wtorek, 22 sierpnia 2017

[S] Chwila w ogródku

Skoro jesień coraz bliżej, trzeba chwytać ostatnie chwile lata:

Przysłona: f/4, Czas: 0.01 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/4, Czas: 1/750 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/4, Czas: 0.01 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/4, Czas: 1/420 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/4, Czas: 1/240 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/4, Czas: 1/250 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/4, Czas: 1/500 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/4, Czas: 1/2500 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/4, Czas: 1/240 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/4, Czas: 1/70 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

czwartek, 17 sierpnia 2017

Oszukany

Dziś wpis trochę dziwny, bo dotyczący kina. Kina akcji, dodajmy. Dość już wiekowego. Najpierw jednak małe wyjaśnienie - od czasu do czasu wpadam w "ciąg" filmowy lub książkowy (rzadziej muzyczny), kiedy to skupiam się na jakimś jednym twórcy i po kolei odświeżam sobie jego "dzieła". Tak jest obecnie z książkami Agaty Christie, tak było niedawno z filmami Stevena Seagala (he, he). No właśnie, jakoś wzięło mnie na kino akcji - od dwóch mniej więcej tygodni męczę filmy z Jeanem-Claudem van Damme.

Dobre złe kino

Wiadomo, że produkcje w rodzaju "Liberatora", "Kickboxera" czy "Commando" żadnymi ambitnymi produkcjami nie są. Są za to uczciwymi filmami klasy "B", takimi, rozumiecie, miłymi kompanami do zjedzenia dobrej pizzy w sobotni wieczór. Człowiek się odpręża i ma niezłą frajdę oglądając machającego nogami van Damme'a tudzież machającego rękami Seagala. Nie bez wpływu na ogarniającą mnie nostalgię są wspomnienia z pierwszych seansów, jeszcze na kasetach VHS z wypożyczalni. Ech, to były czasy, a człowiek był taki młody!...

Przechodzimy powoli do sedna

Generalnie filmy Seagala jakoś łatwiej mi się oglądało. Te z van Damme są jakieś takie nijakie, wyłączając "Kickboxera" oraz "Krwawy sport". Te dwa są dla mnie-nastolatka wręcz kultowe, zwłaszcza pierwszy, znany w erze VHS jako "Karate Tygrys 3". Tam było wszystko - wspaniały oponent w postaci psychopatycznego Tong Po, tłukącego nogami w betonowe filary w ramach treningu; był młody van Damme, który u tajemniczego mistrza Xiana pobierał ciężkie nauki, by zemścić się za okaleczenie brata; był wątek miłosny z uroczą bratanicą Xiana, Mylee. Źli byli źli, dobrzy byli dobrzy (choć niektórzy musieli się przełamać w kulminacyjnym momencie). No i ta finałowa walka wśród posągów i pochodni, ręce w sznurach, maczane w żywicy i tłuczonym szkle!... Okropnie wszystko naiwne (patrząc dzisiaj), ale w taki ujmujący sposób, że człowiek uśmiecha się z politowaniem i ogląda dalej.

Dlaczego oszukany?

A, bo wiecie... Sam się prosiłem. Zobaczyłem, że nakręcono część drugą "Kickboxera". Obejrzałem. I powiadam Wam, dawno nie widziałem gorszego przykładu sequela. Nie dość, że spaskudzono mistrza Xiana (ten sam aktor, ale zamiast mądrości i tajemniczości mamy głupie opowiastki o zwierzętach), Tong Po okazuje się kretynem, mordującym Kurta i Erica Sloanów (główni bohaterowie "jedynki") za pomocą pistoletu (!), to na dodatek nagle okazuje się, że Kurt i Eric mają... trzeciego brata, Davida. A David (na oko lat dwadzieścia), jest uznanym mistrzem i nauczycielem (sypie maksymami jak z rękawa), który na dodatek lata temu zakończył karierę. Całość fabuły da się streścić słowami: Tong Po musi odzyskać honor pokonując Davida, a żeby ten chciał z nim walczyć, trzeba zabić jego najlepszego przyjaciela.

