środa, 31 stycznia 2018

Różnice

Wydawałoby się, że między Poznaniem a Wrocławiem nie będzie dużych różnic, jeśli chodzi o codzienne życie. Jest jednak inaczej i postanowiłem co nieco wynotować, dopóki jeszcze te różnice dostrzegam, bo wiadomo, że jak się człowiek przyzwyczai...

Najpierw rzeczy, które mi we Wrocławiu doskwierają, bo jest ich zdecydowanie mniej niż pozytywów. Po pierwsze, jest to zadziwiający brak małych sklepów. Tutaj wyraźniej niż w Poznaniu widać, że po zakupy ludzie wolą pojechać do marketów lub centrów handlowych. Niestety. W Swarzędzu mieliśmy "pod bokiem", czyli w promieniu 200-300 metrów i piekarnię, i dwa porządne mięsne, i warzywniak, i "Żabkę", i "Chatę polską", i dwie apteki, i nawet skład techniczny. Tutaj najbliżej są dwie "Żabki", a do przyzwoitej piekarni i mięsnego trzeba się przespacerować dobry kilometr. Ależ się człowiek rozleniwił!...

Druga rzecz, to jakość pieczywa. Wierzcie lub nie, ale pieczywo we Wrocławiu jest gorsze niż w Poznaniu. Może to kwestia słabych piekarni w okolicy mojego miejsca zamieszkania, ale faktem jest, że najlepsze bułki można kupić w... Lidlu. Odwiedziłem sporo piekarni, w tym jedną "sieciową" i wszędzki bułki były jakieś gliniaste, a chleb jakby niedopieczony czy niedosolony. Tak czy owak, trudno jest mi się zachwycić pieczywem.

To tyle rzeczy kiepskich, reszta wypada trochę albo i bardzo na plus. Zacznę od subiektywnego: Wrocław jest ładniejszy od Poznania. Nie wiem, może to przez mosty, może przez lepiej utrzymane kamienice, może przez ZDECYDOWANIE ładniejszy rynek, pozbawiony budynków w rodzaju paskudnego "Arsenału". Może przez to, że jest tu czyściej czy mniej wisi wielkoformatowych reklam?

Komunikacja - poza jedną średnio przyjemną cechą - w pełni mnie satysfakcjonuje. Od szybkości "wyrabiania" sobie tzw. Urban Card, po punktualność, czystość w pojazdach, tablice świetlne z czasami przyjazdów i sprytne rozwiązania (np. przesiadkowy Plac Grunwaldzki, autobusy jeżdżące po torowiskach, rozwidlenia torów, aby tramwaje skręcające nie blokowały przejazdu tym jadącym prosto). Rzecz jasna, mogłoby być jeszcze lepiej, ale naprawdę jeździ mi się do i z pracy przyjemnie.

Bardzo pomysłowe są... kosze na śmieci w centrum - sprytnie rozwiązano problem wyrzucania do nich śmieci wielkogabarytowych - po prostu kosz ma dwa niewielkie okrągłe otwory zamiast jednego dużego. Drobiazg, a nie widziałem jeszcze zapchanego kosza.

Mosty są zagadnieniem samym w sobie - jest ich bardzo dużo i niektóre są bardzo ładne. Może po okresie aklimatyzacji zbiorę się w sobie i zrobię jakiś cykl fotograficzny z mostami w roli głównej? Tutaj - w odróżnieniu od Poznania - ma to sens.

To na razie tyle wrażeń - jeśli coś jeszcze mi się nasunie, uzupełnię powyższy tekst. A może Wy macie jakieś inne przemyślenia związane z Wrocławiem?

wtorek, 30 stycznia 2018

[S] Droga do pracy

Tak się składa, że do pracy jeżdżę przez ścisłe centrum Wrocławia. Czy zatem zdziwi kogoś, że parę razy wysiadłem z tramwaju i zrobiłem kilka zdjęć? Zapraszam do obejrzenia porannego Wrocławia oczami nowo przybyłego.

Ludzie gadają

Po dwunastu latach zacząłem znów korzystać z komunkacji publicznej. Poza tym, że wymaga to ode mnie więcej ruchu niż dojazdy prosto spod domu do pracy (i dobrze!), powoduje zauważanie pewnych rzeczy. Chciałem napisac najpierw o perspektywie poznawania nowego miasta z okien autobusów i tramwajów, ale jednak wygrało gadanie.

Ktoś, kto nie chodzi zbyt często po miejskich ulicach, nie zauważył pewnie swego rodzaju fenomenu, jakim są gadający ludzie. Ludzie gadający do siebie. I nie, nie chodzi mi tylko o tych, którzy na cały głos prowadzą rozmowy telefoniczne, ludzi w tramwaju traktując jak powietrze. To jest jeszcze w miarę zrozumiałe. Chodzi mi o tych, którzy gadają do siebie.

To doprawdy dziwne uczucie, kiedy stoisz na przystanku, a obok Ciebie zatrzymuje się mężczyzna, wypatrujący nadjeżdżającego w dali tramwaju, jednocześnie mówiący półgłosem:

- No i rzeczywiście, zdążyłem, tylko po co? Może siódemka byłaby lepsza, trzeba się będzie przesiąść. No i jeszcze...

Albo babcinka, która siada za Tobą i kontynnuje wcześniejszą myśl:

- Pewnie, Jadzia tego nie widzi, ale przecież ona nigdy niczego nie widzi...

Może nie jest to zjawisko powszechne, ale w tygodniu zwykle trafiam na 2-3 takie przypadki. Co gorsza, raz przyłapałem samego siebie na "mamrotaniu przystankowym". To jakaś alienacja komunikacyjna czy co? Dziwne to wszystko...

Poniżej poranny widok na Odrę i dowód na to, że aparaty w telefonach jeszcze przez parę lat nie będą się nadawały do takich zdjęć...

piątek, 19 stycznia 2018

Szybkie tramwaje

Jeżdżę do pracy komunikacją miejską i generalnie bardzo sobie chwalę wrocławskie rozwiązania (np. wspólne odcinki dla autobusów i tramwajów, tablice z informacją, pojazdy których linii zbliżają się do przystanków, Urban Card z biletami itp.). Jest tylko jedna rzecz, która budzi obawy.

Prędkość. Brawura. Ułańska fantazja. Nazwijcie to, jak chcecie. Ale że coś takiego występuje (częściej w tramwajach), nie mam wątpliwości, bo nie tylko ja to zauważam. Wyobraźcie sobie, że ruszacie z przystanku. Oczekujecie, że tramwaj nagle wyrwie do przodu z całą mocą swych elektrycznych silników? Chyba nie. Spodziewacie się, że motorniczy z niemal maksymalną prędkością pokona łuk tak, że nagłe bujnięcie wgniecie Wam rurkę w żebra albo wyrwie rękę ze stawów? Nie sądzę. Lubicie, kiedy przez wykolejony skład pół miasta staje w miejscu albo wszystkie tramwaje zmieniają trasy? Nic przyjemnego.

No i cóż, jeżdżę dopiero trzy tygodnie i już wszystkiego zakosztowałem. Wszystkiego? Przekonamy się, bo i tak samochód zostaje w garażu.

niedziela, 14 stycznia 2018

[S] Hydropolis

Zwiedzania Wrocławia ciąg dalszy - tym razem na celowniku pojawiło się Hydropolis, czyli interaktywna wystawa na temat wody. Przyznam, że wystawa mnie urzekła - nie słyszałem wcześniej o niej i nie czytałem, więc dałem się w pełni zaskoczyć. Nie obejrzałem wszystkiego, bo i chyba nie sposób podczas jednej wizyty, ale mam w planach pojawić się tam jeszcze kiedyś i może wtedy na spokojnie zajrzę w każdy zakamarek. A tymczasem zapraszam na skromną prezentację fotograficzną:

sobota, 13 stycznia 2018

[S] Panorama Racławicka

Wiadomo, Wrocław sławny jest ze swojej Panoramy Racławickiej (która przybyła tu, jak wielu ludzi, ze Lwowa). Być na miejscu i nie odwiedzić tego miejsca jakoś nie uchodzi, więc wybraliśmy się całą rodziną.

Sam "Panoramę" widziałem jako dziecko (miałem chyba 9 czy 10 lat) i wówczas było to olbrzymie przeżycie. Fantastyczne połączenie obrazu z prawdziwymi rekwizytami, batalistyka i konie! konie! To właśnie po tej wizycie strasznie chciałem się nauczyć tak rysować konie, jak malował je Kossak (z oczywistym skutkiem).

Tym razem mogłem się przyjrzeć dziełu Styki i Kossaka (i wielu innych) na chłodno i powiem Wam, że to ciągle działa, przynajmniej na mnie. Mógłbym tam sobie krążyć i oglądać, a nawet stwierdziłem, że fajnie byłoby mieć taką teatralną lornetkę, żeby przyjrzeć się detalom z bliska. Może następnym razem?

Tak czy owak, warto poświęcić tych 30 minut na obejrzenie całości i wysłuchanie komentarza. Polecam!

piątek, 12 stycznia 2018

Wielki skok

Wypada się trochę wytłumaczyć, bo tygodnie nowego roku mijają, a na blogu żadnych konkretnych treści. A wszystko przez zmiany - i to zmiany bardzo konkretne. Zmieniłem nie tylko pracę, ale i miejsce zamieszkania i teraz, zamiast być wielkopolską pyrą, jestem dolnośląskim... no, nie wiem na razie, jak się gwarowo mówi na mieszkańców Dolnego Śląska. Jak tylko się dowiem, uzupełnię!

Jakie są konsekwencje dla bloga - widać. Czyli brak czasu na wrzucanie jakichkolwiek treści; ba, straciłem nawet swoje domowe stanowisko pracy, bo zamiast wygodnego fotela, dwóch dużych monitorów i szybkiego PeCeta mam tylko laptopa, postawionego na wspólnym stole. Z tego też względu chwilowemu zawieszeniu ulegają prace muzyczne i graficzne, bo po prostu nie ma jak ich robić, nawet gdybym skądś ukradł czas i siły.

Wypada zatem czekać, aż będzie lepiej. A że będzie, nie wątpię, bo przecież nie po to człowiek zmienia tyle rzeczy, żeby było tylko gorzej, prawda?