskiem rosnącym na małym wzgórzu. Nici zatem z ciepłego, niskiego światła - aż przez godzinę po wschodzie jeziorko tonie w cieniu...

Nic to jednak, jesteśmy z Krzyśkiem uparci, więc ruszyliśmy dalej polną drogą, okrążającą wzgórze od północy. Przyjemnie nie było, bo wśród drzew czaił się mrok, a droga przypominała bagno. Wyszliśmy w końcu na pole i tutaj kolejny zawód - zamiast rozległego, szerokiego widoku zobaczyliśmy... linie wysokiego napięcia. Cóż, nie można mieć wszystkiego, prawda? Poszliśmy wzdłuż lasu, żeby chociaż trochę ominąć niewygodne elementy krajobrazu. Wówczas okazało się, że na horyzoncie widać kilka sarenek (młodych łani?) Chcąc złapać w kadr choć jedno zwierzę, zanim ucieknie, wyciągnąłem z plecaka obiektyw 18-200 i po nastawieniu na maksymalną ogniskową udało mi się wykonać kilka zdjęć - to, które zamieszczam, wyszło najlepiej.