poniedziałek, 16 października 2017

365 - Zakończenie

I stało się - dzisiaj po raz trzysta sześćdziesiąty piąty wkleiłem zdjęcie na stronę "projektu 365". Koniec. Jutro nie muszę robić kolejnego zdjęcia. Mogę. To główna różnica.

Jak napisałem na stronie "projektu", jest to pewien sukces - każdy, kto próbował robić co dzień choćby jedno zdjęcie (lub cokolwiek) wie, że czasem nie jest łatwo. Czasem bardzo się nie chce. Czasem się zapomina (!). Czasem dopada zwątpienie, czy w ogóle warto?

Gdy dzisiaj patrzę na stronę zbiorczą, na 73 rzędy miniatur, to jednak czuję satysfakcję. Pewnie, większość zdjęć to nic nadzwyczajnego. Dużo tu banalnych zdjęć nieba czy kwiatków. Ale jest też sporo portretów, a zwłaszcza jestem dumny z sierpniowego "tygodnia głów". Było też parę wyzwań, których wcześniej robiłem mało: zdjęcia nad morzem, autoportrety, zabawy z czasem naświetlania czy obróbką.

I chociaż nie czuję, żeby ten "projekt" zrobił ze mnie lepszego fotografa i żebym się jakoś rozwinął, to nie uważam, żeby był to czas zupełnie stracony. Ot, udało się zachować dyscyplinę, zrobić garść zdjęć i tyle.

Czy będzie kontynuacja? Ha, niektórzy przedłużają cykl do 730 zdjęć. Ja na razie niczego nie przedłużam. Jak nabiorę jeszcze kiedyś ochoty, to może pojawi się nowa edycja - w końcu od stycznia czeka na mnie Wrocław, którego póki co w ogóle nie znam. Byłoby tam co fotografować - zobaczymy w styczniu.

Na pożegnanie jedno ze zdjęć, które "przegrało" selekcję na zdjęcie dnia. Wiadomo - niebo:

środa, 11 października 2017

Wypalenie nie-zawodowe

Dzisiaj będzie wpis, idealnie pasujący do szaroburej pogody za oknem. Chyba dopadły mnie jesienna depresja tudzież melancholia. Dopiero co zakończyłem prace nad płytą "Runaway", lada chwila zakończę "Projekt 365" i... co dalej? Naszło mnie ogólne zniechęcenie do wszystkiego. Nawet rysować komiksu o Ladaco mi się nie chce i o czym bym nie pomyślał, wydaje się to bez sensu...

No i zastanawiam się. Bo niby nic na siłę i nie ma co się zmuszać do czegokolwiek (w końcu mówimy o hobby), ale z drugiej strony, tylko ciągłe ćwiczenia i robienie czegoś może prowadzić do rozwoju, a przynajmniej zapobiegać regresowi. No i mamy sytuację patową - robić coś trzeba, bo inaczej się człowiek uwsteczni, a jednocześnie człowiek przymuszony do czegoś, zaczyna tego czegoś nie lubić. A nie chciałbym się zniechęcić ani do fotografii, ani do rysowania, ani do muzyki...

Nic, trzeba jakoś przetrzymać do słonecznego listopada.

wtorek, 3 października 2017

[M] Gades - Runaway

No i jest! Po kilku dniach oczekiwania dotarła paczka, a w niej nowa płyta. Jakość druku i nadruku bez zmian w porównaniu do płyty Via, czyli jest dobrze:

Niestety, mam zastrzeżenia do warstwy audio - mimo wyraźnego zaznaczenia w zamówieniu, wstawiono przerwy między utworami, co w kilku przypadkach tworzy nieprzyjemny dla ucha efekt... Tragedii wprawdzie nie ma i nie zamierzam odsyłać paczki, ale następnym razem chyba jeszcze dodatkowo zadzwonię i przekażę uwagi ustnie.

Uff, sprawę Runaway mamy zatem zamkniętą. Czy czas myśleć o kolejnym projekcie?...

czwartek, 28 września 2017

[M] Nie tylko SoundCloud

Płyta "Runaway" już w przygotowalni, a ja tymczasem rozejrzałem się trochę po serwisach umożliwiających udostępnianie muzyki i znalazłem BandCamp. Dodawanie całych płyt jest tam banalnie proste i już w tym momencie można posłuchać sobie całej płyty "Via".

