sobota, 28 listopada 2015

Fanboj Fuji

Fanboj lub z angielska fanboy to osoba fanatycznie wręcz oddana jakiejś idei, produktowi, postaci; widzi tylko zalety, żadnych wad, nie trafiają do niej racjonalne argumenty. Wszyscy mający odmienny punkt widzenia są wrogami, których trzeba przynajmniej ośmieszać. Taką definicję można pokrótce spreparować i z tego punktu widzenia zdecydowanie odpieram zarzuty, że jestem fanbojem firmy Fuji.

Faktycznie, sporo pisałem w przeciągu ostatnich dwóch lat na temat zarówno produktów tej firmy, jak i jej działań marketingowych (warsztatów). Jednak nie były to działania mające za wszelką cenę promować Fuji, bo na pewno nie podchodzę do wszystkiego bezkrytycznie. Podobają mi się produkty, których używałem i używam (mimo ich wad), podoba mi się podejście do klienta - zupełnie odwrotnie, niż w ostatnich latach w Nikonie, który nie dość, że zaczął miewać spore wpadki (nowe modele D7000, D600, D800), to posiada pozostawiający wiele do życzenia serwis oraz katastrofalne podejście do klientów (uboższa niż w innych krajach lista modeli uznawanych za profesjonalne czy zmuszenie najpopularniejszego forum dla użytkowników do zmiany nazwy). Na tym tle Fuji wygląda bardzo przyzwoicie.

Nie wszystko jednak jest tak pięknie, jak mogłoby być. Pierwszym i chyba najważniejszym obecnie zarzutem pod adresem Fuji jest wszechobecna drożyzna. Ceny są dla większości produktów zupełnie nieadekwatne do możliwości. Obiektywy - bardzo drogie i choć jakościowo w większości wypadków wyśmienite, to jednak często większe/cięższe/ciemniejsze od produktów konkurencji (bardzo dobrym przykładem jest XF-90/2 w cenie osiąganej przez bardzo dobry obiektyw Sigma 85/1.4, który nie dość, że jest jaśniejszy i kryje "pełną klatkę", to jest mniejszy od obiektywu Fuji!). Jakby tego było mało, do jednego z najnowszych obiektywów, XF-35/2, trzeba osobno dokupić metalową osłonę przeciwsłoneczną za sporą kwotę $76, co da pewnie w Polsce 300zł.

Nic dziwnego zatem, że Fuji co chwilę musi organizować promocje, cashbacki i warsztaty z przecenionym sprzętem. W tym przypadku kupowanie w sklepie po prostu się nie opłaca, a jak już człowiek kupi, to za tydzień lub dwa czuje się wydy... no, mało komfortowo, gdy akurat rozpocznie się promocja na sprzęt, który kupił i można byłoby zaoszczędzić kilkaset (!) złotych.

Sam sprzęt, choć w dużej mierze naprawdę wysokiej jakości jeśli chodzi o wykonanie, nadal posiada wiele wad, obecnych od początku i wielokrotnie piętnowanych przez użytkowników. Największymi w mojej ocenie są: słabe baterie i praca autofocusa. Bez kilku zapasowych akumulatorków nie ma co się w ogóle wybierać na dłuższy wypad, bo energia wycieka z nich jak woda z dziurawego garnka. A autofocus... cóż, niby teraz w X-T1 i X-T10 jest lepiej (i rzeczywiście), ale - jak dla mnie - przed Fuji jeszcze daleka droga. Bardzo daleka.

Mimo wszystko ten system nadal mi się podoba. Dzięki niemu mam (póki co) niezawodny aparat zawsze przy sobie, jakość zdjęć mnie całkowicie zadowala (choć jeśli wezmę od czasu do czasu do ręki D700, to widać różnicę). Jeśli Fuji zweryfikuje nieco politykę cenową (zwłaszcza w Polsce) i nieco bardziej dopracuje sprzęt, to nie będę się wahał w polecaniu ich ludziom. I może wtedy rzeczywiście stanę się prawdziwym fanbojem?

Żeby nie było tak zupełnie bez zdjęć, przypominam kilka kadrów "popełnionych" właśnie sprzętem Fuji:

Brak komentarzy: