czwartek, 22 sierpnia 2019

Cena oderwana od rzeczywistości

Wracając wczoraj z pracy, usłyszałem w radiu piosenkę "Son of the blue sky" zespołu Wilki, co nastroiło mnie nieco nostalgicznie. To z kolei spowodowało, że włączyłem sobie dzisiaj od rana cały debiutancki krążek z 1992 roku. A potem przypomniałem sobie, że w 1997 roku Gawliński wydał płytę "Kwiaty jak relikwie", którą kiedyś katowałem do upadłego (jeszcze w nagraniu kasetowym). Postanowiłem sprawdzić, za ile można obecnie kupić wydanie na płycie CD.

Wchodzę na stronę Empiku, a tu niespodzianka:

Czy ktoś może mi racjonalnie wytłumaczyć, w jaki sposób pliki mp3 są DROŻSZE od płyty CD? Przecież wydanie CD to krążek, pudełko, okładka, książeczka! A w dodatku jakość materiału na CD przebija pliki mp3, zwłaszcza te ze sklepu...

Dla mnie to absurd i kolejny dowód, że ceny wydawnictw muzycznych nie mają kompletnie powiązania z rzeczywistymi kosztami...

poniedziałek, 19 sierpnia 2019

[O] Walter Isaacson - Leonardo da Vinci

W moje ręce wpadła tydzień temu bardzo interesująca pozycja z wydawnictwa Insignis - biografia Leonarda da Vinci autorstwa Waltera Isaacsona w przekładzie Michała Strąkowa. Interesująca głównie z tego powodu, że nagle okazało się, że wiem o tym renesansowym twórcy zaskakująco mało.

Lektura

Jeśli chodzi zatem o treść merytoryczną, to książka Isaacsona spełniła moje oczekiwania. Dowiedziałem się z niej o wielu rzeczach, o których wcześniej nie miałem pojęcia lub umieszczałem w wielkim, pojemnym worku pt. "człowiek renesansu", nie zastanawiając się właściwie nad ich głębszym sensem. Może brzmi to nieco zawile, ale chodzi mi w gruncie rzeczy o prostą rzecz. Do tej pory traktowałem Leonarda da Vinci jako historyczną postać, genialnego malarza (któż nie zna "Mony Lisy" czy "Ostatniej wieczerzy"?) i wyprzedzającego własną epokę konstruktora (czołg, helikopter). Istniał sobie w mojej świadomości bardziej jako "ikona renesansu".

Tymczasem podczas lektury poznajemy także (a może przede wszystkim?) inne aspekty jego życia. Widzimy, co robił w młodości, na co zwracał uwagę, co go interesowało i czego tak naprawdę szukał. Isaacson podkreśla nieraz, że da Vinci nie był geniuszem dlatego, że się taki urodził, ale że się takim stał. I to jest największa zmiana, jaka dokonała się w moim postrzeganiu Leonarda po skończeniu lektury: zrozumienie, że to nie był tylko malarz-marzyciel, który ładnie (czy nawet bardzo ładnie) malował. Że rzeczywiście była to jednostka wybitna, jeśli chodzi o głód świata i głód wiedzy.

Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się, że moje wyobrażenie o da Vincim aż tak się zmieni. I to nie na gorsze! Z geniusza, którego inni stawiają na piedestale "bo tak", stał się dla mnie geniuszem pracy i ciekawości. Można nie lubić jego obrazów (spotkałem się ze stwierdzeniem, że są one "zbyt staroświeckie"), ale nie sposób odmówić jego umysłowi błyskotliwości, a jemu samemu - pracowitości.

W perspektywy lektury najbardziej uśmiałem się z pewnej cechy wielkiego Leonarda, z której nie wszyscy sobie zdają sprawę (ja o niej do tej pory nie wiedziałem): otóż jest bardzo mało rzeczy, które... doprowadził do końca. Jego życie jest jednym wielkim pasmem niedokończonych i porzuconych projektów. I wynikało to nie z lenistwa, tylko właśnie z tego ciągłego poszukiwania: na przykład malując czyjś portret Leonardo zastanawiał się, w jaki sposób oddać piękno oczu; aby zaspokoić swoją ciekawość, zaczął przeprowadzać sekcje oczu, studiować ich budowę, odkrywać prawa optyki, zastanawiać się, w jaki sposób widzimy, jaką funkcję pełnią poszczególne części i... po dwóch latach okazywało się, że postęp w dziedzinie optyki był ogromy, powstało mnóstwo notatek, ale portret utknął w fazie szkicu.

