czwartek, 1 grudnia 2016

[M] I tak się nie poddam!

Można powiedzieć, że sam się o to prosiłem. Po raz kolejny optymizm i dobre chęci dostały po głowie od skrzeczącej rzeczywistości. Po pierwszej fali entuzjazmu nastały szare dni. A wszystko dlatego, że lepsze jest wrogiem dobrego.

W czym rzecz? Zachciało mi się sięgnąć do historii i poinstalować więcej instrumentów i brzmień - w końcu, jeśli już wracam do zakurzonego hobby, dlaczego rezygnować z czegoś, co się już ma? Ano właśnie.

Zaczęło się od tego, że na cztery produkty trzy okazały się nieużywalne. A nawet "nieinstalowalne". Po prostu. Masz, człowieku, numery seryjne, zakupiłeś licencje i figa. Postanowiłem się nie poddawać, tylko zacisnąć zęby i odzyskać dostęp. Klawiatura zagrzała się od pisanych do supportów listów.

Dalsza część przypomina nieco zabawę w kotka i myszkę. W jednym przypadku udało się bez problemu - odpowiedź dostałem po niespełna godzinie i już bez problemów mogłem doinstalować odpowiednią wtyczkę. W drugim i trzecim przypadku okazało się, że teraz już nie da się oprogramowania po prostu pobrać - trzeba instalować specjalne instalatory, które łączą się z serwerami producentów i pobierają, co trzeba (a raczej, na co pozwala licencja).

No i oczywiście okazało się, że wspomniane instalatory robią wszystko, żeby utrudnić człowiekowi życie. Nie masz specjalnego konta u producenta? Założysz, bo musisz mieć. Spieszy Ci się i nie chcesz przechodzić przez kreator? Spokojnie, przejdziesz, przejdziesz. Instalator nie widzi Twoich licencji? Napisz do supportu, który doradzi Ci jego (instalatora) usunięcie i wgranie na nowo. Pobrałeś już wszystko, co trzeba i myślisz, że to koniec? O, nie, nie, teraz jeszcze aktywuj produkt. Nie chce się aktywować? Support pomoże (w jakimś skończonym czasie).

A to wszystko pod warunkiem, że udało Ci się producenta przekonać, że rzeczywiście licencję posiadasz. W jednym przypadku producent odesłał mnie do innej firmy (bo to od niej kupowałem), a z kolei tamta firma po podaniu tajemnego numerka odesłała mnie z powrotem. W końcu udało się i dostałem nowy numer seryjny, który (o dziwo) zadziałał i mogłem pobrać instalator. W mailu widniała informacja, że muszę jeszcze poczekać na drugiego maila z numerem aktywacyjnym (!), a gdy po trzech dniach nic nie dostałem, dowiedziałem się od supportu, że to ten sam numer, co instalacyjny, tylko trzeba nie wpisywać dwóch ostatnich znaków (bo się nie mieszczą). Powiadam Wam, prawdziwe cuda!

Teraz czekam, aż dotrze do mnie nowsza wersja klucza iLok, wymaganego przez trzy pluginy. Może wtedy wreszcie wszystko zadziała?

A tymczasem kto chce, może posłuchać jednego zupełnie nowego utworu w wersji demo.

2 komentarze:

Grażyna pisze...

Jak to czasem świat wirtualny jest podobny do realnego... Szczególnie, gdy chce się coś załatwić...:)))

Ladaco pisze...

Oj tak - tylko czasem zdaje mi się, że w tym "wirtualnym" człowiek robi się bardziej bezradny ;)