środa, 31 grudnia 2014

Czternaście kamyków

Fotograficzne podsumowanie mijającego roku? Nic w tym odkrywczego. Nie będzie to jednak wybór najlepszych moim zdaniem prac, tylko fotografie, które z jakiegoś względu okazały się ważne dla mnie. Nie są może kamieniami milowymi, ale kamykami jak najbardziej. Przy każdej pozycji postaram się napisać zdanie lub dwa wyjaśnienia, bo czasem można drapać się w głowę i zastanawiać, dlaczego akurat tak kiepskie zdjęcie znalazło się w podsumowaniu. Zapraszam zatem do oglądania!

HDR w Kórniku

Zdjęcie z sesji w kórnickim Zamku. Sesji niezwykle owocnej w fotografie w technice HDR - mogłem poćwiczyć i przygotowanie materiału, i późniejszą obróbkę.

Przysłona: f/8, Czas: 1.3 sec, Ogniskowa: 10,0 mm

Rogalińskie dęby

Dzięki niezapomnianemu prezentowi urodzinowemu mogłem uczestniczyć w warsztatach na rogalińskich łęgach. Trzy dni plenerów i doskonałe towarzystwo, a ostatniego dnia wyśmienite warunki pogodowe.

Przysłona: f/8, Czas: 0.05 sec, Ogniskowa: 32,0 mm

Trzcinniczek

Po raz pierwszy udało mi się uchwycić w kadrze trzcinniczka, i to podczas zwykłego spaceru brzegiem Jeziora Swarzędzkiego. Ptaszyna tak nadzierała gardziel, że nie zwracała uwagi na czającego się na brzegu fotografa:

Przysłona: f/4, Czas: 1/500 sec, Ogniskowa: 300,0 mm

Doceńmy przypadek

Dzięki Krzyśkowi od czasu do czasu mieliśmy okazję porobić zdjęcia w Poznaniu - poniższe pochodzi z odkrytej przypadkowo klatki schodowej. Nie mam zbyt wielu tego typu zdjęć w kolekcji, więc cieszę się jak dziecko, że dało się uchwycić schodowego ślimaka:

Przysłona: f/5,6, Czas: 1/13 sec, Ogniskowa: 29,0 mm

Jak kwiat paproci

Jest taka jedna noc w roku, gdy zakwita pewien kaktus. Kiedy? No cóż, trzeba to odgadnąć i liczyć na szczęśćie. Poniższe zdjęcie pochodzi z drugiej sesji (poprzednia odbyła się w 2013 roku), którą zorganizowałem na biurku po "przyłapaniu" kaktusa na kwitnieniu. Wstawaliście o czwartej nad ranem, żeby zrobić zdjęcie kaktusowi? Nie? No.

Przysłona: f/11, Czas: 3 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Palmiarnia odczarowana

Do tego pamiętnego popołudnia w połowie czerwca Palmiarnia była dla mnie nieprzyjaznym fotograficznie miejscem, gdzie dawało się robić zdjęcia tylko kaktusom przy świecącym słońcu. Tegoroczne wypady do Palmiarni przekonały mnie jednak, że warto zabierać aparat, tylko trzeba się odpowiednio przygotować. I już można fotografować takie miłe gady:

Przysłona: f/5,6, Czas: 1/640 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Perkoz dwuczuby z bliska

W poprzednich latach, zwłaszcza chyba ze trzy lata wstecz, gdy miałem fioła na punkcie fotografowania ptaków, perkoz był dla mnie nieosiągalną egzotyką. Pamiętam, jak przeżywałem spotkanie na Bogdałowie, gdy parka perkozów przepływała we mgle, ledwo w zasięgu obiektywu. A w tym roku proszę - perkoz w pełni dnia i niemal na wyciągnięcie ręki. Aż głupio trochę...

Przysłona: f/4, Czas: 1/2000 sec, Ogniskowa: 300,0 mm

Koniki z Racotu

Do Racotu wracam co jakiś czas, próbując swoich sił w fotografii koni. Marzy mi się biegnący tabun (co tam tabun, pojedynczy konik też by wystarczył!), tymczasem jednak muszę się pocieszać zwierzakami skubiącymi trawę. Każdy taki wypad kończy się nieustannym drapaniem po całym ciele - komary nie odpuszczają.

Przysłona: f/5,6, Czas: 1/250 sec, Ogniskowa: 300,0 mm

Dzień powszedni

Od momentu, gdy dostałem w łapki aparat Fuji, próbuję sił w dokumentowaniu życia codziennego. Na razie ciągle nie mam śmiałości "celować" w ludzi, więc fotografuję zmieniającą się rzeczywistość lub dostrzeżone absurdy. Taki "pseudo-street".

Przysłona: f/2, Czas: 1/3000 sec, Ogniskowa: 18,0 mm

Fufu

Przejście (choć nie całkowite) na aparat od Fuji to zupełnie inny rodzaj fotografowania. Aparacik mam w zasadzie zawsze przy sobie, co pozwala czasem uwiecznić całkiem przyzwoity kadr. Mijający rok to częściowa migracja z lustrzanek na X-E1.

Przysłona: f/2,8, Czas: 1/30 sec, Ogniskowa: 35,0 mm

Nowe techniki

Dobrze jest poznawać nowe sposoby fotografowania. Poniższe zdjęcie pokazuje moje próby z rejestrowaniem obrazów po zmroku - jednoczesna rejestracja rozgwieżdżonego nieba i doświetlanie planu latarką. Obiecuję sobie eksperyment powtórzyć w nadchodzącym roku.

Przysłona: f/5,6, Czas: 30 sec, Ogniskowa: 16,0 mm

Koncert

Koncerty fotografuję rzadko, zwykle dwa, trzy razy w roku. Z mijającego roku zapamiętam na dłużej koncert Tides From Nebula oraz występ Alicji Majewskiej z towarzyszeniem Włodzimierza Korcza. Zwłaszcza, że poniższe zdjęcie na tyle spodobało się Pani Alicji, że zostało umieszczone na oficjalnej stronie artystki.

Przysłona: f/1,8, Czas: 1/125 sec, Ogniskowa: 85,0 mm

Czy nie za późno?

Mając podręczny aparacik, pokusiłem się (wreszcie!) o próbę zachowania wspomnień z czasów dzieciństwa. Odwiedziłem Gostyń i Drzęczewo, fotografując miejsca, w których żyłem mając lat kilka czy kilkanaście. Żałuję, że nie wpadłem na podobny pomysł od razu, gdy tylko zacząłem fotografować - pewnie udałoby się ocalić od zapomnienia nieco więcej.

Przysłona: f/8, Czas: 1/220 sec, Ogniskowa: 35,0 mm

Fotospacery

Mimo opuszczenia w tym roku imprezy Scotta Kelby'ego, idea fotospaceru nadal jest mi bliska i jak tylko mogę, biorę aparat i ganiam po bliższej i dalszej okolicy (najczęściej z kolegą Krzyśkiem, bo wiadomo, we dwóch zawsze raźniej). Zwłaszcza mgła ma magiczną moc wyciągania z domowych pieleszy:

Przysłona: f/1,4, Czas: 0.01 sec, Ogniskowa: 23,0 mm

Ostatecznie

Mimo szczupłości czasu, jestem raczej zadowolony z fotograficznego dorobku w tym roku. Najważniejszej, prywatnej części tutaj nie pokazuję, a to ona w większości wpływa na to zadowolenie, jednak i te "publiczne" zdjęcie strasznie złe nie są. Dużo zmieniła migracja z Nikona na Fuji, która - choć nie całkowita - nauczyła mnie innego patrzenia i przyjęcia pewnych ograniczeń. Prawie zrezygnowałem z obróbki w Photoshopie, ograniczając się do wywoływania RAWów w Lightroomie. Zmieniła się też tematyka zdjęć - więcej jest fotografowania codzienności niż szukania specjalnych tematów (np. malowniczych wschodów słońca na łonie przyrody, dzikich zwierząt). Czy ten trend się utrzyma, zobaczymy dopiero w przyszłym grudniu.

