wtorek, 31 grudnia 2019

Powiększanie obrazków

Zainteresował mnie niedawno pewien filmik, na który natknąłem się w serwisie YouTube:

Dotyczy on z grubsza tego, co jest w zasadzie niemożliwe, za to pokazywane w wielu hollywoodzkich filmach: powiększanie obrazu i odzyskiwanie szczegółów.

To operacja niemożliwa nie ze względu na to, że nie da się (kiedyś) uzyskać naprawdę ostrego obrazka z pikselowej burzy. Przeciwnie, jestem przekonany, że za jakiś czas będą dostępne algorytmy, które na podstawie modeli, głębokiego uczenia, potężnych zasobów wiedzy o tym, co jaki układ pikseli może oznaczać, doprowadzą do tego, że da się uzyskać obrazki bardzo dobrej jakości. Nie wierzę tylko, że będą one w 100% zgodne z oryginałem. Oczywiście, im większa liczba pikseli, tym łatwiej algorytmom doprowadzić obraz do jako-takiego stanu - i to już dzisiaj.

Wprawdzie zachęcam do obejrzenia powyższego filmiku, ale nie mogłem się powstrzymać przed wypróbowaniem podanych tam rozwiązań na moim własnym pliku, czyli zdjęciu Ani:

Założenie jest takie: mam oryginalny plik w rozdzielczości 1729x1150 pikseli. Powiedzmy, że wrzuciłem go kiedyś na bloga, po czym okazało się, że duża wersja jest uszkodzona i dysponuję tylko miniaturą, cztery razy mniejszą, o rozmiarze: 432x288 pikseli:

To trochę mało, bo chciałbym zrobić wydruk pocztówkowy (albo poprawić wersję na blogu) i potrzebuję obrazu o rozmiarach oryginału. Skaluję w górę i... No, chciałbym czegoś lepszego.

Poniżej zamieszczam trzy wyniki przeskalowań. Specjalnie wyciąłem tylko fragment twarzy, żeby można było przeglądać zmiany w samym blogu - ale dla chętnych linkuję też pełne wersje przerobionych zdjęć, gdyby ktoś chciał obejrzeć inne regiony niż wybrany przeze mnie. Wycinek wersji oryginalnej:

Skalowanie tradycyjne

Praktycznie każda przeglądarka (np. IrfanView czy ACDSee) posiada funkcję skalowania w górę (czyli powiększania obrazka). Wpisujemy docelowy rozmiar i ciach!

Oczywiście, trudno tu oczekiwać cudów, zwłaszcza przy tak dużym przeskalowaniu.

Let's Enhance.io

To serwis on-line, gdzie - po zarejestrowaniu - możemy za darmo przeskalować sobie 5 fotografii. Jeśli chcemy więcej, trzeba już wykupić abonament (100 obrazków miesięcznie za 9 dolarów, 300 za 24 dolary miesięcznie). Uzyskany wynik widać poniżej:

Jak dla mnie (a podobne wrażenie miałem też po obejrzeniu filmiku), Let's Enhance zbyt hojnie szafuje rozmyciem, które wprawdzie likwiduje piksele, ale też pozbawia zdjęcie szczegółów (wystarczy popatrzeć na rzęsy).

DeepImage

Kolejny serwis, w którym umieszczamy nasze zdjęcie i otrzymujemy efekt w postaci pliku do pobrania. Jego twórcami są Polacy, Andrzej Piasecki i Łukasz Piłatowski, ale miałem z tym serwisem masę problemów. Najpierw po wskazaniu zdjęcia nie pojawiały sie "filtry" do wyboru - strona kazała się odświeżać, jednak bez efektu. Po kilku próbach filtry się pokazały, ale przy próbie wysłania zdjęcia pojawiał się błąd numer 500. Kiedy w końcu zdjęcie się wysłało, nastąpiło bardzo długie przetwarzania, aż w po kilkudziesięciu minutach dałem za wygraną i zrezygnowałem.

Niemniej, wypróbować można, serwis jest darmowy, choć na filmiku jakichś spektakularnych efektów nie pokazał.

Topaz Gigapixel AI

Gigapixel to z kolei aplikacja instalowana lokalnie, w komputerze. Na szczęście, nie trzeba (jak kolega z filmu) od razu kupować pełnej wersji za ponad 70 dolarów, bo można sobie przez miesiąc używać darmowego dema, z czego skrzętnie skorzystałem. No i przyznaję, że wynik mnie zaskoczył - pozytywnie. Na filmiku Gigapixel został "zdyskwalifikowany" za tworzenie dziwnych linii - ja niczego takiego nie zauważyłem, za to obraz był zdecydowanie bardziej ostry niż ten pochodzący z Let's Enhance:

Inne rozwiązania

Niestety, nie byłem w stanie przetestować zwycięzcy z filmiku, czyli serwisu http://imglarger.com/, bo akurat nie działał z jakichś powodów. Za to sprawdziłem jeszcze dwa programy: A Sharper Scaling oraz Reshade - jednak nie uzyskałem nimi żadnych efektów, które byłyby dużo lepsze od skalowania w Irfanie, więc postanowiłem je pominąć.

Wnioski

Wnioski są oczywiste - póki co, skalowanie w górę nigdy nie daje obrazka zgodnego w 100% z oryginałem. Myślę jednak, że nikt tego (póki co) nie oczekuje - za to naprawdę nieźle zadziałał algorytm z Gigapixel AI i myślę, że wydruk wyszedłby całkiem w porządku. Szkoda, że twórcy nie oferują Gigapixela jako wtyczki do Photoshopa (może za niższą kwotę), bo chyba byłbym się skusił.

Żałuję, że nie mogłem sprawdzić w praktyce Image Largera, bo na filmiku rzeczywiście dał bardzo dobry efekt. Reszta serwisów wypadła troszkę biednie: albo nie działała, albo produkowane przez nie obrazki nie robiły dobrego wrażenia. Na rewolucję rodem z hollywoodzkich filmów musimy więc jeszcze zaczekać...

poniedziałek, 30 grudnia 2019

Kamyki 2019

Końcówka roku to nie tylko czas na sprawdzenie statystyk, ale też krótkie podsumowanie rocznego fotograficznego dorobku. Zapraszam do oglądania!

Wylazł z wody i zapozował

Pokonałem ponad 300 stopni, by zdążyć przed zachodem słońca

Mam słabość do takich świeżych, wiosennych białych kwiatów

Duży i mały

Kozioróg dębosz?

Kiedy niebo nie może się zdecydować

Zdjęcie pamiątkowe, bo "Szarki" już nie ma :(

Linia podziału

Na mchu jak na miękkim dywanie

Porcelanowa czy żywa?

Wiosenna przestrzeń

Duma Wrocławia - Sky Tower

sobota, 28 grudnia 2019

[W] Teatrzyk cieni

Kto powiedział, że w warsztacie mają powstawać tylko "poważne" rzeczy, które mają się przydawać w praktyce? "Fcalerzenie"! Dzisiaj kilka słów o tym, jak razem z córką zrobiliśmy teatrzyk cieni.

Zakupy

Decyzją Perełki teatrzyk miał być drewniany, więc wybraliśmy się do marketu budowlanego w celu nabycia odpowiednich materiałów. Oprócz samego drewna potrzebne były zawiaski oraz drut.

Szybki montaż?

Główna część teatrzyku to prosta drewniana rama z przyklejonym papierowym ekranem - czyli w zasadzie nic skomplikowanego. To znaczy, takie by było, gdybym sam nie utrudnił sobie życia.

Na początku wydumałem sobie, że - aby szybko połączyć części ramy, najlepiej bez klejenia - zrobię głębokie otwory i po prostu całość skręcę. Oczywiście już po nawierceniu wiertłem 8mm otworów w poziomych listwach, zdałem sobie sprawę, że w tej dolnej, szerszej, nie dam rady się przewiercić, a w dodatku zostaną brzydkie otwory, których niczym nie zatkam, bo nie mam kołków 8mm. Ech, było zrobić po prostu otwory na kołki 6mm i skleić ramkę!

Mleko się jednak rozlało, więc postanowiłem improwizować i dostosować się. W kąciku ze ścinkami znalazłem niewielki fragment drewnianego pręta o średnicy 10mm. Postanowiłem zrobić z niego kołki i tyle. Trochę to trwało, ale operacja zakończyła się powodzeniem.

Szczegóły

Teraz trzeba było wymyślić, jak zamontować latarkę, która miała oświetlać ekran. Postanowiłem przymocować do ramy długą listwę, w której wywierciłem pod kątem otwór. Przez otwór przechodziła latarka, świecąc na ekran aż miło.

Teraz wystarczyło przykręcić z boków "skrzydełka" stabilizujące cały teatrzyk i w zasadzie gotowe!

Cienie

Oczywiście, sama ramka z ekranem nie na wiele się zda - potrzeba figurek i dekoracji. Tu już w pełni pomagała Perełka, rysując, wycinając, klejąc i w zasadzie we wszystko wtykając łapki.

Mały problem mieliśmy z dekoracjami, bo okazało się, że dostępny papier jest mniejszy od ekranu, więc trzeba było sztukować. Koniec końców jednak daliśmy radę i można było przystąpić do prób przy zasłoniętych roletach. Finalny występ miał miejscy, gdy do domu wróciła Mama.

Do poprawy

Wiadomo, że przy takiej szybkiej pracy nie obyło się bez drobnych, nieprzemyślanych rozwiązań (np. składane boczne "skrzydełka" są nieco za długie i nachodzą na siebie). Jeśli teatrzyk będzie częściej w użyciu, trzeba będzie to i owo poprawić. Ale i tak chyba wyszło nie najgorzej.

A poniżej, bonusowo, efekt wytężonej pracy Perełki i Taty:

piątek, 27 grudnia 2019

czwartek, 26 grudnia 2019

[W] I nóż trzeci

No cóż, znowu nóż, chciałoby się powiedzieć. Ale co zrobić, skoro rodzona Siostra Be wyraziła życzenie posiadania takowego? Trzeba było zewrzeć szeregi i przygotować kolejny drewniany sztuciec do kopert. I tym razem jest on inny niż poprzednie - w końcu co za frajda robić ciągle to samo?

Nóż

W praktyce wykonanie noża składa się z trzech faz: wycięcia odpowiedniego fragmentu drewna, uformowaniu go pilnikami i papierem ściernym oraz wykończenie olejem i woskiem. Nie inaczej było i teraz - najpierw szkic na deseczce, wycięcie zgrubne, a potem pilniki w ruch!

Po nadaniu kształtu i doprowadzeniu do mniej więcej końcowej postaci nóż wyglądał tak (jeszcze przed końcowym szlifem):

Pochewka

Był nóż w skrzyneczce, był nóż w skarpecie, a tym razem postanowiłem uszyć do tego egzemplarza skórzaną pochewkę. W końcu trzeba zacząć łączyć różne techniki, no nie?

Przygotowanie zacząłem od odrysowania kształtu ostrza noża na papierze i przeniesieniu tego kształtu na skórę:

Teraz wystarczyło wyciąć obie części składowe:

Przyszedł teraz czas na poprowadzenie wzdłuż krawędzi rowka, mieszczącego szew:

Rowek gotowy, czas wybić dziurki pod szew:

Teraz najprzyjemniejsza część: szycie. Nić i igły w garść, konik między nogi i jazda!

Oczywiście zszytą pochewkę trzeba było jeszcze wykończyć: wyrównać i wypolerować krawędzie, a całość zaimpregnować wazeliną. A oto efekt końcowy:

poniedziałek, 23 grudnia 2019

niedziela, 22 grudnia 2019

Wiedźmin według Netfliksa - spoilerowo

Emocje trochę opadły, więc pora zanotować uwagi bardziej związane z treścią netfliksowej adaptacji prozy Andrzeja Sapkowskiego. Ostrzegam, że mogą tu zostać zdradzone różne szczegóły fabularne, więc jeśli ktoś nie chce sobie psuć przyjemności, może zajrzeć do wcześniejszego wpisu.

Ostrożny optymizm

Właśnie w ten sposób określiłbym swoje nastawienie po obejrzeniu wszystkich odcinków pierwszego sezonu "Wiedźmina". O zaletach pisałem dostatecznie dużo poprzednio, więc teraz tylko krótko: aktorzy na ogół dają radę, scenografia i muzyka są przekonujące, efekty specjalne - niezłe. To dobrze wróży na przyszłość, bo jeśli w kolejnych sezonach twórcy będą pracować nad poprawieniem kilku aspektów, doczekamy się całkiem przyjemnego cyklu.

Ale jednak!

Tym razem mogę pozwolić sobie na kilka uwag bardziej krytycznych, czyli wypomnienie tego, co jednak nie do końca spodobało mi się w omawianej adaptacji. Nie jestem z obozu totalnej negacji, nie będę się czepiał tego, że Henry Cavill ma taki czy inny podbródek, a Ciri jest "za stara", Yennefer za brzydka, a Jaskier... no, z tego, co czytałem, akurat Jaskier chyba jakoś przypadł ludziom do gustu.

Chaos

Serial, a przynajmniej ten sezon, cierpi przede wszystkim na dwie bolączki: chaos i pewną powierzchowność. Chaos, bo dla osób niezaznajomionych z uniwersum Sapkowskiego, które ani nie czytały książek, ani komiksów, ani nie grały w trylogię gier CDProjektu, fabuła jawi się jako niemal kompletnie niezrozumiały zlepek scen. Autorzy nie pofatygowali się, żeby choćby napisami dawać znać, gdzie i kiedy dzieje się dana scena, a te pierwsze odcinki aż roją się od retrospekcji i skoków po mapie świata. Jakie mamy tu królestwa? Kto rządzi? Kto jest na południu, a kto na północy? Czy ten wątek jest przed poprzednim, czy też dzieje się po nim?

Autorzy postanowili, że podzielą czas między trójkę głównych bohaterów: Geralta, Yennefer i Ciri. Oni są najważniejsi i dobrze, by po pierwszym sezonie widzowie wiedzieli mniej więcej, kto jest kim, jaki ma charakter i co przywiodło go do takiego, a nie innego miejsca. Sęk w tym, że w zasadzie najciekawszy okazuje się wątek Geralta (i towarzyszącego mu Jaskra), mniej ciekawie sprawa wygląda z Yennefer, za to kompletnie nieciekawie wypada wątek Ciri (chociaż sama aktorka jest - według mnie - bardzo dobra). Ktoś nawet zdążył ukuć w internetach powiedzenie na temat serialu: "Jest Geralt, jest zabawa" - sporo w tym prawdy.

Mamy więc trzy wątki, mieszające się ze sobą i poumieszczane w różnych miejscach i czasach - kompletnie bez żadnego objaśnienia dla widza. Owszem, osoby znające książki (opowiadania) sobie poradzą, ale już osoby znające Geralta wyłącznie z gier pewnie poczują się kompletnie zagubione i tym mniej będą je obchodziły "dziwne" wątki Yennefer i Ciri.

Dopisek z sierpnia 2020: a jednak okazuje się, że czasowy misz-masz zadziałał inaczej, niż się spodziewałem i obserwując reakcje widzów niezaznajomionych z literackim oryginałem zauważyłem, że okazywali się oni na ogół zafascynowani zagadkami "gdzie i kiedy co się dzieje". Czyli jednak scenarzyści mieli rację!

Powierzchowność

Może "powierzchowność" to trochę zbyt mocne słowo, ale nie da się ukryć, że większość opowiadań, z których skorzystali twórcy, została mniej lub bardziej spłycona. Zgaduję, że czynnikiem decydującym był tutaj podział na godzinne odcinki, zaś w jednym odcinku musiały się zmieścić trzy główne wątki. To doprowadziło do tego, że - aby przedstawić całą fabułę danego opowiadania - twórcy musieli zmieścić się w około połowie godziny. A to za mało, żeby upchnąć tu całą historię dżinna, rzezi w Blaviken czy wyprawy po smoka.

Nic dziwnego, że twórcy pocięli opowiadania i zastosowali szereg sztuczek, które umożliwiły im jako-tako zmieścić się w zadanym czasie. Dlatego Geralta po Blaviken oprowadza Marilka zamiast Caldemeyna (nie trzeba było przedstawiać wieczerzy u wójta, żony Libusze itp.), dlatego nie ma scen w karczmie z Borchem, Teą i Veą, nie ma spotkania chłopów z Hołopola, nie ma dziesiętnika i opowieści o smoku, ba - król Niedamir nie towarzyszy wcale wyprawie, nie ma Dorregaraya i Kozojeda, a Eyck jest młodym (!) rycerzem Yennefer (!), podczas gdy w oryginale głęboko gardził on czarodziejami. Nawet "Na krańcu świata" zostało mocno wykastrowane, głównie zresztą z humoru, a jest to chyba jedno z najzabawniejszych opowiadań.

Osobom nie znającym oryginału raczej nie powinno to przeszkadzać w poznawaniu fabuły, inni mogą mieć spore uczucie niedosytu. Niemniej, adaptacje filmowe z reguły stają się dużo bardziej powierzchowne niż książki, więc tu akurat nie oczekiwałem cudów. Fakt, że gdyby odcinków było - dajmy na to - dwanaście, to może dałoby się zawrzeć więcej treści z opowiadań, pytanie tylko, czy rzeczywiście dzięki temu serial byłby lepszy?

