niedziela, 29 września 2019

[S] Ostatnie dni września

...a jesień wygląda tak właśnie - jest kolorowa i rozświetlona słońcem. Przynajmniej dzisiaj i wczoraj, bo co do poniedziałku, zupełnie ostatniego wrześniowego dnia, pewności nie ma żadnej. I jak zwykle, albo będzie pogodnie, albo będzie pochmurno. Jakoś będzie na pewno!

Przysłona: f/3, Czas: 1/1250 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3,2, Czas: 1/320 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3,2, Czas: 1/800 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/8, Czas: 1/320 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3,2, Czas: 1/1600 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/4,5, Czas: 1/800 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/6,3, Czas: 1/640 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3,5, Czas: 1/400 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

I, jako bonus, całkiem spory mieszkaniec ogródka, który przysiadł na chwilę na szybie okna:

Przysłona: f/8, Czas: 1/320 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

sobota, 28 września 2019

[A] Henryk Sienkiewicz - Sąd Ozyrysa

Przyznam bez bicia, że tego krótkiego opowiadania Sienkiewicza nie znałem kompletnie. Natknąłem się na nie podczas przeglądania Wolnych Lektur pod kątem wyszukania czegoś do nagrania. Przyznam, że byłem nieco zdziwiony tytułem, tematyką i... treścią.

No, ale co tu gadać po próżnicy, zapraszam do posłuchania:

środa, 25 września 2019

[W] Warsztatowe usprawnienia

W trakcie wykonywania ostatnich prac w moim zaimprowizowanym warsztacie okazało się, że nie wszystko jest tak, jak bym sobie tego życzył. Poświęciłem zatem dwie lub trzy godziny, żeby poprawić pewne rzeczy, mające wpływ nie tylko na komfort, ale i bezpieczeństwo pracy.

Stołowa noga

Przede wszystkim - stół. Czy może stolik. Zdaję sobie sprawę, że jest on nędzny, bo nie dość, że mały, to jeszcze mało solidny. Imadła raczej bym na nim nie postawił, ale do prostych prac wydawał się wystarczający.

Główny kłopot ze stołem to jego mała stabilność. Przymocowany tylko jedną krawędzią do ściany, kompletnie nie daje poczucia pewnego i mocnego punktu podparcia, zwłaszcza przy pracach wymagających trochę większej siły (np. przecinanie czy bicie młotkiem). Aby temu zaradzić, a jednocześnie zachować "mobilność" stołu, czyli możliwość jego składania, postanowiłem dodać... nogę.

Nie jest to może szczyt wyrafinowania, ale znacząco podnosi pewność, że nagle, podczas pracy, blat nie poleci na dół. Noga jest wykonana bardzo prosto - od spodu wywierciłem długi otwór na 100mm śrubę, która mocuje do nogi kwadratową podstawkę. Od góry zamontowałem krótki kołek-czop, który wchodzi w odpowiedni otwór w blacie. Całość jest szybka w montażu i sprawdza się w praktyce.

Ser szwajcarski

Oglądając różne filmiki na YouTube zauważyłem, że dość popularne jest "dziurawienie" blatu. W to na celu możliwość zamocowania imaków, czyli kołków, które przytrzymują obrabiany przedmiot w stałym położeniu (albo przynajmniej ułatwiają takie przytrzymanie). W otworach takich można też instalować różne uchwyty czy narzędzia. Wyglądało to na tyle obiecująco, że postanowiłem zrobić coś takiego u siebie.

Aby jednocześnie mieć możliwość pracy na gładkiej powierzchni, zdecydowałem się na blat podwójny: dolna warstwa, zamocowana do ściany i podparta nogą, jest zaopatrzona w 18 otworów 20mm, rozmieszczonych co 12cm. Górna warstwa (dotychczasowy blat) jest zdejmowana i orientowana na dolnym blacie za pomocą dwóch kołków (wykorzystujących oczywiście otwory z tym dolnym blacie).