Na koniec życzę Wam wszystkim udanego roku 2015, który oby był lepszy od odchodzącego poprzednika. Fotografującym życzę pięknego światła i doskonałych kadrów, pozostałym - zdrowia przede wszystkim! Dziękuję, że zaglądacie, czytacie, a czasem nawet komentujecie!

poniedziałek, 29 grudnia 2014

[S] Przymroziło

Zima czaiła się, czaiła, ale w końcu Święta przyniosły nieco śniegu i mrozu - na szczęście nie komplikując warunków drogowych, za co jestem głęboko wdzięczny, bo musiałem przebyć samochodem (w sumie) prawie 300km. Śnieg zastał mnie w Oborzyskach i choć mogłem sobie pozwolić na ledwie półgodzinną przechadzkę, to kilka kadrów zaprezentuję:

Przysłona: f/7,1, Czas: 1/250 sec, Ogniskowa: 23,0 mm

Przysłona: f/8, Czas: 1/250 sec, Ogniskowa: 23,0 mm

Przysłona: f/1,4, Czas: 1/1000 sec, Ogniskowa: 23,0 mm

Przysłona: f/8, Czas: 1/250 sec, Ogniskowa: 23,0 mm

Przysłona: f/1,4, Czas: 1/850 sec, Ogniskowa: 23,0 mm

Może w styczniu jeszcze trochę białego puchu się pojawi, dając okazje na nowe kadry? Bo nie ukrywam, że ostatnie lata nie rozpieszczają, jeśli chodzi o fotografowanie śnieżnych scenerii - ostatnią w miarę porządną zimową sesję robiłem bodajże w 2012 roku...

niedziela, 28 grudnia 2014

...i po Świętach

Ano właśnie - i jutro rano do roboty trza jechać. Może to i lepiej, żołądek odpocznie? A poważniej, mam nadzieję, że wszystkim Święta minęły tak czy inaczej spokojnie i można zacząć przygotowywać się do zakończenia 2014 roku, który... ale nie uprzedzajmy wypadków, bo i na podsumowanie minionego roku będzie zapewne czas. A teraz... trzeba wyczyścić świąteczne zapasy!

Jako bonus pies zwany Psotem, doskonale swoją pozycją ilustrujący stan poświąteczny:

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Wygoda przede wszystkim

Na pobliskim osiedlu całe wakacje trwały prace rewitalizacji (jak to modnie się teraz ujmuje) terenów zielonych. Nie wszystkim jednak do gustu przypadły nowe ławki. Wiadomo, na miękkim wygodniej:

niedziela, 21 grudnia 2014

[K] Unreal

Korzystając z czasu choroby i rekonwalescencji, zainstalowałem sobie stareńką grę Unreal, wydaną w 1998 roku (16 lat, dacie wiarę?). Od jakiegoś czasu nachodziła mnie myśl, żeby przypomnieć sobie ten tytuł, który swego czasu wywarł na mnie wielkie wrażenie.

Czym był Unreal?

Gra była w swoim czasie kamieniem milowym w gatunku FPS (ang. first person shooter), skutecznie rywalizując z bardzo niegdyś popularnym Quake'm (konkretnie z częścią II). W obie gry grałem wielokrotnie i zdecydowanie palmę pierwszeństwa przyznaję Nierealnemu. Dlaczego?

Do dzisiaj pamiętam pierwsze chwile grania - nastrój zaszczucia, strachu i niepewności. Te uczucia trwały przez całą grę, aż do pojedynku z Królową. Dodatkowo gracz wielokrotnie był przytłaczany ogromem stworzonego świata - wielkimi przestrzeniami, rozbudowanymi poziomami, różnorodnością napotykanych przeciwników. Fabuła była budowana przez znajdowane fragmenty dzienników innych (martwych już) ludzi. Resztę trzeba było sobie dopowiedzieć i wyobrazić.

Unreal był wielki i wielkim pozostał, mimo upływu tych szesnastu lat. Była to pierwsza gra, w której się tak zapamiętałem (grając pierwszy raz), że zdziwił mnie pojawiający się w oknach brzask - a przecież dopiero co usiadłem po południu "na chwilkę"! To była też pierwsza (i chyba do tej pory jedyna gra), kiedy - po pamiętnej pierwszej walce z Tytanem - miałem przyspieszony puls i odetchnąłem z prawdziwą ulgą, SZCZĘŚLIWY, że przeżyłem.

Uśmiecham się

A uśmiecham się nie dlatego, że śmieszy mnie kanciasta i brzydka w gruncie rzeczy grafika (wtedy jednak jedna z najlepszych na rynku!). Podczas obecnej gry uświadomiłem sobie, jak duży skok technologiczny dokonał się przez tych kilkanaście lat. W roku 2000, kiedy pierwszy raz zagrałem w Unreala, mój komputer ledwo, ledwo dawał radę wyświetlać obraz w rozdzielczości 640x480, z minimalnymi detalami. Samo zapisywanie stanu gry trwało prawie pół minuty, zaś wczytanie potrafiło pożreć nawet półtorej minuty. Czasem, gdy na planszy pojawiało się więcej przeciwników, gra zaczynała się zacinać i trudno było w cokolwiek wycelować.

Korzystając z możliwości, uruchomiłem zatem Nierealnego w najwyższej możliwej rozdzielczości i z maksymalnymi detalami. Wszystko działało płynnie i nie zacięło się nawet na ułamek sekundy. Zapis stanu - poniżej sekundy, ładowanie - sekunda, może dwie. Nic dziwnego, że - znając dodatkowo grę na wylot - przejście całości zajęło mi tylko około 8h (w 2000 roku strawiłem na to pewnie ze 30h).

Gra nie na dzisiaj

Nie da się ukryć, że dawna magia szaty graficznej Unreala bezpowrotnie minęła. Na dzisiejsze standardy (poszukajcie na YouTube choćby filmików z Assassin's Creed Unity) jest dość paskudnie. Tekstury są mało szczegółowe, obiekty rażą kantami i małą ilością budujących je wielokątów. Czasami piksele aż "biją po oczach". Niestety podejrzewam, że współczesny gracz odinstalowałby Unreala zaraz po obejrzeniu animacji w menu.

Co ciekawe jednak, te wady przestaje się zauważać, gdy zacznie się grać. Warto zatem i dzisiaj dać grze szansę i nie oceniać jej tylko przez pryzmat grafiki. Na pewno klimat, różnorodność lokacji, przeciwników i wyzwań zadowoli każdego. Ja nie żałuję powrotu po latach na planetę Na Pali.

sobota, 20 grudnia 2014

[O] Dwa numery Secret Service

W połowie października pisałem o reaktywacji magazynu Secret Service. Na dniach ukazał się drugi numer (jeszcze nie czytałem), jednak sieć aż buzuje od informacji na temat pisma. Przyznam, że przez ostatnie dwa tygodnie nie byłem za bardzo na bieżąco, zresztą sprawa wyszła całkiem niedawno.

O co chodzi?

Wskrzeszenie Secret Service było możliwe dzięki spektakularnej zrzutce jego fanów, którzy zebrali niemal 300 tysięcy złotych. Miało być super - świetny skład redakcyjny, złożony z doświadczonych ludzi. Stary, dobry tytuł. Nacisk na publicystykę, a nie tylko i wyłącznie recenzje gier. No i pierwszy numer mniej więcej tego się trzymał (tak uważam, mimo że wiele osób narzekało).

Początek grudnia przyniósł jednak informację, że drugi numer SS jest jednocześnie numerem... ostatnim. Parafrazując gospodarza domu, Anioła z serialu "Alternatywy 4": nie będzie Secret Service, będzie Pixel! Ponoć wydawca nie ma już prawa do wydawanego tytułu.

