sobota, 29 listopada 2014

Już jest

Jeśli ktoś był rano po bułki, to wie: do Wielkopolski zawitały pierwsze tej zimy przymrozki. Wszystko wskazuje zatem na upojny poniedziałkowy poranek, spędzony na bieganiu wokół auta ze skrobaczką:

Przysłona: f/1,8, Czas: 0.1 sec, Ogniskowa: 23,0 mm

Przysłona: f/1,8, Czas: 1/15 sec, Ogniskowa: 23,0 mm

Przysłona: f/1,8, Czas: 1/18 sec, Ogniskowa: 23,0 mm

Przysłona: f/1,8, Czas: 1/13 sec, Ogniskowa: 23,0 mm

środa, 26 listopada 2014

[K] Imagia

Na rynku aplikacji graficznych polscy programiści nie mają się czego wstydzić. Do całkiem udanych Machinery i SNS-HDR dołączył w ostatnich miesiącach program Michała Rajewicza Imagia. W odróżnieniu od dwóch wymienionych, Imagia nie służy do tworzenia obrazów HDR, a jest wywoływarką RAW (choć i do obróbki plików JPG można ją zaprząc). Opisuję wersję 1.6.0.270, co jest istotne o tyle, że autor dość często wypuszcza poprawki, więc część uwag może być nieistotna w wersjach późniejszych.

Krótko i na temat

Po uruchomieniu program wyświetla nam swój interfejs, który odbiega nieco od standardu w innych programach do obsługi RAW (Lightroom, View NX2, DxO Optics Pro, Silkypix, RAW Therapee). Panel z narzędziami usytuowano po lewej stronie, brak też drzewa katalogów (choć pasek z miniaturami plików z bieżącego katalogu już jest, można go wyświetlić klawiszem F):

Funkcję menu pełni pionowy toolbar, zaś panel dodatkowych ustawień (np. język interfejsu czy wielkość eksportowanych plików) jest naprawdę niewielki:

Pracę rozpoczynamy od otwarcia wybranego pliku, co może stanowić pewien problem, bo do otwierania używane jest standardowe okienko systemu Windows. Problem polega na tym, że jeśli obrabiamy pliki RAW i system nie posiada wbudowanej obsługi generowania podglądów dla takich plików, pozostanie nam posiłkować się tylko nazwą, bo wszystkie obrazy będą miały tę samą ikonkę. Nieco dokucza to na początku, chociaż po pewnym czasie człowiek po prostu otwiera pierwszy plik z katalogu, a ten konkretny można odszukać, korzystając z paska miniatur w samej Imagii.

Po otwarciu pliku możemy skupić się w zasadzie tylko na panelach po lewej stronie. Mamy tu niemal wszystko, co potrzebne jest do sprawnej obróbki fotografii. Możemy korygować ekspozycję, balans bieli, kolorystykę, wyostrzać, odszumiać, nakładać efekty, maski i (od niedawna) pracować na krzywych.

Coś, czego nie mają inni

Na pewno warto zauważyć, że Imagia dysponuje możliwością lokalnej korekty dzięki użyciu masek. Wprawdzie samo ich użycie jest (dla mnie) mało intuicyjne, ale to tylko kwestia przyzwyczajenia. Da się maskami przyciemniać lub rozjaśniać fragmenty fotografii, usuwać efekt czerwonych oczu czy wprowadzać rozmycie lub wyostrzenie (wyboru dokonujemy w pionowym menu):

Drugą funkcją, której nie mają zazwyczaj programy do wywoływania RAWów są efekty specjalne. Mamy do wyboru kilka wariacji zabawy z kolorami, nakładanie flar, dodanie zabrudzeń i zagnieceń czy nałożenie efektu filmowej klatki (program rysuje perforację). Dla leniwych autor przewidział przycisk "losujący" efekt.

Trzecia rzecz, z którą nie spotkałem się w innych programach tego typu, to warstwy. Możemy dodać do naszego obrazu warstwę efektową z jednym z kilkunastu rodzajów krycia, która będzie miała ustawione np. duże rozmycie czy osłabiony kontrast. Daje to czasem ciekawe efekty (np. poświaty), więc warto się przyjrzeć tej funkcji.

Ciekawe jest zachowanie histogramu - umieszczenie na nim kursora myszki powoduje, że program koloruje na obrazie te obszary, których dotyczy konkretna pozycja na histogramie - dzięki czemu łatwo sprawdzić, gdzie mamy największe cienie, a gdzie tony średnie.

Autor zgromadził w osobnym panelu wiele predefiniowanych ustawień, które da się sprawdzić bardzo prosto w praktyce - po rozwinięciu panelu Szablony trzymamy klawisz Ctrl i najeżdżamy bez klikania na dany preset - program w tym momencie wyświetli nasze zdjęcie po zastosowaniu wybranego szablonu.

Na rozbiegu

Program jest jeszcze dość świeży i autor ciągle go rozwija, więc nie dziwią drobne (choć czasem irytujące) błędy lub grzechy przeciw ergonomii. Słabo działa zoom - w moim przypadku po wyświetleniu kadru poziomego i następnie wczytaniu kadru pionowego program "zapominał", że nowy obraz ma inne wymiary i miałem podgląd tylko na część kadru (jakby skalowanie odbywało się względem poprzednich parametrów). Szkoda też, że nie ma możliwości skalowania za pomocą kółka myszki.

Inną uciążliwością jest umieszczenie rozmiarów eksportowanych plików w okienku ustawień. Dlaczego jest to uciążliwe? Bo np. publikując zdjęcia na bloga, do innego rozmiaru skaluję zdjęcia poziome (długi bok na 1100 pikseli), a do innego zdjęcia pionowe (850 pikseli na dłuższym boku). W Lightroomie czy DxO Optics Pro mogłem sobie utworzyć presety ustawień eksportu i łatwo je wybierać po obrobieniu zdjęcia. W Imagii, niestety, trzeba za każym razem wchodzić w okienko ustawień i ręcznie dobierać rozmiar.

Miałbym też uwagę do rysowania masek - nie wiem, jak to dokładnie opisać, ale kształt maski jest jakiś... dziwny. Podejrzewam, że chodzi o zmiękczanie krawędzi pędzla - podczas malowania dzieje się coś dziwnego:

Wygląda to tak, jakby program nie rejestrował pojedynczego pociągnięcia pędzlem, ale serię kliknięć. W efekcie maska jest daleka od doskonałości, choć można ją trochę poprawić korzystając z funkcji rozmywania. Nie tędy chyba droga.

W dodatku nie do końca działa "anulowanie" rysowania maski. Po naciśnięciu przycisku Esc, otrzymałem nagle taki obraz:

Całe szczęście, że działą cofanie operacji (Ctrl+Z) oraz resetowanie ustawień (choć ta ostatnia nie zawsze - gdy się dłuższą chwilę "poznęcałem" nad maskami, żadne resetowanie ustawień nie pomogło - ani globalne, ani to na palecie masek, nie dało też rezultatu usunięcie maski).

Uwagi miałbym także do algorytmu odszumiającego, który bardziej rozmywa obraz niż usuwa szum.

Na koniec rzecz najbardziej mnie irytująca: działanie klawisza Esc. Domyślnie służy on do zamykania panelu malowania masek (przynajmniej mi było łatwiej tak z niego korzystać, mimo że chwilowo panel wyświetla się na czas wciśnięcia klawisza Shift). Niestety, autor wymyślił sobie, że dwukrotne naciśnięcie Esc... zamyka program. Strasznie frustrujące rozwiązanie i w sumie nie mogę sobie wyobrazić, dla kogo ono jest. Dopóki nie przeczytałem, że to celowe działanie, myślałem, że program się po prostu "wysypuje" i zamyka z powodu jakiegoś błędu...

Wersja darmowa (Lite) ma ograniczenie eksportu do publikacji zdjęcia na Facebooku, Google+ czy OneDrive - nie da się zdjęcia zapisać na dysku. Taki jest wybór autora, chociaż moim zdaniem lepszym rozwiązaniem byłaby możliwość zapisu pliku lokalnie z jakimś dużym czy powtarzającym się znakiem wodnym. Obecnie testowanie możliwości jest dość utrudnione - chcąc ocenić jakość finalnego zdjęcia, które produkuje Imagia, musiałem założyć sobie konto w OneDrive, skonfigurować je w programie (co - przez długą listę wymaganych uprawnień - wygląda nieco podejrzanie), wyeksportować, po czym wejść do OneDrive i pobrać stamtąd obrobione zdjęcie. Dodatkowo autor i tak nakłada znak wodny na gotowe zdjęcie. Przyznam, że przez ten nieszczęsny eksport przez kilka miesięcy wręcz nie chciało mi się testować Imagii i mogę nie być w tej niechęci osamotniony - a przecież wersja Lite ma zachęcać do korzystania z produktu!

Wersja płatna różni się od darmowej tym, że pozwala drukować zdjęcia, eksportować je wprost na dysk, wrzucać na Facebooka, Flickra i Picasę w pełnych rozmiarach oraz nie dodaje znaku wodnego.

Dajmy szansę

Jak wspomniałem, program wciąż się rozwija i jest dość często aktualizowany, więc warto dać mu szansę i przyglądać się temu rozwojowi. Prognozy są bardzo pozytywne, cena pełnej wersji niewygórowana, więc kto wie? Może za parę miesięcy będzie z tej aplikacji naprawdę duża pociecha? Na razie do poważnej pracy program się raczej nie nadaje, zbyt dużo w nim błędów - używałem go dość krótko, a już powychodziło sporo niedoróbek. Życzę jednak autorowi, by przetrwał ten okres i ciągle usuwał znajdowane problemy, bo wydaje się, że większość pracy jest już wykonana.

poniedziałek, 24 listopada 2014

Koniec mlekomatu

Lubicie mleko niepasteryzowane? Takie tłuste, z którego można śmietankę zebrać, a samo mleko trzymać tak długo, aż się zsiądzie? Jeśli jeszcze dodatkowo mieszkacie w mieście, to macie problem, bo takie mleko jest tam raczej nieosiągalne. Chyba, że ma się szczęście mieć pod bokiem mlekomat, czyli automat wydający takie właśnie mleczko do przyniesionej butelki.

I ja miałem dostęp do takiego automatu, często z niego korzystając. Niestety, od dzisiaj koniec - jedyny w okolicy mlekomat zostanie zlikwidowany i przeniesiony w bliżej nieokreślone miejsce... Znów trzeba będzie polubić mleko UHT...

Przysłona: f/3,6, Ogniskowa: 23,0 mm, Czas: 1/125 sec

niedziela, 23 listopada 2014

[K] ipiccy

Od czasu do czasu powraca temat obróbki grafiki w aplikacjach on-line, działających w przeglądarce. Ostatnio miałem do czynienia z programem ipiccy i powiem Wam, że zostałem przyjemnie zaskoczony zarówno łatwością jego obsługi, jak i sporymi możliwościami. W najprostszej wersji nie jest nawet wymagana rejestracja (która jest notabene darmowa), jednak przy braku konta niedostępne są niektóre funkcje.

Co można

Program zasadniczo nakierowany jest na retusz fotografii, zaś mniej na tworzenie nowych grafik od podstaw (mimo, że posiada pędzle do malowania, a także możliwość nakładania tekstu czy grafiki wektorowej). Praca została zorganizowana na kartach, których ikonki widnieją na głównej belce programu (interfejs programu pojawia się w momencie wczytania dowolnego zdjęcia do obróbki)

Basic Editor

Na tej zakładce mamy do czynienia z narzędziami do ogólnej modyfikacji zdjęcia: można korygować ekspozycję, balans bieli, do dyspozycji mamy krzywe, narzędzie wyostrzania itp. Jest pędzel klonujący, gumka, a nawet narzędzie Liquify do wprowadzania zniekształceń.

Photo Effects

Jak łatwo się domyślić, na tej zakładce znajdziemy wszelkiego rodzaju efekty: od rozmyć, przez postarzanie, winiety po filtry malarskie.

Retouch

Na tej zakładce zgrupowano mnóstwo narzędzi do retuszu portretów. Są osobne narzędzia do zmiany koloru oczy, ust, włosów, do wyszczuplania szyi, usuwania odblasków na skórze, wybielania zębów, dodawania rumieńców - jednym słowem jest tu wszystko, o czym amator ulepszania portretu może zamarzyć.

Blender

Zakładka umożliwia na kolejnych warstwach dodawanie elementów wektorowych: ikonek, tekstu czy dowolnie narysowanych kształtów. Oprócz wektorów można umieścić na zdjęciu inny plik graficzny, więc istnieje nawet możliwość tworzenia prostych kolaży. Warstwy można (a nawet należy) następnie scalić z tłem.

Painter

Jak sama nazwa wskazuje, ta zakładka zawiera narzędzia do prostego malowania. Również tutaj możemy tworzyć nowe warstwy i umieszczać na nich malowane elementy. Oprócz pędzla są dostępne narzędzia dodge i burn, przydatne przy retuszu twarzy.

Frames

Niektórzy lubią ramki, inni nie - ipiccy próbuje zadowolić tych pierwszych. Mamy ramki proste, wielokrotne, graficzne (np. liście, płatki śniegu), subtelne (winieta). Dla każdego coś miłego.

Textures

Na końcu widnieje zakładka tekstur, nakładanych na cały obraz. Można w ten sposób zasugerować podłoże (np. papier) czy dodać efekt zagnieceń/zabrudzeń. Ciekawie prezentują się zwłaszcza tekstury z grupy Light leaks i Lights.

Styl pracy

Program działa w ten sposób, że wybieramy narzędzie, które zaopatrzone jest w jeden lub kilka suwaków, przy czym większość posiada suwak Fade, regulujący "moc" efektu. Niektóre narzędzia pracują lokalnie i umożliwiają "pomalowanie" tych fragmentów obrazu, które chcemy zmienić, inne działają od razu na całym obszarze zdjęcia.

Działanie każdego narzędzia można wycofać, klikając po prostu przycisk Cancel, co spowoduje usunięcie wprowadzonych zmian. Z kolei przycisk Apply trwale modyfikuje zdjęcie (choć do momentu zmiany karty można jeszcze korzystać z funkcji Undo, która potrafi wycofać nawet zatwierdzone efekty).

Gotuj zdjęcia!

Aplikacja jest w miarę szybka, choć testowałem ją na umiarkowanie dużych plikach (do 2000x1000). Nie zdarzyła się żadna awaria, choć używałem Firefoksa zamiast polecanego Chrome'a. Ogólnie zatem wrażenia mam pozytywne - do podstawowych (i troszkę bardziej zaawansowanych) prac na plikach JPG/PNG/GIF program powinien wystarczyć. Warto wypróbować.

piątek, 21 listopada 2014

[R] Tides From Nebula i nie tylko

Koncert

W ostatni czwartek Krzysiek wyciągnął mnie na koncert w poznańskim klubie Blue Note. Grać mieli Tides From Nebula oraz - jako support - Besides. Nie jestem zagorzałym fanem żadnej z tych kapel, ale posłuchalem nieco materiału na YouTube i stwierdziłem, że nie taki ten diabeł straszny...

Zjawiliśmy się przed klubem po 18tej - niby już miano wpuszczać, ale przed zamkniętymi drzwiami kłębiła się (niewielka póki co) kolejka ludzi. Koniec końców weszliśmy i po oddaniu kurtek do szatni, poszliśmy szukać dobrego miejsca. Jako jedni z pierwszych, mogliśmy wybrać miejsca na galerii, tuż nad sceną. Miejsce było wybrane nie bez powodu - chciałem zrobić obu zespołom kilka zdjęć.