No i efekty

Powiem tak: jak dla mnie, efekty specjalne są w zasadzie ok. Nie podobał mi się "djaboł", smok nie zrobił najlepszego wrażenia (dobrze chociaż, że nie kłapał paszczą, tylko porozumiewał się telepatycznie, jak w książce), nie podobały mi się elfy oraz krasnoludy. Cała reszta - solidny poziom serialowy.

Czy będzie cała saga?

Wydaje mi się, że - jeśli jest przygotowywany drugi sezon - twórcy chyba pójdą w stronę sagi zamiast pozostałych opowiadań. Geralt spotkał Ciri, więc nic nie stoi na przeszkodzie, żeby tak to właśnie wyglądało. Kluczowe pytanie: na ile sezonów liczy Netflix? I na ile spełnią się ich oczekiwania względem widzów? Jeśli miałaby to być cała saga, to lekko licząc trzeba by chyba z 7-8 sezonów, żeby ją jakoś sensownie pokazać. Jeśli Netflix ją za bardzo "skompresuje" (np. do trzech sezonów), byłbym niepocieszony, bo wyleci wówczas multum wątków, których będzie szkoda. Chociaż jeszcze gorzej by było, gdyby zaczęli kręcić i przerwali np. po drugim czy trzecim sezonie ze względu na spadającą oglądalność. Bo wiecie - w odróżnieniu od "Gry o tron" - przygody Geralta nie są tajemnicą i zakończenie sagi można łatwo poznać, po prostu czytając książkę. Serial musi się bronić nie tylko samą historią.

No cóż, zobaczymy, co będzie dalej i czy dane nam będzie obejrzeć całość. Trzymam kciuki, bo to, co jest, daje nadzieję.

sobota, 21 grudnia 2019

Wiedźmin według Netfliksa

No i doczekaliśmy się. Od wczoraj można oglądać pierwszy sezon netfliksowego "Wiedźmina". Wprawdzie jakoś gorąco nie wypatrywałem tej premiery, ale że ostatnio oglądałem "Pół wieku poezji później", to nie mogłem nie rzucić okiem. Na wszystkie odcinki.

Nie będzie tutaj spoilerów i zdradzania fabuły - z grubsza bowiem wystarczy powiedzieć, że ten pierwszy sezon oparto głównie na opowiadaniach. Jeśli ktoś opowiadania zna, fabułę zna również. Hm, przynajmniej mniej więcej, bo scenarzyści nie byli wierni w 100% prozie Sapkowskiego, ale zasadniczo wszystkie odstępstwa da się w ten czy inny sposób usprawiedliwić.

Cóż zatem można powiedzieć? Aktorzy? Według mnie jest dobrze i bardzo dobrze. Cavill jako Geralt jest ok, może tylko za bardzo monotonnie mówi bardzo niskim głosem i ma nieco zabawną manierę "mruczenia" (kto widział i słyszał, ten wie). Yennefer bardzo fajnie wypadła, chociaż jest mniej "posągowo piękna", niż to sobie wyobrażałem (tutaj chyba najbliżej wyobrażeniom było Yennefer ze starych komiksów). Ciri - super (chociaż starsza niż w książkach). I największe zaskoczenie na plus - Jaskier. Jest odpowiednio dandysowaty, zarozumiały i wścibski, nieźle śpiewa i da się uwierzyć, że to jest właśnie TEN Jaskier. Co ciekawe, jego imienia nie przetłumaczono, więc można się uśmiechnąć, gdy Geralt mówi do niego po angielsku "Jaskier", he, he.

Scenografia i muzyka - bardzo dobre. Tu się nie spodziewałem, że zostanie utrzymany klimat z gier, a faktycznie muzyka śmiało nawiązuje do kompozycji z "Dzikiego Gonu" (choć nie ma tu mowy o plagiacie, raczej wspólnych klimatach).

Na koniec - efekty specjalne. Tu miałem największe obawy, lecz na szczęście nie ma tragedii. Niektóre potwory są wręcz rewelacyjnie wymodelowane, inne - "trochę" gorzej. Wiadomo, że to serial, ale "Gra o tron" wyznaczyła pewien poziom - tutaj aż tak dobrze, niestety, nie jest. Mnie najbardziej rozczarowały elfy i krasnoludy (chyba nikomu nie zepsuję niespodzianki, że obie nacje są w serialu obecne) - kto zobaczy, będzie wiedział dlaczego.