Dziwne, prawda? Jeszcze niedawno twórcy pisma zapewniali, że wszelkie aspekty prawne są dopięte na ostatni guzik (wcześniej SS upadł m. in. właśnie wskutek sprzeczek o prawa do tytułu i ostatnie jego numery wychodziły jako New S Service).

Przyczyny

Pieniędzy na reaktywację SS nie wpłacałem, więc nie ekscytuję się całą sprawą tak bardzo. Nie będę zatem wnikał w faktyczne przyczyny opisywanego stanu rzeczy. Być może rację ma wydawca, oskarżający właściciela praw do tytułu o szarogęszenie się w redakcji i niechęć do podpisania nowej umowy. Być może rację ma właściciel praw, który oskarża wydawcę o zerwanie umowy i wyrzucenie go z zespołu. Może rację mają zawiedzeni fundatorzy, którzy czują tu skok na kasę - wykorzystano kultowy tytuł, aby zbiórka funduszy dała lepsze efekty, ale w planach było i tak wydawanie innego, nowego tytułu. Który ze scenariuszy jest prawdziwy? Pewnie się nigdy nie dowiemy, jednak nie to jest najważniejsze.

Szkoda

Zatem żegnamy Secret Service, który nawet nie zdążył się rozkręcić, a już ląduje w piachu. Wprawdzie - niby - ma być nadal wydawany w dotychczasowym kształcie (redakcja, forma), jedynie pod zmienionym tytułem, ale osoby fundujące to pismo mogą się poczuć oszukane i wystrychnięte na dudka. Tym bardziej, że pewnie składu redakcji nie uda się utrzymać - niektórzy nie będą chcieli dalej współpracować z osobami, które nie dopilnowały tak oczywistej rzeczy, jak prawa do tytułu.

Wszystko stracone?

Tak naprawdę, patrząc na to przez pryzmat poprzedniego wpisu dochodzę do wniosku, że obecna sytuacja jest właśnie taka, jakiej wtedy chciałem - powstało nowe pismo, o "skrzywieniu" publicystycznym, z fajną redakcją i właśnie przestaje żerować na starej marce. Czyli co, chyba poczekam jeszcze i przyjrzę się temu całemu Pixelowi...

piątek, 19 grudnia 2014

Znów w pracy

I oto po półtoratygodniowej przymusowej przerwie znów człowiek siedzi w pracy. Główna rzecz dzisiaj to - naturalnie - przejrzenie sterty maili, które się przez czas absencji uzbierały w skrzynce odbiorczej. Wracam zatem do kawy z ekspresu i kochanego IntelliJ-a.

Z zauważonych zmian - przy wejściu stoi takie coś:

Przysłona: f/1,4, Czas: 1/250 sec, ISO: 1600

wtorek, 16 grudnia 2014

Grudniowe niebo

Ze względów wiadomych nie mam w ostatnim czasie zbyt dużo okazji fotografować w plenerze, zatem cieszy choćby próba uchwycenia wspaniałych kolorów wczorajszego zachodu słońca. Zdjęcia zrobione w drodze na zakupy, więc miejscówka brzydka jak noc - ale kolory chyba się bronią.

Przysłona: f/4,5, Czas: 1/125 sec, ISO: 3200

Przysłona: f/5,6, Czas: 1/45 sec, ISO: 3200

Przysłona: f/4, Czas: 1/45 sec, ISO: 3200

piątek, 12 grudnia 2014

Azja, syn Tuhaj-beja

Jako że człowiek uwięziony w czterech ścianach, to oprócz czytania i odsypiania nocy można spędzić czas bardziej konstruktywnie. Postanowiłem kuć żelazo, póki gorące i ćwiczyć rękę w ArtRage. Efekt przedstawiam poniżej, mając nadzieję, że nawet bez podpisu trafiłby się ktoś, kto rozpoznałby Daniela Olbrychskiego w roli Azji Tuhajbejowicza z "Przygód pana Michała":

czwartek, 11 grudnia 2014

Pierwsze koty za płoty

No, to zimę możemy uznać za oficjalnie rozpoczętą - wczorajszego wieczoru spadł pierwszy, nieśmiały jeszcze śnieżek. Dzisiaj nie ma po nim praktycznie śladu, lecz lada dzień pojawi się śnieg obfitszy. Jako kierowca nie cieszę się z tego wcale, ale jako fotograf? Jak najbardziej. I chociaż chwilowo zdrowie nie pozwala hasać z aparatem, to przecież w końcu uda się wyjść w jakiś plener i kilka zimowych zdjęć uczynić. Trochę lepszych, niż te pstryki z okna:

