wtorek, 17 września 2019

[W] Ostrzałka do noży, cz. 2

Przypomnienie

Po pierwszym etapie dysponowałem gotowym uchwytem na kamień oraz surową bazą. Nadszedł czas, by posunąć prace nieco do przodu.

Na co komu trygonometria?

Wszedłem w kluczową fazę budowy ostrzałki, czyli zapewnienie odpowiednich kątów prowadzenia ramienia. O ile w pierwotnym projekcie chciałem po prostu przemieszczać w górę i w dół punkt mocowania ramienia (co automatycznie zmieniałoby kąt), to jednak dużo prostszym rozwiązaniem okazało się nawiercenie w podstawie czterech otworów w takiej odległości, by słupek z hakiem oczkowym (o stałej wysokości) i ramię tworzyły odpowiedni kąt. Uwzględnić trzeba było też wielkość odsunięcia powierzchni trącej kamienia od ramienia (czyli odjąć je do wysokości słupka z hakiem). Potem wystarczyło przypomnieć sobie ze szkoły podstawy trygonometrii, aby wyznaczyć odległości otworów na podstawie.

Początkowo chciałem mocować słupek za pomocą śruby, ale poprzestałem na kołku, który - będąc dostatecznie wysoki - mocuje słupek odpowiednio stabilnie, a jest dużo łatwiejszy w montażu.

Zabezpieczenia

Ostrzałka pracuje w środowisku wilgotnym (kamień musi być namoczony), więc podstawą było polakierowanie bazy. Aby zabezpieczyć uchwyt kamienia, wykonałem go po prostu z taśmy aluminiowej, która powinna sama z siebie być odporna na korozję (podobnie pręt ramienia). Obecnie jedynym elementem, który może korodować, jest magnes neodymowy - ale w sumie nie wiem, jak jest z jego odpornością.

Montaż i pierwszy test

Pierwszy montaż zrobiłem "na sucho", czyli jeszcze przed polakierowaniem całości. Chodziło bardziej o sprawdzenie, jak całość zachowuje się w ruchu i czy czegoś nie można jeszcze na tym etapie poprawić. W efekcie nie wiem, czy nie dodam jednak jakiejś blaszki, która dociskałaby górną krawędź ostrza do podłoża. Niby magnes trzyma dostatecznie mocno, ale na razie nie jestem go pewny w stu procentach. Zobaczymy po końcowym zmontowaniu, czy jednak nie trzeba będzie wprowadzić tej poprawki.

Natomiast jeśli chodzi o samo ostrzenie, to oczywiście, nie naostrzyłem na razie żadnego noża, bo... nie miałem czasu. Poczekam na lakier i ostateczny montaż - ale na pewno zdam tutaj relację.

poniedziałek, 16 września 2019

[W] Ostrzałka do noży, cz. 1

Lubię noże. Lubię ostre noże. Ale żeby nóż był ostry, trzeba go od czasu do czasu... naostrzyć. A tego to już nie lubię.

Jak ostrzyć?

Najprościej jest, oczywiście, nie ostrzyć, tylko kupować nowe noże (ha, ha!). Albo poprzestać na tępych nożach, co rodzi dwa problemy: będziemy mieli kłopot z przecięciem czegokolwiek oraz utniemy sobie palce przy pierwszej próbie użycia noża naprawdę ostrego.

Najprościej jest zastosować jakąś firmową ostrzałkę, najczęściej zaopatrzoną w kółka ostrzące. Przeciągamy parę razy i już nóż jest ostrzejszy. Niestety, w ten sposób najczęściej nie naostrzymy całej krawędzi tnącej i przy rękojeści będzie nam zostawał coraz większy kawałek metalu. A to np. uniemożliwi lub mocno utrudni rozdrabnianie warzyw.

Drugi sposób to użycie osełki lub kamienia. Kupujemy takie cudo, zwykle o dwóch gradacjach (szlifowanie zgrubne i wykańczające), moczymy pół godziny przed ostrzeniem i ostrzymy, starając się utrzymać odpowiedni kąt oraz naostrzyć równomiernie całą krawędź tnącą. Ten sposób stosowałem dotychczas, jednak irytujące było i pilnowanie kąta, i zmagania z kamieniem, który wprost uwielbiał "jeździć" po blacie, mimo stosowania różnych sztuczek z wilgotną szmatką pod kamieniem na czele.

