środa, 27 stycznia 2016

[K] Serce z kamienia

Grałem w Wiedźmina 3 ponad pół roku temu i przyznam, że chwile spędzone przy grze były nad wyraz przyjemne. Nic dziwnego, że ucieszyłem się, znalazłszy pod choinką dodatek pt. "Serce z kamienia" (dodatkowo otrzymałem zapewnienie, że prezent przewiduje także czas na samą grę, ha!)...

Pajęczyny

Początki nie były jednak łatwe, bo w pierwszym kroku musiałem zaktualizować aplikację sklepu GOG. 70MB później zaczęły pobierać się aktualizacje do samej gry (dawno całości nie uruchamiałem i uzbierało się prawie 5GB!). Gdy już łatki zostały zainstalowane, przyszło do pobierania samego rozszerzenia, co też swoje potrwało...

Po godzinie uruchomiłem grę, jednak radość nie trwała długo, bo po dosłownie pięciu minutach zobaczyłem pulpit - gra sama się wyłączyła. Kilka dalszych prób zakończyło się podobnym efektem. Próbowałem jeszcze zaktualizować sterowniki karty graficznej i aplikację optymalizującą ustawienia, bez efektu jednak.

W styczniu

Dopiero w styczniu ponowiłem próby zagrania w "Serce z kamienia" - znów trzeba było pobrać sążnistą paczkę poprawek, ale trud okazał się uzasadniony. Problemy z nagłym kończeniem pracy przez grę minęły jak ręką odjął. "Wiedźmin" znów zaczął kraść czas!

I powiem Wam, że dodatek wart jest grzechu. Fabuła ciekawa, skręcająca nieco w stronę Polski szlacheckiej czy sienkiewiczowskiej "Trylogii". Główny zleceniodawca, czyli Olgierd von Everec, to taki Kmicic pożeniony z panem Twardowskim czy księdzem Robakiem. Kontusz, szabelka, wesoła kompania. Do tego dochodzi wątek Pana Lusterko, czyli tkwiącego w polskich baśniach i legendach diabła, podpisującego z naiwnymi pakt o duszę. Całość okraszona takimi smaczkami, jak zabawa na weselu (tak, jest nawet cytat "Trza być w butach na weselu!"), jest troszkę skradankowe włamanie do domu aukcyjnego, są łowy na bestię w lochach, są elementy magii i prawie lovecraftowskie domiszcze Evereców. Praktycznie cały czas coś się dzieje i nie ma czasu na nudę.

Technika

Od strony wizualnej nie zauważyłem specjalnych zmian i choć wyeliminowano nieco błędów sprzed roku (np. zawisanie konia na skraju przepaści), to nadal są problemy z przenikaniem się obiektów czy zastyganiem w dziwnych pozach. Nie denerwuje to jednak zbytnio i nie przeszkadza w zabawie.

Na wyróżnienie zasługuje fizyczna postać dodatku - otrzymałem wersję w pudełku, z dołączonymi dwoma taliami do gry w gwinta:

Póki co wprawdzie nie przekonałem się jeszcze do tej karcianki, ale kto wie, może się to zmieni?

Bierzcie i grajcie!

Cała zabawa w dodatek zajęła niecałe 10 godzin. Myślę, że jeszcze trochę powędruję tu i ówdzie (są nowe gniazda potworów i małe zadania) w oczekiwaniu na kolejną większą porcję przygód Geralta, czyli zapowiadany na kwiecień dodatek "Krew i wino". Bo to fajna gra jest.

7 komentarzy:

Grażyna pisze...

To jest Geralt? Mmmm... Szkoda tylko że jest blondynem (Sapkowski miał czasem nietrafione pomysły:)).

Ladaco pisze...

Geralt to ten na ostatnim obrazku :) Nie jest blondynem, tylko ma całkowicie białe włosy (wynik mutacji), stąd jest znany także jako "Biały Wilk" ;o)

Grażyna pisze...

No te w grze nie są takie białe (chyba że to wina kolorów ekranu), mimo to ta wersja Geralta jest całkiem niezła.:))) Białe to też blond. Bardzo jasny blond.:) Autorowi pasował widocznie lepiej jako Gwynbleidd. No i, pomijając całość filmu, to Żebrowski też nieźle się prezentował.

Ladaco pisze...

E, toś Ty obeznana, a ja tłumaczę jak komuś, kto nic nie wie :oP Tak, Żebrowski wyglądał fajnie i to chyba jedyna pozytywna rzecz, jaką da się powiedzieć o filmie/serialu (no, może Dymna w roli Melitele się broniła) :o) A biały to siwy, więc nie blond (nawet jasny) :oP

Grażyna pisze...

:))) Książki tak (uwielbiam czytać, fantasy też lubię :)), film tak, gry już nie. :) Czasem, owszem, w coś tam pogram, ale rzadko. Lubię np. starą grę "Faraon" - budowanie miast egipskich. Albo typu escape room, ale coś ostatnio moja ulubiona strona padła.
Film był... tu minuta ciszy... Serialu już nie dałam rady obejrzeć. Podobała mi się także Calanthe. :)
Jak byłam w kinie na "Wiedźminie" to była taka fajna scena: wiedźmin i Borch podjeżdżają do mostu, wychodzi strażnik, nagle słychać głos z sali: "O! Paździoch!". Cała sala ryknęła śmiechem.:)))

Ladaco pisze...

Ha, ha, w Poznaniu było tak samo na tej scenie! Paździoch "zabił" wszystkich :o) Ja w sumie mam trochę żal do twórców filmu, bo w zasadzie proza Sapkowskiego to samograj, co dobitnie pokazały kolejne części gry. Nawet nie trzeba się kurczowo trzymać fabuły książek, po prostu świat i postaci są wystarczające do stworzenia czegoś świetnego. A nasi twórcy (przez duże TFU) wzięli bardzo dobry materiał, kapitalne scenerie, dobrych aktorów (Kozłowski, Chyra, Wiśniewska czy Dymna to w końcu nie jakieś serialowe "popierdółki"!), genialną muzykę Ciechowskiego i zrobili coś, czego nie da się bez upojenia alkoholowego oglądać...

Grażyna pisze...

No właśnie - przy tylu atutach zrobić... takie coś. To chyba też trzeba mieć jakiś specyficzny talent.:)))
Paździoch rządzi. :))) No i, przy całej sympatii dla aktora, to Jaskier był totalnie niedobrany.
Ja najpierw oglądałam film, a potem czytałam. Im więcej czytałam - tym bardziej wkurzało mnie to badziewie z kina.
A potem w "Starej baśni" Ziemek czasem "jechał Geraltem". Jak oni stwierdzą, że coś im się udało, to potem stosują gdzie się da, niezależnie czy to pasuje, czy nie.