sobota, 10 kwietnia 2021

Droga do nagrań lektorskich

W sumie niedługo miną dwa lata, odkąd postanowiłem zająć się nagraniami lektorskimi, z ukierunkowaniem głównie na audiobooki. Obecnie doszedłem już do tego etapu, że w zasadzie bardziej ograniczam się sam, niż robią to warunki zewnętrzne. Przyznam jednak, że droga była długa i wyboista - może jej podsumowanie nasunie komuś refleksję albo zwyczajnie wybije z głowy pomysły, które mnie zapędzały w kozi róg...

Wydawało mi się...

Do nagrywania pierwszych audiobooków przystępowałem przekonany, że w zasadzie niczego mi nie brakuje. Na biurku pysznił się Focusrite Clarett, na statywie czaił z kolei MXL770, więc cóż mogłoby pójść nie tak? Przygotowałem jedno z opowiadań Edgara Allana Poe, "Serce oskarżycielem", i nagrałem je.

Nie byłem zadowolony z jakości technicznej, bo raz, że zarejestrowałem szumy z niedomkniętego okna (nie przyszło mi wtedy do głowy, by je zamknąć!), to nagrałem też szum komputera. Nagranie jest zatem nieco zepsute odszumianiem, ale bardziej przeszkadzają mlaski, oddechy i różne "ostre" dźwięki w rodzaju "k" i "s". Wtedy jeszcze nie bardzo potrafiłem się ich pozbyć.

Półtora miesiąca później pojawiła się "Historia sznura pereł" Makuszyńskiego i z perspektywy czasu oceniam, że był to ostatni moment, kiedy mogłem sobie jeszcze dać spokój i być szczęśliwym człowiekiem. Ale nie, zacząłem się zastanawiać. Dlaczego mój głos brzmi tak, a nie inaczej? Skąd te mlaski, jak się ich pozbyć? Jak się pozbyć "oddechów"? W sierpniu tamtego roku testowałem nawet SoundForge Audio Cleaning Lab, który miał mi pomóc rozwiązać większość problemów, okazało się jednak, że nie tędy droga.

Na poważnie

Pierwszym poważnym krokiem była wymiana mikrofonu na WarmAudio WA87, bo przecież wiadomo, że lepszy mikrofon lepiej nagra głos, prawda? Nie. Rzeczywistość bardzo szybko zweryfikowała moje "zdroworozsądkowe" gdybania. WA87 zwyczajnie uwypuklił jeszcze niedoskonałości pomieszczenia do nagrywania oraz słabość Claretta w zakresie wzmacniania sygnału. Dzisiaj się uśmiecham, ale wówczas byłem załamany. Początkowo zacząłem "adaptować" pokój za pomocą koców i... materaca z łóżka córki, ale bez paneli akustycznych mogłem zapomnieć o przynajmniej znośnych rezultatach.

Końcówka sierpnia i wrzesień zeszły mi zatem na adaptowaniu, czyli budowaniu paneli akustycznych. I faktycznie, poprawiły one wiele, ale nie wszystko. Sygnał z mikrofonu był wciąż za słaby dla mnie, chciałem mieć głośność w granicach -7dB, a nie -17! Już w tym momencie przerzuciłem się na nagrywanie za pomocą rejestratora Tascam, dzięki czemu znacząco obniżyłem szumy, jednak dopiero przedwzmacniacz Golden Age Pre-73 sprawił, że poczułem się komfortowo.

Oprogramowanie

Równolegle testowałem różne rozwiązania w zakresie obróbki nagranego dźwięku - Audacity odpadł dość szybko, przetestowałem Wavosaura, Ocenaudio, SoundForge'a, by w końcu (również na początku sierpnia owego roku) zaopatrzyć się w Acon Acoustica. Można by się zdziwić, bo przecież już od dwóch lat byłem posiadaczem licencji na program Steinberg WaveLab. Powodem było ograniczenie wersji Elements, która dopuszczała bodajże tylko 5 slotów na wtyczki do obróbki - a ja potrzebowałem więcej.

Do kompletu sprawiłem sobie z promocji parę wtyczek od Waves - DeBreath, NS-1 czy Deesser, głęboko wierząc, że dzięki nim błyskawicznie będę obrabiał nagrywane audiobooki. Zgadnijcie, czy tak się stało.

Rozpoznanie bojem

Tymczasem pod koniec września rozpocząłem nareszcie nagrania. Na pierwszy ogień z ambitniejszych przedsięwzięć poszedł mój ukochany "Gotfryd Zwycięzca". Strasznie się namordowałem i podczas rejestracji, i podczas obróbki. To właśnie wówczas na kanale Mike'a DelGaudio podpatrzyłem patent z klikaczem, zaś w listopadzie zbudowałem sobie pulpit dla książki. Postępowała adaptacja akustyczna "studia" (jeszcze w lutym ubiegłego roku montowałem dwa ostatnie panele), a ja nabierałem wprawy i w obsłudze sprzętu, i w samym czytaniu. Po "Gotfrydzie" przyszła pora na "Dwa koty i pies trzeci" oraz - póki co najobszerniejszy audiobook - "Wyspę Robinsona".

W styczniu wybrałem się na konsultacje z panią szkolącą lektorów i aktorów głosowych, aby dowiedzieć się tego i owego o popełnianych błędach, co pozwoliło mi niektóre z nich (np. hiperpoprawne "ę") wyeliminować. Starałem się też ćwiczyć dykcję, robić różne ćwiczenia warg i języka, jednym słowem - trochę podszkolić warsztat.

Zastosowania praktyczne

Audiobooki audiobookami, jednak ubiegły rok to przede wszystkim wysyp wszelkiego rodzaju filmików instruktażowych i szkoleniowych, które zacząłem umieszczać na moim kanale. No i kłopot, bo żeby dobrze nagrać WA-87 (bez szumów), musiałem wyłączać komputer, nagrywać za pomocą Tascama, potem przerzucać to do komputera, obrabiać, synchronizować z obrazem... Kupa niepotrzebnej roboty, podczas gdy na biurku marnował się mikrofon dynamiczny AKG D5. Jego przeznaczeniem miały być właśnie takie "szybkie" nagrania, bo i hałasu z otoczenia nie zbierał dużo, i zawsze był pod ręką... Niestety, był podłączony do Claretta, który oferował także dla niego zbyt małe wzmocnienie.

Dopiero pojawienie się FetHeada poprawiło tę sytuację, ale z kolei okazało się, że wzmocniony sygnał to też więcej hałasów z tła, które i tak trzeba było oczyszczać. Stanęło więc na dokupieniu dbx 286S, który umożliwi nagranie sygnału niemal na gotowo. Uff...

Stan obecny

W dniu dzisiejszym nagrywam audiobooki za pomocą WA-87, podpiętego do Golden Age Pre-73, a stamtąd do dbx 286S i Tascama. Pozostałe nagrania to AKG D5 i niemal ta sama ścieżka sygnału, z tym że na końcu znajduje się Clarett i komputer, a nie Tascam. Nagrywam w moim "studio" z pięcioma wielkimi panelami akustycznymi i czterema małymi, z obitą tkaniną lampą i drzwiami otulonymi kocem, z dywanem na drewnianych panelach. Drzwi i okno szczelnie zamknięte.

Pliki dźwiękowe do obróbki lądują w WaveLabie, gdzie mam przygotowany zestaw wtyczek obróbkowych zarówno dla sygnału z dbx 286S, jak i nagrywanego równolegle sygnału "czystego" (bo dzięki pewnej "sztuczce" mogę - nagrywając sygnał stereo - rejestrować zarówno sygnał czysty, jak i przetworzony przez dbx 286S). W WaveLabie zwykle przesłuchuję jednokrotnie całość, ściszając co głośniejsze oddechy i usuwając pomyłki, po czym całość eksportuję z aplikowaniem efektów do pliku wynikowego. I to koniec.

Dobre rady

Jeśli zatem ktoś myśli o tym, by zacząć nagrywać audiobooki, to niech w pierwszej kolejności wypróbuje mikrofon dynamiczny (z tych nieco lepszych, np. Shure SM-58, AKG D5 czy bardzo dobrego Shure SM7b), podłączając go do jakiegoś interfejsu z dużym wzmocnieniem, ewentualnie w pakiecie z mikrofonem niech kupi FetHead lub Cloudlifter CL-1, które to "aktywatory" dadzą już solidne wzmocnienie. Mikrofon dynamiczny ma tę zaletę, że nie zbiera zbyt dużo hałasów z otoczenia, więc nie najlepsza akustyka pomieszczenia lub szum komputerowego wentylatora ujdą płazem, zwłaszcza przy umiejętnej obróbce.

Jeśli koniecznie musi być to mikrofon pojemnościowy, to NAJPIERW warto zrobić adaptację akustyczną pomieszczenia do nagrywania, nawet pobieżną, jak zainstalowanie kilku własnoręcznie zrobionych paneli akustycznych. Bez tego pogłos sprawi, że nagrania będą brzmiały bardzo amatorsko i... brzydko. Po adaptacji i przetestowaniu mikrofonu można podjąć decyzję, czy warto inwestować w dodatkowy przedwzmacniacz, który da swobodę w ustalaniu wzmocnienia i brzmienia (np. używany przeze mnie Golden Age może w pewnym stopniu sterować saturacją).

Warto też przemyśleć sprawę zakupu rejestratora audio w rodzaju Tascama czy Zooma. Są one praktycznie bezgłośne, a będzie można jeszcze wyłączyć komputer - generator szumu.

Z dodatków przydaje się statyw bądź ramię do zamocowania mikrofonu oraz - KONIECZNIE! - filtr przeciwpodmuchowy, czyli tzw. pop-filtr. Można sobie sprawić "klikacza" czy podstawkę pod książkę, ale to już jak kto woli.

Koniec rozterek?

Przyznam, że po zakupie i skonfigurowaniu dbx 286S odczułem ulgę. To już! Jakość samej rejestracji wzrosła, nakład pracy przy obróbce zmalał - wszystko zgodnie z planem. Dodatkowo znalazłem rozwiązanie, by nagrywać jednocześnie sygnał obrobiony i "czysty", więc w razie czego zawsze mogę po prostu przeprowadzić zwykłą obróbkę. I tak, jestem bardzo zadowolony w obecnej chwili - nie czuję już absolutnie żadnych potrzeb w kwestii rejestracji poza ćwiczeniem samego głosu i dykcji oraz ewentualnie szlifowania obróbki. Sprzętowo jednak rzecz wydaje się zamknięta, z czego się cieszę.

Smucą, oczywiście, przygody w rodzaju nagrywania w super-jakości, ale mam nadzieję, że w końcu praktyka przezwycięży wszelkie tego typu problemy. Trzymajcie kciuki!

Przy okazji zainaugurowałem dział podcastów na stronie gadeslector:

czwartek, 8 kwietnia 2021

Lektor mądry inaczej

Tytuł, to oczywiście o mnie. A dokładniej o przygodzie mrożącej krew w żyłach, która spotkała mnie wczoraj późnym wieczorem w moim własnym, domowym studio...

Teraz, rzecz jasna, będę utrzymywał, że przyczyną była późna pora i zmęczenie, ale tak naprawdę była to bezmyślność i rosnąca panika. Czujecie się zainteresowani? No to zapraszam do lektury tekstu o tym, jak prawie osiwiałem w ciągu jednej tylko godziny.

Zaczęło się od tego, że postanowiłem napisać sążnisty referat o tym, jak to rozwijałem pasję lektora audiobooków, ile przeciwności musiałem pokonać, z iloma problemami zmierzyć - no, sami rozumiecie, "od zera do bohatera". Pisałem i pisałem, naprawdę sporo tego wyszło i zbliżyła się godzina 22:00 - czas spać, bo przecież od rana do pracy. "Referat" kończył się opisem triumfu, gdzie nowy nabytek, dbx 286S, rozwiązuje szereg wcześniejszych problemów i w ogóle fanfary, gloria, drżyjcie, słuchacze audiobooków! Zadowolony z grafomańskich efektów (!) postanowiłem przed snem SPRAWDZIĆ JEDNĄ RZECZ. Co będzie, jeśli spróbuję uzyskać obecnie jak najwyższą jakość - podłączę najlepszy mikrofon, zarejestruję w najlepszej jakości. Toż to będzie RE-WE-LAC-JA!

Wyłączyłem komputer, żeby usunąć źródło szumów i zakłóceń, zamknąłem i zaszczelniłem okno (szumy z zewnątrz), podpiąłem WA-87 i rejestrator Tascam, przygotowałem panele akustyczne i książkę na pulpicie, w mikrofonie włączyłem nawet filtr górnoprzepustowy, czego nigdy wcześniej nie robiłem - no, ale bijemy się o jakość! Podkręciłem wzmocnienie, bo deczko cicho mi się wydało i zacząłem czytać.

Po mniej więcej pięciu minutach przerwałem, bo miałem wrażenie, że mam strasznie duże szumy w słuchawkach. I leciutkie buczenie. Ki diabeł?

Zacząłem szukać przyczyny. Buczenie dokładał - jak się okazało dość szybko - kompresor w dbx 286S. Zmniejszyłem jego intensywność do znośnego poziomu, ale szumy wciąż były okropne. Nawet po włączeniu ich redukcji były wyraźnie słyszalne. O co tu chodzi? Sprawdziłem połączenia - niby w porządku. Ustawienia takie jak wcześniej - dlaczego zatem tak szumi? I dźwięk jakiś taki "cienki", pozbawiony mocy? Czy coś się uszkodziło?

Musicie wiedzieć, że mikrofony pojemnościowe (takie jak mój WA-87) wymagają do działania włączenia dodatkowego zasilania, zwanego phantom, o niebagatelnej wartości 48V. No i naczytałem się wiele razy o tym, jak to łatwo zniszczyć mikrofon, np. odłączając go od przewodu, którym to napięcie jest podawane (powinno się najpierw wyłączyć phantom, a potem odpinać mikrofon). Oraz o tym, że czasem napięcie to potrafi skoczyć mocno w górę przy włączaniu przedwzmacniacza lub interfejsu, więc lepiej włączać je tylko na czas rejestracji.

Łatwo więc sobie wyobrazić, jak moja imaginacja zaczęła w tym momencie galopować. Zniszczyłem, spaliłem mikrofon! Pewnie nie zauważyłem, że phantom jest włączone i podłączyłem przewód! Albo w ogóle mam wadliwe urządzenie dbx 286S, szumiące i nie nadające się do pracy! To ostatnie postanowiłem zweryfikować, podłączając mikrofon bezpośrednio do dbx-a, zamiast do przedwzmacniacza. Podłączyłem - szumi! Wzmocnienie musiałem rozkręcić do maksimum, a i tak poziom sygnału był zbyt niski! Więc to dbx jest niesprawny!...

Przeprowadziłem w trakcie tych rozpaczliwych badań kilka nagrań, więc postanowiłem jeszcze włączyć komputer i przesłuchać je dokładnie, kawałek po kawałku. No i od tego słuchania obraz sytuacji stał się z niedobrego wręcz katastrofalny - jakość sygnału była beznadziejna! Ale ponownie zwróciłem uwagę, że dźwięk jest jakiś taki "cienki", bez niskich częstotliwości. Uświadomiłem sobie wówczas, że w każdym z urządzeń włączyłem filtr górnoprzepustowy, żeby pozbyć się buczenia. Zacząłem więc wyłączać te filtry, aż przyszło do filtru w mikrofonie. Znajduje się on z tyłu kapsuły i po omacku nie mogłem go znaleźć. Obróciłem mikrofon i...

...I przypomniałem sobie, że WA-87 oprócz filtra ma też TŁUMIK. Tłumik, który ścisza sygnał, aby można było nagrywać np. perkusję. I ja ten tłumik włączyłem zamiast filtra, po czym przez godzinę walczyłem ze zbyt cichym sygnałem. Kurtyna.

Ech, no powiadam Wam, że człowiek stary, a głupi. Myśli, że pozjadał wszystkie rozumy, a tymczasem łapie się na coś takiego... Pocieszam się, że najważniejsze, iż obyło się bez awarii, jednak... no, jestem też przygnębiony, że dałem się złapać na tak trywialną pomyłkę. Piszę to wszystko ku nauce, a morał jest taki, że trzeba wszystko dwa razy dokładnie sprawdzić, zanim się zacznie panikować.