Koncert rozpoczął się z ponad półgodzinnym opóźnieniem, ale jak już chłopaki z Besides zaczęli grać, to człowiek przestał myśleć o spóźnieniu. Szkoda, że posłuchaliśmy tylko trzech utworów (jeśli dobrze liczyłem). Besides jako support był dobrany doskonale - charakter muzyki był bardzo spójny z tym, co po chwili zaczęli prezentować główni bohaterowie wieczoru.

Występ Tides From Nebula zaczął się od drobnej wpadki - Adam Waleszyński powitał publiczność we... Wrocławiu. Na szczęście sama publiczność zareagowała śmiechem, choć do końca występu uszczypliwie docinała roztargnionemu liderowi przy każdej okazji, gdy chwytał za mikrofon.

Sednem jednak była muzyka i muszę przyznać, że naprawdę koncert był fajny. Co ważne, na scenie ciągle coś się działo, a wszystko to dopełniono dobrymi efektami świetlnymi (i dymnymi). W niektórych utworach muzycy wręcz zapamiętywali się w grze i o mało co nie trzaskali instrumentami o podłogę - na pewno atmosfera była bardzo dobra. Przeszkadzał tylko jeden element - po galerii chodził sobie pan z kompakcikiem i robił zdjęcia... z lampą. No ja przepraszam... Tutaj nastrój, ciemności, opary i punktowe światła, a nagle na kilka sekund robi się jasno jak w pokoju, bo pan sobie akurat fotkę pstryka!

Koncert skończył się ok. 21:30, muzycy dali się namówić ledwo na jednego bisa, ale dobre i to. Imprezę oceniam jako bardzo udaną, choć wychodziłem z klubu z dzwonieniem w uszach (bliskość sceny ma nie tylko plusy).

Zdjęcia

Obawiałem się, że nie będzie można robić zdjęcia "dużymi" aparatami, więc zamiast lustrzanki lub fufu wziąłem Canona S95. Ze względu na warunki trzeba było podbić ISO do 3200, więc siłą rzeczy fotki wyszły takie sobie. Postanowiłem skonwertować je do czerni i bieli - w moim odczuciu szum na takich zdjęciach odbiera się nieco przyjemniej niż w kolorze.

Przysłona: f/4, Ogniskowa: 15,0 mm, Czas: 0.1 sec, ISO: 1600

Przysłona: f/4, Ogniskowa: 15,0 mm, Czas: 0.3 sec, ISO: 3200

Przysłona: f/2, Ogniskowa: 6,0 mm, Czas: 1/6 sec, ISO: 3200

Przysłona: f/4, Ogniskowa: 15,0 mm, Czas: 1/40 sec, ISO: 3200

Przysłona: f/3,2, Ogniskowa: 8,6 mm, Czas: 1/40 sec, ISO: 3200

Przysłona: f/3,5, Ogniskowa: 12,8 mm, Czas: 0.04 sec, ISO: 3200

Przysłona: f/3,2, Ogniskowa: 7,5 mm, Czas: 1/30 sec, ISO: 3200

Przysłona: f/3,5, Ogniskowa: 12,8 mm, Czas: 1/60 sec, ISO: 3200

Przysłona: f/3,2, Ogniskowa: 9,6 mm, Czas: 1/40 sec, ISO: 3200

Przysłona: f/3,2, Ogniskowa: 6,0 mm, Czas: 1/40 sec, ISO: 3200

Przysłona: f/5, Ogniskowa: 15,0 mm, Czas: 1/15 sec, ISO: 3200

Przysłona: f/4,9, Ogniskowa: 22,5 mm, Czas: 0.2 sec, ISO: 3200

Przysłona: f/5, Ogniskowa: 18,2 mm, Czas: 0.05 sec, ISO: 3200

Przysłona: f/5, Ogniskowa: 18,2 mm, Czas: 1/13 sec, ISO: 3200

Przysłona: f/5, Ogniskowa: 15,0 mm, Czas: 0.25 sec, ISO: 3200

Przysłona: f/4,9, Ogniskowa: 22,5 mm, Czas: 1/30 sec, ISO: 3200

Przysłona: f/4,9, Ogniskowa: 22,5 mm, Czas: 1/30 sec, ISO: 3200

Przysłona: f/4,9, Ogniskowa: 22,5 mm, Czas: 1/15 sec, ISO: 3200

Przysłona: f/4,9, Ogniskowa: 22,5 mm, Czas: 1/13 sec, ISO: 3200

Przysłona: f/5, Ogniskowa: 12,8 mm, Czas: 0.04 sec, ISO: 3200

Przysłona: f/5, Ogniskowa: 10,7 mm, Czas: 1/40 sec, ISO: 3200

Przysłona: f/5, Ogniskowa: 18,2 mm, Czas: 0.01 sec, ISO: 3200

czwartek, 20 listopada 2014

[K] DxO Optics Pro 8.5

Do końca stycznia 2015 można na stronie http://www.dxo.com/ za darmo zaopatrzyć się w program do obróbki grafiki DxO Optics Pro 8.5. Nie jest to typowy program graficzny (jak Photoshop), a raczej skromna alternatywa dla Lightrooma - można za jego pomocą wywoływać i obrabiać pliki RAW. Rzecz jasna, jest to wersja troszkę już wiekowa, sprzed dwóch lat, więc powstaje pytanie, czy warto zaprzątać sobie nią głowę?

Prawie jak...

Powyższą ofertą zainteresował mnie Krzysiek, pobrałem zatem plik instalacyjny i wkrótce, po wpisaniu wygenerowanego numeru seryjnego, mogłem przyjrzeć się "darowanemu koniowi". Program rzeczywiście zewnętrznie przypomina Lightrooma:

Praca odbywa się w trzech modułach: Organize, Customize i Process. Pierwszy z nich to tak naprawdę przeglądarka, wyświetlająca katalogi na dysku użytkownika. Nie ma konieczności zakładania katalogu i importowania do niego fotografii, co zwykle odstrasza ludzi od Lightrooma. Tutaj po prostu wskazujemy folder i na poziomym pasku widzimy miniaturki znalezionych zdjęć. Zaznaczenie fotografii powoduje jej wczytanie i wyświetlenie w powiększeniu (o ile program obsługuje dany format - domyślnie nie ma tych formatów zbyt wiele i aplikacja pobiera sobie stosowne profile ze strony producenta, chyba że dany model aparatu w ogóle nie jest wspierany, co spotkało mnie przy okazji obróbki RAWów z Fujifilm X-E1).

Ze zdjęć możemy tworzyć tak zwane "projekty", czyli grupować fotki według własnego uznania, nie odkryłem jednak możliwości tworzenia z projektów jakiejś większej struktury. Fotografii nie można opisywać, a tylko przyznawać im oceny w postaci "gwiazdek", zaś przeglądarka ma stałą listę filtrów w rodzaju "Pokaż RAWy" czy "Pokaż zdjęcia z dwoma gwiazdkami".

Obróbka

Właściwa obróbka rozpoczyna się po przejściu na kartę Customize. Jest ona odpowiednikiem karty Develop w Lightroomie i prezentuje się bardzo podobnie - po lewej stronie mamy miniaturę zdjęcia i wybrane metadane do niego przypisane, centralną część zajmuje podgląd, dolną - pasek z miniaturami innych zdjęć w wybranym projekcie lub katalogu, zaś po prawej mamy zestaw narzędzi i efektów, które możemy aplikować do zdjęcia:

Narzędzia są pogrupowane nieco inaczej niż w Lightroomie, potrzebowałem więc nieco czasu, by się oswoić z nową organizacją i odszukać odpowiedniki znanych mi funkcji. Z grubsza jest tu niemal wszystko, czego byśmy mogli oczekiwać: korekta ekspozycji, odzyskiwanie jasnych i ciemnych tonów, kontrola nad balansem bieli i ogólną kolorystyką. Jest odszumianie, usuwanie zabrudzeń, wyostrzanie, korekta geometrii obiektywu. Zdjęcie możemy kadrować i prostować, obracać, dodawać/usuwać winietę czy korygować aberrację chromatyczną. Po zmianie parametrów danego narzędzia trzeba chwilkę odczekać na naniesienie zmian w podglądzie (subiektywnie patrząc, trwa to troszkę dłużej niż w programie Adobe).

