wtorek, 5 stycznia 2016

Bokeh do wyboru, cz. 3

No, może nie będzie to wpis o dokładnie takim samym charakterze, co poprzednie dwa, bo i samo zamierzenie "testowe" było inne. Chciałem sprawdzić, jakie bokeh będą miały moje dwa ulubione szkła z mocowaniem M42, czyli Pentacon 50/1.8 oraz Helios 58/2 z lustrzanką pełnoklatkową. Ostatecznie jednak przetestowałem coś innego...

Co testować?

Duża matryca wpływa (zazwyczaj korzystnie) na jakość rozmycia, głównie z tego powodu, że zmniejsza się głębia ostrości, więc i sama nieostrość jest inna niż dla mniejszych matryc. Niestety, z aparatami Nikon jest pewien problem, jeśli chodzi o podłączanie obiektywów z innych systemów. Z powodu dużej odległości obrazowej trudno jest konstruować odpowiednie przejściówki, a jeśli już taka przejściówka powstanie, to obiektyw nie potrafi ostrzyć na nieskończoność (tylko do kilku metrów). Tak jest właśnie z mocowaniem M42.

Osoby chcące używać obiektywów M42 mają trzy wyjścia: pogodzić się z ograniczonym zasięgiem ostrzenia (zwykły adapter) albo przerobić tzw. dupkę obiektywu, przykręcając tam bagnet Nikon F, ewentualnie stosować adapter z soczewką.

W moim przypadku przerabianie obiektywów nie wchodzi w grę, bo - jak to się mówi - mam dwie lewe ręce do majsterkowania. Za to posiadłem oba rodzaje adapterów i niejako przy okazji postanowiłem sprawdzić, czy rzeczywiście ten z soczewką degraduje jakość obrazu (o czym przekonują fora internetowe).

Do dzieła!

Korzystając z ładnej, choć mroźnej pogody, przypiąłem do wysłużonego D700 Heliosa, Pentacona wsadziłem do kieszeni i poszedłem na spacer. Po powrocie zgrałem zdjęcia i zacząłem się im przypatrywać. A różnice są!

Najpierw może porównanie Heliosa 58/2 - po lewej wycinek 100% z adaptera z soczewką, po prawej - adapter bez soczewki:

Podobny kadr wykonałem także Pentaconem 50/1.8, ponownie po lewej adapter z soczewką, po prawej - pozbawiony soczewki:

Jak widać chyba gołym okiem, nawet ten mój OKD test pokazuje spadek jakości w przypadku korzystania z adaptera wyposażonego w soczewkę. W zasadzie można go potraktować jak filtr efektowy, dodający baśniową poświatę...

"Zakręcony" bokeh

Obiektyw Helios 58/2 jak rzadko który nadaje się do przeprowadzenia pewnej modyfikacji. Powoduje ona jeszcze mocniejsze "zawirowanie" już i tak niespokojnego bokeh. W tym celu trzeba odkręcić tylną soczewkę i... obrócić ją (po czym, naturalnie, przykręcić z powrotem). Tak spreparowany obiektyw porównałem do wersji niezmodyfikowanej (pierwsze zdjęcie z pary - szkło bez modyfikacji, drugie - z obróconą soczewką):

Kilka obrazków

Na koniec kilka obrazków ilustracyjnych (pierwsze dwa - Pentacon 50/1.8, kolejne - Helios 58/2, w tym dwa ostatnie to wersja zmodyfikowana):

Przysłona: f/1,8, Czas: 1/3200 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/1,8, Czas: 1/2000 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/2, Czas: 1/2000 sec, Ogniskowa: 58,0 mm

Przysłona: f/2, Czas: 1/800 sec, Ogniskowa: 58,0 mm

Przysłona: f/2, Czas: 1/125 sec, Ogniskowa: 58,0 mm

Przysłona: f/2, Czas: 1/250 sec, Ogniskowa: 58,0 mm

Dobra, to koniec

Tym samym kończę jałowe rozważania na temat rozmycia w obiektywach. Wiem, co chciałem wiedzieć i raczej nic więcej nie jest mi potrzebne. Mam nadzieję, że nie zanudziłem nikogo, a może te moje nie-laboratoryjne testy komuś się do czegoś przydadzą?

2 komentarze:

Grażyna pisze...

Obrazkami się pozachwycałam, o technice pomilczę, bo się nie znam.:)
Ale nieco nie na temat, raczej w nawiązaniu do poprzedniego wpisu: JEST! Śnieg! Prawdziwy! Spadł w nocy i leży. :) Dzieci się ucieszyły i szaleją. Ja siedzę przy kominku.:) Ogień też jest ładny...:)

Ladaco pisze...

:) Ile ja bym dał za kominek!... Ech, trzaskający ogień i ciepełko... :o)