środa, 7 kwietnia 2021

[A] Wanda Markowska, Anna Milska - Morski car i jego dwanaście córek

Tym razem czas na baśń rosyjską, a jeśli tak, to zamiast króla mamy cara. Motyw dziecka-niespodzianki oraz konieczności wybrania ukochanej spośród grupy zamaskowanych postaci przewija się przez wiele baśni, jest też i tutaj. Ja natomiast czekam na moment, gdy będę miał na tyle wolnego czasu, by nagrać baśń o biedaku imieniem Darai, chyba mojej ulubionej baśni z całego zbioru. Tymczasem zapraszam do posłuchania:

sobota, 3 kwietnia 2021

piątek, 2 kwietnia 2021

[M] Gades&String - Klony

Święta za pasem i właśnie skończył się termin nadsyłania rozwiązania konkursu z płyty "Synergy", zatem dostałem od Michała "stRinga" pozwolenie na publikację bonusowego utworu o nieznanym tytule, który niniejszym zostaje ujawniony. Miłego słuchania i wesołych świąt!

czwartek, 1 kwietnia 2021

[A] Wanda Markowska, Anna Milska - O starym pasterzu Lamu i jego wiernym psie, o złym panu i dobrym Duchu Morza

Trochę odświeżyłem ostatnio zaplecze techniczne do nagrywania głosu, więc nie mogło się obyć bez przeczytania choćby i krótkiej baśni. Trudno, musicie cierpieć za miliony!

wtorek, 30 marca 2021

YouTube i idiotyczne ContentID

Nie jestem jakimś zapalonym jutuberem, ale umieszczam tam od czasu do czasu filmiki - nie z myślą o zarobkach, a raczej o podzieleniu się ze światem czy to wiedzą, czy własnymi dokonaniami (taki, widzicie, ze mnie narcyz). Z przykrością zauważyłem już nie raz i nie dwa, że portal ten chroni głównie firmy i korporacje, zwykłych użytkowników mając w głębokim poważaniu i z góry uważając ich za oszustów i złodziei. Dlaczego tak twierdzę?

Roszczenia

Jak wiecie (albo i nie wiecie), na YouTube można zarabiać. Jeśli użytkownik ma wielu subskrybentów i duży zasięg, a filmiki dużą oglądalność, może liczyć na monetyzację, czyli wypłaty od YouTube'a. Oczywiście, żeby cokolwiek zarobić, trzeba być aktywnym, dużo i ciekawie publikować, żeby zebrać rzeszę wiernych fanów. Mój kanał z zawrotną liczbą 100 subskrypcji i tysiącem odtworzeń miesięcznie jest tak naprawdę niczym, pyłkiem i o jakichkolwiek zarobkach nie może być mowy. Ale...

Każda firma (wydawca) może zakwestionować każdy Wasz filmik stwierdzając, że narusza ich prawa własności. Tak po prostu. Zgłaszają do YouTube'a, że filmik zrobiony przez Was, gdzie gracie na grzebieniu własną melodię, narusza ich prawa i guzik możecie na to poradzić. Gdy ten filmik zarabiał dla Was setki dolarów miesięcznie, od momentu zgłoszenia roszczenia zarabia setki dolarów dla firmy, która to roszczenie zgłosiła.

Oczywiście, możecie zgłosić sprzeciw. Napisać, że to Wasz utwór, że sami go zrobiliście i macie do niego prawa. Firma MOŻE się z tym zgodzić, ale nie musi. I jeśli się nie zgodzi, to macie figę z makiem.

Oczywiście, możecie w tej sytuacji "odwołać się". Czyli napisać jeszcze raz, że to Wasz film, wasze prawa. I znów, firma MOŻE się z tym zgodzić i wycofać roszczenia, ale jeśli ma takie widzimisię, że idzie w zaparte, to... tak, dostajecie od YouTube ostrzeżenie, że naruszacie prawa autorskie, a filmik jest usuwany. Jeśli to Wasze drugie tego typu ostrzeżenie, możecie stracić cały, latami budowany kanał. Tak po prostu.

Oczywiście, możecie jeszcze otworzyć spór, ale wymaga to już dostarczenia dokumentów, dowodów, podpisanych licencji, a w końcu po prostu pozwania firmy, która zgłasza roszczenia. Powodzenia w starciu z prawnikami, jeśli jesteś zwykłym sobie szarym człowiekiem, bez wielkiego majątku przeznaczonego na adwokata...

No bo tak

Piszę o tym w kontekście mojego, zamieszczonego w 2016 roku filmiku o powstawaniu komiksu o Ladaco. Chcąc nieco rozsławić swojego kolegę (i uhonorować go, bo robi świetną muzykę), poprosiłem go o zgodę na umieszczenie w tle jego utworu. Zgodę rzecz jasna otrzymałem, filmik umieściłem i niby dobrze. Tydzień temu patrzę, mam na nim roszczenia firmy CD Baby, która twierdzi, że używam utworu nielegalnie. Zgłosiłem sprzeciw, że owszem, mam zgodę samego autora i to na piśmie, jednocześnie napisałem też do samego zainteresowanego, czy potwierdza tę zgodę nadal. No i nie uwierzycie, on ma ten sam problem, tzn. YouTube zakwestionował mu jego własne utwory! Tzn. firma CD Baby zgłosiła roszczenia do samego autora, że on narusza swoje własne prawa! Jeśli to już nie jest paranoja, to nie wiem, co nią jest.