Dorobiłem sobie od razu cztery drewniane imaki i wypróbowałem całość, próbując zestrugać uszkodzoną powierzchnię z jednej z desek. Poszło tak sobie, ale głównie dlatego, że nie mam doświadczenia w posługiwaniu się strugiem. Ale pierwsze koty za płoty.

Narzędzia raz jeszcze

Wszelkie prace wykonuję głównie na stole, stąd bardzo szybko przekonałem się, jak irytujące jest przerywanie pracy i bieganie na drugi koniec pomieszczenia, żeby zdjąć ze ściany kombinerki, miarkę czy kątownik. Jako że dysponowałem kawałkiem płyty pozostałej po instalacji mebli kuchennych, postanowiłem zrobić "ściankę narzędziową" i powiesić ją sobie tuż nad stołem.

Płyta nie jest duża, więc zmieściły się na niej przede wszystkim kombinerki, szczypce i nożyce. Na narożach zamontowałem dwa kątowniki, znalazło się też miejsce na krótką miarkę. Całość trzyma się mocno i jest bardzo poręczna.

Rzeczy drobne

Przeniosłem też przedłużacz na lewą stronę stołu, jednocześnie wymieniając go na listwę z wyłącznikiem. Kabel przymocowałem do ściany, żeby nie plątał się podczas pracy.

Zacząłem też powolną akcję "odgruzowania" garażu, czyli wyrzucania niepotrzebnych resztek płyt kartonowo-gipsowych, które do niedawna wielką stertą zajmowały cały narożnik. Mam nadzieję, że za miesiąc pozbędę się całości (idzie to powoli, bo muszę dzielić płyty na mniejsze części).

Co na przyszłość?

Marzę o solidnym, mocnym stole, na którym mógłbym zamontować duże i ciężkie imadło do prac wszelakich, jednak szanse na realizację tego pomysłu są niewielkie - w końcu to garaż, do którego musi się mieścić samochód. Być może po odgruzowaniu narożnika dałoby się tam wcisnąć stacjonarny stół na normalnych nogach, przenosząc szafkę na bok - zobaczymy. Jednak jest to bardziej perspektywa przyszłego roku, bo teraz nie ma ani środków, ani możliwości. Jedyne, co mogę zrobić w tej chwili, to pomierzyć wszystko i zobaczyć, jak duży stół mógłbym tam zabudować.

Przydałyby się też dodatkowe półeczki: na materiały, na wkręty, śruby, kołki itp. O dodatkowych urządzeniach w rodzaju szlifierki, spawarki czy piły na razie kompletnie nie myślę, bo brak środków i brak miejsca na ustawienie tego typu urządzeń.

To na razie tyle - w planach jest pewien ambitny (jak na takiego amatora jak ja) projekt, zobaczymy, co z niego wyjdzie. Zresztą, najpierw trzeba będzie chyba zmajstrować garderobę i szafkę pod schodami...

wtorek, 24 września 2019

[O] Jacek Piekara - Cykl inkwizytorski

Testując serwis Legimi, skorzystałem z okazji i odświeżyłem sobie tzw. "cykl inkwizytorski" autorstwa Jacka Piekary. Wprawdzie do końca zostały mi jeszcze dwa tomy, ale co przeczytałem, to moje. Czy mogę polecić te książki?

Odpowiedź na tak postawione pytanie wydaje się prosta: oczywiście, że mogę. Bo mnie się podobają. Ale...