Fotografujący architekturę będą zadowoleni z możliwości korekty perspektywy, dzięki czemu można wyeliminować "walące się" ściany budynków:

Przydatną rzeczą, znaną także z Lightrooma, są wirtualne kopie, które umożliwiają obróbkę tego samego zdjęcia na kilka sposobów.

Wynik

Karta Process to kolejne podobieństwo do Lightrooma - obrobione zdjęcia nie są tak naprawdę modyfikowane, program tylko zapamiętuje wykonane dla nich operacje. Aby cieszyć się gotowymi zdjęciami, trzeba je wyeksportować w wybranym formacie. Optics Pro ma szereg predefiniowanych formatów wyjściowych, można także dodawać własne. Wśród dostępnych opcji nie ma tak wielu, jak w Lightroomie (np. nie można dodawać operacji wykonywanych przez zewnętrzne pluginy, nie można aplikować znaków wodnych itp.), ale wydaje się, że to, co jest, będzie wystarczające.

Zdjęcia można też eksportować bezpośrednio do Lightrooma (dotyczy tylko oryginalnych zdjęć, nie działa np. dla wirtualnych kopii). Po wybraniu odpowiedniej opcji i wskazaniu pliku Lightrooma można przystąpić do eksportu, który polega na tym, że uruchamiana jest aplikacja Adobe w trybie importu i można zdjęcie od razu dodać do katalogu. Czy cała operacja ma sens, ciężko powiedzieć - jedyne, co przychodzi mi do głowy to to, że Optics Pro obsługiwałby RAWy z aparatu, który nie jest wspierany przez Lightrooma. Wtedy obrabiamy zdjęcie (wyjątkowo) w Optics Pro, ale wrzucamy do katalogu Lightrooma, bo to on jest naszym głównym programem do zarządzania obrazami.

Czego brakuje

Oczywiście na braki patrzę z punktu widzenia użytkownika Lightrooma 5, dla części użytkowników będą to więc sprawy być może nieistotne. Czego brakowało mi podczas testowania Optics Pro?

  • korekty lokalne - poza usuwaniem kurzu brak jakichkolwiek korekt lokalnych, takich jak klonowanie czy gradienty
  • słabe narzędzie do konwersji na czerń i biel - da się taką konwersję przeprowadzić, ale w zasadzie jest to tylko prosta desaturacja, bez możliwości ustalania proporcji między kanałami kolorystycznymi
  • brak wsparcia RAWów aparatów Fujifilm - program rozpoznaje ledwie 5 modeli, w tym X-100, jednak nie wyświetla RAWów z X-E1; co gorsza nie dotyczy to tylko opisywanej wersji 8, ale także wersji 10 (o ile dobrze skorzystałem ze strony www.dxo.com)
  • brak porządnego systemu katalogowania, opisywania i wyszukiwania plików (jest niby system "projektów", jednak nie znalazłem sposobu, by grupować w nim zdjęcia czy ustawiać dla nich jakieś dane (poza prostym edytorem EXIF, który potrafi dodać dane o autorze)); zdjęciom można tylko przypisywać "gwiazdki" i filtrować po tym kryterium

Darowany koń

Jeśli ktoś szuka programu do obróbki RAWów, może śmiało wypróbować program od DxO. Nie trzeba za niego płacić, a posiada wcale niezłe możliwości. Nie przeraża skomplikowaniem jak np. RAWTherapee i śmiało może konkurować z rodzimą Imagią. Formalnym ograniczeniem wersji darmowej jest brak możliwości aktualizacji do nowszych wersji, więc np. wersję 10 trzeba kupić za pełną cenę. Chyba, że ktoś poczeka na kolejną taką akcję promocyjną?