W każdym razie ja idę w zaparte i jestem obecnie na etapie odwołania się, bo oczywiście mój sprzeciw firma CD Baby odrzuciła. Podejrzewam, że odwołanie się także będzie nieskuteczne i filmik po prostu zniknie z kanału, a ja dostanę ostrzeżenie.

Co można zrobić?

Odpowiedź: nic. Napisałem do firmy CD Baby na Facebooku i mailowo, ale raczej wątpię, czy to w jakikolwiek sposób pomoże. Najgorsze jest to, że w zasadzie jest się bezbronnym - nie sposób z nikim porozmawiać, wymienić e-maili, bo ma się wrażenie, że za wszystkim stoją po prostu automaty i algorytmy. A YouTube w obawie przed pozwami umywa ręce na zasadzie: "rozwiążcie to sami", tyle tylko, że strona "pozwana" nie ma w zasadzie żadnej możliwości odparcia ataku. To tak, jakby ktoś oskarżył nas o kradzież, wsadził do więzienia i kazał stamtąd udowadniać, że jednak niczego nie ukradliśmy. Przykro mi, ale tak to widzę.

Co pozostaje? Na wszelki wypadek zgrałem filmik z YouTube'a (bo nie mam już materiałów źródłowych, a nie chce mi się go kręcić i montować jeszcze raz). Jeśli zostanie usunięty, po prostu dogram na nowo opis na tle innej muzyczki i wrzucę ponownie, wymieniając linki na działające. Opis muszę dograć, bo obecny jest nałożony na "sporną" muzykę, więc nie mogę go wykorzystać. Pół biedy, że film ma 6 minut, więc będzie to raptem z pół godzinki roboty. Ale roboty, którą muszę zrobić, bo firma CD Baby postanowiła "zarabiać" na moim filmiku, który przez 5 lat obecności na kanale obejrzało 400 osób. Brawo...

niedziela, 28 marca 2021

[S] Spacer po zmianie czasu

Przyroda na szczęście nic sobie nie robi z ustaleń rządu i nie zamierza czekać dwóch-trzech tygodni z rozpoczęciem wiosennego wybuchu. Jeśli faktycznie we wtorek i środę ma być ponad 20 stopni, to podejrzewam, że na święta będziemy mieli drzewa i krzewy obsypane zielonymi listkami. Niektóre już dzisiaj się pokazywały - niestety, nie miałem teleobiektywu, żeby sięgnąć odpowiednio wysoko, a niżej były praktycznie tylko pączki. Ale nie tracę nadziei, że warto już powoli odkurzać i oliwić rower - sezon wiosenny uważam za otwarty!

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/2200 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/5000 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/3800 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/280 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/550 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/250 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/420 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/1100 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/280 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/480 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

A jako bonus rozmycie nieostre, rozmycie ostre i największy beneficjent polepszającej się pogody na tropie:

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/3000 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/1100 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/3200 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/2700 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

piątek, 26 marca 2021

Film z rysowania

Lubicie oglądać, jak ktoś rysuje? Tzn. rysunek pojawia się kreska po kresce? Ja bardzo lubię oglądać tego typu filmiki, więc postanowiłem zrobić swój. Wprawdzie już kiedyś opublikowałem film o powstawaniu komiksu z Ladaco, ale czasy się zmieniają, a obecnie rysuję komiks troszkę bardziej złożony, to może i filmik wyjdzie ciekawszy? Zapraszam do obejrzenia i dzielenia się uwagami:

czwartek, 25 marca 2021

Niespodziewana przesyłka

Larek, czyli Arek Lubaszka, wspominał wprawdzie, że wyśle coś do mnie, ale kiedy kurier wręczył mi olbrzymią pakę, trochę się jednak zdziwiłem. Po rozpakowaniu okazało się, że w środku ukryty był wydrukowany w dużym formacie pierwszy odcinek przygód "Borsuka i Larka"! W dodatku z autografami "pierwowzorów", czyli prawdziwego Borsuka i Larka. Przyznam, że ciepło mi się zrobiło na sercu i żałuję tylko, że w pokoju nie mam bardziej reprezentacyjnego miejsca (niestety, wszędzie albo skosy, albo wiszą panele akustyczne) - ale powiesiłem:

Dzięki, chłopaki!

poniedziałek, 22 marca 2021

CD-Action wciąż żyje!

Niemal rok temu wydawało się, że jedno z najbardziej zasłużonych pism dla graczy dogorywa. Wydawca zwolnił redaktorów i nosił się z zamiarem likwidacji pisma. Przyznam, że sam postawiłem wówczas na piśmie krzyżyk, nie wierząc zupełnie, że cokolwiek może się zmienić. A jednak!

Tytuł zdobył inwestora, który wykupił go od dotychczasowego właściciela. Redaktorzy wrócili (w tym też tacy, którzy odeszli z różnych powodów wcześniej), przybyło też nowego narybku i pismo zaczęło się zmieniać - powolutku, ale systematycznie. A obecnie świętuje swoje dwudzieste piąte urodziny:

Dwadzieścia pięć lat na prasowym rynku to naprawdę spory wyczyn, a już w przypadku tak niszowego tytułu, jak czasopismo dla graczy, to prawdziwy ewenement. I chociaż nie kupuję już go tak regularnie jak niegdyś, to życzę całej Redakcji i samemu pismu przynajmniej drugiego ćwierćwiecza w dobrej kondycji!

środa, 17 marca 2021

[A] Wanda Markowska, Anna Milska - Samba i królowa termitów

W ramach przeprowadzania pewnego technicznego eksperymentu, nagrałem kolejną baść z cyklu "Baśnie z czterech świata stron". A że szkoda mi, żeby się te jedenaście minut marnowało, to dorzuciłem do konta GadesLector i zapraszam do słuchania:

wtorek, 16 marca 2021

[O] Flashpoint Batman: Dying is easy

Lubię Batmana. I tego z komiksów, które czytałem we wczesnych latach dziewięćdziesiątych, i tego z filmów Burtona, i tego z trylogii Nolana. Mniej przekonuje mnie wprawdzie inkarnacja Bena Afflecka, ale pokazana w końcówce ubiegłego roku zapowiedź Batmana w wykonaniu Roberta Pattinsona wygląda bardzo obiecująco. I w tym wszystkim nagle, niczym diabeł z pudełka, wyskakuje króciutki film "Batman: Dying is easy", a ja jestem pod wrażeniem. Oceńcie sami, to raptem pół godzinki:

Generalnie bardzo spodobał mi się cały klimat tego... właściwie nie wiem, jak to nazwać? Krótkometrażówka? Pilot? Jest ciemno, brudno, ponuro - jak to w prawdziwym Gotham City być powinno. Ale ten Batman!... Wielki, ciężki, ponury - żeby nie powiedzieć zgorzkniały. Widać, że niejedno w życiu przeszedł. I jakiś taki... czy ja wiem... solidny. To jest taki Batman, na którego czekałem - nie taki "sztywny", jak u Burtona; nie taki delikatny, jak u Nolana. Troszkę Batman Afflecka wygląda podobnie (te nieogolone policzki), ale to Kevin Porter grający tutaj wypada dużo bardziej przekonująco. To jest Batman, którego można się naprawdę bać.

Mniej przekonująco wypada w tym krótki pokazie Joker - grany przez reżysera i scenarzystę, Aarona Schoenke. To znaczy - tu mam mieszane uczucia. Bo z jednej strony Joker wygląda, hm, odpowiednio, tylko gra aktorska pozostawia nieco do życzenia. Aaron Schoenke stosuje na przemian dwa grymasy i w zasadzie na tym się wszystko kończy - nijak się to ma do innych, świetnych przecież Jokerów (Phoeniksa, Ledgera, Nicholsona, a nawet Jareda Leto). Cóż, niski budżet robi swoje.

Najciekawsze jest jednak to, że tutejszy Batman, to wcale nie przebrany Bruce Wayne, którego znamy z dotychczasowych adaptacji. Ba, pokazane Gotham City i znani skądinąd źli, jak Joker czy Riddler, też nie są tymi samymi postaciami. To alternatywna linia czasowa, w której zamiast rodziców Bruce'a Wayne'a ginie on sam, a przeżywają oni. I właśnie ojciec, Thomas Wayne, staje się Mrocznym Mścicielem. Bardzo ciekawy koncept i myślę, że fajnie byłoby obejrzeć pełny film.

Tymczasem nie wiem, czy będzie jakaś kontynuacja. Powyższy "odcinek" wyprodukowali sami twórcy, bez pomocy wytwórni. Zresztą, w komentarzach proszą o podpisywanie petycji do Warner Bros, która to wytwórnia ma prawa do Batmana. Wydaje mi się, że jeśli Warner tego nie pociągnie dalej i nie da zielonego światła, to popełni wielki błąd, bo potencjał jest tu spory. I wypada mieć nadzieję, że jednak dane nam będzie zobaczyć ponurego Kevina Portera, rozprawiającego się z przestępczością Gotham City. Liczę na to!

niedziela, 14 marca 2021

środa, 10 marca 2021

[M] Muzyczna nostalgia

Ech, stare dobre czasy! Kiedyś to było! Pamiętem, jak... Dobra, dobra. Myślę, że czujecie się wprowadzeni w nastrój. Z tej okazji, że mogłem pozgrywać swoje najstarsze, zapisane na taśmach magnetofonowych utwory do domeny cyfrowej, pokusiłem się o przygotowanie krótkiego, ehm, teledysku, w którym w ciągu kilku minut można sobie posłuchać przekroju mojej muzyki z przestrzeni trzydziestu lat. Część to utwory dotąd nigdzie niepublikowane, część zaś przypada już na czasy działalności "Gadesa", więc nikogo nie zaskoczy.

Wyjaśnienie należy się parze ostatnich fragmentów, bowiem najpierw jest to "Second Encounter", który (prawdopodobnie) oficjalnie zostanie wydany na płycie "Encounters" w tym roku, natomiast po nim znalazł się "Yarn" z 2020. Przyczyna tego przemieszania czasowego jest trywialna - po prostu po "Goodnight" bardziej - tak "na ucho" - pasował mi "Second Encounter".

Jakość fragmentów pochodzących z taśmy jest mizerna, ale niewiele dało się tutaj zrobić - taśmy mają ponad 30 lat, do tego dochodzi wcale nie taki idealny dwudziestoletni magnetofon i... mamy to, co mamy. Ot, tak to już jest z zabytkami.

Mam nadzieję przynajmniej, że widać jakiś postęp na przestrzeni tylu lat. Żałuję też trochę, że na 12 lat porzuciłem muzykę - no, ale w zamian zająłem się fotografią, więc nie był to czas zupełnie stracony (nawet nie wiem, czy nie lepiej na tym wyszedłem). Tak czy inaczej - miłego oglądania i słuchania!

wtorek, 9 marca 2021

[3D] Studio

Siostra Be rozpoczęła przygotowania do nowego sezonu "Literackich ciekawostek", a jedną ze zmian ma być inny wystrój "studia". A raczej zastąpienie prawdziwego wnętrza wnętrzem wirtualnym, co bywa praktyczne z punktu widzenia spójności wszystkich odcinków i pracy wykonywanej przy przygotowaniu planu zdjęciowego.

