czwartek, 19 listopada 2015

Dobry portret

Dzisiejszy wpis będzie pokręcony ze względu na dotykającą mnie w omawianym temacie ignorancję (ach, cóż za zachęcający wstęp!). Chodzi o portrety ludzi. Fotograficzne - dodajmy. Zasadniczo nadal, mimo kolejnych prób, mam opory przed kierowaniem obiektywu na osoby, zwłaszcza nieznajome. Portretów więc zrobiłem w życiu niewiele, portretów satysfakcjonujących mnie samego - może kilkanaście, zaś takich, które dodatkowo podobały się także modelom - garstkę. Jak zatem widać, żaden ze mnie ekspert, więc o czym chcę tutaj pisać?

Wielu fotografów (czy w ogóle ludzi) stoi na stanowisku, że fotografie ludzi są jedynymi sensownymi, które można robić i które mają wartość. Wiadomo, świetne zdjęcie makro czy samochodowe też jakąś tam wartość ma, ale tak naprawdę warto fotografować tylko ludzi - ze względu, jak zgaduję, na ich przemijalność i zmienność. Tu jestem się w stanie zgodzić, choć dodałbym do tego inne zmienne tematy, jak architektura i krajobrazy czy też zdjęcia momentów, hm, historycznych (pierwszy krok człowieka na Księżycu, zburzenie Muru Berlińskiego itp.).

Skoro zgadzam się z ogółem, że fotografie ludzi są ważne, to pytanie, jak je wykonywać? I tutaj pojawia się mój bunt - literatura i wszelkie poradniki fotograficzne opisują, że wykonanie udanego portretu wymaga poznania modela, przeprowadzenia z nim rozmów, poznania historii, "wejścia w świat" i tak dalej, i tak dalej. Co to jednak oznacza: udany portret? Przyjrzyjmy się samej definicji słowa (za Słownikiem języka polskiego PWN):

Portret to:

  • 1. «dzieło sztuki plastycznej, przedstawiające określoną osobę albo grupę osób z zachowaniem podobieństwa»
  • 2. «fotografia przedstawiająca twarz jakiejś osoby»
  • 3. «charakterystyka, opis jakiejś postaci w utworze literackim lub filmie»

Portret zatem w samej definicji nie musi odzwierciedlać nic poza podobieństwem, a do tego - jak przyznacie chyba - nie potrzeba pić bruderszaftu i wysłuchiwać życiorysu portretowanej osoby.

Moim zdaniem niezupełnie chodzi o te nieszczęsne rozmowy i poznawanie historii. Chodzi bardziej o czas. O czas spędzony z modelem, podczas którego model poznaje fotografa i się zwyczajnie do niego przekonuje (czy brutalniej - przyzwyczaja). Bo jeśli model się rozluźni, to i uśmiech wyjdzie przekonująco, i sam model będzie naturalniejszy, a i fotograf będzie mógł łatwiej "sterować sesją". To wszystko pozwoli uchwycić nie tylko podobieństwo, ale też pewien nastrój - model będzie po prostu wyglądał "normalniej" i ciekawiej niż np. na zdjęciu legitymacyjnym.

To, co powyżej napisałem, odnosi się jednak tylko do fotografii pozowanej, kiedy model wie, że robi mu się zdjęcie i to zdjęcie jest w danej chwili najważniejsze. Oprócz tego są bowiem sytuacje spontaniczne, podczas których również można wykonać znakomite portrety ludzi, z którymi nie tylko nie rozmawialiśmy, ale których w ogóle nie znamy! Te sytuacje to reportaż - model tak naprawdę skupiony jest na czymś innym niż na pozowaniu. Plusem jest rozwiązanie problemu "sztywnej pozy", stresu bycia przed obiektywem, zaś minusem - błyskawicznie zachodzące zmiany w samym modelu i jego otoczeniu.

Zauważyłem też, że w fotografowaniu ludzi pomaga... bycie fotografowanym. Wtedy się wie, jak to jest stać przed obiektywem, o czym się myśli i co się czuje. I być może moje słabe osiągnięcia w fotografii portretowej wynikają właśnie z tego, że nie lubię, gdy ktoś fotografuje mnie samego....

3 komentarze:

Pani Modigliani pisze...

o ho! jest moc! też chcę mieć takie groźne - powiesiłabym sobie na służbowych drzwiach, coby jeden z drugim zastanowił się, czy naprawde musi mój próg przekroczyć:)

Grażyna pisze...

Hmmm... No, no... I to światło. Fajny portret. :)))

Ladaco pisze...

:o) E, tam, zaraz groźne :o) Bardziej niewyspane ;o)