sobota, 10 kwietnia 2021

Droga do nagrań lektorskich

W sumie niedługo miną dwa lata, odkąd postanowiłem zająć się nagraniami lektorskimi, z ukierunkowaniem głównie na audiobooki. Obecnie doszedłem już do tego etapu, że w zasadzie bardziej ograniczam się sam, niż robią to warunki zewnętrzne. Przyznam jednak, że droga była długa i wyboista - może jej podsumowanie nasunie komuś refleksję albo zwyczajnie wybije z głowy pomysły, które mnie zapędzały w kozi róg...

Wydawało mi się...

Do nagrywania pierwszych audiobooków przystępowałem przekonany, że w zasadzie niczego mi nie brakuje. Na biurku pysznił się Focusrite Clarett, na statywie czaił z kolei MXL770, więc cóż mogłoby pójść nie tak? Przygotowałem jedno z opowiadań Edgara Allana Poe, "Serce oskarżycielem", i nagrałem je.

Nie byłem zadowolony z jakości technicznej, bo raz, że zarejestrowałem szumy z niedomkniętego okna (nie przyszło mi wtedy do głowy, by je zamknąć!), to nagrałem też szum komputera. Nagranie jest zatem nieco zepsute odszumianiem, ale bardziej przeszkadzają mlaski, oddechy i różne "ostre" dźwięki w rodzaju "k" i "s". Wtedy jeszcze nie bardzo potrafiłem się ich pozbyć.

Półtora miesiąca później pojawiła się "Historia sznura pereł" Makuszyńskiego i z perspektywy czasu oceniam, że był to ostatni moment, kiedy mogłem sobie jeszcze dać spokój i być szczęśliwym człowiekiem. Ale nie, zacząłem się zastanawiać. Dlaczego mój głos brzmi tak, a nie inaczej? Skąd te mlaski, jak się ich pozbyć? Jak się pozbyć "oddechów"? W sierpniu tamtego roku testowałem nawet SoundForge Audio Cleaning Lab, który miał mi pomóc rozwiązać większość problemów, okazało się jednak, że nie tędy droga.

Na poważnie

Pierwszym poważnym krokiem była wymiana mikrofonu na WarmAudio WA87, bo przecież wiadomo, że lepszy mikrofon lepiej nagra głos, prawda? Nie. Rzeczywistość bardzo szybko zweryfikowała moje "zdroworozsądkowe" gdybania. WA87 zwyczajnie uwypuklił jeszcze niedoskonałości pomieszczenia do nagrywania oraz słabość Claretta w zakresie wzmacniania sygnału. Dzisiaj się uśmiecham, ale wówczas byłem załamany. Początkowo zacząłem "adaptować" pokój za pomocą koców i... materaca z łóżka córki, ale bez paneli akustycznych mogłem zapomnieć o przynajmniej znośnych rezultatach.

Końcówka sierpnia i wrzesień zeszły mi zatem na adaptowaniu, czyli budowaniu paneli akustycznych. I faktycznie, poprawiły one wiele, ale nie wszystko. Sygnał z mikrofonu był wciąż za słaby dla mnie, chciałem mieć głośność w granicach -7dB, a nie -17! Już w tym momencie przerzuciłem się na nagrywanie za pomocą rejestratora Tascam, dzięki czemu znacząco obniżyłem szumy, jednak dopiero przedwzmacniacz Golden Age Pre-73 sprawił, że poczułem się komfortowo.

Oprogramowanie

Równolegle testowałem różne rozwiązania w zakresie obróbki nagranego dźwięku - Audacity odpadł dość szybko, przetestowałem Wavosaura, Ocenaudio, SoundForge'a, by w końcu (również na początku sierpnia owego roku) zaopatrzyć się w Acon Acoustica. Można by się zdziwić, bo przecież już od dwóch lat byłem posiadaczem licencji na program Steinberg WaveLab. Powodem było ograniczenie wersji Elements, która dopuszczała bodajże tylko 5 slotów na wtyczki do obróbki - a ja potrzebowałem więcej.

Do kompletu sprawiłem sobie z promocji parę wtyczek od Waves - DeBreath, NS-1 czy Deesser, głęboko wierząc, że dzięki nim błyskawicznie będę obrabiał nagrywane audiobooki. Zgadnijcie, czy tak się stało.

Rozpoznanie bojem

Tymczasem pod koniec września rozpocząłem nareszcie nagrania. Na pierwszy ogień z ambitniejszych przedsięwzięć poszedł mój ukochany "Gotfryd Zwycięzca". Strasznie się namordowałem i podczas rejestracji, i podczas obróbki. To właśnie wówczas na kanale Mike'a DelGaudio podpatrzyłem patent z klikaczem, zaś w listopadzie zbudowałem sobie pulpit dla książki. Postępowała adaptacja akustyczna "studia" (jeszcze w lutym ubiegłego roku montowałem dwa ostatnie panele), a ja nabierałem wprawy i w obsłudze sprzętu, i w samym czytaniu. Po "Gotfrydzie" przyszła pora na "Dwa koty i pies trzeci" oraz - póki co najobszerniejszy audiobook - "Wyspę Robinsona".

W styczniu wybrałem się na konsultacje z panią szkolącą lektorów i aktorów głosowych, aby dowiedzieć się tego i owego o popełnianych błędach, co pozwoliło mi niektóre z nich (np. hiperpoprawne "ę") wyeliminować. Starałem się też ćwiczyć dykcję, robić różne ćwiczenia warg i języka, jednym słowem - trochę podszkolić warsztat.

Zastosowania praktyczne

Audiobooki audiobookami, jednak ubiegły rok to przede wszystkim wysyp wszelkiego rodzaju filmików instruktażowych i szkoleniowych, które zacząłem umieszczać na moim kanale. No i kłopot, bo żeby dobrze nagrać WA-87 (bez szumów), musiałem wyłączać komputer, nagrywać za pomocą Tascama, potem przerzucać to do komputera, obrabiać, synchronizować z obrazem... Kupa niepotrzebnej roboty, podczas gdy na biurku marnował się mikrofon dynamiczny AKG D5. Jego przeznaczeniem miały być właśnie takie "szybkie" nagrania, bo i hałasu z otoczenia nie zbierał dużo, i zawsze był pod ręką... Niestety, był podłączony do Claretta, który oferował także dla niego zbyt małe wzmocnienie.

Dopiero pojawienie się FetHeada poprawiło tę sytuację, ale z kolei okazało się, że wzmocniony sygnał to też więcej hałasów z tła, które i tak trzeba było oczyszczać. Stanęło więc na dokupieniu dbx 286S, który umożliwi nagranie sygnału niemal na gotowo. Uff...

Stan obecny

W dniu dzisiejszym nagrywam audiobooki za pomocą WA-87, podpiętego do Golden Age Pre-73, a stamtąd do dbx 286S i Tascama. Pozostałe nagrania to AKG D5 i niemal ta sama ścieżka sygnału, z tym że na końcu znajduje się Clarett i komputer, a nie Tascam. Nagrywam w moim "studio" z pięcioma wielkimi panelami akustycznymi i czterema małymi, z obitą tkaniną lampą i drzwiami otulonymi kocem, z dywanem na drewnianych panelach. Drzwi i okno szczelnie zamknięte.

Pliki dźwiękowe do obróbki lądują w WaveLabie, gdzie mam przygotowany zestaw wtyczek obróbkowych zarówno dla sygnału z dbx 286S, jak i nagrywanego równolegle sygnału "czystego" (bo dzięki pewnej "sztuczce" mogę - nagrywając sygnał stereo - rejestrować zarówno sygnał czysty, jak i przetworzony przez dbx 286S). W WaveLabie zwykle przesłuchuję jednokrotnie całość, ściszając co głośniejsze oddechy i usuwając pomyłki, po czym całość eksportuję z aplikowaniem efektów do pliku wynikowego. I to koniec.

Dobre rady

Jeśli zatem ktoś myśli o tym, by zacząć nagrywać audiobooki, to niech w pierwszej kolejności wypróbuje mikrofon dynamiczny (z tych nieco lepszych, np. Shure SM-58, AKG D5 czy bardzo dobrego Shure SM7b), podłączając go do jakiegoś interfejsu z dużym wzmocnieniem, ewentualnie w pakiecie z mikrofonem niech kupi FetHead lub Cloudlifter CL-1, które to "aktywatory" dadzą już solidne wzmocnienie. Mikrofon dynamiczny ma tę zaletę, że nie zbiera zbyt dużo hałasów z otoczenia, więc nie najlepsza akustyka pomieszczenia lub szum komputerowego wentylatora ujdą płazem, zwłaszcza przy umiejętnej obróbce.

