sobota, 23 maja 2015

Szpule - naprawa

Awaria

Niedawno rozpocząłem zabawę z przenoszeniem nagrań z magnetofonu szpulowego do formatu cyfrowego. Niestety, w trakcie całego procederu przy jednej z taśm magnetofon przestał odtwarzać. Przewijanie działało w obie strony, odtwarzanie - nie.

W pierwszej chwili spisałem przedsięwzięcie na straty - cóż można poradzić? Nie znam się na naprawie takich magnetofonów - ba, nie znam się na naprawach czegokolwiek. Ciekawość była jednak większa - przejrzałem zasoby YouTube i doszedłem do wniosku, że zerwać musiał się główny pasek napędowy. Demontaż górnej płyty potwierdził diagnozę:

Środki zaradcze

Nikt ze znajomych - co nie dziwi - nie posiadał odpowiedniego paska, jednak chwila poszukiwań na allegro.pl i znalazłem dostawcę fabrycznie nowych (!) pasków napędowych do starych magnetofonów, w tym "mojego" M1417S.

Gdy tylko pasek dotarł, postanowiłem samodzielnie przeprowadzić operację reanimacji magnetofonu - wydało mi się to banalnie proste. W końcu założyć pasek na dwa koła to nic trudnego, prawda? Ano właśnie...

Pod górkę

Bardzo szybko okazało się, że dostęp do głównego koła napędowego jest niemożliwy bez demontażu górnej metalowej "pokrywy", do której zamocowana jest m. in. głowica. Niby nic, ale gdy tylko odkręciłem ostatnią z trzymających tę pokrywę śrub, usłyszałem wdzięczne "bdziąg, bdziąg, ziuuut, stuk" i kilka części dość gwałtownie zmieniło położenie. Okazało się, że pod spodem było mnóstwo "blaszek", przytwierdzonych do innych części sprężynkami. Pozbawione zaczepienia, zostały pociągnięte tymi sprężynkami i powypadały ze swoich normalnych pozycji...

Z niemałym trudem umieściłem nowy pasek na miejscu starego i w pocie czoła zacząłem składać całość do kupy. Powiem Wam - katastrofa! Nie dość, że musiałem wydobyć blaszki z wnętrza magnetofonu, wydedukować ich pierwotne położenie, to na koniec trzeba było przykręcić tę górną blachę, która wszystko trzyma w miejscu i pozakładać nieszczęsne sprężynki. Koniec końców operację zakończyłem sukcesem, a wtedy...

A wtedy okazało się, że w gorączce montażowej nie zauważyłem, jak nowy pasek SPADŁ z kół, które miał napędzać. Cóż było robić, znów mała rozbiórka i zamocowanie paska, po czym kolejny montaż, przeplatany wyrazami nie nadającymi się do publikacji na blogu (choć miano kobiety od negocjowalnego afektu nie padło).

Uf, zmontowałem. Teraz wystarczyło przykręcić płytę główną i zamontować przełącznik sterujący (ta śmieszna gałka). I co się okazało? Przełącznika nie da się włożyć, bo coś się przekręciło przy montażu!... Cóż, marynarze mogliby do mnie przychodzić na korepetycje w kwestii biegłości werbalizacji negatywnych uczuć.

Udało się!

Po kolejnych znojnych minutach skleciłem całość do kupy. Jeszcze przed przykręceniem głównej płyty zamontowałem przełącznik i wypróbowałem działanie silnika.

Wszystko wydaje się działać, chociaż przełącznik pracuje z jakimś słabym oporem - wygląda na to, że jeszcze czegoś nie dokręciłem w środku. Ale póki co, nie mam siły ani tego grata znów rozkręcać, ani tym bardziej tropić przyczyny. To - jak mawiał Moks z "Vabanku" - "inną razą".

Brak komentarzy: