poniedziałek, 10 sierpnia 2015

[R] Integracje 2015

To, co się nie udało rok temu, udało się teraz, czyli wybrałem się na Światowy przegląd folkloru - Integracje, a konkretnie na część odbywającą się w Swarzędzu. Już dwa lata temu udało mi się zrobić całkiem pokaźny zestaw zdjęć, ale wiadomo - amatorowi fotografii ciągle mało. Tym razem nie będzie dwóch wpisów, ale dwie części jednego - najpierw kilka słów o samym wydarzeniu, a po galerii dygresja związana z fotograficznym aspektem imprezy.

Ostatnie dni doświadczają nas ogromnymi upałami - temperatura w dzień przekracza śmiałym krokiem 30 stopni, wyludniając ulice, w ramach rekompensaty zatykając wszystkie drogi nad morze i tłocząc ludzi na jeziornych plażach. Nic więc dziwnego, że przed godziną osiemnastą, kiedy zaczynał się koncert Integracji, sala "Sceny nad jeziorem" była wypełniona dość skromnie. Dopiero z upływem kolejnych kwadransów przybywało widzów.

Przed samym koncertem odbyły się jeszcze "warsztaty" - teoretycznie dla najmłodszych, ale do zabawy wciągnięto też dorosłych, w tym burmistrza Swarzędza, Mariana Szkudlarka. Zespół Rzeszowiacy uczył podstawowych kroków i dzielnie akompaniował ochotnikom. Tenże zespół rozpoczął także koncert i podobnie jak dwa lata temu nie wiedziałem, czy robić zdjęcia, czy klaskać i przytupywać.

Drugi w kolejności zameldował się na scenie ukraiński zespół Volynyanka. Tutaj zaczęli mężczyźni, ale wkrótce pojawiły się wielce urodziwe dziewczęta i naprawdę występ mógł się podobać. I się podobał!

Co ciekawe, zaraz po Ukraińcach wystąpiła rosyjska Zabava - tutaj tańców było mniej, zespół postawił bardziej na muzykę i śpiew. Zwłaszcza wykonanie jednego z utworów wzbudziło szczery aplauz publiczności (niestety, nie przytoczę tytułu, bo ani go nie zapowiedziano, ani nie znam na tyle ludowej twórczości Rosjan).

Ostatnim oglądanym przeze mnie zespołem była Cifra z Czech. Występ rozpoczął się od mozolnego wniesienia na scenę zabytkowych cymbałów i powiadam Wam, warto było później usłyszeć je w akcji. Ponoć "cymbalistów było wielu", ale Czech wcale nie ustępował chyba Jankielowi z "Pana Tadeusza". Naprawdę świetnie się słuchało i - co ciekawe - oglądało.

Bo powiem Wam jedno - słuchać muzyki to jedna rzecz i można znajdować w tym dużą przyjemność. Ale dodatkowo oglądać muzyków, którzy grają "całymi sobą", to już przeżycie dużo większe. Przynajmniej ja tak mam, że od razu ciarki mi po plecach biegają, gdy widzę zaangażowanie i radość grających ludzi. To się udziela!

Wracając na ziemię - na wyróżnienie zasługuje internetowa strona organizatora, na której można znaleźć wszystkie potrzebne informacje. Myślę, że lokalni organizatorzy swarzędzcy (głównie miasto) powinni popatrzeć, jak mogą wyglądać materiały z takiej imprezy.

Niestety, to wszystko, co mogłem obejrzeć na tegorocznych Integracjach, chociaż na pewno występy Meksykanów i Węgrów nie były gorsze niż wcześniejsze. Może w przyszłym roku wybiorę się już na całość i znów zechce mi się targać w torbie lustrzankę? Nigdy nie mów nigdy, jak zapewniają Indianie ze szczepu Kri z Kanady...

Dygresja

W sumie aparat wziąłem "tak na wszelki wypadek", nie planowałem takiej akcji jak dwa lata temu. I oczywiście na koncert poszedł X-T10, a nie lustrzanka z teleobiektywem. Dodatkowo miałem podpięty obiektyw Nikona, co oznacza, że musiałem ostrzyć ręcznie - przy tak dynamicznych scenach okazało się to niezbyt szczęśliwym pomysłem. Mam nadzieję jednak, że zupełnie beznadziejnie nie wyszło i da się obejrzeć relację bez zgrzytania zębami.

Prawdę mówiąc, miałem tutaj ponarzekać na przeszkody w robieniu zdjęć, czyli na innych fotografów, bez pardonu "włażących w kadr". Prym wiodły zwłaszcza panie ze smartfonami oraz jeden pan z "poważną" lustrzanką, którzy notorycznie tkwili pod samą sceną, ograniczając możliwość zrobienia zdjęć bez nich. Po namyśle stwierdzam jednak, że nie ma co marudzić - taka jest cena możliwości fotografowania bez akredytacji, z której przecież sam korzystam. Trzeba się dostosować i robić to, co możliwe.

Tak czy owak, tegoroczne Integracje oceniam jako udane i chociaż żadnego przełomowego zdjęcia nie udało mi się zrobić, to co zobaczyłem i usłyszałem, to moje!

Brak komentarzy: