wtorek, 27 grudnia 2016

[M] Ziemia

Żeby nie było, że na blogu i u Ladaco nic się zupełnie nie dzieje, kolejny utwór do płyty "Via". Zapraszam do słuchania i komentowania:

środa, 21 grudnia 2016

[S] Droga Cybina

Na wschodach słońca bywałem nie raz i nie dwa, słabe warunki też się czasem przydarzały. Zwykle takich zdjęć nie wrzucam - ale ostatnio coś rzadko udaje mi się gdziekolwiek wyrwać, więc nie ma co kręcić nosem. Kilka zdjęć, które normalnie kurzyłyby się pewnie gdzieś na dysku:

Przysłona: f/6,4, Czas: 1.3 sec, Ogniskowa: 18,0 mm

Przysłona: f/6,4, Czas: 0.4 sec, Ogniskowa: 18,0 mm

Przysłona: f/6,4, Czas: 0.3 sec, Ogniskowa: 18,0 mm

Przysłona: f/6,4, Czas: 0.6 sec, Ogniskowa: 18,0 mm

Przysłona: f/6,4, Czas: 1/9 sec, Ogniskowa: 35,0 mm

Przysłona: f/1, Czas: 1/30 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/4, Czas: 1/45 sec, Ogniskowa: 35,0 mm

Przysłona: f/5,6, Czas: 1/80 sec, Ogniskowa: 35,0 mm

Przysłona: f/2,8, Czas: 1/90 sec, Ogniskowa: 35,0 mm

Przysłona: f/2, Czas: 1/80 sec, Ogniskowa: 35,0 mm

czwartek, 15 grudnia 2016

[M] Muzyczny konstruktor

Ha, kolejny muzyczny wpis na blogu - to się staje męczące, prawda? Ale co zrobić - muzykowanie wciąga! Dzisiaj jednak nie będzie tylko próbki do posłuchania, bo mam do opisania kilka refleksji związanych z minionym "muzycznym miesiącem".

Nie jest źle

Nie jest źle przede wszystkim z działaniem sprzętu i oprogramowania. Aktualnie wykorzystuję przede wszystkim FL Studio 12, od czasu do czasu posiłkując się Cubase 8 (jednak!). W sprzęcie zaszła zmiana - zajmującego sporo miejsca Rolanda Juno G schowałem do szafy, a na biurku spoczął malutki i skromny Alesis V25 - w zupełności wystarczający do tego, co robię.

A co robię?

Wiadomo, umyśliłem sobie nagrać płytę pod roboczym tytułem "Via". Idzie to niesporo, głównie dlatego, że nadganiam zaległości w obsłudze programowych syntezatorów. Obecnie używam przede wszystkim pięciu: Sytrus, Morphine, Air Xpand!2, Serum i Absynth 5, do tego dochodzi garść darmowych "wytwarzaczy efektów" i spora góra sampli, głównie bębnów. Są jeszcze EastWest Hollywood Orchestra i "smaczki" w rodzaju Heavyocity Vocalise czy Sonivox Cinematic Percussion. Sporo tego.

"Najgorsze" jest w tych wszystkich świetnych instrumentach to, że zamiast tworzyć muzykę z ich pomocą, człowiek wpada w studnię bez dna i po prostu "rzeźbi dźwięki". Poza Xpand!2, pozostałe cztery programy to świetne syntezatory, stosujące rozmaite techniki wytwarzania dźwięków (a nie wiedziałem, że tych technik jest tak wiele!). I później siedzę sobie przy takim, dajmy na to, Serum, gdzie źródłem dźwięku może być... plik graficzny (serio - program przetwarza obrazy na matrycę fal dźwiękowych!) i kręcę gałami, przestawiam przełączniki i brzdąkam, a ze słuchawek dobiegają przeróżne cuda.

Powiadam Wam, zabawa jest naprawdę przednia, ale i też przerażająco wciągająca. Siadam z pomysłem na utwór, zaczyna coś wreszcie pasować, gdy dochodzę do wniosku, że np. w tym momencie fajnie byłoby zagrać jakieś przyjemne solo ciekawym brzmieniem. Otwieram Absyntha i... po godzinie orientuję się, że przecież tam gdzieś w tle jest utwór do napisania, a ja słucham brzdąkań coraz to nowych dźwięków...

Bez narzekania

Absolutnie jednak nie narzekam na nic. Mam chyba wszystko, czego potrzebuję - nawet odnoszę wrażenie, że ciut za dużo tych źródeł dźwięku mi się potworzyło. Tylko czasu brak, chociaż kradnę go ze wszystkich możliwych zapasów. Powiem Wam jednak, że chyba pierwszy raz odkąd zajmuję się muzyką, nie czuję ograniczeń. Tych dwadzieścia lat temu zawsze coś przeszkadzało - klawiatura z małymi, nieczułymi na dynamikę klawiszami (tak, PSS-780, na Ciebie patrzę!), instrument z brzmieniami, które do końca nie satysfakcjonowały, brak samplera, brak możliwości edycji danych audio, kiepski odsłuch (he, he, aż dziw, że to właśnie wtedy nagrałem praktycznie całą moją muzykę). A teraz - ogranicza tylko brak czasu (bo pomysły są, już doszedłem do tego, że budzę się w nocy i mruczę pomysły do dyktafonu - szaleństwo!)

No, to zobaczymy, jak się cała sprawa dalej potoczy. Na razie - krótki fragment do posłuchania:

wtorek, 13 grudnia 2016

[M] Mniej spokojnie

Dzisiaj zaproponuję coś mniej spokojnego niż "Charon". Utwór krótki i pomyślany raczej jako test, ale wrzucam, bo po prawie dwóch tygodniach nadal mi się podoba:

poniedziałek, 5 grudnia 2016

[S] Wytwórnia chmur

Dzisiaj najpierw zdjęcie, później opis:

Zdjęcie jak zdjęcie - ani odkrywcze, ani intrygujące. Kolejna realizacja pomysłu na "wytwórnię chmur" z wykorzystaniem turkowskiej elektrowni. Ale...

Było sobotnie przedpołudnie, kiedy wjeżdżałem do Turku. Słońce starało się nieco ogrzać skostniałą od mrozu ziemię, póki co bez widocznych efektów.

Kłęby nad elektrownią zobaczyłem już przejeżdżając przez Słodków i od razu postanowiłem, że muszę zrobić zdjęcie z "mojego" miejsca. Mam bowiem takie ulubione miejsce, z którego można zrobić ujęcie elektrowni bez przeszkadzających budynków czy drzew.

Jak to u mnie, od pomysłu do przemysłu droga była krótka i zdecydowana, więc już po jakimś kwadransie zmierzałem szybkim krokiem w stronę fotograficznego ustronia. Niestety, na miejscu okazało się, że kadr rujnuje jakiś samochód, którego właściciel postanowił wyrzucić śmieci na polu. Co w takim wypadku robi fotograf? Zmienia pozycję, oczywiście.

Tak się złożyło jednak, że moje miejsce znajduje się w pobliżu strumyka. W bezpośrednim pobliżu, można nawet rzec. No i stało się to, co nieuniknione - noga postawiona nie tam, gdzie trzeba, usuwająca się kępa jesiennej trawy, szybki zjazd po skarpie i chlup! Obie nogi do połowy łydek (to najpierw), prawa po biodro (chwilę później). Jak to u mnie, sprzęt nie ucierpiał, instynktownie uniesiony do góry (co było bezpośrednią przyczyną skąpania prawej strony, bo nie mogłem się wesprzeć ręką)...

No nic, przygoda przygodą, ale przecież zdjęcie niezrobione! Wygramoliłem się więc ze strumyka i po ustawieniu odpowiednich parametrów, zrobiłem powyższe zdjęcie. Ani odkrywcze, ani intrygujące - za to skrywające historię, której by się nikt nie spodziewał...

czwartek, 1 grudnia 2016

[M] I tak się nie poddam!

Można powiedzieć, że sam się o to prosiłem. Po raz kolejny optymizm i dobre chęci dostały po głowie od skrzeczącej rzeczywistości. Po pierwszej fali entuzjazmu nastały szare dni. A wszystko dlatego, że lepsze jest wrogiem dobrego.

W czym rzecz? Zachciało mi się sięgnąć do historii i poinstalować więcej instrumentów i brzmień - w końcu, jeśli już wracam do zakurzonego hobby, dlaczego rezygnować z czegoś, co się już ma? Ano właśnie.

Zaczęło się od tego, że na cztery produkty trzy okazały się nieużywalne. A nawet "nieinstalowalne". Po prostu. Masz, człowieku, numery seryjne, zakupiłeś licencje i figa. Postanowiłem się nie poddawać, tylko zacisnąć zęby i odzyskać dostęp. Klawiatura zagrzała się od pisanych do supportów listów.

Dalsza część przypomina nieco zabawę w kotka i myszkę. W jednym przypadku udało się bez problemu - odpowiedź dostałem po niespełna godzinie i już bez problemów mogłem doinstalować odpowiednią wtyczkę. W drugim i trzecim przypadku okazało się, że teraz już nie da się oprogramowania po prostu pobrać - trzeba instalować specjalne instalatory, które łączą się z serwerami producentów i pobierają, co trzeba (a raczej, na co pozwala licencja).

No i oczywiście okazało się, że wspomniane instalatory robią wszystko, żeby utrudnić człowiekowi życie. Nie masz specjalnego konta u producenta? Założysz, bo musisz mieć. Spieszy Ci się i nie chcesz przechodzić przez kreator? Spokojnie, przejdziesz, przejdziesz. Instalator nie widzi Twoich licencji? Napisz do supportu, który doradzi Ci jego (instalatora) usunięcie i wgranie na nowo. Pobrałeś już wszystko, co trzeba i myślisz, że to koniec? O, nie, nie, teraz jeszcze aktywuj produkt. Nie chce się aktywować? Support pomoże (w jakimś skończonym czasie).

A to wszystko pod warunkiem, że udało Ci się producenta przekonać, że rzeczywiście licencję posiadasz. W jednym przypadku producent odesłał mnie do innej firmy (bo to od niej kupowałem), a z kolei tamta firma po podaniu tajemnego numerka odesłała mnie z powrotem. W końcu udało się i dostałem nowy numer seryjny, który (o dziwo) zadziałał i mogłem pobrać instalator. W mailu widniała informacja, że muszę jeszcze poczekać na drugiego maila z numerem aktywacyjnym (!), a gdy po trzech dniach nic nie dostałem, dowiedziałem się od supportu, że to ten sam numer, co instalacyjny, tylko trzeba nie wpisywać dwóch ostatnich znaków (bo się nie mieszczą). Powiadam Wam, prawdziwe cuda!

Teraz czekam, aż dotrze do mnie nowsza wersja klucza iLok, wymaganego przez trzy pluginy. Może wtedy wreszcie wszystko zadziała?

A tymczasem kto chce, może posłuchać jednego zupełnie nowego utworu w wersji demo.