czwartek, 28 stycznia 2016

Tajemnice Orientu

Za mną druga (i ostatnia zarazem) wizyta w EscapeFactory. Ostatnia nie dlatego, że jestem niezadowolony (wprost przeciwnie), ale dlatego, że są tam tylko dwa "pokoje ucieczki" i znam już sekrety obu, więc dalsze wizyty są bezcelowe. W tej relacji obędzie się także bez grafomańskiego opowiadania, więc spokojnie można czytać dalej.

O ile do zagadki "Profesor" dwie osoby okazały się optymalną liczbą, "Tajemnice Orientu" sugerowały większy zespół. Namówiliśmy zatem z Pawłem jeszcze Adama i Wojtka, którzy choć początkowo sceptycznie nastawieni, dali się wciągnąć w zabawę. Co ciekawe, wydawało mi się, że prace dużego zespołu powinny być koordynowane przez "kierownika", a tutaj zdziwienie. Po prostu naturalnie podzieliliśmy się na dwie drużyny po dwie osoby i nieco niezależnie od siebie szukaliśmy rozwiązań zagadek - to się sprawdziło!

A zagadki okazały się dużo ciekawsze (w mojej opinii) niż te z pokoju "Profesora". Tam było dużo otwierania kłódek (w zasadzie każdy krok sprowadzał się do ustalenia kodu do kolejnej kłódki lub odszukaniu kluczyka do niej). "Orient" zaserwował nam sporo zagadek intelektualnych, gdzie np. na podstawie znalezionego tekstu należało wydedukować dalsze postępowanie. Były oczywiście i szyfry, i kłódki, jednak na pewno osoby mające już za sobą rozwiązanie tajemnicy Profesora nie będą się nudzić.

Źródło obrazka

Sam pokój też jest przygotowany staranniej, są elementy stylizowane i wprowadzające w klimat (włącznie z plumkającą wschodnią muzyczką). Jedyna wada, jaka przychodzi mi do głowy, to słaba wentylacja - pokój był względnie niewielki, więc przy czterech chłopa szybko zaczęło robić się duszno (dobrze, że jest okienko!).

Dobra passa

Pokój udało nam się opuścić półtorej minuty przed końcem przewidzianej na zagadkę godziny. Jak się domyślacie, przynajmniej ja byłem zadowolony - ale i koledzy raczej nie zawiedli się. To był przyjemnie spędzony czas i szkoda, że nie ma trzeciego, jeszcze trudniejszego pokoju.

4 komentarze:

Grażyna pisze...

Fajna rzecz. A co się dzieje, jeśli przez godzinę nie uda się rozwiązać zagadki? :)

Ladaco pisze...

No nic, drzwi są otwierane z zewnątrz, a gracze czerwoni ze wstydu uciekają do domu ;)

Grażyna pisze...

Jak to? Cali i zdrowi? Tak po prostu wychodzą? Eeee :)))

Pani Modigliani pisze...

no właśnie...też jestem zawiedziona. za drzwiami winna się czaić jakaś "atrakcja" dla słabych detektywów, coby zmotywować ich szare komórki do lepszej pracy:)