Po drugie, da Vinci nieczęsto dzielił się swoimi odkryciami (np. odkrył, sformułował i zapisał III zasadę dynamiki Newtona 200 lat przed Newtonem), przez co wiele rzeczy trzeba było "odkrywać na nowo". Gdyby opublikował swoje notatki, pewnie wielu odkrywców i wynalazców straciłoby pierwszeństwo w historii. Co mnie zaskoczyło, to problemy Leonarda z matematyką - dotąd zawsze uważałem, że także w tej dziedzinie był - no cóż - geniuszem, podczas gdy miał potężne problemy z algebrą i do wszystkich swych odkryć docierał metodami graficznymi, czyli rozwiązując je na gruncie geometrii.

Był zatem da Vinci postacią wielowymiarową, a czytanie o jego dokonaniach przysparza wiele radości, głównie właśnie z tego względu, że wielu rzeczy się zwyczajnie nie spodziewamy.

Wady obiektywne i nieobiektywne

O dobrych rzeczach już było, więc teraz łyżka dziegciu w tym garnku miodu. Edytorsko książka wygląda przyzwoicie, zwłaszcza pod względem korektorskim - z całości pamiętam tylko zamienione miejscami podpisy pod dwiema ilustracjami. Natomiast przekraczając połowę książki zaczynamy się nieco irytować na powtórzenia - tzn. po raz kolejny i kolejny czytamy podobne zdania o tym, co zrobił główny bohater albo co kto powiedział o jego dziele - odnosi się wrażenie, że materiał powstawał bardzo długo i Isaacson po prostu nie czytał go na bieżąco, stąd pisał kilkukrotnie o tych samych sprawach.

Na koniec ostrzeżenie ode mnie: nie kupujcie wersji elektronicznej. Nie dlatego, że jest kiepska - po prostu do tego konkretnego tytułu lepsza wydaje się wersja papierowa. A to ze względu na ilustracje - i to nie tylko ich wielkość czy czytelność, ale przede wszystkim... łatwość dostępu. Często mamy dość długie opisy poszczególnych dzieł, czasem są to analizy porównawcze - na papierze to nie problem, bo po prostu sobie skaczemy co dwa zdania do odpowiedniej ilustracji i już. W Kindle'u to już często cofnięcie o 4-5 stron, a i strona z ilustracją długo się wczytuje, dlatego jest to mało wygodne.

Tak czy inaczej, polecam wszystkim tę pozycję - warto poczytać o Leonardzie da Vincim, którego każdy niby zna.

czwartek, 15 sierpnia 2019

Prace domowe - Karmnik

Połowa sierpnia - po chłodnych porankach czuć powoli nadchodzącą jesień (tu mój przekorny duch woła: "Bez przesady!")

Pojawił się dość nagle pomysł na karmnik dla ptaków (pewnie Kapitan Jacek Wróbel maczał w tym swoje skrzydła). I to tak nagle, że w pewnej chwili znalazłem się po prostu w garażu z Perełką jako asystentką i zadaniem wykonania rzeczonego przedmiotu. Bez planu.

No, cóż było robić - budulec na karmnik leżał w garażu od wiosny, kiedy to rozmontowałem mini paletę, na której dotarł do nas bujany fotel tarasowy. Pomierzyłem, przyciąłem, oszlifowałem i zaczęliśmy z Perełką składać to "cudo". Rzecz jasna, nie wszystko wyszło tak, jak bym to sobie wymarzył, ale jest.

Rzecz jasna, szybko pojawił się problem, gdzie zamocować jadłodajnię dla ptaków. Na płocie? Na paliku, jak domek dla owadów? Koniec końców, tymczasowo (czyli na zawsze) karmnik wylądował na olszy. I dobrze.

Próbna porcja pszenicy jeszcze żadnego opierzonego hultaja nie skusiła, ale poczekamy do wieczora, kiedy ptaki wrócą z dziennych wojaży. A Wam jak się podoba?

środa, 14 sierpnia 2019

Dynamic Auto Painter - 5 na 6? Nie sądzę

Jakiś czas temu opisywałem program, który zamieniał zdjęcia w "ręcznie malowane" (rysowane) obrazy. Mam licencję na ten program i używam go od czasu do czasu, przygotowując ilustracje na bloga. Jakiś czas temu dostałem mailem informację, że pojawiła się wersja 6, ale po przejrzeniu screenów na stronie producenta stwierdziłem, że aktualizacja nie ma (dla mnie) większego sensu i o całej sprawie zapomniałem.

Ostatnio jednak potrzebowałem "na szybko" przygotować ilustrację do artykułu. Akurat na komputerze nie miałem Dynamic Auto Paintera, za to był dostępny szybki internet. Pomyślałem zatem: szybko ściągnę sobie instalator, wpiszę numer aktywacyjny i zrobię, co mam zrobić. No, nie.

Zapłaciłeś? To trzymaj się!

Po raz kolejny okazało się, że twórcy oprogramowania jak tylko mogą, utrudniają życie legalnym użytkownikom (nie zawsze - na końcu będzie akapit ku pokrzepieniu serc). Okazało się, że zwyczajnie i po prostu instalatora na stronie Media Chance... nie ma. Jest do wersji 6, ale zupełnie brak wersji 5 (oczywiście w e-mailu z numerem aktywacyjnym, który dostałem lata temu przy zakupie, jest tylko informacja: pobierz wersję testową z naszej strony i aktywuj ją!)

Napisałem od razu do supportu (sekcja FAQ na stronie niczego nie wyjaśniła). Po trzech dniach odpowiedzi brak. Za to podczas czytania FAQ-a i przeglądania strony dowiedziałem się, jak w ogóle wygląda procedura upgrade'u z wersji 5 do 6. Uwaga: trzeba zainstalować wersję 5, aktywować ją odpowiednim numerem, po czym zainstalować wersję 6 i w niej wybrać opcję aktualizacji (która to opcja pojawia się TYLKO I WYŁĄCZNIE wtedy, gdy wersja 6 wykryje legalną wersję 5). Najdziwniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że do ostatniej chwili użytkownik nie zna ceny takiej aktualizacji, bo na stronie cena taka nie została w ogóle umieszczona. Czyli - zakładając, że chciałbym dokonać teraz aktualizacji: muszę zdobyć instalator wersji 5 (producent nie daje go na stronie, Google go nie znalazł), muszę zainstalować aplikację i ją aktywować, potem ściągam wersję 6, uruchamiam ją i jeśli wszystko dobrze pójdzie, program przedstawi mi ofertę aktualizacji w jakiejś cenie. Jeśli cena będzie "z kosmosu" i zrezygnuję, cała ta procedura pójdzie na marne. Czy nie wystarczyłoby po prostu podać na stronie stosownej kwoty, a przy zakupie poprosić o numer aktywacyjny poprzedniej wersji?

Z ciekawości zajrzałem też na forum, skąd łatwo wysnuć wnioski, że producent niespecjalnie się interesuje swoimi klientami, np. w wielu miejscach znalazłem narzekanie, że (jak w moim przypadku) brak jest jakiejkolwiek reakcji na pytania wysyłane przez formularz kontaktowy.

Alternatywy

Zeźlony tym wszystkim, zacząłem przeglądać internet w poszukiwaniu alternatywy dla DAP5. No i znalazłem - jest sobie darmowy (!) program FotoSketcher, który może nie daje aż tak dużych możliwości, jak Dynamic Auto Painter, ale jest po pierwsze względnie szybki, a po drugie - nie trzeba go kupować. Zresztą, umówmy się, do przygotowania na szybko ilustracji na bloga, nikt nie będzie godzinami eksperymentował z dziesiątkami ustawień w DAP, tylko kliknie odpowiedni preset.