Mniej więcej w przyszłym tygodniu powinno być też gotowe "Runaway", które także znajdzie się na BandCamp, o czym zapewne poinformuję także tutaj.

niedziela, 17 września 2017

[S] Z wizytą w Palmiarni

Jak zwykle potwierdziła się zasada, że warto od czasu do czasu wpaść do poznańskiej Palmiarni. Raz, że przyjemnie ciepło, a dwa, że zawsze znajdzie się coś nowego. Tym razem pojawiło się stoisko z roślinami owadożernymi - poniżej wprawdzie tylko jedno zdjęcie rosiczki, ale za to za miesiąc odbędzie się w Palmiarni cała impreza poświęcona "krwiożerczym krzakom". Zamierzam się wybrać i zdobyć więcej zdjęć - choć bez statywu będzie pewnie ciężko.

Tymczasem zapraszam na to, co jest:

Przysłona: f/3, Czas: 1/300 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3, Czas: 1/200 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3, Czas: 1/200 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3, Czas: 1/200 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3, Czas: 1/150 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3, Czas: 1/200 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3, Czas: 1/200 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3, Czas: 1/200 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3, Czas: 1/200 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

czwartek, 14 września 2017

[S] Zanim przyjdzie zima

Nie da się ukryć, że ostatnio pogoda zupełnie nie dopisuje. Zamiast złotej polskiej jesieni, mamy mokre, wietrze i szarobure COŚ. A w tym wszystkim nasi mali przyjaciele, którzy nie mogą nawet schować się w czterech ścianach przed chłodem...

Jak mawiali w Winterfell, zima nadchodzi.

Przysłona: f/3,3, Czas: 1/320 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3,5, Czas: 1/320 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/8, Czas: 1/60 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/14, Czas: 1/200 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/14, Czas: 1/200 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

wtorek, 5 września 2017

[M] Czas zakończyć

Już anonsowałem zakończenie prac nad albumem "Runaway" i rzeczywiście wszystko na to wskazywało. Po czym wymieniłem dwa utwory na nowe. Teraz zmagam się z masteringiem i przeróbką jednego z utworów (dosyć diametralną). A myślałem, że we wrześniu album będzie gotowy...

Tymczasem do posłuchania jedna z nowości - słuchajcie, póki nie wymienię jej na coś jeszcze innego!

wtorek, 22 sierpnia 2017

[S] Chwila w ogródku

Skoro jesień coraz bliżej, trzeba chwytać ostatnie chwile lata:

Przysłona: f/4, Czas: 0.01 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/4, Czas: 1/750 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/4, Czas: 0.01 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/4, Czas: 1/420 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/4, Czas: 1/240 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/4, Czas: 1/250 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/4, Czas: 1/500 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/4, Czas: 1/2500 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/4, Czas: 1/240 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/4, Czas: 1/70 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

czwartek, 17 sierpnia 2017

Oszukany

Dziś wpis trochę dziwny, bo dotyczący kina. Kina akcji, dodajmy. Dość już wiekowego. Najpierw jednak małe wyjaśnienie - od czasu do czasu wpadam w "ciąg" filmowy lub książkowy (rzadziej muzyczny), kiedy to skupiam się na jakimś jednym twórcy i po kolei odświeżam sobie jego "dzieła". Tak jest obecnie z książkami Agaty Christie, tak było niedawno z filmami Stevena Seagala (he, he). No właśnie, jakoś wzięło mnie na kino akcji - od dwóch mniej więcej tygodni męczę filmy z Jeanem-Claudem van Damme.

Dobre złe kino

Wiadomo, że produkcje w rodzaju "Liberatora", "Kickboxera" czy "Commando" żadnymi ambitnymi produkcjami nie są. Są za to uczciwymi filmami klasy "B", takimi, rozumiecie, miłymi kompanami do zjedzenia dobrej pizzy w sobotni wieczór. Człowiek się odpręża i ma niezłą frajdę oglądając machającego nogami van Damme'a tudzież machającego rękami Seagala. Nie bez wpływu na ogarniającą mnie nostalgię są wspomnienia z pierwszych seansów, jeszcze na kasetach VHS z wypożyczalni. Ech, to były czasy, a człowiek był taki młody!...

Przechodzimy powoli do sedna

Generalnie filmy Seagala jakoś łatwiej mi się oglądało. Te z van Damme są jakieś takie nijakie, wyłączając "Kickboxera" oraz "Krwawy sport". Te dwa są dla mnie-nastolatka wręcz kultowe, zwłaszcza pierwszy, znany w erze VHS jako "Karate Tygrys 3". Tam było wszystko - wspaniały oponent w postaci psychopatycznego Tong Po, tłukącego nogami w betonowe filary w ramach treningu; był młody van Damme, który u tajemniczego mistrza Xiana pobierał ciężkie nauki, by zemścić się za okaleczenie brata; był wątek miłosny z uroczą bratanicą Xiana, Mylee. Źli byli źli, dobrzy byli dobrzy (choć niektórzy musieli się przełamać w kulminacyjnym momencie). No i ta finałowa walka wśród posągów i pochodni, ręce w sznurach, maczane w żywicy i tłuczonym szkle!... Okropnie wszystko naiwne (patrząc dzisiaj), ale w taki ujmujący sposób, że człowiek uśmiecha się z politowaniem i ogląda dalej.

