środa, 12 sierpnia 2015

Szkiełko i oko, czyli o ostrzeniu ręcznym

Zakup nowoczesnych aparatów Fuji X paradoksalnie spowodował, że zacząłem używać ręcznego ostrzenia. Powody główne są dwa: działanie autofocusa i niesystemowe obiektywy. Czy tak się w ogóle da na dłuższą metę? Czy warto?

Najprościej ręcznie ostrzyć przy nieruchomym i niezmiennym temacie

Niesławny autofocus

Miałem styczność z wieloma aparatami serii X od Fuji i poczynając od X-10, przez X-20, X-100 po X-E1, automatyczne ustawianie ostrości działało... no, wolno. Nawet bardzo wolno. Do scen, które fotografowałem (i dla których tak naprawdę chciałem system X wykorzystywać) - za wolno. Doszło do tego, że po uzbrojeniu X-E1 w obiektyw XF-23 jego najważniejszą zaletą okazała się nie tyle jakość obrazu, co łatwość ręcznego ostrzenia, dzięki której mogłem szybciej złapać ostrość, niż automatycznie robił to sam aparat. Dopiero modele X-T10 i X-T1 usprawniły działanie systemu AF.

Ale i ruchome sceny da się w ten sposób uwiecznić, więc nie ma się czego bać!

Szklarnia

Drugim powodem przestawienia się na ostrzenie ręczne były stare obiektywy, które bez problemu można do Fuji podpinać, czyli Heliosy, Jupitery, Pentacony czy nawet szkła Nikona z pierścieniem przysłony. Dają one świetny obraz o określonym charakterze, w zamian wymagając całkowicie manualnej obsługi. Tu już nie ma wyboru, trzeba sobie po prostu jakoś radzić. Na szczęście starsze obiektywy są zwykle mechanicznie bardzo solidne, a na pracę pierścienia ostrzenia nie można narzekać.

Portret jest (dla mnie) stosunkowo trudny do zrobienia, bo trzeba bardzo precyzyjnie trafić z ostrością...

Dlaczego nie wcześniej?

Ha, wcześniej nie ostrzyłem ręcznie także z dwóch powodów - po pierwsze, nie musiałem, a po drugie - było to niewygodne. Nie musiałem, gdyż w zasadzie wszystkie posiadane obiektywy współdziałają z systemem AF, a ten w lustrzankach Nikona jest jednym z lepszych (przynajmniej był w modelach D200, D300s i D700). Co istotne, akurat do Nikonów stosunkowo trudno podpiąć szkła z innym niż systemowe mocowaniem (nie ma ostrzenia na nieskończoność, chyba że zastosuje się adapter z soczewką, który z kolei degraduje jakość obrazu), więc nawet nie ma potrzeby ostrzenia ręcznego. Z tego, co kojarzę, tylko bodajże makro wymagało ode mnie polegania na oku, a nie elektronice aparatu (no, może jeszcze fish-eye Zenitha).

Makro przy małej głębi ostrości niemal zawsze wymaga ostrzenia ręcznego

Niewygoda ręcznego ostrzenia - przynajmniej dla mnie - polega w lustrzankach na konieczności patrzenia przez wizjer. Niewielki i niezbyt jasny (tak, w D700 jest już nieźle, ale i tak gorzej niż w analogowym F801), wymaga naprawdę dobrego wzroku, a przy płytkiej głębi ostrości ciężko ocenić, który fragment sceny jest naprawdę ostry. Dodatkowo, gdy scena jest ciemna, w wizjerze też jest ciemno, czyli zwyczajnie nie widać, na co ostrzyć. Naturalnie, obecnie nawet lustrzanki są wyposażane w LiveView, jednak ani w D300s, ani w D700 tryb ten nie działa dla mnie wystarczająco dobrze.

Jakie wnioski?

Wnioski są takie, że przez ułomność systemu X nauczyłem się ostrzyć ręcznie i mogę bez większych problemów wykorzystywać nawet niesystemowe obiektywy z niezłym skutkiem. Tym bardziej, że aparaty Fuji dysponują niezłym wspomaganiem focus peaking, a X-T10 (nie wiem, czy inne modele poza X-T1 też) dodatkowo daje możliwość powiększenia centralnej części kadru (to się naprawdę przydaje!). Więc da się.

Skoro jakoś dałem radę sfotografować "Integracje 2015" ostrząc ręcznie, to zupełnie porzucam obawy związane z tym sposobem. Może porzucić też autofocus?

Nie oznacza to, że już zupełnie obraziłem się na autofocus - kiedy biorę do ręki lustrzankowe Nikony, nie ma przebacz. AF ma działać i ma trafiać. Szybko i bez pudła. I ponownie dzięki ułomności systemu X, każda z lustrzanek wydaje mi się teraz niesamowicie szybka. Jak widać zatem, warto było!

3 komentarze:

Grażyna pisze...

Sądząc po pierwszym zdjęciu, spodziewałam się osełki i jakiegoś ostrza. A tu znowu o aparatach... :)))

Ladaco pisze...

:D W końcu to blog fotograficzny, to o czym niby ma być? ;) :P

AnikaIC pisze...

Nie znam Twoich aparatów (ledwie znam swój), ale czy masz możliwość ustawienie ostrości, nasycenia barw i kontrastu na poziomie niskim, średnim (domyślnym - chyba) i wysokim? Jakie poziomy wybierasz, i jeśli je zmieniasz, to w jakich okolicznościach - oświetlenie, rodzaj sceny itp.
Ja przez dwa lata pstrykałam z ustawieniem ostrości na wysokim poziomie i dopiero niedawno przestawiłam ponownie na poziom średni, gdyż próby sfotografowania np. łąki (duża ilość roślin i szczegółów) wypadały bardzo źle (drażniąco). Wyostrzenie zdjęcia, nawet znacznie mocniejsze, ale dopiero podczas obróbki dało znacznie lepszy efekt (mniej drażniąca pikseloza).
Z kolei ustawienie ostrości na poziomie średnim spowodowało(???), że nawet średnie ustawienie nasycenia barw często okazuje się zbyt wysokie, czego skutkiem(?) jest mała różnica tonalna płatków kwiatu, który zlewa się w np. żółtą plamę. Obniżyć nasycenie (kontrast?) do poziomu niskiego? Kiedy przydają się poziomy niskie?
A co z fotografowaniem owadów, drobnych kwiatków (makro)? Czy także lepiej ostrzyć podczas obróbki, czy ustawić aparat na wysoki poziom ostrości?
Wiem, że moje pytania dotyczą bardzo podstawowych ustawień, ale nie znalazłam odpowiedzi w internecie na tak "błahy" temat.

Z tego co napisałeś wnioskuję, że wizjer nie zawsze spełni swoją funkcję, zwłaszcza jeśli nosi się okulary. Zatem czy lepszy byłby dobry i uchylny wyświetlacz?
Mój aparat wkrótce, prędzej czy później, dokona żywota. Nie wiem czy będę miała następny, ale chciałabym przynajmniej wiedzieć o jakim pomarzyć :-)
Pozdrawiam