Przysłona: f/1,4, Czas: 0.05 sec, ISO: 3200

Przysłona: f/1,4, Czas: 0.04 sec, ISO: 3200

środa, 10 grudnia 2014

Trzy różne kadry

Jak człek chory, to i nic mu się nie chce. Ani wstać, ani jeść, ani zdjęć robić. Ooo, zdjęć robić też się nie chce? A nieprawda! Tyle tylko, że zdjęcia w chorobie wychodzą mocno "takie se". I tak oto, zamiast całodziennej relacji, którą sobie wczoraj w godzinie lepszego samopoczucia planowałem, tylko trzy kadry, każde z innej parafii. Łączy je jedno - zrobiłem je dziś rano. Niech będzie, że na pamiątkę.

Przysłona: f/4, Czas: 1/250 sec, ISO: 1250

Przysłona: f/4, Czas: 1/30 sec, ISO: 3200

Przysłona: f/4, Czas: 1/45 sec, ISO: 3200

wtorek, 9 grudnia 2014

Świąteczny nastrój

Jak co roku o tej porze, w okolicach mojego osiedla rozświetlają się latarnie, obwieszone świątecznymi ozdobami. Tylko śniegu brak!...

Przysłona: f/1,4, Czas: 1/40 sec, ISO: 3200

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Ostro

Czyli ostra angina od poniedziałku do piątku, z antybiotykiem w tle. Nic przyjemnego i nikomu nie życzę. A przede wszystkim nie życzę spotkania z trybami służby zdrowia. Można się np. dowiedzieć, że człowiek wyrejestrował się z przychodni, do której chodzi od kilku lat ("Na pewno zapomniał pan, że się pan zapisał gdzie indziej" - jak, u licha, można zapomnieć wypełnienia dwóch stron absurdalnej deklaracji?) Potem już tylko zostawienie prawie 100zł w aptece i można chorować... Dobrze przynajmniej, że w przychodni tłoku nie było (może wszyscy już się wyrejestrowali?)

piątek, 5 grudnia 2014

Cyfrowy nadgarstek

Tablet leży na biurku już od półtora miesiąca. To wcale niezły wynik - poprzednik zazwyczaj wytrzymywał dwa, trzy tygodnie. Że tablet leży, to też nic nadzwyczajnego; grunt, by był wykorzystywany. Jak dotąd głównie do prostych retuszów w Lightroomie i Photoshopie, ale w końcu nadeszła chwila zmierzenia się z tworzeniem czegoś od podstaw, czyli z... rysowaniem. Natychmiast powstaje dylemat: w jakim programie rysować? Bo wbrew pozorom jest to dość istotne.

Oczywistym wyborem w moim przypadku powinien być Photoshop. I rzeczywiście, poszedł on "na pierwszy ogień". Obejrzałem kilka filmików o konfigurowaniu tabletu do współpracy z tym programem, o konfiguracji samego programu, definiowaniu pędzli i... Efekty są takie sobie. Nie wiem, z czego to wynika, ale nie rysuje mi się dobrze w Photoshopie. Po prostu. Zacząłem zatem szukać alternatyw.

Programów jest wiele

Na początku chciałem zamieścić tu porównanie różnych znalezionych w sieci programów do rysowania. Po próbach z Photoshopem myślałem, że brakuje mi jakichś konkretnych funkcji, które znajdę w programach przeznaczonych stricte do rysowania. Prawda okazała się troszkę inna, ale o niej za chwilę.

