niedziela, 10 maja 2015

[R] Szpot biega po raz czwarty!

Jesteśmy już po czwartym biegu na dystansie 10km, organizowanym w Swarzędzu przez firmę Szpot. Pogoda, w ostatnich dniach całkiem słoneczna i w miarę ciepła, dzisiaj jednak nie rozpieszczała i od czasu do czasu padał deszcz - na szczęście opady były raczej słabe, więc nawet bez parasola dało się przeżyć.

Jako że sam bieg relacjonuję po raz trzeci, mimo zmienionej nieco trasy mniej więcej wiedziałem, czego się spodziewać. W efekcie "do boju" ruszyłem pieszo, żeby gdzieś nie utknąć - wiele ulic Swarzędza było dzisiaj nieprzejezdnych. A że nie byłem oficjalnym fotografem, na żadne przywileje liczyć nie mogłem.

Tym razem, zamiast z Rynku, bieg ruszał z ulicy Cieszkowskiego. Pomysł całkiem słuszny, bo i organizacyjnie łatwiej było ogarnąć te kilka tysięcy ludzi, i sam start przebiegł płynniej (Cieszkowskiego jest dużo szersza, niż ulice okalające swarzędzki Rynek). Tradycyjnie zaczęło się od biegu VIPów:

Od czasu do czasu nadciągały groźnie wyglądające chmury, ale ostatecznie nie było najgorzej:

Ostatnie pamiątkowe zdjęcia, wezwania spikera do busa Telewizji Polskiej o zrobienie miejsca i... trach! Wystrzał z armaty Bractwa Kurkowego rozpoczął bieg:

Bieg na pewno był udany, a organizacyjnie wszystko powoli idzie w dobrym kierunku. Widać, że wzięto sobie do serca uwagi padające po poprzednich biegach i na przykład po zakończeniu biegu uczestnicy nie dusili się w tłumie, tylko bez problemu mogli przejść do wydzielonej dla siebie strefy. Także trasa była urozmaicona, bo znów zawierała kilka sporych pochyłości.

Jedyne, co mi się nie podobało - i sądząc z głosów padających wokół - nie tylko mnie, to meta. W tym roku wybrano nie plac przy pływalni (bardzo dobrze!), a stadion miejski. I wydawałoby się, że to był strzał w dziesiątkę (bo właśnie dzięki temu zawodnicy mieli komfort po zakończeniu biegu i sporo miejsca dla siebie), tylko ktoś nie do końca przemyślał tę koncepcję. Po pierwsze, zawodnicy wpadając przez bramę stadionu trafiali na spory spadek trasy, która nagle - zamiast biec prosto wzdłuż trybun pełnych kibiców - skręcała ostro o 90 stopni i w kałuży przechodziła z asfaltu w utwardzoną ziemię. Efekt był taki, że ci pierwsi, bardzo rozpędzeni biegacze jeszcze przyspieszali "na stoku", po czym musieli ostro hamować, by nie wpaść na barierki. Dodatkowo ostatnie 200-300 metrów biegli praktycznie bez dopingu, bo trybuny były po drugiej stronie płyty boiska. Podobnie bez kibiców wpadali na metę, która z trybun była w ogóle słabo widoczna. W wystarczyłoby przesunąć start o te 200-300 metrów i puścić biegaczy wzdłuż widowni...

W ogóle na finiszu biegu miał miejsce nieprzyjemny incydent. Gdy na stadion wbiegał Szymon Kulka, kierowca radiowozu U143 tak niefortunnie kierował pojazdem, że zajechał biegaczowi trasę, o mały włos nie powodując groźnego wypadku. W ogóle miałem wrażenie, że - nazwę je - służby motorowe miały jakiś problem. Najpierw wóz TVP nie chciał zrobić miejsca na starcie mimo wezwań spikera, potem policjanci na motorach blokowali trasę, a na końcu ten radiowóz... Oby te elementy poprawiły się za rok.

Dopisek z 11 maja. Za stroną www.mmpoznan.pl podaję pierwsze miejsca biegu:

Mężczyźni

  1. Szymon Kulka (ULKS Lipinki) 30:43
  2. Joel Kosgei Komen (Kenia) 31:12
  3. Marcin Fehlau (Świat Biegacza Poznań) 31:51

Kobiety

  1. Monika Stefanowicz (Grunwald Poznań) 34:16
  2. Dorota Silarska (Wrocław) 36:47
  3. Wioletta Paduszyńska (Gorzów) 37:02

No i na koniec dowód, że już mamy maj:

2 komentarze:

Grażyna pisze...

Wygląda na to, że niektórzy biegacze Cię zauważyli. :)
Mamy maj i matury. To tak się jakoś kojarzy. :)
Pozdrawiam:)

Anonimowy pisze...

Widać, że, mimo zmęczenia, dużo radości sprawił ludziom ten bieg.
Ze zdjęć taki optymizm bije, że aż chce się pobiec w takim biegu.