poniedziałek, 31 lipca 2017

[M] Bitwig Studio

Jak pewnie wiecie, albo i nie, od kiedy zajmowałem się muzyką, stosowałem program Cubase firmy Steinberg. Znacznie później przeszedłem na FL Studio 12, w którym pracowało mi się bardzo dobrze (i którego notabene wcale nie porzucam na wieki). Ale...

FL Studio

Kończąc prace nad albumem "Runaway" nie raz i nie dwa zżymałem się na FL Studio. Coraz częściej przeszkadza mi przyjęty w tym programie workflow, czyli sposób pracy. Najważniejsze wady można wypunktować:

  • brak powiązania między patternem, playlistą i mikserem (osobne nazwy, osobne kolory itp.) = bałagan
  • irytująca przeglądarka instrumentów VST (czasem po ponownym skanowaniu pojawiają się niechciane wpisy, których trudno się pozbyć, kłopotliwe jest grupowanie instrumentów)
  • brak możliwości łatwej transpozycji fragmentu utworu (konieczność duplikowania patternów i ręczne zmienianie każdego z nich)
  • automatyzacja na playliście jako osobny "klocek" (znów brak powiązania, co prowadzi do bałaganu)
  • błędy we współpracy z niektórymi wtyczkami (np. BigBang2 pracuje poprawnie tylko w trybie bridged)
  • kłopoty z dostosowaniem wydajności (czasem pomaga włączenie, a czasem wyłączenie (!) przetwarzania wielowątkowego)
  • naprawdę wkurzające - ogólny suwak głośności (w oknie programu, nie master w mikserze) wpływa też na głośność renderowanego pliku (!!!), a co gorsza - jego stan zapisuje się wraz z bieżącym plikiem
  • osobne okienka na patterny, playlistę, mikser i instrumenty (notorycznie minimalizuję je do małej belki, którą później trudno zauważyć na tle innych elementów)
  • niemożność wycofania niektórych operacji (np. wymiana instrumentu w slocie czy podmiana sampla w samplerze)

Cubase

Po drugiej stronie mam (ciągle) Cubase'a, z którego dziewiątą wersją wiązałem spore nadzieje, bo unowocześniono wreszcie interfejs użytkownika i niby jest lepiej. Cubase jest jednak "mułowaty", nie toleruje wtyczek 32-bitowych oraz ma kiepski edytor MIDI (piano roll). W ogóle jakoś nie potrafię obsługiwać tego programu myszką - nie trafiam w to, co chcę, nie potrafię przeciągać elementów. W innych programach nie mam tego typu problemów, więc coś jest chyba na rzeczy, choć się nie upieram, że część winy leży po mojej stronie.

Ideał?

Zirytowany FL-em, sięgnąłem po Abletona Live 9 (bodajże z interfejsem M-Audio dostałem kiedyś wersję Lite). Nie powiem, jest to pewien powiew świeżości, choć nie wszystko od razu zrozumiałem. Tak czy owak, wersja Lite ma zbyt duże ograniczenia jak dla mnie, wypróbowałem więc po "coś zbliżonego", czyli właśnie po Bitwig Studio.

O genezie powstania Bitwig Studio nie będę się rozpisywał - dość powiedzieć, że jest to spośród znanych mi aplikacji DAW produkt najmłodszy i czerpie całymi garściami od konkurencji (nawet, zdaje się, były jakieś korowody sądowe z producentem Abletona). To, co mi się w nim podoba:

  • możliwość pracy albo na linii czasu (jak w Cubase), albo za pomocą klipów i scen, które odpowiadają nieco patternom w FL Studio
  • duża wydajność (przynajmniej o ile mogłem to na razie sprawdzić)
  • bardzo przyjemny edytor MIDI (w dużej mierze działa tak, jak w Abletonie i FL Studio)
  • bardzo proste tworzenie "warstw instrumentów" łącznie z przypinaniem do nich efektów (FL Studio też ma warstwy, ale ich obsługa jest nieco toporna)
  • modulacje - przynajmniej potencjalnie, bo na razie tylko oglądałem filmiki i czytałem o tym, ale możliwości wydają się być fantastyczne
  • ładny interfejs programu, łatwy w obsłudze

Dość powiedzieć, że potrafiłem przy pierwszym uruchomieniu nagrać i wyedytować kilka ścieżek, nałożyć efekty i całość działała tak, jak tego oczekiwałem (czego nie umiałem zrobić np. w Abletonie czy wcześniej w FL Studio). Natomiast na razie niejasna jest dla mnie jeszcze logika pracy ze scenami.

Bitwig nie jest ideałem, przynajmniej wersja 1. Ale to chyba krok w dobrą stronę i zamierzam wypróbować go w działaniu. Niedługo ma wyjść wersja 12.5 FL Studio - zobaczymy, w którą stronę tam pójdą zmiany (choć rewolucji się nie spodziewam).

No to co, na koniec coś, co udało się zrobić w Bitwigu?

8 komentarzy:

Grażyna pisze...

Zrozumiałam: "się", "jest", "to", "czas" i kilka innych słów.:))) Ale utwór bardzo mi się podoba.:))) No i długość ma sensowną.:)))

Kokosz pisze...

No jak to, no jak to sensowną? Czyżbyś była z obozu mojego kolegi Artura, który uznaje tylko utwory dłuższe niż 5 minut? :D

Grażyna pisze...

Niektóre faktycznie mogłyby być dłuższe.:)))
A jeśli chodzi o utwory tzw. relaksacyjne, to podobno powinny mieć ponad 8 minut, żeby osiągnąć odpowiedni efekt, bo mózg musi mieć czas na dostosowanie się i właściwe uspokojenie organizmu.:)
No i chyba nie masz zastrzeżeń do np. utworu "Child in Time", a on trwa ponad 10 minut.:)))

AnikaIC pisze...

Naprawdę się rozwijasz! Fajny utwór, wysłuchałam go z przyjemnością.
I miałam wizję... Coś jakby łamanie kołem przy aplauzie tłuszczy, ale nie - to chyba nie to i nie te czasy.
A, już wiem! To raczej było roz-rywa-nie kompozytora :-D

Kokosz pisze...

Dziękuję :D Ale rozrywanie kompozytorów jakoś mniej mi się podoba ;)

Anonimowy pisze...

Obecna wersja BITWIG STUDIO to 2.1, sprawdzałeś nową?

Kokosz pisze...

Testowałem - na razie w 2.1 nie ma nic specjalnego, czego bym pilnie potrzebował. "Jedynka" działa sprawnie i póki co wystarcza. Pewnie jak się poduczę i zacznę więcej kombinować ze scenami lub modulacją, przyjdzie czas na "dwójkę" :)

AnikaIC pisze...

Ale, jakby nie patrzeć, wszelkie muzykowanie zalicza się do przemysłu rozryw(k)owego, więc musisz wziąć pod uwagę opcję ewentualnego rozchwytywania. Czego życzę :-D