sobota, 9 maja 2015

[S] Iwno - grobla

Zapowiedzi pogody na rano były dość niepewne - niby miało być ładnie, ale niektóre prognozy pokazywały spore zachmurzenie. Ostatecznie okazało się, że było "tak sobie", tzn. zasadniczo pogodnie, ale chmury nisko wiszące nad horyzontem trochę psuły światło.

Postanowiłem w dalszym ciągu eksplorować Iwno i okolice. Tym razem pojechałem na groblę nad jeziorem, którego nazwy nie znalazłem - leży pomiędzy Iwnem a Wiktorowem. Miejsce bardzo fajne i - co ważne - spokojne. Nie spotkałem żadnego człowieka, choć nad Deszczownią znów siedziało ich "jak mrówków".

Ogólny rzut oka, mimo nienadzwyczajnych warunków pogodowych można obejrzeć poniżej:

Przysłona: f/8, Czas: 0.05 sec, Ogniskowa: 10,0 mm

Przysłona: f/8, Czas: 4 sec, Ogniskowa: 18,0 mm

Przysłona: f/5,6, Czas: 1/1600 sec, Ogniskowa: 112,0 mm

Przysłona: f/6,3, Czas: 1/2500 sec, Ogniskowa: 20,0 mm

Teraz czas na kilka mniej krajobrazowych ujęć:

Przysłona: f/6,3, Czas: 1/800 sec, Ogniskowa: 14,0 mm

Przysłona: f/11, Czas: 1/8000 sec, Ogniskowa: 220,0 mm

Przysłona: f/5,6, Czas: 1/250 sec, Ogniskowa: 300,0 mm

Przysłona: f/4,5, Czas: 1/1000 sec, Ogniskowa: 70,0 mm

No i w końcu żywe stworzenia. Z sukcesów odnotuję zdjęcie czapli siwej (choć trochę późno ją zauważyłem), z porażek - próby zrobienia zdjęcia trzcinniczkowi, który był słyszalny w szuwarach, ale bardzo dobrze się maskował i w efekcie obronił prywatność.

Przysłona: f/8, Czas: 1/200 sec, Ogniskowa: 300,0 mm

Przysłona: f/6,3, Czas: 1/400 sec, Ogniskowa: 300,0 mm

Przysłona: f/6,3, Czas: 1/400 sec, Ogniskowa: 300,0 mm

Przysłona: , Czas: 1/125 sec, Ogniskowa

Wreszcie też miałem sposobność wypróbowania garści gadżetów do fotografii makro, choć jak widać powyżej, bez rewelacyjnych efektów. Na pierwszy ogień poszły uchwyty, mające stabilizować fotografowany obiekt. Duży uchwyt wbijany w ziemię nie zdał egzaminu - niestety, przejawiał tendencję do opadania pod własnym ciężarem. Dwa mniejsze sprawowały się lepiej, chociaż warunkiem sensownego ich użycia jest albo mocowanie gałązki/listka do tej samej rośliny (np. do grubszej gałązki), albo wykorzystanie szyny/mieszka. W innym przypadku, czyli gdy próbujemy przymocować fotografowany obiekt do statywu, kompletnie się to nie sprawdza - zwykle trzeba przecież jeszcze ustawić kadr i ostrość, a jeśli tylko ruszymy statywem lub aparatem, przemieścimy też przyłączony obiekt. Tutaj, przyznaję bez bicia, trochę się rozczarowałem upadkiem koncepcji...

Dobrze za to sprawowała się mała kieszonkowa blenda, która doświetlała co trzeba i jak trzeba - tyle, że trzeba do niej trzeciej ręki (albo mocniejszych uchwytów, te zrobione przeze mnie nie były w stanie jej utrzymać).

Chciałem jeszcze użyć pierścieniowej lampy makro, ale tu oszukałem się sam - tak byłem przeświadczony, że mam załadowany do niej komplet akumulatorków, że nie sprawdziłem tego. No i oczywiście w plenerze okazało się, że komora zasilająca lampy jest pusta...

O oczywistościach typu statyw czy soczewka Raynox nie będę pisał, bo wiadomo, że się używa nie od dzisiaj.

No i to tyle - dużo gadania, mało zdjęć, ale cóż począć. Taki to był wypad. Następnym razem bardziej się postaram!

1 komentarz:

Grażyna pisze...

Słońce zaplątane w trzcinę jest cudowne.
Świetne zwierzątka. Czyżby chruścik?
Pozdrawiam:)