wtorek, 29 października 2019

Warsztatowa przesada

No i stało się - blog przekształca się w cykl mało ciekawych artykułów o majsterkowaniu... Właśnie zdałem sobie sprawę, że październik ma strasznie dużo wpisów - 28 na 29 dni, czyli praktycznie codziennie wpis, z czego 11 dotyczy właśnie majsterkowania. Żeby było śmieszniej, dwa dodatkowe są już prawie gotowe, tylko czekają na finalne zdjęcia i publikację. Sporawo.

Co gorsza, nie wiem nawet, co wybrać, bo czasu jest mało, a prace w drewnie rywalizują z pracami w skórze (a wszystko to rywalizuje z audiobookami). I pomyśleć, że planowałem jeszcze nieśmiało zacząć pod koniec roku prace nad nowym albumem... To się chyba zwyczajnie "nie zmieści".

Zresztą, tak sobie myślę, że teraz majsterkowanie zejdzie nieco na dalszy plan - kończy się pogoda, więc skończy się też przyjemny czas prac w otwartym garażu. A w zamkniętym jakoś tak ciemno, głucho i nieprzyjemnie. Będzie można za to przygotować jakieś plany i projekty na wiosnę.

Piszę to wszystko tytułem uspokojenia osób, które z rosnącym niepokojem czy wręcz przerażeniem patrzą na ten mój warsztatowy dryf. Niedługo powinienem wrócić do tradycyjnej stagnacji i "nicnierobienia".

poniedziałek, 28 października 2019

[W] Kartownik - wersja poprawiona

Nie byłem zadowolony z poprzednio wykonanego kartownika. Popełniłem podczas pracy nad nim szereg błędów, których część wynikała z zerowego doświadczenia, a część z... braku pomyślunku i zbytniej brawury (ha, ha). Tak czy owak, postanowiłem spróbować raz jeszcze, bo w końcu nie można się poddawać po pierwszym niepowodzeniu.

Skóra i tylko skóra

Pierwszym błędem, jaki popełniłem poprzednio, był wybór materiału. Ta miękka "niby-skórka" jest niby fajna, przyjemna w dotyku i w ogóle, ale kompletnie nie sprawdzały się na niej wszystkie rzeczy, które chciałem przetestować: fazowanie i polerowanie krawędzi, wycinanie rowka pod szew, pocienianie.

Tym razem materiałem stała się prawdziwa, acz barwiona na czarno skóra bydlęca. Trochę może zbyt gruba na planowany kartownik, ale nie miałem już czasu (i zapału) zamawiać drugiej.

Szybki projekt

Jako że skóra była gruba, a poprzedni projekt wymagał naklejania na siebie kilku jej warstw, zrezygnowałem z klejonych kieszonek na rzecz wycinanych. Znacznie uprościło to konstrukcję kartownika i przyspieszyło wycinanie poszczególnych fragmentów - ostatecznie potrzebne były trzy kawałki. Jeden na "okładkę", dwa na wnętrze z wycięciami. Starając się zachować maksimum precyzji, wyciąłem wszystkie fragmenty. Jak na razie - dobrze.

Fragmenty wewnętrzne pocieniłem na szerokości ok. 1,5cm w pobliżu grzbietu, samą okładkę również pocieniłem w tym miejscu, aby ułatwić składanie całości.

Rowki i otworki

Małym dłutem wyciąłem w licu skóry rowki, w których miał pójść szew. Trochę było z tym paprania, ale ostatecznie prawie się udało zrobić to prosto. Teraz postanowiłem przygotować nacięcia-kieszonki, bo po zszyciu całości już nie dałbym rady.

Korzystając z wiedzy teoretycznej, najpierw wybiłem małe otworki na końcach "kieszonek", a dopiero potem naciąłem szczeliny. Dzięki temu skóra nie powinna się rozdzierać przy rozszerzaniu szczelin (wkładaniu kart).

Mając gotowe nacięcia, trzeba było skupić się na otworach pod szew. Starałem się maksymalnie trzymać naciętych rowków, chociaż (niestety) nie do końca otworki zgrały się po obu stronach skóry. Przyznam, że to był najcięższy fragment całej pracy - stukanie, poprawianie kawałków skóry, znów stukanie...

Szycie

Przyznaję bez bicia, że w całej tej zabawie w kaletnika najbardziej lubię szycie. Nie wiem, może to zasługa dobrze dopasowanego (w sumie przypadkowo) konika, a może fakt, że po dobrym przebiciu otworów szycie jest po prostu łatwe i przyjemne? Muszę tylko zdobyć więcej praktyki w doborze długości (i grubości) nici.

Krawędzie

Nareszcie! Nareszcie wszystko wyglądało tak, jak miało wyglądać! Zarówno fazowanie, jak i wygładzanie wood slickerem po prostu zadziałało. Człowiek nie musiał się denerwować, że skóra się rozłazi, że się mechaci, że nie daje się wygładzić. Po prostu wszystko zadziałało i już.

Mistrzostwo świata?

Choć wyszło tym razem dużo lepiej niż poprzednio (moim zdaniem przynajmniej), to oczywiście nadal jest to praca początkującego, nad którą prawdziwy kaletnik pokiwałby głową z politowaniem. Muszę się jeszcze wielu, wielu rzeczy nauczyć i wiele projektów wykonać, żeby wyszło coś naprawdę fajnego. Tak to jednak jest, gdy się coś zaczyna. Oby tylko starczyło pomysłów na kolejne prace - jeśli macie pomysły, to nie wahajcie się zamieszczać!

niedziela, 27 października 2019

[W] Kartownik

To mój pierwszy projekt rymarsko-kaletniczy, miejcie więc litość nad efektami. Naprawdę starałem się, jak tylko mogłem najlepiej.

"Kartownik", czyli etui na karty płatnicze, to pomysł nienowy i na pewno nie tak ambitny, jakbym sobie życzył, ale z drugiej strony okazał się wcale wymagający, zwłaszcza jeśli chodzi o czas. Brak narzędzi i doświadczenia zbierał swoje żniwo.

Założenia

Kartownik ma (w mojej wersji) postać rozkładanej okładki, w której można umieścić łącznie dziesięć kart (po pięć na stronę). Konstrukcja jest bardzo prosta i składa się w jednego kawałka skóry, do którego przyszyte są kieszonki, mieszczące karty. Materiałem jest czarna skóra (choć wcale nie jestem przekonany, czy to skóra - taki ze mnie znawca...)

Przygotowanie materiałów

Przygotowania przebiegały w dwóch etapach. W pierwszym wyciąłem wszystkie elementy z papieru i spróbowałem złożyć z nich docelowy kształt. Gdy to się powiodło, przystąpiłem do przerysowania szablonów na skórę, po czym skalpelem wyciąłem całość.

W sumie do przygotowania można zaliczyć także ścienianie skóry kieszonek, co wydało mi się konieczne, żeby całość nie miała po złożeniu grubości książki. Nie powiodło się to tak, jak bym tego chciał, bo nie miałem odpowiedniego narzędzia, a skalpelem szło to bardzo opornie.

Po pierwsze - kieszonki

Kieszonki przykleiłem brzegami do skóry "okładkowej" - głównie chodziło o zabezpieczenie dolnych krawędzi, żeby karty nie przechodziły z jednej kieszonki do drugiej. Każda kieszonka nachodzi na poprzednią.

Początkowo chciałem obszyć także krawędzie kieszonek (te widoczne), ale nie starczyłoby mi czasu (kartownik musiał być gotowy w ciągu trzech dni).

Po drugie - szycie

Drugim krokiem - po wyschnięciu kleju - było przygotowanie otworów pod szycie. Postanowiłem szyć etapami, najpierw brzegi, potem przeszycia wewnątrz. To był zdecydowanie najdłuższy etap całej "produkcji", ale generalnie poszło bez większych zgrzytów. Zastosowałem białą nić, żeby ładnie kontrastowała z czarną skórą.

Po trzecie - krawędzie

Pozostało jeszcze zająć się krawędziami - najpierw postanowiłem lekko je sfazować, a potem wygładziłem je "na wilgotno" wood slickerem. Przynajmniej chciałem to zrobić, ale podobnie jak w pierwszym podejściu, materiał okazał się zbyt miękki i zupełnie nieprzystosowany ani do fazowania, ani do utwardzania...

Koty za płoty

Kartownik (notabene, zdaję sobie sprawę, że pierwotne znaczenie tego słowa to nazwa rzemieślnika, malującego karty, zwykle do gry) wypadł ostatecznie mocno "tak sobie". W zasadzie wszystko wyłożyło się na doborze materiałów: pseudoskóra nie nadawała się do takiej obróbki, jaką chciałem wykonać, okazała się też zbyt miękka. Nić także wypadła fatalnie - nie dość, że za cienka, to jeszcze biały kolor w pełni zdemaskował wszelkie wady szwu... W sumie trudno stwierdzić, co poszło dobrze, chyba tylko to, że udało się wszystko doprowadzić do końca. Cóż, wypada wierzyć, że "następnym razem pójdzie lepiej". I tego się trzymam!

Perełka - Zabawa w literki

Bawiliśmy się z Perełką w literki. Zabawa polegała na tym, że Perełka wymyślała literkę, pisała ją na kartce i próbowała opisać tę literkę jakimś zdaniem. Prasujący w tym czasie Tata próbował odgadnąć, co za literka jest zapisana na kartce. Żeby umożliwić Wam zabawę, podam tylko zagadki, a na koniec zdradzę odpowiedzi:

- Rączka od parasola.

- Uśmiech.

- Księżyc.

- Pistolet.

- Grabki.

- Gałązka.

- Głowa z jednym włosem.

- Góra z paskiem.

- Mikroskop ze stolikiem.

No i co, odgadliście wszystko?

Odpowiedzi: J, U, C, L, E, Y, Ó, A, G

sobota, 26 października 2019

[W] Imadło - aneks

Pierwsze użycia mojego prostego imadła zakończyły się niemal pełnym powodzeniem. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie jedno "ale" - sośnina jako materiał na szczęki jest może i dobra pod względem wpływu na mocowane materiały (na pewno niczego nie uszkodzi), jednak dość szybko same szczęki będą się nadawały do wymiany. Postanowiłem zatem dodać okładziny z drewna bukowego.

Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. W marketach budowlanych dostępne jest tylko drewno z sosny, chyba że wykosztujemy się na schodowe stopnie, to mamy wtedy dostęp i do drewna bukowego, i dębowego. Trudno, bym inwestował ponad 100zł w deskę, skoro mam do wycięcia dwa kawałki o wymiarach 15x3cm...

Na szczęście znalazłem rozwiązanie tańsze i dużo bardziej dostępne. Tak, jak się domyślacie, mam na myśli kuchenne deski do krojenia. Przy okazji sobotnich zakupów nabyłem taką właśnie deseczkę za trochę ponad 10zł (format około A4, grubość niecały centymetr). Wprawdzie część mnie buntowała się przed niszczeniem nowej, zupełnie nieużywanej rzeczy (nawet myślałem o wzięciu którejś z już używanych w domu desek w zastępstwie - ale Żona nie pozwoliła).

Raz dwa narysowałem odpowiednie linie cięcia, przymocowałem deseczkę do stołu i jazda! I powiem Wam, że trochę się (przyjemnie) rozczarowałem - bo spodziewałem się, że twarde w końcu drewno bukowe będzie strasznie trudne w obróbce. A tu wprost przeciwnie - może nie cięło się lekko, ale za to jakoś... przyjemnie? Nie wiem, jak to nazwać. Także wiercenie było bezproblemowe - może przez to, że trociny i wióry z buczyny nie są takie lekkie i zwiewne, więc porządnie trzymają się stołu, zamiast latać tu i tam?

Tak czy owak, okładziny wyciąłem, mały kłopot pojawił się z ich montażem w imadle - trzeba było wykręcić ruchomą szczękę (w tym miejscu pogratulowałem sobie, że podkładkę blokującą ruch przykręciłem wkrętami, a nie przykleiłem klejem epoksydowym). Ostatecznie jednak wszystko znalazło się na swoim miejscu.

Mam nadzieję, że teraz imadło nie będzie sprawiać już żadnych niespodzianek (poza tymi pozytywnymi). O, właśnie, przy okazji pracy z imadłem bardzo przydatne okazały się imaki - dzięki temu, że są wykonane z tej samej kantówki, idealnie pasują w szczelinę imadła, które dzięki temu można sprawnie unieruchomić na blacie bez jakiegokolwiek przykręcania. Ot, taki - trochę przypadkowy - profit.

[W] Nieco porządniejsze imadło

No, może imadło to za wiele powiedziane, ale jednak coś tam można zamocować w końcu...

Po ostatniej porażce (no dobrze, po ostatnim prototypie) przemyślałem sprawy i postanowiłem jednak zrobić coś solidniejszego, co będzie miało ręce i nogi. Przede wszystkim postawiłem przed sobą dwa cele: imadło ma mieć własną śrubę, żeby nie trzeba było korzystać ze ścisków stolarskich, a po drugie, powinno dać się przymocować do stołu roboczego z wykorzystaniem otworów w blacie.

Plan działania

Narzędzie bazuje na drewnianej ramie z kantówki. Po dwóch skrajnych stronach przymocowane są klocki - jeden jest prowadnicą dla śruby, drugi - jedną ze szczęk. Pośrodku, przymocowany do śruby, wędruje trzeci klocek, dociskający mocowany przedmiot.

Do podstawy imadła będą dodatkowo przymocowane fragmenty sklejki, które umożliwią przykręcenie całości do stołu - czy to za pomocą otworów w blacie, czy normalnie, ściskami, do krawędzi. Początkowo chciałem po prostu zamontować na spodzie kołki, wchodzące w otwory w stole, ale w ten sposób straciłbym uniwersalność uchwytu - można byłoby go używać tylko na blacie i to tylko w zasięgu otworów.

Rama i klocki

Ramę stanowi odpowiednio pocięta kantówka. Spód jest klejony, zaś boczne klocki (prowadnica i jedna ze szczęk) są dodatkowo zamocowane wkrętami.

Najprościej było ze szczęką mocowaną do ramy - po prostu przykleiłem odpowiednio docięty kawałek kantówki, przykręciłem od spodu i gotowe. Drugi klocek (prowadnica) wymagał już większej pracy.

Po pierwsze, należało w nim wywiercić otwór o średnicy 12mm, pogłębiony z jednej strony do 20mm. Pogłębienie miało na celu umieszczenie tam nakrętki, która faktycznie przenosi obciążenie i prowadzi śrubę. W praktyce wywierciłem pogłębienie trochę mniejsze i dłutem doprowadziłem je do sześciokątnego kształtu nakrętki. Wprawdzie wklejałem ją klejem epoksydowym, ale jakoś tak estetyczniej wygląda sześciokąt niż koło ze szczelinami.

Mając wklejoną nakrętkę, mogłem przykleić klocek do ramy i przykręcić go od spodu wkrętami. Czas przejść do drugiej szczęki, czyli ruchomego klocka.

Tutaj problem był taki, że śruba powinna się kręcić w tym klocku swobodnie, a jednocześnie jej obrót powinien pchać klocek w żądanym kierunku. W jedną stronę (przy ściskaniu) śruba będzie napierać na klocek (tutaj postanowiłem wzmocnić dno otworu w klocku podkładką), w drugą zaś stronę śruba musi ciągnąć klocek za sobą - tu też zastosowałem podkładkę, ale większą, zamocowaną wkrętami do szczęki.

Śruba

W imadle zastosowałem śrubę o średnicy 12mm, co wydało mi się odpowiednim optimum pomiędzy rozmiarami, a możliwościami. Jeszcze przed zamontowaniem jej w szczękach, trzeba było przygotować uchwyt do kręcenia nią. Rozwiązałem to w ten sposób, że kupiłem nagwintowaną tulejkę sześciokątną, którą nakręciłem na śrubę i przewierciłem na wylot (łącznie ze śrubą) wiertłem 6mm. Tulejkę mocno dokręciłem do zwykłej nakrętki, umieszczonej na końcu śruby. Przez otwór można było teraz przewlec drugą śrubę, która stanowi właściwy uchwyt i umożliwia łatwe kręcenie główną śrubą.

Montaż

Jeszcze przed ostatecznym montażem śruby dociąłem fragmenty sklejki na podstawę. W sklejce wykonałem po kilka otworów na ewentualne śruby mocujące do stołu (rozstaw co 6cm, w stole otwory są co 12cm), a potem całość (sklejkę i całe imadło) poddałem ostatecznemu szlifowaniu i - po odpyleniu - olejowaniu.

Teraz mogłem już przymocować śrubę i... no, spróbować zastosować. A było na czym próbować - jednak o tym w następnej części warsztatowych wynurzeń.

Zdaję sobie naturalnie sprawę, że właśnie zbudowane imadełko nie nadaje się do przytrzymywania dużych i ciężkich przedmiotów, ma też ograniczoną wytrzymałość, ale do podstawowych prac (najczęściej wiercenie albo szlifowanie) spokojnie powinno wystarczyć, zwłaszcza po przymocowaniu do blatu. Za to zadowolony jestem z walorów estetycznych - udało się wszystkie wkręty umieścić pod spodem, mimo braku elektronarzędzi w miarę też udało mi się pociąć i powiercić pod kątem prostym, co akurat w tym projekcie było dość istotne.

piątek, 25 października 2019

czwartek, 24 października 2019

[W] Prymitywne imadło - trzymak

Brakuje mi w warsztaciku uchwytu, którym mógłbym łatwo i szybko unieruchamiać obrabiane części. W planach mam już odpowiednie narzędzie, ale postanowiłem przygotować prototyp i sprawdzić, czy idę właściwą drogą.

Założenia były proste: zbudować coś w rodzaju drewnianego imadła, co ułatwi obróbkę drobnych części. Imadło powinno być przymocowane do stołu i wykorzystywać ściski stolarskie (nie mam jeszcze odpowiednio długiej śruby, żeby wykonać mechanizm ściskający szczęki imadła).

Dysponowałem kawałkami kantówki oraz "patykiem" z drewna bukowego. Przymierzyłem wszystko do miejsca, w którym imadło miało być zamocowane, zaznaczyłem wymiary i przystąpiłem do wycinania poszczególnych części:

Następnym krokiem stało się wywiercenie otworów na prowadnice - posłużyłem się wiertłem 20mm, bo i średnica prowadnic była właśnie taka. Tutaj wielkiej filozofii nie było, a przeszkadzało tylko to, że nie mam jeszcze statywu na wiertarkę, więc trudno było utrzymać kierunek idealnie prostopadły do powierzchni klocków.

Teraz można było już przymocować jedną ze szczęk do stołu roboczego. Prowadnice z jednej strony są przykręcone do szczęki, a z drugiej zablokowane specjalnymi kółkami-ogranicznikami, wyciętymi z nieco grubszego "patyka", dzięki czemu nie będą wysuwać.

W praktyce korzystanie z imadła jest nieco kłopotliwe, bo jeśli chcemy przymocować jakiś przedmiot, trzeba użyć dwóch ścisków stolarskich, a szybko okazało się, że ich zamocowanie - w sytuacji, gdy między szczękami mamy jeszcze obrabiany przedmiot - wymaga nie lada ekwilibrystyki...

Podsumowanie

Imadło sprawdza się średnio, głównie przez kłopotliwe mocowanie ścisków. W finalnej wersji na pewno powinna pojawić się osobna śruba, którą wykorzysta się do zaciskania szczęk imadła. Zastanawiam się też, czy mocowanie do stołu jest najszczęśliwszym pomysłem - może finalna wersja powinna po prostu być mocowana do otworów w samym blacie roboczym? Gdyby dać opcję dokręcenia od spodu śrub, byłoby to całkiem solidne mocowanie.

24 października

Dziś dzień szczególny, bo to cios wymierzony w serce sektora IT: dzień walki z otyłością oraz dzień bez e-maila. Przeczytałem o tym na którymś z portali i przez chwilę nawet zastanawiałem się, jak obchodzi się te dwie szczególne okazje? Nie je się słodyczy? Nie czyta e-maili? A może nie wysyła się e-mailem przepisu na golonkę? Nie mam pojęcia.

Za to, szukając trochę, dowiedziałem się co nieco o samej dacie 24 października. Poniżej garść ciekawszych informacji:

  • w 1648 roku zawarto pokój westfalski, kończący wojnę trzydziestoletnią
  • w 1836 roku Amerykanin Alonzo Philips opatentował zapałki
  • w 1857 roku założono angielski najstarszy klub piłkarski na świecie, Sheffield F.C.
  • w 1901 roku, w dniu swoich 63. urodzin, nauczycielka Annie Edson Taylor jako pierwsza osoba pokonała zamknięta w drewnianej beczce wodospad Niagara
  • w 1945 roku weszła w życie Karta Narodów Zjednoczonych, powołująca Organizację Narodów Zjednoczonych
  • w 1946 roku kamera, umieszczona na wystrzelonej przez Amerykanów niemieckiej rakiecie V-2, wykonała pierwsze w historii zdjęcie Ziemi z przestrzeni kosmicznej (z wysokości 105 km)
  • w 1973 roku amerykańska stacja CBS wyemitowała premierowy odcinek serialu kryminalnego Kojak z Telly'm Savalasem w roli tytułowej
  • w 1980 roku Paul McCartney został wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa jako twórca, którego utwory sprzedawały się najlepiej w historii muzyki
  • w 1989 roku, podczas wspinaczki na himalajski ośmiotysięcznik Lhotse, zginął Jerzy Kukuczka
  • w 2003 roku odbył się ostatni komercyjny lot samolotu Concorde