Zaoferowałem pomoc przy przygotowaniu studia w programie Blender. Wymaganiem były "okna", w które dzięki maskowaniu można wstawiać materiały związane z bieżącym tematem odcinka (w tym ruchome) bez konieczności posiadania tak olbrzymich wyświetlaczy czy ekranów. Przyznam, że było to dla mnie pewne wyzwanie, bo do tej pory nie modelowałem pomieszczeń.

Najwięcej czasu spędziłem nie na rysowaniu, bo jak widać, wnętrze nie jest bardzo skomplikowane, tylko nad oświetleniem. Ostatecznie część światła wpada przez "okna", a część pochodzi z wirtualnych żyrandoli, zamocowanych nad miejscem, gdzie na filmiku siedzą prowadzące.

Pierwszy, eksperymentalny odcinek znajduje się w montażu, zaś udostępniony został zwiastun, zachęcam więc do oglądania:

poniedziałek, 8 marca 2021

[E] Affinity Photo - Usuwanie wzoru rastra ze zdjęć

Mieliście kiedyś do czynienia ze zdjęciami z widocznym "wzorkiem"? Na przykład zeskanowanymi z książki/gazety lub po prostu wywołanymi na papierze z fakturą? Istnieje sposób na pozbycie się tego wzorku i dla posiadaczy Affinity Photo jest to sposób stosunkowo prosty, choć nieco mozolny. Można posłużyć się także innymi programami, jeśli tylko udostępniają analizę częstotliwościową Fouriera (ha!). A jak się do tego zabrać? Zamieszczam krótki poradnik na ten temat:

Magnetofon w akcji, cz. 2

Wczorajsze ratowanie nagrań z taśm magnetycznych nie dotyczyło tylko bajek dźwiękowych. Otóż odnalazłem w szufladzie ze szpargałami kasetę z moimi najwcześniejszymi nagraniami muzycznymi, robionymi jeszcze na ATARI 130XE w wieku 12 lat. Rzecz jasna, nie mają one żadnej wartości poza sentymentalną, ale skoro miałem możliwość ocalenia ich, skrzętnie skorzystałem.

Niestety, jakość nagrań jest fatalna, co zupełnie nie dziwi wziąwszy pod uwagę, czego używałem do nagrywania. Nie dość, że taśma już w tamtym momencie miała bez mała 10 lat, to i magnetofon nie grzeszył poziomem technicznym (i czystością, bo o czyszczeniu głowic i rolek nie miałem wówczas pojęcia). Dodatkowo posługiwałem się zrobionym własnoręcznie (!) przewodem, gdzie do łączenia poszczególnych żył zamiast cyny używałem skręcania drucików. Biorąc to wszystko pod uwagę - a także sposób przechowywania kasety - to i tak cud, że cokolwiek słychać.

Pierwszym krokiem było, rzecz jasna, przeniesienie nagrań do domeny cyfrowej. Mając je już w moim "produkcyjnym" komputerze, wrzuciłem je do programu Acoustica, gdzie je znormalizowałem (czyli podniosłem głośność do odpowiednio wysokiej wartości, takiej samej w każdym przypadku). Kolejnym krokiem było usunięcie potężnego szumu, połączonego z buczeniem - tu na szczęście świetnie sprawdziła się wtyczka Brusfri. Jako że nagrania jeszcze miały nieprzyjemne, buczące brzmienie, zaaplikowałem korekcję, po której od biedy da się uznać nagrania za dopuszczalne do słuchania.

Nagrań tych nie będę upubliczniał, bo są zwyczajnie zbyt słabe, jednak przyznam, że jakaś tam mała nostalgia szarpnęła mnie w środku - nie słyszałem tych nagrań trzydzieści lat, ale jako smarkacz byłem z nich strasznie dumny. Może uda się kiedyś zrobić jakiś miks przekrojowy przez te wszystkie lata, kiedy zajmowałem się muzyką i wówczas jakiś fragment się tam pojawi - żebym się mógł podbudować, że jednak jakiś postęp się dokonał...

niedziela, 7 marca 2021

Magnetofon w akcji, cz. 1

Ostatnia wizyta u Rodziców zaowocowała impulsem twórczym (czy też odtwórczym) - w każdym razie popchnęła mnie do działania. Mniej więcej od grudnia chyba Perełka przeżywa niesłabnącą fascynację bajkami-grajkami, słuchając zwykle aktualnie ulubionej aż do znudzenia. Przeszliśmy już przez "Piotrusia Pana", "Pinokia", "Poszukiwaczy złota", zaś aktualnie "na tapecie" jest "Stoliczku, nakryj się!". Większość bajek zdobyłem jakiś czas temu, wykupując niemal wszystkie tytuły wznowione ze starych nagrań na płytach winylowych. Niestety, nie wszystkie bajki, jakie pamiętam z własnego dzieciństwa, są dostępne w postaci cyfrowej (a przynajmniej ani mnie, ani Siostrze Be nie udało się ich dopaść). Chodzi między innymi o "Okruszka w Krainie Baśni", jedno z najdłuższych tego typu nagrań, jakie znam (półtorej godziny!). Chyba to też było głównym powodem, że nie ukazało się wznowienie - nie wystarczyłoby pojedynczej płyty CD, żeby to pomieścić...

