niedziela, 23 sierpnia 2015

[R] Woje do boju, cz. 2

Oto przed Wami druga część relacji z grzybowskiego II Turnieju wojów. Sielankowy nastrój części pierwszej zostaje tym samym zamieniony na bitewny zgiełk. Bywałem już na różnych "średniowiecznych jarmarkach" i turniejach - wojownicy w dość różnym stopniu angażowali się w walki. Przed paru laty w Uniejowie byłem świadkiem naprawdę mocnego bicia, gdzie nawet krew się polała, w Grzybowie zajadłość walk stałą na równie wysokim poziomie. Momentami naprawdę zbroje zgrzytały, topory ciężko waliły w tarcze, a woje upadali pokonani, ciężko dysząc z wysiłku. Naprawdę fajnie się to wszystko oglądało, mimo że od czasu do czasu zaaferowaniu walką wojownicy wpadali w publiczność, siejąc (skądinąd słuszny) popłoch. Nikt się nie oszczędzał i "trup" padał gęsto (choć nagradzany brawami publiczności zrywał się do dalszej walki).

To, co w moich oczach wyróżniło turniej w Grzybowie spośród innych tego typu imprez, na których byłem ostatnimi czasy, to bardzo wyraźnie widoczna dobra zabawa wszystkich uczestników. Publiczność bawiła się świetnie, woje, mogący dać upust żądzy walki - także. Zadowoleni byli też rzemieślnicy, a wprost zachwycone - dzieci. Muszę tylko pomyśleć w przyszłym roku o zaopatrzeniu się w odpowiedni strój, bo bardzo podoba mi się koncepcja przyjęta przez większość uczestników, by być ubranym "jak z epoki". Lniana koszula i portki - oto, czego mi trzeba! I może drewniana obudowa na aparat? Tak czy owak, zamierzam pojawić się za rok!

Tymczasem zapraszam na drugą porcję zdjęć - mam nadzieję, że udało mi się choć trochę pokazać siłę i energię starć wojów. A do tego uważni obserwatorzy mogą podejrzeć zaangażowani fotografów, nierzadko w pyle klepiska łapiących dobre ujęcia. Aha, tytułem wyjaśnienia - drugie i trzecie zdjęcie pokazują fragmenty spektaklu, pokazującego przyjęcie chrześcijaństwa przez księcia Mieszka. Przedstawienie było bardzo sugestywne i jeśli się nad nim głębiej zastanowić, przejmujące.

2 komentarze:

Grażyna pisze...

I to jest to, co tygrysy lubią najbardziej... :)))
Rzemieślnicy i kramy to również ciekawa i piękna strona takich imprez.:)
Przy walkach zawsze znajdzie się jakiś zszokowany turysta, który mówi: "Oni naprawdę się biją!" Owszem, naprawdę i czasem trzeba uważać. Ale to fascynujące! Pojedynki indywidualne też są rewelacyjne. :)
Tylko ja wszędzie mam tak daleko!

Ladaco pisze...

To prawda - kiedy byłem na podobnej imprezie po raz pierwszy, myślałem, że to będzie rodzaj teatrzyku-przedstawienia, jakieś markowane ciosy i w ogóle. A jak się chłopaki zaczęły naparzać do krwi, to wybałuszyłem oczy :) No, ale przynajmniej wiadomo, co ich ciągnie do tego hobby ;)