wtorek, 22 października 2019

[W] Rymarskie początki

Konik rymarski gotowy, podstawowe przyrządy do szycia również, więc trzeba zacząć zajęcia praktyczne. Wprawdzie mam tylko czarną dratwę, i to bardzo grubą, ale na początek mogę popróbować szyć zwykłymi nićmi, w końcu chodzi tylko o sprawdzenie, z czym to się je.

Wybrałem (chyba dość nieszczęśliwie) na początek kawałek bardzo miękkiej skórki. Zamocowałem (profesjonalnie, he, he) w koniku i... wpadłem w małą konsternację, bo nie zrobiłem dziurek szydłem. A że jestem niedoczekany, to zamiast zrobić to porządnie na stole, postanowiłem kłuć skórę w koniku. Ech!...

Tutaj jednak uwaga - bo później robiłem jeszcze próbę z kłuciem na stole, ale poszło mi to jeszcze gorzej, bo dziwnym trafem skóra wciąż mi się przesuwała i po jednej stronie dziurki wypadały zupełnie w innymi miejscu, niż po drugiej, mimo że niby bardzo mocno ściskałem skórę przy stosowaniu szydła. Czary jakieś albo o czymś jeszcze nie wiem.

Tak czy owak, w końcu miałem otwory, więc nawlokłem dwie igły na nić i zacząłem przewlekać raz z prawej, raz z lewej. I akurat to szło całkiem sprawnie, tu nie mogę na nic narzekać. Konik sprawił się doskonale, nic mi nie przeszkadzało, trzymał pewnie i całkiem wygodnie było sobie na nim usiąść.

Testowy szew nie był długi, więc uwinąłem się z nim raz dwa. Potem chciałem jeszcze "fachowo" utwardzić i wygładzić krawędzie tzw. wood slickerem (nie znalazłem w żadnym sklepie ani na żadnej stronie polskiej nazwy), ale tu pokazało się, że skóra faktycznie jest zbyt miękka i raczej się rozgniata, zamiast utwardzać.

Podsumowanie

Zasadniczo test zakończył się pozytywnie z dwiema uwagami: po pierwsze, muszę koniecznie zamówić sobie odpowiednie, niezbyt grube nici do szycia. Po drugie, kluczowe wydaje się wykonanie otworów PRZED szyciem - od tego zależy i łatwość wkłuwania igieł, i jakość szwu (równe odstępy, prosta linia szycia).

Pierwsze koty za płoty, jak się mawia. Następny wpis "kaletniczo-rymarski" będzie z pewnością dotyczył już jakiegoś praktycznego projektu.

poniedziałek, 21 października 2019

[A] Halina Górska - O księciu Gotfrydzie, opowieść piąta

Prawie półmetek i tym razem naprawdę długi odcinek. Wprawdzie będą jeszcze dłuższe, ale... No, wiadomo!

Dla tych, których ominęła wiadomość: w części pierwszej pojawiły się dwie brakujące strony, których nie było w moim wydaniu książkowym, a które udało się uzyskać dzięki Siostrze Be. Wiele one może nie wnoszą, ale przynajmniej audiobook będzie kompletny.

[W] Cztery proste imaki

Całkiem niedawno ułatwiałem sobie cięcie wyrzynarką. Powstałe wówczas dwie proste prowadnice parę razy już się przydały, jednak podczas korzystania z nich szybko wyszły dwa główne problemy. Po pierwsze, zastosowałem w nich śruby zamiast kołków, pasujących do otworów w stole roboczym. Konsekwencją jest konieczność każdorazowego przykręcania "motylków" od spodu, co nie jest ani szybkie, ani łatwe. To by się jednak dało przeżyć - gorzej, że śruby są wkręcone "na stałe" w ściśle określonych miejscach i już nie raz się zdarzyło, że... zabrakło mi otworów w stole. Działo się to zwłaszcza, gdy musiałem coś zrobić przy krawędzi blatu i prowadnicy brakowało dosłownie kilku centymetrów. Albo np. przymocowałem prowadnicę o jeden otwór za daleko i trzeba było odkręcać "motylki" i przekładać całość.

Na kanale mojego ulubionego Neila Paskina, w jednym z filmów, widziałem bardzo prosto wykonane imaki. Postanowiłem zrobić wersję ciut bardziej złożoną, chociaż te proste też mnie kuszą.

Imaki to proste elementy oporowe - opieramy o nie albo prowadnice, albo przedmiot obrabiany. W odróżnieniu od ścisków czy klamer, imaki nie trzymają przedmiotu - tworzą jedynie opór, aby uniemożliwić przesuwanie się po powierzchni blatu.

Postanowiłem przygotować 4 sztuki, złożone z kołka 20mm, wkładanego w otwory w stole, oraz kwadratowej części wystającej nad powierzchnię stołu, która będzie dawać opór. Miałem akurat kantówkę o szerokości 50mm, więc aby ułatwić sobie życie, postanowiłem pociąć ją na kawałki 50x50mm. W każdym klocku zaplanowałem wywiercenie otworu 20mm do zamocowania kołka.

Jako że łatwiej jest zamocować do stołu długą kantówkę niż pojedyncze klocuszki, najpierw przystąpiłem do wiercenia. Oznaczyłem wszystkie klocki, a w każdym z nich punktakiem zrobiłem wgłębienie pod otwór. Wiercenie wymagało wyczucia, aby nie przebić się na wylot - niestety, póki co nie mam freza, którym wykonywanie takich otworów (z płaskim dnem) to formalność. Wówczas mógłbym pokusić się o poprzestaniu na sklejeniu ze sobą klocka i kołka - niestety, w moim rozwiązaniu musiałem (oprócz klejenia) dla pewności dać długi wkręt. Za to mogłem wypróbować nowe wiertło do fazowania - bardzo fajna sprawa, koniec z wierceniem najpierw dużym wiertłem i przekładaniem go później na małe. Tutaj wszystko jest w jednym narzędziu.

Wywiercone otwory nie zachwycały, ale trudno - ręczną wiertarką i wiertłem, jakie mam (i z takąż wiedzą i praktyką), potrafię wiercić tylko takie. Na szczęście imaki nie wymagają zegarmistrzowskiej precyzji, więc po oszlifowaniu krawędzi papierem ściernym nie jest tragicznie.

Po przygotowaniu otworów trzeba było jeszcze pociąć kantówkę na klocki - na szczęście nie było to trudne. Klocuszki na papier ścierny, szuru-buru i można było zabrać się za cięcie drewnianego pręta o średnicy 20mm na kawałki (każdy po 70mm). Pocięte kołki trzeba było też potraktować papierem ściernym i teraz pozostało tylko nałożyć klej, zmontować całość i skręcić.

Tradycyjnie ostatnim etapem było zabezpieczenie powierzchni - po raz kolejny zdecydowałem się na olej, bo bardzo podoba mi się efekt końcowy. Nie bez znaczenia jest też łatwość nakładania - wystarczy bawełniana szmatka i już. Żadnego brudzenia pędzli, mycia ich, martwienia się o wypadające z nich włosie... Chyba stałem się zwolennikiem oleju - szkoda, że jest to najsłabsze zabezpieczenie, nie mające nawet startu do skorupy z lakieru. Ale jakoś... lubię. I już.

sobota, 19 października 2019

[S] Trwa wczytywanie jesieni...

Dzisiaj tytuł od pierwszego zdjęcia - jesień powoli zagarnia kolejne obszary, liście zmieniają kolory i czasem nawet da się to zauważyć, bo naciągają żółcią jak bibuła atramentem:

Przysłona: f/6,3, Czas: 1/320 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3, Czas: 1/1250 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3, Czas: 1/1000 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3, Czas: 1/1250 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3,2, Czas: 1/640 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3, Czas: 1/2500 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3, Czas: 1/320 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3, Czas: 1/500 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3,2, Czas: 1/400 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3,2, Czas: 1/640 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/6,3, Czas: 1/320 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3,2, Czas: 1/400 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3,2, Czas: 1/320 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

piątek, 18 października 2019

[W] Konik rymarski

Od dawna chciałem się nauczyć rymarstwa, a przynajmniej, w jaki sposób można estetycznie i zgodnie ze sztuką przyciąć i połączyć kawałki skóry. Na przeszkodzie stał brak narzędzi oraz materiałów - jak ze wszystkim, początki są raczej trudne, głównie zaś wszystko rozbija się o koszty zakupu odpowiedniego sprzętu.

Bardzo wczesne początki

Na razie jestem zaopatrzony w szydła, radełko, igły, nić i cały worek skórzanych ścinków. Do pełni szczęścia (i bezpiecznego szycia) potrzebuję jeszcze konika rymarskiego. Na szczęście konstrukcja tego narzędzia nie jest skomplikowana, stąd decyzja, by wykonać go zupełnie samodzielnie.

Jak działa konik?

Konik jest bardzo prostym narzędziem i tak naprawdę służy tylko do przytrzymywania kawałków skóry, które są zszywane. Zaletą korzystania z konika jest uwolnienie obu rąk od trzymania skóry (a wierzcie mi, kto szył skórę i ukłuł się przy tym igłą, wcale nie ma ochoty tego powtarzać!). Widzimy dokładnie, co robimy, możemy wygodniej szyć dwiema igłami, a w pozycji siedzącej możemy dodatkowo usiąść na koniku i zwiększyć jego stabilność.

Konik składa się z podstawy oraz przymocowanych do niej szczęk (że tak pozwolę sobie nazwać części ściskające skórę). Rozwarcie szczęk i siłę docisku można regulować długą śrubą. I to w zasadzie tyle.

Materiały i przygotowania

Konika zaplanowałem wykonać z desek sosnowych (z braku innego budulca). Po wykonaniu wstępnego rysunku potrzebne okazało się niecałe 2 metry deski o szerokości 20 centymetrów. Dokładnie potrzebne były 3 dłuższe kawałki (40cm), dwa na szczęki i jeden na podstawę oraz dodatkowy kawałek na element spajający szczęki.

Korzystając z "pomocy warsztatowych" bez problemu dociąłem drewno i po sklejeniu szczęk z elementem spajającym, zostawiłem na noc do wyschnięcia.

Prace dalsze

Po wyschnięciu kleju mogłem zabrać się za ścięcie pod kątem 45o szczęk, aby łatwiej było zszywać skórę. Wykorzystałem do tego drewnianą prowadnicę do cięcia oraz niezawodną wielką piłę do drewna.

W podstawie konika wykonałem za pomocą dłuta rowek, w który wpasuje się środkowy "łącznik", co powinno nieco wzmocnić konstrukcję. Tak przygotowane części złożyłem roboczo sprawdzając, czy wszystko jest tak, jak powinno.

Oszlifowałem wszystkie składowe papierem ściernym o gradacji 240 i zaznaczyłem punkty, w których wywiercę otwory.

Wiercipięta

Nadeszła pora, by przystąpić do montażu - a do tego potrzeba wywiercić sporo otworów. Przede wszystkim ważne było przygotowanie otworów "ściskających", gdzie będzie pracować śruba, dociskająca do siebie szczęki. Tutaj postanowiłem najpierw wywiercić wiertłem piórowym większe wgłębienia, bo w nich zostaną umieszczone metalowe podkładki - inaczej łeb śruby i nakrętka zbyt łatwo zagłębiałyby się w miękką sośninę. Po przygotowaniu czterech wgłębień (po dwa na każde ramię), przewierciłem deski wiertłem 9mm tak, aby śruba przesuwała się wewnątrz dość płynnie.

Teraz trzeba było przymocować jedno z ramion do podstawy - wywierciłem zatem potrzebne otwory pod wkręty i posmarowałem miejsca łączenia klejem (który w sumie niewiele da, ale choć odrobinę będzie mocniej). Umieściłem wkręty na swoich miejscach i zacząłem dopasowywać ruchome ramię. Dopasowanie jest istotne o tyle, że szczęki powinny tworzyć wspólną krawędź, żeby równomiernie dociskać szytą skórę.

Ruchome ramię mocowane jest do szerokiego zawiasu i to, przyznam, wydaje mi się najsłabszym elementem konstrukcji. Oznaczyłem miejsca na wkręty, powierciłem otwory-piloty i skręciłem całość.

Ostatnie szlify

W tym momencie konik był już w zasadzie skończony - pozostało jedynie zabezpieczyć powierzchnię. Początkowo myślałem o lakierze, ale postanowiłem wypróbować olej do drewna. Ostatnio zastosowałem go do prowadnicy dla wyrzynarki i dało to całkiem niezły efekt.

Cóż, teraz wypada zdobyć jakiś fajny wykrój i zrobić nareszcie coś ze skóry. Zobaczymy, jak to mi pójdzie - a o efektach pewnie będzie można przeczytać tutaj.

[A] Halina Górska - O księciu Gotfrydzie, opowieść czwarta

Dni lecą, druga połowa października się zrobiła, zatem pora na część czwartą przygód Gotfryda.

Ciekawostka: dzięki mojej nieocenionej Siostrze Be zdobyłem brakujące strony z pierwszego rozdziału. Postaram się je nagrać jak najszybciej i udostępnić zaktualizowany odcinek.

poniedziałek, 14 października 2019

[W] Łatwiejsze cięcie wyrzynarką

Postanowiłem zrobić wreszcie użytek z "dziurkowanego" stołu i przygotować narzędzia, dzięki którym ułatwię sobie cięcie. Główne problemy do rozwiązania były dwa: przytrzymanie ciętego materiału oraz prowadzenie wyrzynarki po linii prostej.