Trzeci sposób to użycie specjalistycznej ostrzałki - kamień lub osełka są zamontowane na specjalnym ramieniu, który utrzymuje kąt, zaś to nóż jest przymocowany do stołu (lub ostrzałki). Obejrzałem kilka takich ostrzałek i postanowiłem wykonać własną wariację na ten temat.

Oczywiście, jest jeszcze czwarty sposób ostrzenia noży - należy zaopatrzyć się w szlifierkę i wtedy noże ostrzymy w minutkę lub dwie. Nie wiem, ile w tym prawdy, ale czytałem, że ten sposób - choć szybki - ma jedną, zasadniczą wadę. Podczas ostrzenia temperatura krawędzi rośnie i stal potrafi się nawet rozhartować, co oznacza, że nóż coraz szybciej się tępi i trzeba go coraz częściej ostrzyć.

Projekt

Przyznam, że za tę ostrzałkę zabierałem się już od prawie dwóch miesięcy. Najpierw "szlifowałem" jeden projekt, ale dwa tygodnie temu wpadłem na zupełnie nowy pomysł, dużo solidniejszy i chyba jednak prostszy.

Do rozwiązania był szereg problemów, w tym: mocowanie ostrzałki do stołu, mocowanie ramienia, mocowanie kamienia na ramieniu, mocowanie noża. Każde rozwiązanie miało parę wariantów i w sumie dopiero praktyka pokaże, czy przyjęte ostatecznie rozwiązania się sprawdzą.

Konstrukcja ostrzałki jest względnie prosta: do drewnianej podstawy przymocowany będzie hak oczkowy, w którym będzie poruszało się ramię z zamocowanym kamieniem. Hak będzie mocowany w jednym z czterech otworów w taki sposób, by ramię tworzyło odpowiedni kąt ostrzenia (15, 17, 20 i 22 stopnie). Kamień zostanie zamocowany w metalowej obejmie i przykręcony do ramienia, zaś nóż będzie trzymany za pomocą mocnego magnesu neodymowego.

W pierwszej wersji chciałbym mocować ostrzałkę do składanego stolika w garażu, co umożliwi mi pewniejsze mocowanie za pomocą śruby. Być może powstanie później wariant mocowania na stole w kuchni.

Materiały

Na podstawę potrzebna była kantówka (wybrałem taką o przekroju 28x70mm). Potrzebowałem także metalowej taśmy (na uchwyt kamienia i różne podkładki/blaszki) oraz pręta (na ramię). Do tego doszedł naprawdę mocny magnes neodymowy do mocowania noża oraz hak oczkowy i różne śruby do zmontowania całości. Drewno, oczywiście, wymaga zabezpieczenia lakierem, ale ten miałem na półce, więc nie musiałem się tym martwić.

Przygotowanie bazy

Dociąłem kantówkę na głębokość stołu tak, aby jej krawędź kończyła się razem z krawędzią blatu. Od strony ściany wywierciłem przez całą wysokość drewna otwór, przez który przechodzi śruba, przykręcająca ostrzałkę do stołu. Od strony krawędzi blatu przewidziałem drewnianą płytkę, która ma zapobiec przesuwaniu się całej ostrzałki w poziomie.

Od strony czoła ostrzałki musiałem teraz przygotować miejsce na magnes (miał być "schowany" w drewnie), zabezpieczając je wyciętą ze sklejki płytką. Tuż za magnesem przygotowany musi być też niewielki próg, o który będzie opierała się klinga podczas ostrzenia - jego wysokość ustaliłem arbitralnie na około 3mm.

Sam magnes (w postaci sporej sztabki) zamocowałem do bazy za pomocą... innego magnesu neodymowego, mniejszego, ale za to posiadającego dwa otwory na wkręty. Trzyma się bardzo pewnie, ale nadal daje możliwość w miarę łatwego demontażu.