Chlubne wyjątki

Na szczęście, istnieją jeszcze firmy prezentujące dokładnie odwrotną strategię niż Media Chance, np. SonarWorks. Gdy podczas instalacji True Fi napotkałem problem (kreator nie chciał przejść jednego z kroków) i napisałem o tym do supportu, nie dość, że bardzo szybko doczekałem się odzewu, to pracownik umówił się ze mną na zdalną sesję, podczas której diagnozował problem. Wprawdzie źródła problemu nie udało się usunąć, jednak jako rekompensatę otrzymałem (za darmo!) licencję na bogatszy produkt (Reference 4), z którym podobnych problemów nie było. Także firmy FabFilter czy Spectrasonics zawsze reagowały bardzo sprawnie i załatwiały sprawy tak, aby klient był zadowolony.

Tak czy inaczej

Tak czy inaczej będę chwilowo używał Dynamic Auto Paintera, przynajmniej na domowym komputerze. Jest to program wygodny i daje bardzo dobre rezultaty, poza tym nie po to wydawałem kiedyś ciężko zarobione złotówki, żeby teraz po prostu wyrzucić je do kosza. Natomiast firma Media Chance straciła nomen omen szansę na to, żebym kupił aktualizację (lub cokolwiek z jej oferty). To chyba jedyna rzecz, którą mogę okazać, hm, dezaprobatę dla jej działalności. A że nikt tego nie zauważy? Wierzę, że takich jak ja będzie więcej.

wtorek, 13 sierpnia 2019

Perełka - Duża

Perełka dostała nowy, duży rower i jeździ na nim już całkiem dobrze. A że teraz też mam rower, więc jeździmy razem, zwiedzając okolice i spędzając czas. Oczywiście, nie jeździmy w ciszy, bo Perełka ma zawsze na podorędziu kilka ciekawych zagadnień do omówienia. Tym razem rozmowa zeszła na tematy - a jakże - rowerowe.

- Tata, a ja już mam duży rowerek, prawda? - pyta przez ramię Perełka, przejeżdżając uważnie przez próg zwalniający.

- Tak, teraz masz już duży rowerek.

- A Tata, jak będę większa, to będę miała jeszcze większy? - pyta dalej Perełka, zręcznie omijając studzienkę kanalizacyjną.

- Tak, im będziesz starsza, tym Twój rower będzie musiał być większy.

- Tata, a kiedy będę miała taki duży rower jak twój?

Zastanawiam się chwilę nad odpowiedzią - użyć do wyjaśnienia lat? wieku? wzrostu? Wybieram opcję najprostszą i - jak się okaże - najgroszą:

- Kiedy będziesz taka duża jak ja, to będziesz mogła mieć też taki duży rower.

Perełka hamuje, patrzy na mnie krytycznie i mówi:

- Ale ja nie chcę być taka gruba!

poniedziałek, 12 sierpnia 2019

niedziela, 11 sierpnia 2019

Kapitan Jacek Wróbel

Ostatni tydzień był szczególny - mieliśmy w domu nowego lokatora. Wypadł z gniazda i cudem nic mu się nie stało. Mały wróbel, a właściwie mazurek.

Zamieszkał w pudełku, gdzie miał urządzone prowizoryczne gniazdo. Nazywany nieco przewrotnie Panem Wróblem, ćwierkał zaciekle i domagał się jedzenia, podanego wprost do szeroko otwartego dzioba. Preferencje smakowe? Od biedy zamoczone płatki owsiane lub kasza, ulubione - robaczki (wiadomo).

Przedpołudnia spędzał w pudełku, ale popołudniami był wynoszony na taras, żeby czuł niebo nad sobą. Raz nawet odwiedził go inny, dorosły wróbel. Posiedział na skraju pudełka, popatrzył i odleciał. Może tata?

Jako że maluch dawał radę już jakoś tam przelatywać z palca na stół czy podfruwać, został posadzony na gałązce rosnącej w ogrodzie olszy. Podobało mu się, więc na drugi dzień także zażył sobie podobnej rozrywki. I zniknął.

Przeszukaliśmy cały trawnik (może spadł?), obejrzeliśmy drzewo (może polazł wyżej?), natężaliśmy słuch (może przeleciał kawałek i teraz leży gdzieś w zaroślach?) - nic.