Tak czy owak, nasze oryginalne nagranie kasetowe, mówiąc kolokwialnie, trafił szlag, więc wydawało się, że ratunku już nie ma. Na szczęście Siostra Be natknęła się na nagranie kasetowe w... bibliotece. Stanąłem zatem przed bojowym zadaniem przeniesienia go na grunt cyfrowy, i dla Perełki, i - być może - dla potomnych, he, he.

Zadanie nie było proste bo u Rodziców brak już odpowiedniego sprzętu do choćby odtworzenia obu kaset, nie wspominając o zgrywaniu. Jedyna nadzieja tkwiła w moim domowym magnetofonie Denon DRM-540, który jednak ostatnimi czasy wydawał z siebie dziwne odgłosy i wcale nie było pewne, czy podoła. Na szczęście - podołał. Karkołomna plątanina kabli, laptop stojący na taborecie, interfejs muzyczny na szafce, magnetofon na krześle - jakoś wszystko "zagrało" i po odczekaniu dwóch godzin (jedną stronę drugiej kasety trzeba było zgrywać dwukrotnie, bo laptop przez moją nieuwagę przeszedł w tryb uśpienia) materiał leżał już na dysku.

Pozostało przerzucić go na mój główny komputer, oczyścić z szumów i brumów, i oto jest. Wersja cyfrowa - może nie najwyższej jakości, ale słuchać się da:

Przy okazji zgrałem też bajkę "O krasnoludkach i Sierotce Marysi" oraz pewne tajne nagrania, o których wrzucę chyba osobny wpis. Zobaczymy, czy będzie to miało sens.

środa, 3 marca 2021

Nie tylko komiksy - zagadka

W ramach ćwiczenia nadgarstka na czymś innym niż tylko prosta kreska komiksowa, dzisiaj zagadka dla wszystkich chętnych. Zastrzegam od razu, że niełatwa, bo i podobieństwa nie potrafię uchwycić, ale co tam. Należy podać imię i nazwisko tego tu oto wojownika - wszyscy w przynajmniej moim wieku powinni go widzieć przynajmniej raz w życiu, a pewnie widzieli nawet kilka. Któż to taki?

wtorek, 2 marca 2021

[K] Czy to się zmieni?

Dzisiaj trochę nietypowo i bardziej dla siebie niż dla Czytelników - spis najczęściej używanych przeze mnie programów z najróżniejszych kategorii. Głównie w celach kronikarskich, żeby sprawdzić np. za rok, czy coś się zmieniło. Zacznijmy może zatem wyliczankę:

KategoriaAplikacja
Przeglądarka internetowaVivaldi*
Programy biuroweMicrosoft Office 2007
Podręczny notatnikSublime Text 3
Manager plikówTotal Commander 9.51
Środowisko programistyczneJetBrains IntelliJ
Odtwarzanie mp3foobar2000 1.6.4*
Komponowanie muzykiPreSonus Studio One 5, Steinberg Cubase 11
Edycja plików dźwiękowychSteinberg WaveLab 10
Edycja wideoBlackMagic Design DaVinci Resolve Studio
Nagrywanie wideo z ekranuOBS*
Zrzuty ekranuScreenpresso
Przeglądarka plików graficznychIrfanView 4.57*
Rysowanie komiksówClip Studio Paint 1.10
MalowanieCorel Painter 2021, Rebelle 4
Grafika wektorowaAffinity Designer 1.9
Grafika rastrowaAdobe Photoshop CS6
Grafika 3Dblender 2.92*
Wywoływanie zdjęćAdobe Lightroom 6.4

*) program darmowy

Jak widać, jestem dość przywiązany do niektórych programów i trudno jest mi je zmienić na coś nowego, nawet mimo podejmowanych prób. Tyczy się to głównie Photoshopa i Lightrooma, ale także wiekowy już Office 2007 trzyma się krzepko. Nie do ruszenia są Total Commander oraz foobar2000, a IrfanView ostatecznie oparł się zakusom ACDSee. Największa różnorodność jest w dziedzinach grafiki i muzyki, gdzie kandydatów na główne narzędzie jest mnóstwo - np. w ogóle nie wymieniłem Reapera czy FL Studio (programy DAW) oraz ArtRage czy Paintstorm Studio (grafika).

No cóż, zobaczymy za rok, czy nastąpią tu jakieś przetasowania, chociaż nie przewiduję niczego takiego, zwłaszcza że z ważnych, używanych przez wiele lat aplikacji zniknęła ostatnio tylko jedna: CorelDraw, bezpardonowo wyrzucony przez Affinity Designera. Reszta to raczej zasiedziała ekipa, która po prostu świetnie się sprawdza w codziennym działaniu.

niedziela, 28 lutego 2021

[S] Wiosna tuż?

W taką pogodę jak dzisiaj, nawet taki leń jak ja nie wytrzymuje i idzie do lasu na przechadzkę. A nuż trafią się gdzieś pierwsze listki? Albo chociaż pączki listków? Na pewno zaś trafiło się błękitne niebo.

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/4000 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/2400 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/1900 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/500 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/125 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/550 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/400 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/3000 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/2200 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/320 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/2900 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

I na koniec bonus, czyli dzielny pies zaczepno-obronny, który chyba najbardziej cieszy się z ogromu zapachów, które niesie ze sobą nadchodząca wiosna:

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/12000 sec, Ogniskowa: 50,0 mm