Dlaczego oszukany?

A, bo wiecie... Sam się prosiłem. Zobaczyłem, że nakręcono część drugą "Kickboxera". Obejrzałem. I powiadam Wam, dawno nie widziałem gorszego przykładu sequela. Nie dość, że spaskudzono mistrza Xiana (ten sam aktor, ale zamiast mądrości i tajemniczości mamy głupie opowiastki o zwierzętach), Tong Po okazuje się kretynem, mordującym Kurta i Erica Sloanów (główni bohaterowie "jedynki") za pomocą pistoletu (!), to na dodatek nagle okazuje się, że Kurt i Eric mają... trzeciego brata, Davida. A David (na oko lat dwadzieścia), jest uznanym mistrzem i nauczycielem (sypie maksymami jak z rękawa), który na dodatek lata temu zakończył karierę. Całość fabuły da się streścić słowami: Tong Po musi odzyskać honor pokonując Davida, a żeby ten chciał z nim walczyć, trzeba zabić jego najlepszego przyjaciela.

Gdzie tu oszustwo? Ten film to przykład żerowania na popularności tytułu. Nie daje za grosz rozrywki i nie jest nawet kinem klasy "C" - błąka się gdzieś w końcówce alfabetu. Wcale się nie dziwię, że ani van Damme (Kurt), ani Dennis Alexio (Eric) nie chcieli mieć z nim nic wspólnego - szkoda, że Dennis Chan (Xian) się zgodził.

E, marudzę, wiem. Czego się spodziewałem? Po prostu kolejnego filmu klasy "B", który w jakiś zgrabny sposób nawiązałby do pierwowzoru. A dostałem głupie kino familijne (część wątków jak z seriali Disneya), przeplatane z idiotycznymi walkami i kretyńskimi dialogami...

Ale w czym problem?

Właściwie w niczym. Impulsem do tego wpisu był jedynie żal, że "Kickboxer 2" zepsuł mi przyjemność z nostalgicznego powrotu do kina lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Omijajcie go i nie dajcie się nabrać, że w obsadzie jest Xian i Tong Po - są tylko mikrymi cieniami samych siebie.

Zamiast "Kickboxera 2" lepiej obejrzeć "Rambo", co niniejszym czynię.

niedziela, 6 sierpnia 2017

Wyzwanie w wyzwaniu

Niedługo dobijam w moim "projekcie 365" do trzysetnego zdjęcia i w ramach walki z marazmem i otępieniem tydzień temu wyznaczyłem sobie dodatkowe wyzwanie: co dzień robić zdjęcie innemu dziewczęciu. Całość mogła się udać, bo w tygodniu miałem zaplanowaną sesję modelkową.

Poniżej efekt, który - wierzcie lub nie - przeszedł moje oczekiwania. Nie dość, że rzeczywiście udało się zrobić zdjęcie na każdy dzień tygodnia, to każde z inną modelką! Tym samym uznaję to za najbardziej udany tydzień w historii "projektu 365" (nie pod względem fotograficznym, bo same zdjęcia nie powalają odkrywczością czy pomysłem), ale pod względem "organizacyjnym".

I korzystając z okazji - wszystkim moim wspaniałym modelkom bardzo dziękuję! Bez Was by się to na pewno nie udało!

Niedziela - Basia
Przysłona: f/2,8, Czas: 1/220 sec, Ogniskowa: 90,0 mm

Poniedziałek - Ewelina
Przysłona: f/2, Czas: 1/1000 sec, Ogniskowa: 90,0 mm

Wtorek - Iza
Przysłona: f/2, Czas: 0.01 sec, Ogniskowa: 90,0 mm

Środa - Danka
Przysłona: f/2, Czas: 1/320 sec, Ogniskowa: 90,0 mm

Czwartek - Ania
Przysłona: f/1,2, Czas: 1/8500 sec, Ogniskowa: 56,0 mm

Piątek - Maja
Przysłona: f/2, Czas: 1/2400 sec, Ogniskowa: 90,0 mm

Sobota - Joasia
Przysłona: f/2, Czas: 1/2700 sec, Ogniskowa: 90,0 mm

I jako bonus jeszcze jedno zdjęcie z czwartku (w środę i czwartek były trzy modelki i dla jednej zwyczajnie nie starczyło dni):

Asia, siostra Ani
Przysłona: f/5,6, Czas: 0.01 sec, Ogniskowa: 90,0 mm