sobota, 16 maja 2015

Szpule

Podobno pliki mp3 to już przeżytek - teraz słucha się strumieni bezpośrednio z sieci (zresztą - od czego są playlisty na YouTube?) A ja właśnie (na krótko, bo na krótko) wróciłem do magnetofonu szpulowego. Wydębiłem od Taty jego stare taśmy, nagrywane nocami z radia i postanowiłem je ocalić od zapomnienia. Może i nie miałoby to większego sensu, gdyby nie fakt, że na jednej z taśm PRAWDOPODOBNIE jesteśmy nagrani z siostrą jako kilkuletnie brzdące. A takie nagranie warto ocalić od zapomnienia. Skoro zatem muszę przesłuchać wszystkie taśmy w celu odnalezienia tej jednej jedynej, to dlaczego od razu nie zgrać ich wszystkich na nośnik cyfrowy? Może ocalę jakieś unikalne nagrania, np. koncert śmiejącego się Elvisa?

Sprawy sprzętowe

Po uzyskaniu dostępu do "prawie-że-profesjonalnego" (hi-fi!) magnetofonu rodzimej Unitry pozostało obmyślić szczegóły. Z pewnych powodów postanowiłem, że magnetofon podepnę nie bezpośrednio do komputera, ale do cyfrowego rejestratora audio Tascam DR-05. Po pierwsze, nie muszę włączać komputera, żeby posłuchać taśm i je od razu zgrywać. Po drugie, działania na komputerze nie wpływają na proces zgrywania - nie muszę się przejmować, że jakiś obciążający procesor program (np. Lightroom) spowoduje "przycięcie" nagrania.

Pewien problem pojawił się przy obmyślaniu sposobu podłączenia nowoczesnego sprzętu do starego magnetofonu. Tak się składa, że Unitra ma wyjście liniowe w postaci złącza DIN-5, zaś Tascam naturalnie o takim złączu nawet od przodków nie słyszał i stosuje "małego jacka". Trzeba było więc zaopatrzyć się w odpowiedni kabelek.

Zadowolony z pokonanych trudności i tak przebiegłego przemyślenia wszelkich aspektów, zgromadziłem w poniedziałek wszystkie "zabawki". Magnetofon sprawny, rejestrator naładowany i podłączony. Karta pamięci sformatowana. Wydobywam taśmę, montuję w magnetofonie i... Konsternacja. Nie mam pustej szpuli, na którą ma się nawijać odtwarzana taśma!

Ostatecznie jednak po kilku dniach zdobyłem i taką szpulę, koniec końców przystąpiłem więc do zgrywania.

Końca nie widać

Efekty nie są, niestety, powalające. Mimo wysokiej jakości rejestratora i wyśrubowanych parameterów zapisu nagrania są raczej marne. Winne są pewnie zarówno same taśmy (ponad trzydzieści lat dla zapisu magnetycznego robi swoje), jak i niewiele młodszy magnetofon (mimo delikatnego oczyszczenia głowicy). Liczę jeszcze, że uda się w końcu trafić na tę jedną taśmę i tam pobawię się w jakąś większą edycję audio (odszumianie, korekcja itp.) Dla pozostałych nagrań chyba szkoda czasu - nagrywam je tylko "na wszelki wypadek".

Poniżej kilka zdjęć "zabawek":

Odświeżenie pamięci

I kiedy tak odtwarzałem trzecią czy czwartą taśmę, naszła mnie refleksja, że akurat magnetofon szpulowy to nie jest coś, do czego obecnie chciałoby się wrócić. Teraz można patrzeć na ten ciężki złom z pewną nostalgią, jednak przypomniało mi się, jak zgrzytałem zębami na głośny, chroboczący silnik, słabnący pod koniec taśmy. Jak niemiłosiernie wkurzało pokrętło do włączania odtwarzania i przewijania. Jak irytowały słabo kontaktujące gniazda głośnikowe. Jak - po pewnym czasie użytkowania - denerwowało nawijanie taśmy na szpulę. Jak życie utrudniało czyszczenie głowicy i rolek prowadzących. I pojawiające się czasem piski mechanizmów w środku magnetofonu. Tak, tak, są fanatycy, dla których pewnie brzmi to jak poezja - ja do nich nie należę. Ja lubię ciszę i wysoką jakość dźwięku. Bezproblemową obsługę bez użycia siły. I nośniki, które nie spadną ze szpuli przy nieostrożnym wyjmowaniu z pudełka. Stałem się dzieckiem "cyfry".

Brak komentarzy: