poniedziałek, 31 października 2016

Po dwóch tygodniach

No i proszę, mijają już dwa tygodnie od rozpoczęcia "codziennego fotografowania". Choć w skali roku to niewiele, pojawiają się pierwsze refleksje i, co tu dużo mówić, obawy.

Po pierwsze, czasem naprawdę trudno znaleźć motywację i pomysł. Czasem tak zwyczajnie się nie chce. Zwłaszcza początkowe dni były pod tym względem bardzo dokuczliwe, głównie dlatego chyba, że gdzieś tam z tyłu głowy tkwiło przeświadczenie, że trzeba robić super foty, które rzucą ludzi na kolana i pokażą, jaki to ze mnie wielki kozak-fotograf. A przecież nie o to chodzi - wrócę do tej myśli pod koniec.

Druga rzecz to po prostu nieciekawe warunki. Dzień zrobił się krótki, światła mało, a jeśli już jest, to smutne, szare i bure. A jak światło słabe, to trudno, żeby fotografie wychodziły ładne. Poza tym już w ciągu tych dwóch tygodni było parę dni, gdzie zwyczajnie nie było kiedy zrobić fajnego zdjęcia. Rano - ciemno i zwykle deszczowo, potem praca, powrót do domu, zakupy, obiad, krótkie wyjście z domu (już ciemno i też deszczowo) i nagle kolacja, po czym dzień się kończy... Pytanie, jak długo da się ratować sytuację fotografowaniem w mieszkaniu?

Dwa tygodnie to akurat tyle czasu, by zadać sobie pytanie, po co jest ta cała zabawa? Już wiadomo, że wybitnych fotografii trudno się spodziewać (na pewno nie u mnie i nie codziennie). Część zdjęć będzie robiona "rzutem rozpaczy", pod koniec dnia, żeby ratować statystykę. A może jednak nie? Może z czasem będę tak potrafił zorganizować dzień, żeby jednak pod wieczór mieć przynajmniej kilka kadrów do wyboru?

Po co zatem? Chyba tylko po to, by pobudzać umysł do pracy, do "wymyślania" fotografii w, zdawałoby się, beznadziejnej sytuacji. Może to zaprocentuje w przyszłości? Pożyjemy, zobaczymy. A tymczasem fotografia okolicznościowa:

sobota, 29 października 2016

[S] Koniec października tuż

Dziś wprawdzie w miarę słonecznie, ale wietrznie niemożliwie. Jak tak dłużej będzie dąć, za tydzień drzewa zostaną zupełnie bezlistne. Choć w listopadzie - taki obrazek nie zdziwi nikogo. A teraz - może choć kilka dni bez deszczu i ponurych chmur?

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/750 sec, Ogniskowa: 50mm

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/320 sec, Ogniskowa: 50mm

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/22000 sec, Ogniskowa: 50mm

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/320 sec, Ogniskowa: 50mm

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/160 sec, Ogniskowa: 50mm

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/240 sec, Ogniskowa: 50mm

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/400 sec, Ogniskowa: 50mm

czwartek, 27 października 2016

Alternatywy

I tak sobie ciągnę drugi tydzień cykl 365 zdjęć. 10 już za mną, pozostało 355, więc nie jest źle!

Myliłby się ten, kto sądziłby, że przy takim "projekcie" chodzi po prostu o zrobienie jednego zdjęcia dziennie. To nie tak. Należy wybrać i opublikować jedno zdjęcie dziennie. A ile ich przy okazji powstanie? Im więcej, tym lepiej - bo przecież chodzi o to, by znajdować pomysły i je realizować. Postanowiłem kilka zdjęć "alternatywnych", które przegrały walkę o publikację, jednak pokazać. Miłego oglądania zatem!