Jak na miesiąc i notoryczny brak czasu udało mi się "przebrnąć" przez całkiem pokaźne stadko programów. Testy zacząłem od króla królów, czyli Corel Paintera, który ma taki urok, że "zjada" wszystkie inne programy i nie widzę dla niego większej konkurencji, jeśli chodzi o funkcje i możliwości. Ten program ma chyba wszystko. Gorzej wypada Corel Painter Lite, otrzymany z tabletem. Stopień okrojenia go z funkcji obecnych w wersji pełnej jest moim zdaniem bardzo duży.

Corel Painter Lite

Ani pełny, ani niepełny Painter nie spełniły moich oczekiwań. Nadal rysowało mi się w nich jakoś tak "dziwnie" i nieporęcznie - nie potrafię tego dokładniej opisać. Szukałem więc dalej, najpierw wśród programów darmowych, gdzie całkiem dobre wrażenie zrobił na mnie SmoothDraw 4 - prościutki, ale i szybki programik, wymarzony do szybkich szkiców. Sprawdzałem też polecaną na kilku forach Pixię, ale nie polubiliśmy się z tym programem. Wskakując na półkę wyżej, do programów półprofesjonalnych, zainstalowałem Artweavera. Patrząc na stronę producenta odniosłem wrażenie, że to może być TO. Po uruchomieniu przekonałem się, że to taki trochę bogatszy Painter Lite, z wszystkimi tego faktu konsekwencjami (m.in. nikłą przydatnością dla mnie).

Artweaver 5

SmoothDraw 4

Całkiem jak w bajkach, na samym końcu, będąc już zupełnie zniechęcony, zainstalowałem ArtRage4. No, mili Państwo! Ręka sama się rwie do rysowania! Rzadko mi się to zdarza, ale po prostu zakochałem się w tym programie od pierwszego wejrzenia.

Czego szukałem?

Dlaczego ArtRage4 podbił moje serce? Bo jest ładny, to raz. Oczywiście, wygląd - rzecz gustu. Mnie się jednak duże i czytelne kontrolki ArtRage'a podobają, a co najważniejsze, są bardzo wygodne w użyciu przy wykorzystaniu piórka. Nie ma problemu z trafieniem w suwak czy przycisk, nie ma miliona maluśkich pól edycyjnych (popatrzcie na zaawansowane ustawienia pędzla w Artweaverze i pomyślcie o konieczności trafiania w te malutkie kontrolki!).

Program jest więc nie tylko ładny, ale i funkcjonalny. I najważniejsza sprawa - nic nie przeszkadza w robieniu tego, co najważniejsze - rysowaniu. Duża przestrzeń robocza, przytomnie zaprojektowany panel narzędziowy oraz paleta kolorów i... już. Jeśli ktoś potrzebuje więcej (palety warstw, obrazka referencyjnego, szczegółowych ustawień pędzla), może sobie wyświetlić odpowiednie panele i umieścić je w dowolnym miejscu ekranu.

Co ciekawe, także samo rysowanie, czyli rozpoznawanie położenia i nacisku, bardziej odpowiada mi niż we wszystkich sprawdzonych programach. Nie mam pojęcia, czy to kwestia szybkości czy jakichś algorytmów wygładzających (na pewno coś takiego tu działa), ale kreski są ładniejsze, zwłaszcza te o ostrych krawędziach. Nareszcie (uwaga!) mogłem się podpisać tak, jak długopisem na kartce - a do tej pory pisanie odręczne na tablecie nigdy mi nie wychodziło.

ArtRage4

ArtRage4

ArtRage4

Nic, tylko rysować

Te wszystkie zachwyty są może śmieszne, ale nic na to nie poradzę. W tym momencie ArtRage jest moim zdecydowanym faworytem, bo zwyczajnie nie przeszkadza w rysowaniu. Nie twierdzę, że każdemu się on spodoba (bo pewnie się nie spodoba) i że ma możliwości przerastające Paintera (bo nie ma). Ja jednak przestałem szukać i po prostu rysuję, gdy tylko mam okazję.