Jeśli koniecznie musi być to mikrofon pojemnościowy, to NAJPIERW warto zrobić adaptację akustyczną pomieszczenia do nagrywania, nawet pobieżną, jak zainstalowanie kilku własnoręcznie zrobionych paneli akustycznych. Bez tego pogłos sprawi, że nagrania będą brzmiały bardzo amatorsko i... brzydko. Po adaptacji i przetestowaniu mikrofonu można podjąć decyzję, czy warto inwestować w dodatkowy przedwzmacniacz, który da swobodę w ustalaniu wzmocnienia i brzmienia (np. używany przeze mnie Golden Age może w pewnym stopniu sterować saturacją).

Warto też przemyśleć sprawę zakupu rejestratora audio w rodzaju Tascama czy Zooma. Są one praktycznie bezgłośne, a będzie można jeszcze wyłączyć komputer - generator szumu.

Z dodatków przydaje się statyw bądź ramię do zamocowania mikrofonu oraz - KONIECZNIE! - filtr przeciwpodmuchowy, czyli tzw. pop-filtr. Można sobie sprawić "klikacza" czy podstawkę pod książkę, ale to już jak kto woli.

Koniec rozterek?

Przyznam, że po zakupie i skonfigurowaniu dbx 286S odczułem ulgę. To już! Jakość samej rejestracji wzrosła, nakład pracy przy obróbce zmalał - wszystko zgodnie z planem. Dodatkowo znalazłem rozwiązanie, by nagrywać jednocześnie sygnał obrobiony i "czysty", więc w razie czego zawsze mogę po prostu przeprowadzić zwykłą obróbkę. I tak, jestem bardzo zadowolony w obecnej chwili - nie czuję już absolutnie żadnych potrzeb w kwestii rejestracji poza ćwiczeniem samego głosu i dykcji oraz ewentualnie szlifowania obróbki. Sprzętowo jednak rzecz wydaje się zamknięta, z czego się cieszę.

Smucą, oczywiście, przygody w rodzaju nagrywania w super-jakości, ale mam nadzieję, że w końcu praktyka przezwycięży wszelkie tego typu problemy. Trzymajcie kciuki!

Przy okazji zainaugurowałem dział podcastów na stronie gadeslector:

czwartek, 8 kwietnia 2021

Lektor mądry inaczej

Tytuł, to oczywiście o mnie. A dokładniej o przygodzie mrożącej krew w żyłach, która spotkała mnie wczoraj późnym wieczorem w moim własnym, domowym studio...

Teraz, rzecz jasna, będę utrzymywał, że przyczyną była późna pora i zmęczenie, ale tak naprawdę była to bezmyślność i rosnąca panika. Czujecie się zainteresowani? No to zapraszam do lektury tekstu o tym, jak prawie osiwiałem w ciągu jednej tylko godziny.

Zaczęło się od tego, że postanowiłem napisać sążnisty referat o tym, jak to rozwijałem pasję lektora audiobooków, ile przeciwności musiałem pokonać, z iloma problemami zmierzyć - no, sami rozumiecie, "od zera do bohatera". Pisałem i pisałem, naprawdę sporo tego wyszło i zbliżyła się godzina 22:00 - czas spać, bo przecież od rana do pracy. "Referat" kończył się opisem triumfu, gdzie nowy nabytek, dbx 286S, rozwiązuje szereg wcześniejszych problemów i w ogóle fanfary, gloria, drżyjcie, słuchacze audiobooków! Zadowolony z grafomańskich efektów (!) postanowiłem przed snem SPRAWDZIĆ JEDNĄ RZECZ. Co będzie, jeśli spróbuję uzyskać obecnie jak najwyższą jakość - podłączę najlepszy mikrofon, zarejestruję w najlepszej jakości. Toż to będzie RE-WE-LAC-JA!

Wyłączyłem komputer, żeby usunąć źródło szumów i zakłóceń, zamknąłem i zaszczelniłem okno (szumy z zewnątrz), podpiąłem WA-87 i rejestrator Tascam, przygotowałem panele akustyczne i książkę na pulpicie, w mikrofonie włączyłem nawet filtr górnoprzepustowy, czego nigdy wcześniej nie robiłem - no, ale bijemy się o jakość! Podkręciłem wzmocnienie, bo deczko cicho mi się wydało i zacząłem czytać.

Po mniej więcej pięciu minutach przerwałem, bo miałem wrażenie, że mam strasznie duże szumy w słuchawkach. I leciutkie buczenie. Ki diabeł?

Zacząłem szukać przyczyny. Buczenie dokładał - jak się okazało dość szybko - kompresor w dbx 286S. Zmniejszyłem jego intensywność do znośnego poziomu, ale szumy wciąż były okropne. Nawet po włączeniu ich redukcji były wyraźnie słyszalne. O co tu chodzi? Sprawdziłem połączenia - niby w porządku. Ustawienia takie jak wcześniej - dlaczego zatem tak szumi? I dźwięk jakiś taki "cienki", pozbawiony mocy? Czy coś się uszkodziło?

Musicie wiedzieć, że mikrofony pojemnościowe (takie jak mój WA-87) wymagają do działania włączenia dodatkowego zasilania, zwanego phantom, o niebagatelnej wartości 48V. No i naczytałem się wiele razy o tym, jak to łatwo zniszczyć mikrofon, np. odłączając go od przewodu, którym to napięcie jest podawane (powinno się najpierw wyłączyć phantom, a potem odpinać mikrofon). Oraz o tym, że czasem napięcie to potrafi skoczyć mocno w górę przy włączaniu przedwzmacniacza lub interfejsu, więc lepiej włączać je tylko na czas rejestracji.

Łatwo więc sobie wyobrazić, jak moja imaginacja zaczęła w tym momencie galopować. Zniszczyłem, spaliłem mikrofon! Pewnie nie zauważyłem, że phantom jest włączone i podłączyłem przewód! Albo w ogóle mam wadliwe urządzenie dbx 286S, szumiące i nie nadające się do pracy! To ostatnie postanowiłem zweryfikować, podłączając mikrofon bezpośrednio do dbx-a, zamiast do przedwzmacniacza. Podłączyłem - szumi! Wzmocnienie musiałem rozkręcić do maksimum, a i tak poziom sygnału był zbyt niski! Więc to dbx jest niesprawny!...

Przeprowadziłem w trakcie tych rozpaczliwych badań kilka nagrań, więc postanowiłem jeszcze włączyć komputer i przesłuchać je dokładnie, kawałek po kawałku. No i od tego słuchania obraz sytuacji stał się z niedobrego wręcz katastrofalny - jakość sygnału była beznadziejna! Ale ponownie zwróciłem uwagę, że dźwięk jest jakiś taki "cienki", bez niskich częstotliwości. Uświadomiłem sobie wówczas, że w każdym z urządzeń włączyłem filtr górnoprzepustowy, żeby pozbyć się buczenia. Zacząłem więc wyłączać te filtry, aż przyszło do filtru w mikrofonie. Znajduje się on z tyłu kapsuły i po omacku nie mogłem go znaleźć. Obróciłem mikrofon i...

...I przypomniałem sobie, że WA-87 oprócz filtra ma też TŁUMIK. Tłumik, który ścisza sygnał, aby można było nagrywać np. perkusję. I ja ten tłumik włączyłem zamiast filtra, po czym przez godzinę walczyłem ze zbyt cichym sygnałem. Kurtyna.

Ech, no powiadam Wam, że człowiek stary, a głupi. Myśli, że pozjadał wszystkie rozumy, a tymczasem łapie się na coś takiego... Pocieszam się, że najważniejsze, iż obyło się bez awarii, jednak... no, jestem też przygnębiony, że dałem się złapać na tak trywialną pomyłkę. Piszę to wszystko ku nauce, a morał jest taki, że trzeba wszystko dwa razy dokładnie sprawdzić, zanim się zacznie panikować.

środa, 7 kwietnia 2021

[A] Wanda Markowska, Anna Milska - Morski car i jego dwanaście córek

Tym razem czas na baśń rosyjską, a jeśli tak, to zamiast króla mamy cara. Motyw dziecka-niespodzianki oraz konieczności wybrania ukochanej spośród grupy zamaskowanych postaci przewija się przez wiele baśni, jest też i tutaj. Ja natomiast czekam na moment, gdy będę miał na tyle wolnego czasu, by nagrać baśń o biedaku imieniem Darai, chyba mojej ulubionej baśni z całego zbioru. Tymczasem zapraszam do posłuchania:

sobota, 3 kwietnia 2021

piątek, 2 kwietnia 2021

[M] Gades&String - Klony

Święta za pasem i właśnie skończył się termin nadsyłania rozwiązania konkursu z płyty "Synergy", zatem dostałem od Michała "stRinga" pozwolenie na publikację bonusowego utworu o nieznanym tytule, który niniejszym zostaje ujawniony. Miłego słuchania i wesołych świąt!

czwartek, 1 kwietnia 2021

[A] Wanda Markowska, Anna Milska - O starym pasterzu Lamu i jego wiernym psie, o złym panu i dobrym Duchu Morza

Trochę odświeżyłem ostatnio zaplecze techniczne do nagrywania głosu, więc nie mogło się obyć bez przeczytania choćby i krótkiej baśni. Trudno, musicie cierpieć za miliony!