Późnym popołudniem rozległo się znajome ćwierkanie. Kapitan siedział wysoko na olszy - przynajmniej ja miałem takie wrażenie, że to on. Rozmiar się zgadzał, no i ptak nie uciekał na nasz widok. Do pudełka nie sfrunął już, odleciał.

Może wpadł tylko się pożegnać?

Powodzenia!

sobota, 10 sierpnia 2019

Miły koniec dnia

Pogoda dzisiaj była... no, ciężka. Rano chłodno, potem gorąco, ale parno, potem deszczowo, a jeszcze potem, razem z zachodem słońca... TO:

Wypatrzone przez Żonę!

piątek, 9 sierpnia 2019

Ogrodowa przebieżka

Ha, warto jednak czasem zajrzeć do własnego ogródka - zawsze znajdzie się coś nowego. Tym razem mamy urodzaj na słoneczniki, które pięknie obrodziły w różnych odmianach. Do tego rozwinięty fasolnik, astry, kwitnące ogórki - dzieje się! A "na deser" - pszczółki i czający się kwietnik.

poniedziałek, 5 sierpnia 2019

Poczta - podsumowanie

Siostra Be dała mi znać w czwartek, pierwszego sierpnia, że ostatecznie dotarła do niej moja ostatnia przesyłka, możemy zatem oficjalnie ogłosić koniec testu rzetelności poczty.

Dla tych, których ominęły moje "zmagania" z ostatnich ponad dziesięciu tygodni krótkie podsumowanie. Test rozpoczął się dwudziestego maja i polegał na tym, że każdego poniedziałku wysyłałem do samego siebie kopertę z datą wysyłki, żeby sprawdzić, po jakim czasie koperta ta znajdzie się w mojej skrzynce pocztowej. Każdej środy Siostra Be wysyłała list z Kościana, który miał dotrzeć także do mnie (list, naturalnie, również był opatrzony datą wysłania). Na tej podstawie chciałem uzyskać informację, jak szybko moja lokalna poczta dostarcza przesyłki i czy ewentualne problemy wynikają z braku organizacji w mojej miejscowości, czy to efekt słabej pracy całej poczty (stąd pomysł na wysyłkę z Wielkopolski).

Oczekiwania? Skoro zostają wysłane dwie przesyłki tygodniowo, a zwykły list krajowy powinien "iść" trzy dni (taki NIEGWARANTOWANY czas opisuje poczta), spodziewałbym się, że już pierwszego tygodnia otrzymam przynajmniej jeden list, a każdego następnego - dwa. I tak regularnie przez cały okres testu.

Wyniki są bardzo niekorzystne dla lokalnego urzędu pocztowego. O ile nie można narzekać na czas wyjmowania listów ze skrzynki przy poczcie (w zasadzie każdy list ma datę stempla taką, jak data wewnątrz koperty, czyli były wyjmowane tego samego dnia, kiedy je wrzucałem), to czas doręczenia woła o pomstę do nieba. Ewidentnie widać, że listonoszowi jest do nas nie po drodze i przyjeżdża tylko raz na parę tygodni - stąd bogate pakiety z piątego i dziewiątego tygodnia. Owszem, zdarzył się wyjątek w szóstym tygodniu, ale jednorazowo, więc się nie liczy.

Podsumowując zatem: podczas dziesięciu (a w sumie jedenastu, jeśli wliczyć na oczekiwanie na dostarczenie ostatnich listów) tygodni testu listonosz pofatygował się 3 razy, przy czym raz chyba przez nieuwagę (mam na myśli szósty tydzień testu) Czyli "bywa" w pracy raz na kilka tygodni - nijak się to ma do zapewnień kierownika poczty o tym, że listonosz jeździ "na wioski" co dwa, trzy dni. Dodatkowo wizyty listonosza zdumiewająco dokładnie pokrywają się z terminami wypłat rent i emerytur - przypadek?

Kolejne podsumowania tygodniowe wyglądały następująco:

Tak czy inaczej, zdecydowanie potwierdziły się moje wcześniejsze odczucia, że listonosz nie dostarcza przesyłek na czas. Natomiast muszę wycofać tezę, że przesyłki giną - podczas testu nie przepadł żaden numer prenumeraty (inna sprawa, że zamiast mieć te numery tydzień przed premierą w kioskach, miałem je trzy tygodnie po).