Gdzie tu oszustwo? Ten film to przykład żerowania na popularności tytułu. Nie daje za grosz rozrywki i nie jest nawet kinem klasy "C" - błąka się gdzieś w końcówce alfabetu. Wcale się nie dziwię, że ani van Damme (Kurt), ani Dennis Alexio (Eric) nie chcieli mieć z nim nic wspólnego - szkoda, że Dennis Chan (Xian) się zgodził.

E, marudzę, wiem. Czego się spodziewałem? Po prostu kolejnego filmu klasy "B", który w jakiś zgrabny sposób nawiązałby do pierwowzoru. A dostałem głupie kino familijne (część wątków jak z seriali Disneya), przeplatane z idiotycznymi walkami i kretyńskimi dialogami...

Ale w czym problem?

Właściwie w niczym. Impulsem do tego wpisu był jedynie żal, że "Kickboxer 2" zepsuł mi przyjemność z nostalgicznego powrotu do kina lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Omijajcie go i nie dajcie się nabrać, że w obsadzie jest Xian i Tong Po - są tylko mikrymi cieniami samych siebie.

Zamiast "Kickboxera 2" lepiej obejrzeć "Rambo", co niniejszym czynię.

niedziela, 6 sierpnia 2017

Wyzwanie w wyzwaniu

Niedługo dobijam w moim "projekcie 365" do trzysetnego zdjęcia i w ramach walki z marazmem i otępieniem tydzień temu wyznaczyłem sobie dodatkowe wyzwanie: co dzień robić zdjęcie innemu dziewczęciu. Całość mogła się udać, bo w tygodniu miałem zaplanowaną sesję modelkową.

Poniżej efekt, który - wierzcie lub nie - przeszedł moje oczekiwania. Nie dość, że rzeczywiście udało się zrobić zdjęcie na każdy dzień tygodnia, to każde z inną modelką! Tym samym uznaję to za najbardziej udany tydzień w historii "projektu 365" (nie pod względem fotograficznym, bo same zdjęcia nie powalają odkrywczością czy pomysłem), ale pod względem "organizacyjnym".

I korzystając z okazji - wszystkim moim wspaniałym modelkom bardzo dziękuję! Bez Was by się to na pewno nie udało!

Niedziela - Basia
Przysłona: f/2,8, Czas: 1/220 sec, Ogniskowa: 90,0 mm

Poniedziałek - Ewelina
Przysłona: f/2, Czas: 1/1000 sec, Ogniskowa: 90,0 mm

Wtorek - Iza
Przysłona: f/2, Czas: 0.01 sec, Ogniskowa: 90,0 mm

Środa - Danka
Przysłona: f/2, Czas: 1/320 sec, Ogniskowa: 90,0 mm

Czwartek - Ania
Przysłona: f/1,2, Czas: 1/8500 sec, Ogniskowa: 56,0 mm

Piątek - Maja
Przysłona: f/2, Czas: 1/2400 sec, Ogniskowa: 90,0 mm

Sobota - Joasia
Przysłona: f/2, Czas: 1/2700 sec, Ogniskowa: 90,0 mm

I jako bonus jeszcze jedno zdjęcie z czwartku (w środę i czwartek były trzy modelki i dla jednej zwyczajnie nie starczyło dni):

Asia, siostra Ani
Przysłona: f/5,6, Czas: 0.01 sec, Ogniskowa: 90,0 mm

czwartek, 3 sierpnia 2017

Piknik

Wczoraj Danusia i Asia dzielnie pozowały mi podczas plenerowej sesji w Parku sołackim. Efekty widać poniżej, a dzisiaj, jeśli dopisze pogoda, zrobimy drugą część, być może tym razem w otoczeniu architektury.