Przyznam, że proza Piekary była druga w kolejce do mojego serca, za prozą Sapkowskiego. I na początku, tych kilkanaście już lat temu ("Sługa Boży" zadebiutował w 2003 roku) wydawało mi się, że Piekara próbuje właśnie wypłynąć fali zachwytów nad przygodami Geralta, proponując zbliżoną konstrukcję świata (choć bardziej zbliżonego do realnego) i bohatera, którego zadaniem jest czuwanie nad światem (powołaniem Geralta była walka z potworami, do której był szkolony, powołaniem Mordimera Madderdina jest walka z heretykami - i też był do tej walki gruntownie przygotowywany). Obaj bohaterowie przemierzają świat, wypełniając swoje "misje", przynajmniej do momentu, gdy upomni się o nich Przeznaczenie.

Tyle wtrętów - pewnie przez te lata pojawiły się artykuły czy publikacje, które podobne porównania wykonały szczegółowiej i lepiej, ja nie o tym jednak chciałem tutaj napisać. W sumie bowiem wcale już mnie nie interesuje stopień inspiracji czy wzorowania się, moim zdaniem bowiem Piekara zdołał stworzyć przekonujący i w miarę spójny świat, którego losy obserwuje się z zaciekawieniem.

Zanim przejdę dalej, kilka słów dla tych, którzy jeszcze z tymi książkami się nie spotkali (w praktyce). "Cykl inkwizytorski" obejmuje (na dzień dzisiejszy) trzynaście tomów, czternasty ma wyjść w listopadzie tego roku. Opisane są w nim przygody inkwizytora, Mordimera Madderdina, który powoli pnie się po szczeblach kariery zawodowej, rozwiązując różne - nazwijmy to - zagadki. Czasem trzeba pokonać jakiegoś demona, czasem rozwiązać problem kryminalny, czasem doprowadzić do jakiegoś zdarzenia - przekrój zadań jest całkiem spory, dzięki czemu lektura się nie nudzi.

Ciekawym zabiegiem jest także ciągły rozwój bohatera - od chłopaka, który zdradził własną matkę, przez szeregowego inkwizytora po "biskupiego pieska" z Hez-Hezronu i dalej, jednostkę zamieszaną w o wiele poważniejsze sprawy, niż mogłoby się to początkowo wydawać. Mordimer czasem działa samotnie, czasem jest podkomendnym, a czasem sam dowodzi grupką zabijaków.

I tak to się ciągnie przez kolejne tomy, które wzbogacają nas ciągle i ciągle o nową wiedzę - o przeszłości, o przyszłości, o rzeczach, które dzieją się w tle, w których Mordimer jest jedynie "pionkiem" i czasem nawet nie pojawia się inaczej, jak tylko rozmowach.

Jak dotąd wygląda to bardzo dobrze, prawda? Mam jednak z tym cyklem pewien problem - otóż bardzo mnie niepokoi kierunek, a jakim zmierza cała fabuła. Oczywiście, nie będę tego zdradzał, ale dla mnie, prostego człowieka, mógłby to być niekończący się serial - tymczasem w pewnym momencie dość gwałtownie rośnie istotność Madderdina w ramach świata przedstawionego i... nie wiem, czy to mi się podoba.

Nie jest to też cykl dla osób wrażliwych na brutalny język i dość obsceniczne momentami sceny, zwłaszcza dotyczące stosowanych tortur czy przemocy. Jeśli ktoś takich scen nie lubi, to może mieć momentami problemy, żeby przebrnąć niektóre opisy.

Ostatecznie jednak - mimo pewnych zastrzeżeń - polecam.

niedziela, 22 września 2019

[A] Henryk Sienkiewicz - Sachem

Sienkiewiczowskiego "Sachema" mogłem już przeczytać podczas narodowego czytania, jednak wówczas wybrałem "Kamizelkę". Przyznam, że nowelę o ostatnim potomku Czarnych Wężów pamiętałem słabo - ostatnio czytałem ją pewnie w podstawówce i naturalnie, kompletnie nie rozumiałem wówczas, w czym rzecz.