No a dzisiaj mamy dzisiaj. Czy ktoś zrobi coś tak znaczącego, by dopisać to do listy powyżej? Próbujmy!

wtorek, 22 października 2019

[W] Rymarskie początki

Konik rymarski gotowy, podstawowe przyrządy do szycia również, więc trzeba zacząć zajęcia praktyczne. Wprawdzie mam tylko czarną dratwę, i to bardzo grubą, ale na początek mogę popróbować szyć zwykłymi nićmi, w końcu chodzi tylko o sprawdzenie, z czym to się je.

Wybrałem (chyba dość nieszczęśliwie) na początek kawałek bardzo miękkiej skórki. Zamocowałem (profesjonalnie, he, he) w koniku i... wpadłem w małą konsternację, bo nie zrobiłem dziurek szydłem. A że jestem niedoczekany, to zamiast zrobić to porządnie na stole, postanowiłem kłuć skórę w koniku. Ech!...

Tutaj jednak uwaga - bo później robiłem jeszcze próbę z kłuciem na stole, ale poszło mi to jeszcze gorzej, bo dziwnym trafem skóra wciąż mi się przesuwała i po jednej stronie dziurki wypadały zupełnie w innymi miejscu, niż po drugiej, mimo że niby bardzo mocno ściskałem skórę przy stosowaniu szydła. Czary jakieś albo o czymś jeszcze nie wiem.

Tak czy owak, w końcu miałem otwory, więc nawlokłem dwie igły na nić i zacząłem przewlekać raz z prawej, raz z lewej. I akurat to szło całkiem sprawnie, tu nie mogę na nic narzekać. Konik sprawił się doskonale, nic mi nie przeszkadzało, trzymał pewnie i całkiem wygodnie było sobie na nim usiąść.

Testowy szew nie był długi, więc uwinąłem się z nim raz dwa. Potem chciałem jeszcze "fachowo" utwardzić i wygładzić krawędzie tzw. wood slickerem (nie znalazłem w żadnym sklepie ani na żadnej stronie polskiej nazwy), ale tu pokazało się, że skóra faktycznie jest zbyt miękka i raczej się rozgniata, zamiast utwardzać.

Podsumowanie

Zasadniczo test zakończył się pozytywnie z dwiema uwagami: po pierwsze, muszę koniecznie zamówić sobie odpowiednie, niezbyt grube nici do szycia. Po drugie, kluczowe wydaje się wykonanie otworów PRZED szyciem - od tego zależy i łatwość wkłuwania igieł, i jakość szwu (równe odstępy, prosta linia szycia).

Pierwsze koty za płoty, jak się mawia. Następny wpis "kaletniczo-rymarski" będzie z pewnością dotyczył już jakiegoś praktycznego projektu.

poniedziałek, 21 października 2019

[A] Halina Górska - O księciu Gotfrydzie, opowieść piąta

Prawie półmetek i tym razem naprawdę długi odcinek. Wprawdzie będą jeszcze dłuższe, ale... No, wiadomo!

Dla tych, których ominęła wiadomość: w części pierwszej pojawiły się dwie brakujące strony, których nie było w moim wydaniu książkowym, a które udało się uzyskać dzięki Siostrze Be. Wiele one może nie wnoszą, ale przynajmniej audiobook będzie kompletny.

[W] Cztery proste imaki

Całkiem niedawno ułatwiałem sobie cięcie wyrzynarką. Powstałe wówczas dwie proste prowadnice parę razy już się przydały, jednak podczas korzystania z nich szybko wyszły dwa główne problemy. Po pierwsze, zastosowałem w nich śruby zamiast kołków, pasujących do otworów w stole roboczym. Konsekwencją jest konieczność każdorazowego przykręcania "motylków" od spodu, co nie jest ani szybkie, ani łatwe. To by się jednak dało przeżyć - gorzej, że śruby są wkręcone "na stałe" w ściśle określonych miejscach i już nie raz się zdarzyło, że... zabrakło mi otworów w stole. Działo się to zwłaszcza, gdy musiałem coś zrobić przy krawędzi blatu i prowadnicy brakowało dosłownie kilku centymetrów. Albo np. przymocowałem prowadnicę o jeden otwór za daleko i trzeba było odkręcać "motylki" i przekładać całość.

Na kanale mojego ulubionego Neila Paskina, w jednym z filmów, widziałem bardzo prosto wykonane imaki. Postanowiłem zrobić wersję ciut bardziej złożoną, chociaż te proste też mnie kuszą.

Imaki to proste elementy oporowe - opieramy o nie albo prowadnice, albo przedmiot obrabiany. W odróżnieniu od ścisków czy klamer, imaki nie trzymają przedmiotu - tworzą jedynie opór, aby uniemożliwić przesuwanie się po powierzchni blatu.

Postanowiłem przygotować 4 sztuki, złożone z kołka 20mm, wkładanego w otwory w stole, oraz kwadratowej części wystającej nad powierzchnię stołu, która będzie dawać opór. Miałem akurat kantówkę o szerokości 50mm, więc aby ułatwić sobie życie, postanowiłem pociąć ją na kawałki 50x50mm. W każdym klocku zaplanowałem wywiercenie otworu 20mm do zamocowania kołka.

Jako że łatwiej jest zamocować do stołu długą kantówkę niż pojedyncze klocuszki, najpierw przystąpiłem do wiercenia. Oznaczyłem wszystkie klocki, a w każdym z nich punktakiem zrobiłem wgłębienie pod otwór. Wiercenie wymagało wyczucia, aby nie przebić się na wylot - niestety, póki co nie mam freza, którym wykonywanie takich otworów (z płaskim dnem) to formalność. Wówczas mógłbym pokusić się o poprzestaniu na sklejeniu ze sobą klocka i kołka - niestety, w moim rozwiązaniu musiałem (oprócz klejenia) dla pewności dać długi wkręt. Za to mogłem wypróbować nowe wiertło do fazowania - bardzo fajna sprawa, koniec z wierceniem najpierw dużym wiertłem i przekładaniem go później na małe. Tutaj wszystko jest w jednym narzędziu.

Wywiercone otwory nie zachwycały, ale trudno - ręczną wiertarką i wiertłem, jakie mam (i z takąż wiedzą i praktyką), potrafię wiercić tylko takie. Na szczęście imaki nie wymagają zegarmistrzowskiej precyzji, więc po oszlifowaniu krawędzi papierem ściernym nie jest tragicznie.

Po przygotowaniu otworów trzeba było jeszcze pociąć kantówkę na klocki - na szczęście nie było to trudne. Klocuszki na papier ścierny, szuru-buru i można było zabrać się za cięcie drewnianego pręta o średnicy 20mm na kawałki (każdy po 70mm). Pocięte kołki trzeba było też potraktować papierem ściernym i teraz pozostało tylko nałożyć klej, zmontować całość i skręcić.

Tradycyjnie ostatnim etapem było zabezpieczenie powierzchni - po raz kolejny zdecydowałem się na olej, bo bardzo podoba mi się efekt końcowy. Nie bez znaczenia jest też łatwość nakładania - wystarczy bawełniana szmatka i już. Żadnego brudzenia pędzli, mycia ich, martwienia się o wypadające z nich włosie... Chyba stałem się zwolennikiem oleju - szkoda, że jest to najsłabsze zabezpieczenie, nie mające nawet startu do skorupy z lakieru. Ale jakoś... lubię. I już.

sobota, 19 października 2019

[S] Trwa wczytywanie jesieni...

Dzisiaj tytuł od pierwszego zdjęcia - jesień powoli zagarnia kolejne obszary, liście zmieniają kolory i czasem nawet da się to zauważyć, bo naciągają żółcią jak bibuła atramentem:

Przysłona: f/6,3, Czas: 1/320 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3, Czas: 1/1250 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3, Czas: 1/1000 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3, Czas: 1/1250 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3,2, Czas: 1/640 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3, Czas: 1/2500 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3, Czas: 1/320 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3, Czas: 1/500 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3,2, Czas: 1/400 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3,2, Czas: 1/640 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/6,3, Czas: 1/320 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3,2, Czas: 1/400 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3,2, Czas: 1/320 sec, Ogniskowa: 105,0 mm