środa, 20 maja 2015

[K] Jak dostałem Wiedźmina 3

Wczoraj premierę miała trzecia część gry "Wiedźmin". Dostałem swój egzemplarz na zbliżające się imieniny i zostałem jednoznacznie zachęcony do instalacji i wypróbowania. Oczywiście, łatwo się domyślić, że nie zlekceważyłem takiej okazji!

Jako że mam wersję pudełkową, włożyłem do odtwarzacza pierwszy z czterech dysków i rozpocząłem instalację. Przez następną godzinę komputer nie robił nic innego, jak pieczołowicie przenosił dane na twardy dysk (tak, tak, instalacja trwała około godziny). Nauczony przykrym doświadczeniem z niepokojem uruchomiłem grę. I rzeczywiście, zaraz pokazał się ekran "uruchamiacza" (w przypadku "Wiedźmina" jest to GOG Galaxy) i rozpoczęło się pobieranie łatki o wadze 350MB. Wbrew obawom nie trwało to jednak długo i bez zbędnych ceregieli można było grę wystartować.

Miłe dobrego początki

Pamiętam, jak duże wrażenie zrobił na mnie filmik renderowany przez Platige Image do pierwszej części gry (ech, dawno to było, dawno!) Części trzeciej nie otwiera podobnej klasy animacja, ale też nie ma się co za bardzo czepiać, bo naprawdę twórcy dali radę.

Po filmikach trafiłem do samouczka (sen Geralta o Kaer Morhen) i po chwili razem z Vesemirem ruszyliśmy "w świat". Konno. Ale moglibyśmy i pieszo. W dowolnym kierunku. Zniknęły, tak czasem irytujące w "dwójce" niewidzialne tunele, którymi trzeba było chadzać. Tutaj można po prostu iść, gdzie oczy poniosą. Geralt chodzi, biega, turla się, wspina, a nawet pływa. Niby rzeczy oczywiste, a pojawiły się dopiero teraz. I bardzo dobrze.

Samej fabuły (a raczej jej początku) nie ma co zdradzać, ale i też nie trzeba się jej kurczowo trzymać. Świat jest pełen różnych zadań dla mistrzów wiedźmińskich, a w walce można się szkolić i bez kontraktów, wystarczy zagłębić się w las lub przybrzeżne szuwary, aby coś próbowało zjeść nas na kolację. Tradycyjnie też podczas wędrówek zbieramy zioła oraz resztki pokonanych potworów, by robić z nich różne wiedźmińskie dekokty. Tym razem jednak zadanie szalenie ułatwia minimapa, na której znajdziemy położenie jednych i drugich, koniec więc po większej walce z błąkaniem się po zaroślach w poszukiwaniu ubitych stworów.

Wymagania sprzętowe

O wymaganiach sprzętowych internet huczał już od połowy zeszłego roku (przynajmniej). Że "Wiedźmin" nie ruszy w pełnych szczegółach na żadnym obecnym pececie, że trzeba na gwałt kupować nowe karty graficzne i nowe procesory, dokładać pamięci i montować dodatkowe dyski twarde. No i co? Byzydura!

Na moim, wcale nie gamingowym, komputerze spokojnie gra działa w rozdzielczości 1920x1200. Na poziomie Uber, czyli najwyższych detalach. Nie osiąga 60 klatek na sekundę, ale nic się nie zacina ani nie spowalnia (wprawdzie na razie nie spotkałem jeszcze szczególnie wielkich potworów, może one spowodują zadyszkę). Moja konfiguracja nie jest jakaś wyśrubowana: procesor i5 3750, 8GB RAM, GeForce 960 i Windows 8.1.

Grać?

Jak widać zatem, jestem bardzo pozytywnie nastawiony do "Wiedźmina". W końcu, po "jedynce" i "dwójce", "trójka" jest wręcz obowiązkowa, zwłaszcza dla wielkiego fana uniwersum Sapkowskiego. Wygląda na to, że zespołowi CD Projekt RED udało się uzyskać efekt, że każda kolejna część jest lepsza od poprzedniczki. Czyli - grać!

Brak komentarzy: