poniedziałek, 18 stycznia 2016

Profesor

Bardzo udanie spędziłem niedzielne popołudnie, a wszystko dzięki oryginalnemu prezentowi mikołajowemu, które dopiero teraz miałem szansę zrealizować. Rzecz całkiem dla mnie nowa, czyli zabawa w tzw. zamknięty pokój. W Poznaniu zajmuje się tym m. in. http://escapefactory.pl/ i chociaż zabawa nieco rozczarowuje wizualnie, to z pewnością dostarcza emocji! No to lecimy:

Simona Watson szła szybkim krokiem wzdłuż muru klasztoru cystersów. Miała wprawdzie sporo czasu w zapasie, jednak za wszelką cenę nie chciała się spóźnić na umówione spotkanie. Jeśli dobrze się sprawi, być może przeniosą ją na drugie piętro, a tam – wiadomo! Koniec z parzeniem kawy i segregowaniem kopert!

Od czasu do czasu z niepokojem przystawała, pozwalając jadącym z tyłu samochodom minąć się. Żaden z nich nie zwalniał, a że w szybach wystaw sklepowych nie widziała też nikogo, kto wydawałby się podążać właśnie za nią, bez obaw skręciła do drzwi hotelu Royale. Podała w recepcji swoje nazwisko i została skierowana do pokoju 109.

Drzwi otworzył tęgi brunet w okularach. Zmierzył Simonę nieco zdziwionym spojrzeniem i lekko nosowym głosem zapytał:

— Słucham, w czym mogę pomóc?

Simona przełknęła (jak miała nadzieję – niezauważalnie) ślinę i powiedziała:

— Chciałam zobaczyć wujka Roberta, podobno przyleciał z Londynu przed południem.

— Niestety, ciotka Leokadia zachorowała i odwołał swoją wizytę.

Po tych słowach brunet uchylił lekko drzwi, wpuszczając dziewczynę do pokoju, a sam dyskretnie obrzucił czujnym spojrzeniem obie strony korytarza. Było pusto.

Simona zaraz po wejściu ujrzała drugiego bruneta, tym razem bardzo szczupłego, który stał przy oknie i jakby od niechcenia obserwował ulicę.

— Jak tam, Paul? Czysto? — rzucił od drzwi pierwszy mężczyzna.

— Wydaje się, że tak.

Jak na komendę, obaj spojrzeli wyczekująco na Simonę. Dziewczyna poprawiła nerwowym ruchem okulary, po czym sięgnęła do torebki i podała tęgiemu brunetowi niebieską kopertę.

— To adres drugiego gabinetu profesora Richtera. Według naszych informacji, to tam właśnie przeniósł wyniki badań, które próbowaliśmy zdobyć w zeszłym tygodniu.

Mężczyzna, nazwany Paulem, pokiwał głową, ale nie odezwał się. Simona dokończyła zatem:

— Budynek jest patrolowany przez ochronę całą dobę, nie da się do niego wejść niepostrzeżenie.

— Mamy stać się niewidzialni? — prychnął tęgi.

Dziewczyna zamachała rękami i nerwowo wyrzuciła z siebie:

— Nie, nie! Około 16:30 pojawia się druga zmiana ochroniarzy i ci z pierwszej zmiany muszą przekazać im aktualne kody oraz zaprowadzić do szefa zmiany.

— Ile trwa to zamieszanie? — wtrącił Paul.

— Około pięciu minut...

Mężczyźni spojrzeli po sobie i lekko kiwnęli głowami.

— Powinniśmy zdążyć. Co dalej?

— Obchód całego budynku trwa mniej więcej półtorej godziny, do gabinetu patrol dojdzie mniej więcej po godzinie — wyjaśniła przejęta dziewczyna.

— Hm, więc tyle mamy czasu, żeby odnaleźć papiery... A jak wydostaniemy się z budynku?

— Obok gabinetu jest pomieszczenie gospodarcze, a nim zsyp. W ten sposób dostaniecie się do piwnicy i będziecie mogli wydostać się na ulicę furtką, otwieraną ryglem od wewnątrz.

Tęgi brunet popatrzył na kolegę, a ten zapytał:

— Coś jeszcze powinniśmy wiedzieć?

Simona przez chwilę zastanawiała się, po czym odparła:

— W kopercie jest też adres skrytki, gdzie odłożycie znalezione dokumenty. To wszystko, co wiem.

— Doskonała robota, panno Watson — tęgi brunet uśmiechnął się lekko, otwierając drzwi od pokoju — Dziękujemy bardzo.

Simona zaczerwieniła się, poprawiła okulary i szybkim krokiem wyszła. Pochwalili ją!

* * *

Akcja została przeprowadzona niemal podręcznikowo. Agenci Paul Archer i Conrad Forrester bez problemu weszli do gabinetu profesora Richtera w niedzielę 17 stycznia dokładnie o 16:30. W panującym półmroku, przy dźwiękach tykającego zegara dość sprawnie poradzili sobie z szeregiem szyfrów i kodów, którymi zabezpieczył dokumentację naukowiec, jednak przez dłuższy czas nie potrafili złamać najważniejszego szyfru, blokującego dostęp do sejfu. Gdy wydawało się, że misja zakończy się fiaskiem, Paul obszukując pustą już zdawałoby się szufladę znalazł mały kluczyk. Dzięki temu w ostatniej chwili szyfr został złamany, a agenci z teczką pełną dokumentacji mogli wymknąć się z gabinetu...

2 komentarze:

Grażyna pisze...

Bardzo lubię tego typu gry, nie wiedziałam, że są przenoszone do realu. To musi być świetna rozrywka. :)

Ladaco pisze...

Nie da się ukryć, że bardzo emocjonująca, w czym pomaga tykający zegar, strasznie wzmagający nerwowość w ostatnich minutach ;o)