Przytrzymanie materiału

Tutaj pomyślałem o dwóch sposobach ograniczenia przesuwania ciętego materiału po stole. Pierwszy wykorzystuje przymocowane do stołu listwy-prowadnice, drugi coś w rodzaju ścisków stolarskich. Ściski na szczęście mam i nawet pasują do otworów w stole, więc poprzestałem na listwach-prowadnicach.

Ich konstrukcja jest bardzo prosta. Przygotowałem dwie kantówki, dłuższą i krótszą. W każdej z nich wywierciłem dwa otwory, w które wkręciłem śruby gwintowane z dwóch stron, dzięki czemu można od spodu stołu listwę przykręcić nakrętką motylkową. Ma się wtedy pewność, że listwa nie wyskoczy podczas cięcia.

Prowadnica wyrzynarki

Tnę od czasu do czasu drewno wyrzynarką, lecz zwykle do tej pory miałem problem z jakością powstałej w ten sposób krawędzi, która niemal zawsze wychodziła lekko pofalowana, bo mimo narysowanej linii i "celowniczka" w stopie wyrzynarki nie sposób ciąć idealnie prosto. Tutaj rozmyślałem i rozmyślałem, po czym wpadłem na dwa pomysły.

Pierwszy, prostszy w realizacji, to zwykły kawałek listwy (deski), przymocowany z jednej strony do ściany (wsuwany między dwa kawałki drewna, na stałe przymocowane do ściany), a z drugiej - do krawędzi stołu. Teraz można by ciąć drewno, jedną stronę wyrzynarki dociskając do tej listwy.

Drugi sposób to przygotowanie prowadnicy "obustronnej", czyli przytrzymującej wyrzynarkę z obu stron. Byłaby to ramka z rowkiem, mieszczącym stopę wyrzynarki. Ramka również byłaby przymocowana jedną stroną do ściany, a drugą do stołu. Fajnie byłoby, gdyby wyrzynarka "ślizgała się" wewnątrz ramki, nie dotykając stopą ciętego materiału.

Nie mogąc się zdecydować na jeden wariant, postanowiłem wykonać oba.

O ile w pierwszym wariancie trzeba było tylko dociąć kantówkę na odpowiednią długość (równą długości krótszej krawędzi stołu), to już wykonanie mocowania do ściany przysporzyło kilku zagwozdek. Musiałem zmodyfikować pierwotny pomysł. Po pierwsze konieczny okazał się klocek dający podparcie dla ciętego materiału lub drugiego rodzaju prowadnicy. Po drugie............

Drugą prowadnicę rozpocząłem od docięcia sklejki "podstawy" na odpowiedni wymiar - tak, aby po bokach można było zamocować listwy prowadzące stopę, i aby w środku było wystarczająco dużo miejsca na stopę. Potem potrzebne było wycięcie szczeliny na brzeszczot - tu już wykorzystałem listwy oporowe z pierwszej części zadania, żeby cięcie było proste (choć tak naprawdę liczą się tylko brzegi listew prowadzących, szczelina ma być po prostu odpowiednio szeroka, aby umożliwić pracę brzeszczotu.

Doszlifowałem listwy i krawędzie sklejki, po czym połączyłem wszystko klejem.

W obu wariantach nie przejmowałem się mocowaniem od strony stołu - tam po prostu zastosuję ścisk stolarski.

Małe, a cieszy

Oba usprawnienia nie były mocno skomplikowane, za to - jak podejrzewam - zaprocentują w przyszłości. A w planach jest budowa konika rymarskiego, więc będzie okazja do wykorzystania całości. Wówczas podzielę się wrażeniami.

[A] Halina Górska - O księciu Gotfrydzie, opowieść trzecia

Dziś poniedziałek, czas zatem na kolejną część opowieści o księciu Gotfrydzie, rycerzu gwiazdy wigilijnej. Mam nadzieję, że nie zanudzam.

Do obróbki pozostały mi jeszcze trzy części, ale teraz będzie trudniej, bo właśnie skończył mi się okres próbny na WaveLab Pro i będę musiał w bólach wrócić do wersji Elements. Dlaczego w bólach? O tym opowie wpis na blogu gadesowym, ale to za chwileczkę, za momencik...

niedziela, 13 października 2019

[S] Połowa miesiąca za nami

No, powiedzmy, że już połowa. Zgodnie z tradycją - fotograficzna relacja z przechadzki po lesie. Pogoda dopisała i to jak - nic dziwnego zatem, że aż się chciało wziąć w rękę wiernego (choć już popsutego) Fufu, dokręcić do niego obiektyw z rzutnika do przezroczy (bez możliwości zmiany przesłony) i jazda!