Ramię

Pręt ramienia przechodzi swobodnie przez hak oczkowy i od strony ściany musi być zabezpieczony przed wysunięciem się z niego. Zrealizowałem to, gwintując końcówkę i mocując nakrętkę.

Do pręta zamocowany jest też uchwyt na kamień - wykonałem go z metalowej taśmy, ściąganej śrubą. Dla własnej wygody uchwyt zaopatrzyłem w metalową "rączkę", aby łatwiej prowadziło się kamień podczas ostrzenia.

Jedyne komplikacje przy wykonaniu tego uchwytu miałem podczas wiercenia otworów. Z powodu braku imadła ciężko było mi jednocześnie trzymać metalowy (i co za tym idzie, śliski) element i drugą ręką operować wiertarką - z tego powodu otwory niestety, nie wyszły dokładnie w tych miejscach, gdzie je zaplanowałem, ale całość zdaje się działać i wygląda na pierwszy rzut oka całkiem przyzwoicie.

Aby nie siłować się za każdym razem z kluczykiem przy luzowaniu i ściskaniu uchwytu, zamiast zwykłej nakrętki zastosowałem "motylka".

Pierwsza przymiarka

Bazę wstępnie zmontowałem (tzn. zamocowałem magnesy i przytwierdziłem do stołu), aby upewnić się, że o niczym nie zapomniałem. Nie zdążyłem dzisiaj polakierować drewna, a to z tego powodu, że nie powierciłem jeszcze otworów pod kołki mocujące klocek z hakiem oczkowym, a i sam klocek nie jest jeszcze gotowy (musiałem skleić dwa kawałki listwy, aby móc bez problemu nawiercić później otwór pod kołki, no i klej jeszcze nie wysechł). Wydaje się jednak, że zasadnicza idea jest w porządku i powinna się sprawdzić.

niedziela, 15 września 2019

[S] Połowa września za nami

Człowiek kaszle i kicha, a tu już połowa września minęła, nawet nie wiadomo kiedy. Powietrze z gorącego stało się zimne (choć akurat dzisiaj troszkę się nagrzało), coraz częściej pada, a i liści pod nogami przybywa... Jesień u drzwi.

Przysłona: f/3,2, Czas: 1/1600 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/14, Czas: 1/320 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/8, Czas: 1/320 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/8, Czas: 1/320 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/13, Czas: 1/250 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/9, Czas: 1/250 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/9, Czas: 1/250 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/9, Czas: 1/125 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/8, Czas: 1/160 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3,5, Czas: 1/320 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

piątek, 13 września 2019

Audiobook cudem nagrany

Jak długo może powstawać niespełna dwunastominutowy audiobook? Dobę? Dwie?

Ten poniżej, czyli "Uranowe uszy" ze zbioru "Bajki robotów" Stanisława Lema, powstawał prawie miesiąc.

Nagranie

"Bajek robotów" przeczytałem już sporo, więc nie spodziewałem się, że akurat "Uranowe uszy" jakoś się wyróżnią. Wprawdzie czytanie Lema jest - według mojej opinii - trudne, głównie z uwagi na bardzo długie, złożone zdania oraz nieoczywiste neologizmy, jednak czytanie to dostarcza ogromnej satysfakcji (zwłaszcza jak się człowiek przestanie mylić w głośnym czytaniu imienia Trurla).

To nie był dobry dzień na nagrywanie. Ba, to nie były dobre dni!

Pierwszą wersję zacząłem nagrywać w drugiej połowie sierpnia, jeszcze przed wykonaniem absorberów akustycznych. Zacząłem, bo tuż pod koniec opowiadania wyłączono prąd (obok trwa budowa dwóch domków). Zmełłem w ustach przekleństwo, ale co tam, przecież to raptem 20 minut materiału, szybko nagram raz jeszcze. Prądu nie było jednak przez prawie pół godziny i mój zapał zdecydowanie ostygł.

No nic, do pomysłu wróciłem po tygodniu. Wszystko przyszykowane, w pokoju już mam absorbery, cisza, spokój. Czytam.

Przeczytałem i to z bardzo małą liczbą pomyłek - no, no, pogratulowałem sobie w myślach i sięgnąłem ręką do rejestratora, żeby wyłączyć nagrywanie. A tu niespodzianka: zapomniałem to nagrywanie włączyć. Serio.

Rzut oka na zegarek - dam radę zrobić jeszcze jedno podejście. Włączam (upewniam się trzy razy, że nagrywanie trwa) i czytam. To znaczy, usiłuję, bo mylę się co drugie zdanie. Ciągłe powtórki, ciągłe dogrywki - w efekcie to krótkie opowiadanie zajęło mi prawie godzinę (!). Spieszyłem się, więc skopiowałem tylko plik z rejestratora do komputera, żeby wrócić do niego wieczorem.

Obróbka

Do obróbki tego dnia jednak nie usiadłem, bo musiałem robić coś innego. Nazajutrz sytuacja się powtórzyła i po paru dniach zapomniałem, że mam na dysku plik o czytelnej nazwie DR0000_0217.wav z opowiadaniem Lema.

Minęły dwa tygodnie, kiedy przypomniałem sobie, że nagrywałem "Uranowe uszy". Szukam, nigdzie nie ma takiego pliku. Na szczęście trafiłem w końcu na DR0000_0217.wav - jest! Wrzuciłem go do WaveLaba i rozpocząłem obróbkę, śmiejąc się z samego siebie po każdym nagranym wyrazie irytacji (jeden z akapitów nagrywałem 7 razy!). Dwie godziny trwało, zanim "zmęczyłem" całość. Efektu końcowego można posłuchać tutaj:

[W] Dom dla wiertarki, cz. 2

Klej suchy, czas zatem na dalsze prace. W pierwszej kolejności zwęziłem wieko, bo rzeczywiście było za szerokie o 3mm - przycięte pasuje już w miarę dokładnie. Teraz trzeba było się mocno napracować papierem ściernym, najpierw gradacją 40 usuwając największe nierówności, później 220tką wyrównując tu i tam, żeby w końcu 800tką dokończyć przygotowania do lakierowania.

Przy okazji dopasowywania wieka wpadłem na pomysł, żeby zamocować do niego od wewnątrz listwy, które nieco uszczelnią skrzynkę. Żeby nieco podnieść swoje umiejętności, przyciąłem listwy pod kątem 45o - taki kosmetyczny drobiazg, ale efekt mi się spodobał.

Początkowo, gdy przyszedł mi do głowy pomysł na tę skrzynkę, chciałem pozostawić ją w stanie surowym, ale jednak będzie ona stać w garażu, gdzie jesienią i zimą będzie raczej duża wilgotność. A co się dzieje z drewnem w takich warunkach (zwłaszcza gdy na przemian schnie i nabiera wilgoci), widziałem nie raz - chociaż tu skrzyneczka jest wykonana ze sklejki, a ta się paczy dużo mniej od surowego drewna. Stanęło ostatecznie na tym, że wyszukałem na półeczce z farbami i lakierami odpowiednią puszkę i polakierowałem obie części.

Tu znowu musiała nastąpić przerwa na przeschnięcie pierwszej warstwy, przeszlifowanie i ponowne lakierowanie. Do garażu wróciłem zatem dopiero dzisiaj i zabrałem się za ponowne szlifowanie (tym razem gradacją 2000).

Pozostały jeszcze trzy rzeczy do zrobienia: zamocowanie wieka na zawiasach, przykręcenie zamknięcia oraz uchwytu do przenoszenia całości. Przy mocowaniu zawiasów natknąłem się na mały problem: stosowane gwoździki okazały się za długie. Z kolei krótsze miały za małe łebki, żeby utrzymać zawias. Pozostawało podocinać gwoździki i zaostrzyć je pilnikiem, jednak na szczęście spojrzałem do swojej starej skrzynki z gwoździkami i śrubkami. Gdzieś na dnie wyszukałem maluśkie wkręty (sam nie pamiętam, skąd je mam), idealnie pasujące od stojącego przed nimi zadania. Jednak ilość pracy wcale się nie zmniejszyła, bo musiałem teraz wziąć malutkie wiertło w dremelu i nawiercić otworki pod wkręty. Uf!

Z kolei uchwyt dostarczył kolejnych atrakcji - dostarczone z nim śruby też okazały się za długie i trzeba było je docinać. Ostatecznie jednak powiodło się i to, a w efekcie prac wiertarka już na stałe mogła "wprowadzić" się do nowego lokum:

Czeka mnie jeszcze przygotowanie "organizera" na wiertła, ale pierwotny pomysł z prostym wydzieleniem przestrzeni w skrzyneczce upadł. Teraz rozmyślam, czy zrobić jeszcze jedną (mniejszą) skrzyneczkę na wiertła, czy też po prostu uszyć taki zasobnik (tylko z jakiego materiału? idealna wydaje się cienka skórka). Przemyślę to jeszcze i wtedy przystąpię do prac.

Przy okazji, skoro już i tak miałem upaprany pędzel w lakierobejcy, przemalowałem mój roboczy stolik. Przynajmniej do jutra, a najpewniej do niedzieli żadnych dalszych prac - stolik musi solidnie przeschnąć. Może w tym czasie przeniosę przedłużacz na drugą stronę?

środa, 11 września 2019

[W] Dom dla wiertarki, cz. 1

Kupiona przeze mnie prawie 10 lat temu wiertarka ma się dobrze, a jedyne, co jej doskwiera, to rozpadające się pudełko (to było moje pierwsze elektronarzędzie i nie wiedziałem wtedy, że warto zainwestować w wersję z firmowym "neseserkiem"). Tak czy owak, tekturowe pudełko wygląda fatalnie i w żaden praktycznie sposób nie zabezpiecza sprzętu. Zapadła zatem decyzja, aby zrobić skrzyneczkę.

Przygotowania

Podstawowa sprawa to ustalenie wymiarów - tekturowe pudło było bardzo dokładnie obliczone, aby wiertarka mieściła się "na styk". Pomyślałem zatem, że może warto byłoby wykorzystać okazję i zrobić skrzyneczkę na tyle dużą, by urządzenie wchodziło bez problemów, a dodatkowo, aby można było w samym pudełku schować także wiertła (może poza otwornicami). W końcu wiertarka ma kształt litery L, więc narożnik można wykorzystać.

Stąd też początkowy rozmiar wewnętrzny 30x25x8 rozszerzyłem do 35x30x8 (większa wysokość nie jest mi do niczego potrzebna). Skrzynka ma być z zewnątrz prostopadłościanem z otwieranym do góry płaskim wieczkiem. Do zamknięcia wykorzystam zasuwkę, zaś wewnątrz, w jednym z naroży, wbuduję "organizer" na wiertła poszczególnych typów (drewno, metal, beton).

Tradycyjnie projekt narysowałem sobie w CorelDraw, co dało mi możliwość przemyślenia pewnych rozwiązań.

Obliczyłem potrzebną ilość sklejki i pojechałem na zakupy. W sumie, poza zawiasami i zamknięciem nie potrzebowałem niczego dodatkowego.

Wersja surowa

Przede wszystkim należało przenieść projekt na płytę sklejki i wyciąć wszystkie części składowe. Potem przyszedł etap wstępnego złożenia, żeby upewnić się, że o niczym nie zapomniałem. Wziąłem się następnie za szlifowanie całości, zwłaszcza dopiero co przeciętych krawędzi. Kolejnym krokiem było dopasowanie i przyklejenie dna oraz boczków - jako że używałem względnie grubej sklejki (9mm), nie musiałem specjalnie wzmacniać konstrukcji. Wystarczyło powiercić małe otworki na wkręty, posmarować krawędzie wikolem i dokręcić.

Główna część skrzynki była już w tym momencie gotowa, dopasowałem więc tylko na próbę wieko sprawdzając, czy dokładnie pasuje (okazało się, że trzeba je o dwa milimetry zwęzić, co jeszcze zweryfikuję w kolejnym etapie).

Teraz działa czas

Dam teraz skrzyneczce czas na obeschnięcie - przynajmniej dobę. Potem trzeba będzie dokładnie wyszlifować, zwłaszcza miejsca łączeń i polakierować, zaś na koniec - zamontować zawiasy i zamknięcie.

Przy okazji życie zweryfikowało (negatywnie) pomysł umieszczenia przedłużacza po prawej stronie "stolika" - będę koniecznie musiał go przenieść na stronę lewą, bo teraz ciągle się boję, że albo wyrwę kabel, albo go przetnę czy uszkodzę. Pracuję (jako osoba praworęczna) z tej właśnie strony i zdecydowanie wolałbym mieć te gniazdka gdzie indziej. Ot, nauczka.

poniedziałek, 9 września 2019

Warsztacik

Jesień idzie, a z nią chęć, by trochę pomajsterkować. W ostatni weekend przemogłem się i wyprawiłem na strych, żeby poszukać wszystkich "zaginionych w akcji" narzędzi i materiałów, które w różnych workach i pudełkach zalegały tu i ówdzie. No, a potem trzeba było zabrać się za porządki w garażu, bo to garaż jest moim małym warsztatem.

Do zrobienia były dwie rzeczy: porządek w narzędziach, połączony z dokładnym przejrzeniem, posegregowaniem, znalezieniem miejsca itp. oraz przygotowanie miejsca do pracy, czyli namiastki stolika.

Porządki

Porządki sprowadziły się do rozłożenia narzędzi, sprawdzenia ich stanu, liczebności oraz znalezienia im miejsca, najlepiej "pod ręką", żeby nie trzeba było wiecznie gmerać w skrzynkach, pudełkach i woreczkach. Wykorzystałem w tym celu fragment ściany i chwilowo to wprost na niej wiszą niemal wszystkie moje narzędzia. Znacząco zmniejszyło to tłok na jedynym regaliku i zapewniło lepszy dostęp oraz lepszy przegląd narzędzi.

Na potrzeby całej zgrai wkrętaków i próbników przygotowałem też specjalny uchwyt, czyli kawałek kątownika z otworami - zawsze mi tego brakowało. Wreszcie wkrętaki przestaną się pętać po różnych skrzynkach, przenoszone i zapominane. Przy okazji w uchwycie tym umieściłem dwa ołówki, które też ciągle się gdzieś gubiły.

Porządki dotknęły też materiałów: lakierów, farb, taśm, wkrętów, śrub itp. Znalazły swoją półeczkę oraz przegródki, porzucając rozmaite woreczki czy pudełka, które ciągle się gdzieś zawieruszały.

Dodatkowo przygotowałem sobie drewnianą tablicę, do której mogę sobie przyczepiać różne przydatne karteczki, notatki czy szkice. Zobaczymy, czy się przyda w praktyce - może wygodnie byłoby przymocować do niej metalowe klipsy, które z pewnością byłyby wygodniejsze od pinezek.

Stoliczku... rozłóż się!

Najgorszą rzeczą, która mi doskwierała, był brak jakiegokolwiek blatu, na którym można by coś rozłożyć, odmierzyć, narysować. Garaż jest, niestety, mały i raczej nie dam rady nigdzie umieścić prawdziwego stołu, więc alternatywą jest stół składany. Pomysł był prosty - mocuję do ściany blat, który normalnie jest złożony i w miarę możliwości nie przeszkadza w użytkowaniu garażu, a jeśli trzeba, można go sobie rozłożyć i wykorzystać do majsterkowania.

Początkowo użyłem w tym celu płyty OSB, bo akurat stała sobie nieużywana, ale ostatecznie zastąpiła ją gruba sklejka. Zamocowana jest na specjalnych, składanych wspornikach, które powinny utrzymać całość przy pracach nie wymagających dużych sił czy ciężarów. Rozmyślam teraz, czy nie przygotować sobie jeszcze "awaryjnych" nóg z solidnych kątowników, które mogłyby być dokręcane do blatu przed poważniejszymi pracami - zwłaszcza jeśli dorobię się kiedyś imadła (a przydałoby się).

No, to teraz można działać

Cieszę się, że w końcu zapanował ład w narzędziach i materiałach. Wreszcie nie muszę rozmyślać, gdzie jest taki a taki klucz albo czy mam wiertło do drewna o jakiejś średnicy. No i to, co mi się bardzo podoba, to dostępność - o wiele szybciej wziąć coś z wieszaczka niż szperać po skrzynkach. Chociaż muszę poważnie przemyśleć, czy takie urządzenia jak lutownica czy wypalarka mogą sobie bezpiecznie wisieć na ścianie i czy nie lepiej jednak je schować z obawy przed ewentualną wilgocią.

No i jeszcze jedna refleksja - przydałaby się skrzyneczka na wiertarkę, bo firmowe pudełko się coraz bardziej psuje. Czyżby najbliższa praca warsztatowa?...

niedziela, 8 września 2019

[S] Pierwszy wrześniowy spacer

Wrzesień trwa już ponad tydzień, więc przyszedł wreszcie czas wybrać się z aparatem na spacer. Zapraszam więc wszystkich na małą porcję kolorów, których w ten weekend bardzo brakowało.

A na koniec dwa żyjątka:

sobota, 7 września 2019

Legimi - coś dla mnie?

Mam okazję testować ostatnio serwis Legimi, czyli wypożyczalnię e-booków i audiobooków. Po uiszczeniu abonamentu, możemy pobrać na urządzenie (tablet, smartfon, komputer lub czytnik e-booków) dowolne z około 60 tysięcy dostępnych tytułów. Tyle teoria, bo w praktyce...

W praktyce wszystko zależy od wybranego abonamentu - a jest w czym wybierać. Jeśli czytamy niewiele, możemy skorzystać z bardzo atrakcyjnych cenowo abonamentów z limitem stron, np. 300 stron miesięcznie będzie nas kosztowało 6,99zł. Oczywiście, dla jednych to dużo, dla drugich (np. mnie) zdecydowanie za mało - ale można wybrać abonamenty, zawierające 1000 i 1500 stron (za odpowiednio 19,99zł i 24,99zł).

Najciekawszą opcją są jednak najdroższe abonamenty, w których znika ograniczenie na liczbę książek, a dodatkowo można przesyłać je także na Kindle'a (jeśli ktoś ma). Tu też pojawia się opcja z umową na 12 miesięcy (32,99zł) lub bez umowy (39,99zł) oraz dodatkowo pakiet, w którym oprócz e-booków możemy też korzystać z audiobooków (kilka złotych więcej).

Naturalnie, to jeszcze nie koniec, bo mamy trzecią grupę abonamentów - kiedy dostajemy dodatkowo czytnik. Tutaj pojawia się umowa dwuletnia, gdzie za czytnik płacimy złotówkę oraz opcje krótsze, gdzie jednak za czytnik musimy zapłacić nawet 509zł. Są to czytniki inkBook Lumos (tańszy) oraz PocketBook Touch Lux 4 - niestety, akurat tego wariantu nie testuję, ale patrząc na parametry, są to urządzenia z e-papierem (jak Kindle) i raczej nikomu nie powinny przeszkadzać w wygodnym czytaniu.

Dobra, dość o cenach i technikaliach, bo na razie wychodzi mi z tego wpisu ulotka reklamowa. A wcale tak różowo nie jest.

Po pierwsze, korzystam z Legimi na tablecie firmy Lenovo - tablet wprawdzie nowy, ale dość kiepski wydajnościowo, a aplikacja Legimi wcale sytuacji nie poprawia. Podstawowy zarzut, jaki do niej mam, to bardzo kiepsko zrobiona paginacja. Strony potrafią się kończyć w połowie ekranu, co wygląda, jakby kończył się rozdział. Strony przewijają się niezmiernie powoli, a pojawiające się "kółko postępu" momentami bardzo irytuje - ALE zaznaczam, że prawdopodobnie winą za ten stan rzeczy można w dużej mierze obciążyć tablet. Nauczka z tego taka, że jeśli ktoś planuje do czytania kupić jakiś najprostszy model z dużym ekranem, to lepiej jednak zainwestować w czytnik lub dołożyć pieniędzy do lepszego tabletu.

W dodatku w ostatnich dniach ściągnęła mi się jakaś duża aktualizacja do aplikacji i choć wizualnie nowa wersja wypada lepiej od starej, to zmieniła mi się jedna, dość istotna rzecz. Otóż stara wersja działała jak odtwarzacz wideo, co oznacza, że nie pozwalała tabletowi przechodzić w tryb uśpienia. Nowa już na to pozwala, więc jeśli na chwilę się oderwiecie od lektury (np. porozmawiacie chwilę z kimś, zadzwoni telefon, pójdziecie zrobić sobie kawy itp.), to trzeba będzie odblokowywać urządzenie. Ja rozumiem, że wcześniejszy wariant mocniej zużywał baterię, ale wolałbym mieć wybór, bo akurat podobało mi się, że mogłem zostawić tablet na biurku, zejść do kuchni po herbatę, wrócić i od razu czytać dalej.

Na pierwszy ogień z dostępnej biblioteczki poszedł Jacek Piekara, bo miałem dwa zaległe tomy do przeczytania. Potem ściągnąłem polecanego przez kolegę Bartka Jacka Dukaja, a potem, idąc za ciosem, chciałem pobrać "Niezwyciężonego" Stanisława Lema. No i tu zonk, bo akurat książki Lema nie są dostępne w abonamencie i trzeba je kupić... Hm... Ale przynajmniej są, bo już Sapkowskiego nie znalazłem. Z innych autorów, bliskich memu sercu, szukałem Szklarskiego (tylko przygody Tomka Wilmowskiego), Parandowskiego (audiobook z mitologią, e-book "Przygody Odyseusza") oraz Fiedlera (tylko kilka pozycji, wśród których brak np. "Dywizjonu 303" i "Wyspy Robinsona"). Brak literatury technicznej (np. informatycznej), ale tego się akurat spodziewałem.

Podsumowanie

Za duży plus poczytuję pojawienie się (wreszcie) oferty bez limitów. W zeszłym roku (na fali entuzjazmu związanego ze Spotify) przeszukiwałem oferty książkowe i wszędzie były idiotyczne (dla mnie) limity stron. Obecnie ma to już sens, trochę ponad 30zł miesięcznie to o wiele lepsza oferta niż kupno pojedynczego e-booka, bo można czytać do upadłego.

To, co bym doradzał, to przejrzenie najpierw oferty tytułów - 60 tysięcy to (wydawałoby się) bardzo szerokie spektrum, ale warto sprawdzić, czy wśród tych tytułów są te, na które akurat mamy chrapkę (i WAŻNE - czy są dostępne w abonamencie!). Do tego warto zakupić albo wydajny tabletu, albo korzystać z jednego z wspieranych czytników. Jeśli ktoś ma Kindle'a, to niestety, są tu limity miesięczne (7-10 tytułów), chociaż ja w praktyce akurat bym tego nie odczuł, bo z braku czasu nie czytam aż tyle.

Warto się tej ofercie przyjrzeć, chociaż i warto przyjrzeć się w ogóle rynkowi, bo np. popularny Empik także udostępnia swoją wypożyczalnię. Tę będę testował pewnie za miesiąc, a wynikami nie omieszkam się podzielić.

piątek, 6 września 2019

Narodowe czytanie - Kamizelka

Jutro narodowe czytanie, ósma edycja, której towarzyszy osiem utworów. Ja, oczywiście z wrodzonej przekory, postanowiłem przeczytać coś spoza listy. Wybrałem "Kamizelkę" Prusa, bo z czasów szkolnych pamiętam, że mnie wówczas bardziej wzruszyła ta opowieść o kochających się małżonkach niż "Katarynka" z panem Tomaszem. No, ale co kto lubi. Tych, którzy chcą sobie przypomnieć czasy lektur szkolnych, zapraszam do wysłuchania, a wszystkich - do czytania.