Pytanie, czy coś robić z tym całym fantem. Bo prawda jest taka, że poczta płaci mało i trudno oczekiwać rzetelnego pracownika, jeśli trudno znaleźć jakiegokolwiek za tę płacę. Z drugiej strony jednak, jeśli przesyłki są dostarczane z prawie miesięcznym poślizgiem, może się to czasem skończyć nieprzyjemnie (jeśli będzie to np. wezwanie do zapłaty z terminem płatności)...

Pragnę na koniec podziękować Siostrze Be za udział w eksperymencie, bo nie tylko solidnie wywiązała się ze swojej części, to jeszcze czytanie listów od niej sprawiło, że przypomniałem sobie, jak to "drzewiej bywało", gdy pisało się i czytało papierowe epistoły. Dziękuję, Siostro!

niedziela, 4 sierpnia 2019

Jan Parandowski - Mit o Orfeuszu i Eurydyce

Na przekór problemom ze sprzętem, postanowiłem nagrać krótki fragment mojej ulubionej "Mitologii" Jana Parandowskiego. A że akurat byliśmy z Perełką przy opowiadaniu o Orfeuszu i Eurydyce, stanęło właśnie na tym. Zapraszam zatem do słuchania:

piątek, 2 sierpnia 2019

Walc "Szczęście"

Czasem zdarza się tak, że odkrywam na nowo jakiegoś wykonawcę, kiedy jestem już nieco znużony tym, czego słucham sobie co dnia. Tym razem padło na przeboje Łucji Prus, a konkretnie na krótki utwór Walc "Szczęście", kończący płytę z "Platynowej kolekcji":

Piękna melodia, piękne słowa i piękny głos - czy trzeba Wam czegoś więcej?

czwartek, 1 sierpnia 2019

Garść statystyk

Jako że mijam właśnie 1300. wpis na blogu (dacie wiarę?), odkurzyłem mój programik do badania statystyk, bo wiadomo, jak nie ma żadnego ciekawego tematu w sezonie ogórkowym, to robi się podsumowania i analizy (ostatnie takie podsumowanie robiłem cztery lata temu). Zatem garść ciekawostek na temat bloga Ladaco:

Całkowita liczba wpisów1301
Średnia liczba wpisów rocznie143
Najobfitszy rok2015 (298 wpisów)
Najobfitszy miesiącczerwiec 2016 (35 wpisów!)
Średnio najwięcej wpisówmaj (około 18)
Średnio najmniej wpisówgrudzień (około 10)
Średnia liczba wyświetleń dziennie58
Liczba wyświetleń w ostatnim miesiącu1 849
Łączna liczba wyświetleń227 647
Najpopularniejszy wpisRysowanie komiksów bez rysowania (18 398 odsłon)

Liczby liczbami, ale kiedy sobie uświadomię, że w 2015 roku prawie codziennie coś publikowałem, a w czerwcu 2016 - nawet więcej niż raz dziennie... Czyste szaleństwo! Doprawdy, nie mam bladego pojęcia, skąd brałem na to czas.

Pewne wyjaśnienie należy się powyższemu wykresowi - jak byk widać na nim rok 2008 i kilka wpisów z niego. Wpisy te są obecnie ukryte i związane z wcześniejszym "profilem" bloga, który miał być wypełniony recenzjami filmów i seriali, a ostatecznie - z powodu braku czasu - został zawieszony. Po reaktywacji poszedłem bardziej w stronę grafiki i fotografii, więc bez żalu porzuciłem tamtych kilka wpisów, zachowując je jedynie w archiwum "na pamiątkę".

Naturalnie, nie są tu uwzględnione statystyki bloga Gadesound, który jest ukierunkowany na muzykę i traktuję go oddzielnie. W sumie zastanawiałem się ostatnio nad przejściem z blogami do Wordpressa, gdzie można by to wszystko jakoś zgrabnie połączyć, posegregować i uporządkować, po czym mieć wszystko w jednym miejscu, ale jak sobie tylko uświadomię, ile z tym byłoby roboty, robi mi się gorąco i zupełnie tracę zapał. Zatem chwilowo pozostaję na platformie od Google'a.