Przysłona: f/2,8, Czas: 1/9 sec, Ogniskowa: 27,0 mm

Przysłona: f/2, Czas: 1/45 sec, Ogniskowa: 35,0 mm

Przysłona: f/2,8, Czas: 0.04 sec, Ogniskowa: 35,0 mm

Przysłona: f/2, Czas: 1/250 sec, Ogniskowa: 56,0 mm

Przysłona: f/1, Czas: 1/2900 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/1, Czas: 1/200 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/1, Czas: 1/22000 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/2, Czas: 1/200 sec, Ogniskowa: 18,0 mm

czwartek, 20 października 2016

365 zdjęć

Tak to jest, że jeśli się nie może pokonać wroga, trzeba się do niego przyłączyć. Nie mogłem się ostatnimi czasy zabrać do robienia zdjęć, postanowiłem zatem wdrożyć znany chyba każdemu fotografowi "projekt 365". Polega on na tym, że codziennie, nieprzerwanie przez rok, robi się i publikuje zdjęcia. Różne. Takie, które się akurat danego dnia zrobi. Niektórzy utrzymują, że taki trening ćwiczy oko i sprawia, że fotograf robi lepsze zdjęcia - nie mam tego przekonania, dla mnie ma być to tylko czynnik mobilizujący.

Zdjęcia można oglądać na mojej stronie, jeśli już ktoś jest ciekaw. Rzecz rozpoczęła się w poniedziałek, więc chwilowo zasób fotografii jest na wyraz skromny.

niedziela, 16 października 2016

[S] Już niedługo

Pewnie to ostatnie takie kolorowe kadry w tym roku - za dwa tygodnie listopad, a potem "ciemne miesiące", czyli grudzień, styczeń i luty. Mam nadzieję, że coś się uda wyskrobać z archiwum i co jakiś czas napędzać się wspomnieniami lata - byle jakoś dociągnąć do wiosny. Tymczasem zapraszam na kadry, poczynione wczoraj w Ogrodzie Botanicznym:

Przysłona: f/2, Czas: 1/500 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/2, Czas: 1/400 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/2, Czas: 1/300 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/2, Czas: 1/200 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/2, Czas: 1/1250 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/2, Czas: 1/250 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/2, Czas: 1/240 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/2, Czas: 1/340 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/2, Czas: 1/2200 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/2, Czas: 1/1900 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/2, Czas: 1/2000 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/2, Czas: 1/3200 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/2, Czas: 1/2500 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

sobota, 15 października 2016

Coś chodzi po głowie

Wiecie, jak to jest, kiedy dopada Was jakaś melodia, natrętnie brzęcząc przez cały dzień? Irytujące, ale w moim przypadku objaw daje się zwalczyć, jeśli posłucham oryginału. Gorzej, jeśli posłuchać się go nie da.

W piątek dopadła mnie. Melodia, którą pamiętam z dzieciństwa. Kiedyś, gdy jeszcze telewizja publiczna miała rzeczywiście jakąś "misję", gdy produkowała całkiem niegłupie programy dla dzieci i dorosłych (tak, "Tik-tak", "5-10-15", "Sonda", o was mówię), powstawały króciutkie ni to teledyski, ni kreskówki. Ciężko to nazwać - chodzi mi o wykonywane różnymi technikami animacje, w których podkładem muzycznym były różne "poważne" kompozycje. Na przykład "Jezioro łabędzie" Czajkowskiego lub "Prząśniczka" Moniuszki. Jako dziecko niespecjalnie za nimi przepadałem wprawdzie, ale w natłoku obu dostępnych wówczas programów telewizyjnych, jakoś się to przeczekiwało. A obraz i muzyka zapadały w pamięć (muzyka bardziej).

No i w rzeczony piątek dopadło mnie. Utwór na flet, którego ani kompozytora, ani tym bardziej tytułu nie znałem. Utwór piękny, charakterystyczny, BARDZO umiejętnie błąkający się po głowie. Żadnego bardzo znanego kompozytora - nie Mozart, nie Vivaldi, nie Beethoven. Haendel, Haydn, Brahms czy Chopin także nie. Verdi, Puccini, Strauss czy Bach (żaden ze Straussów i Bachów) - na pewno nie.

Co w takich razach trzeba zrobić? Wykorzystać to, co się wie. A co wiedziałem? Że motyw przewodni gra flet poprzeczny i że sam utwór (mimo mniej znanego kompozytora) musi być jakąś klasyczną perełką. Wskoczyłem zatem na YouTube'a i zacząłem szukać. Wiecie, ile jest fajnych kompozycji na flet? Bo ja nie wiedziałem. Że aż tyle rodzajów fletów istnieje, też nie wiedziałem. Ale szybko nadrobiłem zaległości, tyle że nic z tego nie wynikało w kontekście szukanego utworu.

Koniec końców doszedłem do wniosku, że skoro utwór musi być znany, to na pewno jest grany przez znanych flecistów. Zacząłem zatem szukać najlepszych flecistów i słuchać granych przez nich standardów. No i nareszcie!

Rondo russo z koncertu fletowego e-moll Saveria Mercadantego.

[S] Niebieska jesień

Hasania po lasach z aparatem i fotografowania w podczerwieni ciąg dalszy. Wiem, nudne to. Ale co zrobić. Faza taka i nijak nie da się chyba przeskoczyć, trzeba przetrwać jakoś...

Przysłona: f/4, Czas: 0.01 sec, Ogniskowa: 10,0 mm

Przysłona: f/4, Czas: 0.01 sec, Ogniskowa: 10,0 mm

Przysłona: f/5,6, Czas: 1/400 sec, Ogniskowa: 10,0 mm

Przysłona: f/5,6, Czas: 1/80 sec, Ogniskowa: 10,0 mm

Przysłona: f/4, Czas: 0.01 sec, Ogniskowa: 10,0 mm

Przysłona: f/4, Czas: 1/125 sec, Ogniskowa: 10,0 mm

Przysłona: f/4, Czas: 1/750 sec, Ogniskowa: 10,0 mm

Przysłona: f/4, Czas: 1/320 sec, Ogniskowa: 10,0 mm

Przysłona: f/5,3, Czas: 1/250 sec, Ogniskowa: 17,0 mm

Przysłona: f/4, Czas: 1/160 sec, Ogniskowa: 10,0 mm

poniedziałek, 10 października 2016

[S] Chmurzasto

Przygody z podczerwienią ciąg dalszy. Tym razem przyjrzałem się, jak prezentują się w tej technice chmury i muszę przyznać, że nie jest źle. I to bez jakiejś czasochłonnej obróbki - wystarczy podnieść kontrast i już chmurki wyglądają przyzwoicie. Może jeszcze się tej jesieni trafi jakiś plener z ładnymi chmurami?

Jak widać, tym razem zrezygnowałem z odwracania kanałów, więc dominują ciepłe brązy i żółcie. A co!

Przysłona: f/1,8, Czas: 1/640 sec, Ogniskowa: 35,0 mm

Przysłona: f/4, Czas: 1/640 sec, Ogniskowa: 35,0 mm

Przysłona: f/4, Czas: 1/1250 sec, Ogniskowa: 35,0 mm

Przysłona: f/4, Czas: 1/160 sec, Ogniskowa: 35,0 mm

Przysłona: f/4, Czas: 1/200 sec, Ogniskowa: 35,0 mm

niedziela, 9 października 2016

[S] Podczerwień w słońcu

No, co za fart! Po pochmurnym, wietrznym, zimnym i deszczowym tygodniu trafiło się słoneczne popołudnie. A wiadomo, że słoneczna pogoda to najlepsza pora na robienie tzw. klasycznych zdjęć w podczerwieni. Nie pozostało zatem nic innego, jak chwycić aparat w garść i pognać na przechadzkę. Przeprowadziłem też dwie próby portretowe, ale że nie mam pozwolenia na publikację, pozostają widoczki. Przyznacie, że w słońcu podczerwone zdjęcia zyskują.

Dzięki zdobycznemu profilowi do Lightrooma, odwracającego kanały, obróbka jest symboliczna - zaaplikowanie profilu i ewentualnie kadrowanie.

Przysłona: f/5,6, Czas: 1/125 sec, Ogniskowa: 35,0 mm

Przysłona: f/5,6, Czas: 1/160 sec, Ogniskowa: 35,0 mm

Przysłona: f/5,6, Czas: 1/200 sec, Ogniskowa: 35,0 mm

Przysłona: f/5,6, Czas: 1/90 sec, Ogniskowa: 35,0 mm

Przysłona: f/5,6, Czas: 1/160 sec, Ogniskowa: 35,0 mm

Przysłona: f/5,6, Czas: 1/160 sec, Ogniskowa: 35,0 mm

Przysłona: f/5,6, Czas: 1/250 sec, Ogniskowa: 35,0 mm

Przysłona: f/5,6, Czas: 1/60 sec, Ogniskowa: 35,0 mm

Przysłona: f/5,6, Czas: 0.01 sec, Ogniskowa: 35,0 mm

Jako bonus - zdjęcie bez odwróconych kanałów:

Przysłona: f/5,6, Czas: 1/30 sec, Ogniskowa: 35,0 mm