Czy zachęcam do obejrzenia? Naturalnie! Dla fanów prozy Sapkowskiego to pozycja obowiązkowa i nie ma co kręcić nosem, że ten czy tamten aktor nie pasuje do naszego wyobrażenia. Wszystkim się nie dogodzi, a serial jest zrobiony naprawdę solidnie. Oglądać!

piątek, 20 grudnia 2019

[A] Arkady Fiedler - Wyspa Robinsona, cz. 1

Przygody dwóch kotów i psa zakończone. Czas zatem na coś nowego, a tym "czymś" będzie moja ulubiona książka z dzieciństwa. To jednocześnie pierwszy, tak duży projekt - audiobook ma aż 37 części. Publikacje będą odbywać się (tradycyjnie już) w każdy poniedziałek i każdy piątek.

A o czym jest ta książka? W skrócie: Jan (John) Bober, wielki fan Robinsona Kruzoe, zostaje wyrzucony na bezludną wyspę. Cel? Przetrwać i wydostać się stamtąd. Zapraszam do słuchania!

środa, 18 grudnia 2019

Blogowa statystyka 2019

Zbliża się koniec roku i czas podsumowań. Udoskonaliłem swoje "narzędzie analityczne", więc mogę rzucić garść informacji na temat ostatnich dwunastu miesięcy. Na początek jednak obecny rok na tle lat ubiegłych:

Jeśli chodzi o typy wpisów, to - jak widać poniżej - sporo zebrało się wpisów "warsztatowych" i audiobooków - w sumie ponad 70 sztuk:

Poniżej liczby wpisów w poszczególnych miesiącach tego roku (na dzień 30 grudnia):

Blog przez te lata zgromadził 240 tysięcy odwiedzin, zaś odwiedzający pozostawili ponad 2600 komentarzy (na 1394 opublikowane posty). Najpopularniejszym wpisem jest "Rysowanie komiksów bez rysowania - zebrał prawie 20 tysięcy odsłon.

Podsumowanie

W tym miejscu tradycyjnie chciałbym podziękować wszystkim odwiedzającym, bo zawsze to przyjemnie wiedzieć, że ktoś nas czyta.

Wnioski dla mnie? Dość zaskakujące, bo nie spodziewałem się opublikować więcej postów niż w zeszłym roku, zwłaszcza że rok temu kilkadziesiąt wpisów dotyczyło tworzonej właśnie płyty "Expectation". Obecnie wpisy muzyczne są publikowane na osobnym blogu i nie są wliczone powyżej (ale gdyby nawet te 40 postów doliczyć, i tak nie przebiłbym rekordowego roku 2015, ha, ha!).

W tym roku pojawiły się dwa całkowicie nowe rodzaje wpisów: warsztat i audiobooki. A że było ich w sumie ponad 70, to i dołożyły się walnie do ostatecznego wyniku. W przyszłym roku nie będzie już tak różowo, zwłaszcza w kwestii wpisów warsztatowych. Ale zobaczymy, co przyniesie przyszłość.

wtorek, 17 grudnia 2019

Perełka - Lekcja biznesu

Wieczór, siedzimy przy stole. Perełka zajada kolację i żąda w zamian jakiejś opowieści. Tata myśli, myśli i postanawia opowiedzieć, jak to pewien koncern produkujący brunatny, słodki napój wymyślił Świętego Mikołaja. Historia rozpoczęła się od narady panów w garniturach, którzy mieli wymyślić sposób, jak sprzedać więcej butelek napoju.

Perełka z zapartym tchem słuchała, jak to pierwszy pan zaproponował, żeby sprzedawać napój taniej. Pomysł nie spodobał się prezesowi, bo wtedy zysk firmy na butelce będzie mniejszy. Drugi pan wymyślił, żeby sprzedawać drożej - ale i ten pomysł przepadł, bo wówczas nikt by napoju nie kupił.

W tym momencie Perełce zapalają się oczka i krzyczy:

- Tata, tata, ja wiem, co trzeba zrobić! Ja wiem!

Tata patrzy zdziwiony i słucha:

- Bo, tata, to trzeba zrobić tak - tłumaczy Perełka - Trzeba najpierw zacząć sprzedawać taniej, wtedy ludzie będą kupować, PRZYZWYCZAJĄ SIĘ i wtedy trzeba sprzedawać drożej, bo już będą musieli pić.

Oto szybka lekcja biznesu od sześciolatki.