wtorek, 27 czerwca 2017

[K] Granie-mordowanie

W graniu-mordowaniu chodzi oczywiście o gry FPS (ang. First Person Shooter), czyli niegdyś mój - od czasów klasycznego Unreala - ulubiony gatunek cyfrowej rozrywki. Zasadniczo chodzi tu o chodzenie po mniej lub bardziej futurystycznych lokacjach z giwerą w łapie (i kompletem innych upchanych po kieszeniach). Podczas tego chodzenia przede wszystkim strzelamy do wszystkiego, co się rusza, zanim to "wszystko" nie zastrzeli nas. Trzeba też kombinować, jak iść dalej (otworzyć drzwi, przetoczyć kamień, ruszyć jakiś pojazd z miejsca itp.)

Jako użytkownik platform Steam oraz GOG, w ciągu ostatnich lat dostałem albo zakupiłem za tzw. psi pieniądz sporo kultowych, zwykle starszych gier tego typu: Dooma w rozmaitych odmianach, wszystkie części Quake'a oraz Unreala. Trafił się też Duke Nukem 3D; ba, mam nawet Wolfenstein 3D, praszczura wymienionych!

Powyższe tytuły łączy wiele, a przede wszystkim to, że nie mam kiedy w nie grać. Ostatnio trochę pomęczyłem najnowszego Dooma i wzięło mnie na refleksję, którą się zaraz z Wami podzielę.

Refleksja jest w miarę oczywista: to już nie są gry dla mnie. O ile takiego Unreala byłem jeszcze w stanie "zmęczyć" trzy lata temu, to już przy Quake'ach się poddałem. Nie wspominam nawet o starych wersjach Wolfensteina czy Dooma z początku lat dziewięćdziesiątych - moje zamiłowanie do retro kończy się na czytaniu Piksela i Retro. Grać nie daję rady.

I o ile wcześniej myślałem, że to tylko kwestia kiepskiej grafiki w starszych grach, to po sesji z Doomem współczesnym po prostu wiem, że już nie bawi mnie sama formuła naparzania z granatnika we wszystko na ekranie. Bo czego jak czego, ale rewelacyjnej grafiki Doomowi odmówić nie sposób, spójrzcie na screeny:

No i co to zrobić... Chyba przyjdzie poczekać rok albo dwa - może mi się odmieni i jeszcze trochę poganiam z piłą mechaniczną albo innym BFG. Na razie wolę jednak zdjęcia i muzykę.

P.S. Swoją drogą, instalacja Dooma to była droga przez mękę i swoisty znak czasów. Wersja dostępna tylko elektronicznie, więc przed uruchomieniem trzeba pobrać całą zawartość. Nie pomyślałem o tym, myśląc za to: "A, pyknę sobie w Dooma przed obiadem". Rezultat? Ponad 70GB (tak, GIGABAJTÓW) ściągało się do późnego wieczora. To cena za wygląd.

1 komentarz:

Grażyna pisze...

Eee... tego... no... to ja sobie postawię pasjansa...:)))