Teraz, mając już - jak mniemam - dostatecznie dobrą wiedzę na temat "zdobywania" Ameryki, mogę pojąć, o co chodzi i w tej noweli. I choć niespecjalnie podobają mi się niemieckie czy angielskie wtręty, a i część dawnego słownictwa powoli wyszła z użycia (żywe srebro - rtęć, drzwi wchodowe - drzwi wejściowe, indyjski - indiański), to jednak nowela robi wrażenie. Kto wie, może nawet dzisiaj większe niż sto lat temu...

Zapraszam zatem do słuchania:

[S] Od jutra - jesień!

Tak się złożyło, że akurat w ten weekend pogoda postanowiła nas rozpieścić i po serii dni mokrych, zimnych i wietrznych, zafundowała nam piękną sobotę i jeszcze piękniejszą niedzielę. Zresztą, co ja będę dużo pisał, obejrzyjcie poniższe kolory - chyba już niewiele takich dni się trafi tego roku!

sobota, 21 września 2019

Wiklinowa kulka dla myszek

To nie ja wykonałem tytułową kulkę, a Żona, na warsztatach "z wikliny" - ale myślę, że wyszło bardzo fajnie i sądząc po reakcjach myszek - im też się takie dziwne lokum podoba. Oczywiście, że zaraz wszystko poprzegryzają, ale do tego czasu nieco się rozerwą.

Zwłaszcza że dostały jeszcze wiklinową drabinkę!

Przysłona: f/3,2, Czas: 1/400 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/8, Czas: 1/320 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/8, Czas: 1/320 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/8, Czas: 1/320 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/8, Czas: 1/320 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/8, Czas: 1/320 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

czwartek, 19 września 2019

[W] Ostrzałka do noży, cz. 3

To już ostatni wpis, dotyczący budowy ostrzałki. W zasadzie wszystko już zostało zrobione w poprzednich częściach, ostatnimi krokami są lakierowanie i montaż końcowy.

Z górki

Kiedy wyschła pierwsza warstwa lakieru, wyszlifowałem ją drobnoziarnistym (2000) papierem ściernym do zupełnej gładkości. Na to naniosłem drugą warstwę i pozostawiłem do wyschnięcia. Powstrzymałem się przed chęcią zamknięcia w tym momencie części trzeciej relacji i oczekiwania na czwartą - po prostu dałem sobie dzień odpoczynku.

Gdy druga warstwa lakieru była już zupełnie sucha, znów wyszlifowałem ją papierem ściernym, po czym mogłem już przystąpić do końcowego montażu.

Najpierw wbiłem na miejsce nakrętkę pazurkową, służącą do przeprowadzenia śruby mocującej jeden z końców ostrzałki do stołu. Teraz przyszła pora na zmontowanie "przodu" ostrzałki. Przykręciłem więc (już tym razem mocno) magnes mocujący oraz umieściłem w gnieździe magnes, ehm, właściwy. Potem przykręciłem płytkę czołową, która zapobiega przemieszczaniu się dużego magnesu w płaszczyźnie poziomej. Jednocześnie płytka stabilizuje ostrzałkę względem krawędzi stołu.

Do zamontowania pozostało ramię z zamocowanym kamieniem. Po namyśle zrezygnowałem z nakręcania czegokolwiek na ten koniec pręta, który znajduje się blisko haka oczkowego - dużo prostsze i skuteczniejsze wydało mi się zagięcie go w taki sposób, by nie dało się przypadkowo wysunąć go z "oczka" (ale jednocześnie nie jest to niemożliwe, ułatwiając szybkie składanie/rozkładanie ostrzałki).

Gwint nacięty na pręcie przydał się jednak po drugiej stronie, gdzie przymocowany jest kamień. Zastosowałem tam dwie nakrętki, dość mocno dociśnięte do uchwytu kamienia.

Test

Ostrzałka zmontowana i gotowa do pracy, czas zatem naostrzyć pierwszy nóż. Włożyłem kamień do wody i poszedłem szukać najbardziej tępego ostrza w zasobach domowych. Po pół godzinie, gdy kamień był już dostatecznie namoczony, mogłem przystąpić do ostrzenia.

Po naostrzeniu czterech noży mam trochę materiału do przemyślenia i na pewno dwie rzeczy do poprawy. Pierwszą jest oddalenie słupka z hakiem oczkowym - obecnie jest on zbyt blisko i chociaż nie uniemożliwia to korzystania z ostrzałki, to jednak czasem stukałem uchwytem kamienia w ów słupek. Oczywiście oddalenie wiąże się z tym, że trzeba go będzie także wydłużyć, być może też powrócę do pomysłu z mocowaniem go za pomocą śruby, bo kołek wydaje mi się mało pewny.

Druga rzecz to płytka czołowa - koniecznie muszę ją zeszlifować od góry pod kątem, bo przy węższych klingach zdarzało się, że kamień jeździł po płytce zamiast po ostrzu. Być może w ogóle lepsza byłaby metalowa obejma, zamocowana tak 2-3mm poniżej powierzchni magnesu.

Wbrew moim wcześniejszym obawom, noże trzymają się magnesu wystarczająco mocno, by spokojnie je ostrzyć nawet bez trzymania za rękojeść. Dzięki temu, gdybym przykleił od spodu jakieś gumki zwiększające tarcie, ostrzałkę można byłoby wykorzystać także w kuchni, bo drugą ręką mogę spokojnie trzymać za podstawę, podczas gdy pierwsza trzyma kamień i ostrzy nóż.

Tak czy inaczej, cztery noże są ostre, więc oczekiwany rezultat został osiągnięty.

wtorek, 17 września 2019

[W] Ostrzałka do noży, cz. 2

Przypomnienie

Po pierwszym etapie dysponowałem gotowym uchwytem na kamień oraz surową bazą. Nadszedł czas, by posunąć prace nieco do przodu.

Na co komu trygonometria?

Wszedłem w kluczową fazę budowy ostrzałki, czyli zapewnienie odpowiednich kątów prowadzenia ramienia. O ile w pierwotnym projekcie chciałem po prostu przemieszczać w górę i w dół punkt mocowania ramienia (co automatycznie zmieniałoby kąt), to jednak dużo prostszym rozwiązaniem okazało się nawiercenie w podstawie czterech otworów w takiej odległości, by słupek z hakiem oczkowym (o stałej wysokości) i ramię tworzyły odpowiedni kąt. Uwzględnić trzeba było też wielkość odsunięcia powierzchni trącej kamienia od ramienia (czyli odjąć je do wysokości słupka z hakiem). Potem wystarczyło przypomnieć sobie ze szkoły podstawy trygonometrii, aby wyznaczyć odległości otworów na podstawie.

Początkowo chciałem mocować słupek za pomocą śruby, ale poprzestałem na kołku, który - będąc dostatecznie wysoki - mocuje słupek odpowiednio stabilnie, a jest dużo łatwiejszy w montażu.

Zabezpieczenia

Ostrzałka pracuje w środowisku wilgotnym (kamień musi być namoczony), więc podstawą było polakierowanie bazy. Aby zabezpieczyć uchwyt kamienia, wykonałem go po prostu z taśmy aluminiowej, która powinna sama z siebie być odporna na korozję (podobnie pręt ramienia). Obecnie jedynym elementem, który może korodować, jest magnes neodymowy - ale w sumie nie wiem, jak jest z jego odpornością.

Montaż i pierwszy test

Pierwszy montaż zrobiłem "na sucho", czyli jeszcze przed polakierowaniem całości. Chodziło bardziej o sprawdzenie, jak całość zachowuje się w ruchu i czy czegoś nie można jeszcze na tym etapie poprawić. W efekcie nie wiem, czy nie dodam jednak jakiejś blaszki, która dociskałaby górną krawędź ostrza do podłoża. Niby magnes trzyma dostatecznie mocno, ale na razie nie jestem go pewny w stu procentach. Zobaczymy po końcowym zmontowaniu, czy jednak nie trzeba będzie wprowadzić tej poprawki.

Natomiast jeśli chodzi o samo ostrzenie, to oczywiście, nie naostrzyłem na razie żadnego noża, bo... nie miałem czasu. Poczekam na lakier i ostateczny montaż - ale na pewno zdam tutaj relację.

poniedziałek, 16 września 2019

[W] Ostrzałka do noży, cz. 1

Lubię noże. Lubię ostre noże. Ale żeby nóż był ostry, trzeba go od czasu do czasu... naostrzyć. A tego to już nie lubię.

Jak ostrzyć?

Najprościej jest, oczywiście, nie ostrzyć, tylko kupować nowe noże (ha, ha!). Albo poprzestać na tępych nożach, co rodzi dwa problemy: będziemy mieli kłopot z przecięciem czegokolwiek oraz utniemy sobie palce przy pierwszej próbie użycia noża naprawdę ostrego.

Najprościej jest zastosować jakąś firmową ostrzałkę, najczęściej zaopatrzoną w kółka ostrzące. Przeciągamy parę razy i już nóż jest ostrzejszy. Niestety, w ten sposób najczęściej nie naostrzymy całej krawędzi tnącej i przy rękojeści będzie nam zostawał coraz większy kawałek metalu. A to np. uniemożliwi lub mocno utrudni rozdrabnianie warzyw.

Drugi sposób to użycie osełki lub kamienia. Kupujemy takie cudo, zwykle o dwóch gradacjach (szlifowanie zgrubne i wykańczające), moczymy pół godziny przed ostrzeniem i ostrzymy, starając się utrzymać odpowiedni kąt oraz naostrzyć równomiernie całą krawędź tnącą. Ten sposób stosowałem dotychczas, jednak irytujące było i pilnowanie kąta, i zmagania z kamieniem, który wprost uwielbiał "jeździć" po blacie, mimo stosowania różnych sztuczek z wilgotną szmatką pod kamieniem na czele.

Trzeci sposób to użycie specjalistycznej ostrzałki - kamień lub osełka są zamontowane na specjalnym ramieniu, który utrzymuje kąt, zaś to nóż jest przymocowany do stołu (lub ostrzałki). Obejrzałem kilka takich ostrzałek i postanowiłem wykonać własną wariację na ten temat.

Oczywiście, jest jeszcze czwarty sposób ostrzenia noży - należy zaopatrzyć się w szlifierkę i wtedy noże ostrzymy w minutkę lub dwie. Nie wiem, ile w tym prawdy, ale czytałem, że ten sposób - choć szybki - ma jedną, zasadniczą wadę. Podczas ostrzenia temperatura krawędzi rośnie i stal potrafi się nawet rozhartować, co oznacza, że nóż coraz szybciej się tępi i trzeba go coraz częściej ostrzyć.

Projekt

Przyznam, że za tę ostrzałkę zabierałem się już od prawie dwóch miesięcy. Najpierw "szlifowałem" jeden projekt, ale dwa tygodnie temu wpadłem na zupełnie nowy pomysł, dużo solidniejszy i chyba jednak prostszy.

Do rozwiązania był szereg problemów, w tym: mocowanie ostrzałki do stołu, mocowanie ramienia, mocowanie kamienia na ramieniu, mocowanie noża. Każde rozwiązanie miało parę wariantów i w sumie dopiero praktyka pokaże, czy przyjęte ostatecznie rozwiązania się sprawdzą.

Konstrukcja ostrzałki jest względnie prosta: do drewnianej podstawy przymocowany będzie hak oczkowy, w którym będzie poruszało się ramię z zamocowanym kamieniem. Hak będzie mocowany w jednym z czterech otworów w taki sposób, by ramię tworzyło odpowiedni kąt ostrzenia (15, 17, 20 i 22 stopnie). Kamień zostanie zamocowany w metalowej obejmie i przykręcony do ramienia, zaś nóż będzie trzymany za pomocą mocnego magnesu neodymowego.

W pierwszej wersji chciałbym mocować ostrzałkę do składanego stolika w garażu, co umożliwi mi pewniejsze mocowanie za pomocą śruby. Być może powstanie później wariant mocowania na stole w kuchni.

Materiały

Na podstawę potrzebna była kantówka (wybrałem taką o przekroju 28x70mm). Potrzebowałem także metalowej taśmy (na uchwyt kamienia i różne podkładki/blaszki) oraz pręta (na ramię). Do tego doszedł naprawdę mocny magnes neodymowy do mocowania noża oraz hak oczkowy i różne śruby do zmontowania całości. Drewno, oczywiście, wymaga zabezpieczenia lakierem, ale ten miałem na półce, więc nie musiałem się tym martwić.

Przygotowanie bazy

Dociąłem kantówkę na głębokość stołu tak, aby jej krawędź kończyła się razem z krawędzią blatu. Od strony ściany wywierciłem przez całą wysokość drewna otwór, przez który przechodzi śruba, przykręcająca ostrzałkę do stołu. Od strony krawędzi blatu przewidziałem drewnianą płytkę, która ma zapobiec przesuwaniu się całej ostrzałki w poziomie.

Od strony czoła ostrzałki musiałem teraz przygotować miejsce na magnes (miał być "schowany" w drewnie), zabezpieczając je wyciętą ze sklejki płytką. Tuż za magnesem przygotowany musi być też niewielki próg, o który będzie opierała się klinga podczas ostrzenia - jego wysokość ustaliłem arbitralnie na około 3mm.

Sam magnes (w postaci sporej sztabki) zamocowałem do bazy za pomocą... innego magnesu neodymowego, mniejszego, ale za to posiadającego dwa otwory na wkręty. Trzyma się bardzo pewnie, ale nadal daje możliwość w miarę łatwego demontażu.

Ramię

Pręt ramienia przechodzi swobodnie przez hak oczkowy i od strony ściany musi być zabezpieczony przed wysunięciem się z niego. Zrealizowałem to, gwintując końcówkę i mocując nakrętkę.

Do pręta zamocowany jest też uchwyt na kamień - wykonałem go z metalowej taśmy, ściąganej śrubą. Dla własnej wygody uchwyt zaopatrzyłem w metalową "rączkę", aby łatwiej prowadziło się kamień podczas ostrzenia.

Jedyne komplikacje przy wykonaniu tego uchwytu miałem podczas wiercenia otworów. Z powodu braku imadła ciężko było mi jednocześnie trzymać metalowy (i co za tym idzie, śliski) element i drugą ręką operować wiertarką - z tego powodu otwory niestety, nie wyszły dokładnie w tych miejscach, gdzie je zaplanowałem, ale całość zdaje się działać i wygląda na pierwszy rzut oka całkiem przyzwoicie.

Aby nie siłować się za każdym razem z kluczykiem przy luzowaniu i ściskaniu uchwytu, zamiast zwykłej nakrętki zastosowałem "motylka".

Pierwsza przymiarka

Bazę wstępnie zmontowałem (tzn. zamocowałem magnesy i przytwierdziłem do stołu), aby upewnić się, że o niczym nie zapomniałem. Nie zdążyłem dzisiaj polakierować drewna, a to z tego powodu, że nie powierciłem jeszcze otworów pod kołki mocujące klocek z hakiem oczkowym, a i sam klocek nie jest jeszcze gotowy (musiałem skleić dwa kawałki listwy, aby móc bez problemu nawiercić później otwór pod kołki, no i klej jeszcze nie wysechł). Wydaje się jednak, że zasadnicza idea jest w porządku i powinna się sprawdzić.