środa, 25 stycznia 2017

[M] Trochę niepotrzebnych szczegółów

Dziś trochę dalszych rozważań nad stroną techniczną produkcji muzycznej, czyli słów kilka na temat wykorzystywanych programów i wtyczek. A nuż się to komuś przyda podczas wyboru własnego zestawu?

DAW

Jako swój DAW wybrałem FL Studio 12 firmy Image-Line - uzasadnienie i kilka słów o samym programie znajdziecie w poprzednim wpisie. Tutaj tylko podkreślę po raz kolejny, że na razie decyzji nie żałuję.

Instrumenty

W tym rozdziale lista będzie trochę dłuższa, choć początkowo dokonałem sporej czystki w zasobach. Po miesiącu znów zaroiło się na dysku, a najważniejsze instrumenty to:

KORG M1

M1 to klasyka. Barwy nie zaskakują, ale są bardzo przyjemne dla ucha. Nie stosowałem wprawdzie tego instrumentu jako głównego, ale za to pojawił się chyba w każdym utworze czy to jako łagodne wypełnienie, czy też odgrywając jakąś solówkę. W tym miejscu muszę podziękować koledze Arturowi, który uświadomił mi istnienie tego pluginu, bo sam pewnie bym do tego nie doszedł.

Xpand!2

Do teraz zastanawiam się, o co chodzi z tym programem. To fantastyczny instrument z setkami ciekawych barw, który kupiłem sobie na święta (a co!) za... dolara. Jednego. Naprawdę. Oddał nieocenione usługi, bo ma i świetne pady, i nie najgorsze basy, do tego garść efektów specjalnych i arpeggiów. Jeśli zajmujesz się muzyką i nie znasz jeszcze tego instrumentu, zaryzykuj te niecałe 5zł. Warto.

Absynth 5

To bardzo ciekawy instrument, którego (przyznaję to z bólem) do tej pory nie poznałem dostatecznie, choć w ostatnim czasie obejrzałem sporo samouczków na YouTube. Niektóre dźwięki są kapitalne, inne to nie moja bajka. Na razie korzystam na zasadzie - coś się zawsze znajdzie.

Serum

Najdziwaczniejszy instrument w mojej kolekcji. Nie ze względu na obsługę, tylko charakter brzmienia. Niby do końca mi ono nie pasuje, bo jest BARDZO sterylne i ostre, ale jednak przynajmniej w połowie utworów się dźwięki z Serum pojawiają. Rozgryzę go kiedyś i będzie mi jadł z ręki, zobaczycie.

Morphine

Dołączony do FL Studio, podobnie jak opisywany poniżej Sytrus - te dwa syntezatory naprawdę potrafią wiele. Wprawdzie w bezpośrednim starciu póki co zdecydowanie wygrywa ten drugi, ale Morphine kilka razy okazał się być bardzo przydatny i zaprezentował miłe brzmienie.

Sytrus

Bardzo, bardzo fajny instrument, bez którego - mogę to z czystym sumieniem napisać - "Via" nigdy by nie powstała w obecnym kształcie. Deska ratunkowa od zadań specjalnych - gdy już nie było nadziei, zaglądałem do Sytrusa i już. On i Xpand!2 to właśnie tacy ratownicy - nigdzie nie ma dźwięku, o który Ci chodzi, w nich znajdziesz coś inspirującego, co po zmianach będzie pasować. Do tego dostarczany w komplecie z FL Studio.

Orbit

To sprawca jednego z zawodów, których doznawałem podczas muzycznej przygody. Z jednej strony potencjalnie świetny, a niektóre dźwięki (tutaj - uwaga - w zasadzie są tylko dźwięki typu "pad"!) przykuwają uwagę. Co z tego jednak, gdy momentami potężnie zżera zasoby komputera albo zaczyna produkować trzaski między dźwiękami? Pomijam już fakt, że kilka razy "zapomniał" ustawień i musiałem wybierać dźwięki na podstawie wstępnych wersji mp3... Szkoda, wiązałem z nim wielkie nadzieje!

Hollywood Orchestra

Trzy ostatnie instrumenty to takie trochę przyprawy, zwłaszcza w "uprawianym" przeze mnie rodzaju muzyki. Orchestra to oczywiście dźwięki orkiestrowe - smyczków, sekcji dętej oraz perkusyjnej. Mistrzem orkiestracji nie jestem i nie zostanę, więc starałem się używać tych brzmień z umiarem, ale powstrzymać się zupełnie - nie potrafiłem. No bo to takie fajne!

BigBang Cinematic Percussion

Ha, no i już wiadomo, skąd są te straszne bębny w "Phobosie". Ano stąd. Dwadzieścia lat temu bardzo, ale to bardzo brakowało mi tego typu brzmień. Soczyste wielkie bębny, fajne bębenki "etniczne", różne perkusyjne efekty!... Tak, Damage od Heavyocity jest lepsze, ale też swoje kosztuje.

Z BigBangiem mam tylko ten problem, że jako jedyny plugin z całego zestawienia czasem odmawiał posłuszeństwa - trzeba go było ręcznie przestawiać w tryb "bridged".

Vocalise

To trochę eksperyment - sam do końca nie byłem przekonany, jak zadziała taka hybryda. Jest to plugin, który umożliwia "śpiewanie". Korzystając z bogatej biblioteki, jest w stanie wygenerować całkiem realistyczny efekt onirycznego wokalu - do posłuchania w "Charonie". Minus jest tylko jeden - nie sposób wykorzystać go więcej niż raz na jednym albumie, bo można popaść w niedobrą manierę okraszania każdej pauzy pięknym "oooo" albo "aaaai".

Inne drobiazgi

Nie od parady będzie napisać, że opłacało się przez lata gromadzić płyty z magazynu "Estrada i Studio" - dzięki temu na dzień dobry mogłem wrzucić na dysk kilkanaście gigabajtów różnych sampli (z których - jak się okazało - niewiele skorzystałem, poza kilkoma odgłosami specjalnymi). Ale zawsze jeszcze skorzystać mogę, a to też się liczy.

Na uwagę zasługują też darmowe wtyczki efektowe, głównie przestery, pogłosy i kompresory. Wprawdzie z efektami starałem się nie szaleć, ale zawsze miło mieć w odwodzie coś specjalnego i to rzeczywiście się kilka razy sprawdziło.

To chyba tyle

Nie wiem, co dodać jeszcze - wprawdzie używałem jeszcze kilku fajnych instrumentów (w rodzaju Avatara ST, Crisalys, Cobalt, STS-21 czy Texture), a całość masterowałem w Reaperze, o którym nie napisałem ani słowa, ale myślę, że więcej nic już nie potrzeba.

Brak komentarzy: