środa, 12 grudnia 2018

WolframAlpha

Przydługi wstęp

Całkiem niedawno opisywałem tutaj mój sen o konieczności powtórnego zdawania matury. Dotyczył on wprawdzie języka polskiego, ale - UWAGA! - kolejnej nocy miałem dalszy ciąg i ten był już związany z matematyką. Najwyraźniej mój umysł był zbyt wzburzony myślą, że nie trzeba by zdawać matury z "królowej nauk" - w końcu byłem na profilu "mat-fiz"!

Sen o zdawaniu matury z matematyki był dużo przyjemniejszy - wystarczyło przeliczyć odpowiednią liczbę zadań, by sobie przypomnieć wszystkie potrzebne zależności. W końcu kiedyś liczyło się tego bardzo dużo (że już o studiach technicznych nie wspomnę), choć obecnie nie mam kompletnie potrzeby stosowania tej wiedzy w życiu codziennym. Zmierzam jednak do czegoś innego - w tak zwanych "moich czasach" trzeba było wszystko liczyć ręcznie i w sumie nawet nie pamiętam, czy na maturze można było korzystać z kalkulatora - jeśli tak, to mógł być to tylko taki najprostszy model z czterema działaniami. Teraz chyba jest podobnie, za to poza samym egzaminem uczniowie i studenci mają zatrzęsienie przydatnych narzędzi, a na jedno z nich wpadłem zupełnie przypadkowo.

WolframAlpha

Wystarczy wejść na stronę https://www.wolframalpha.com/, żeby rozpocząć fascynującą podróż z nauką. W dużym skrócie, WolframAlpha to interpreter wyrażeń - wpisujemy "coś" w odpowiednie pole i każemy Wolframowi to zinterpretować. Trzymając się pola matematyki, wpiszmy na przykład:

Widzimy nie tylko interpretację wpisanego równania, ale także jego graficzną postać, rozwiązania, miejsca zerowe itp. To jednak - wierzcie mi - tylko wierzchołek góry lodowej.

Nie tylko matematyka

Aplikacja pozwala rozwiązywać nie tylko problemy matematyczne, ale dotyka także innych dziedzin, jak fizyka, chemia, statystyka, inżynieria, nauka o Ziemi. Ba, można z Wolframa korzystać na wzór Google'a, wpisując np. imię i nazwisko jakiejś osoby:

Warto zajrzeć do działu z przykładami, żeby poznać przekrój dziedzin, w których Wolfram daje sobie radę - jest tego naprawdę sporo!

Za darmo i nie za darmo

Serwis WolframAlpha jest dostępny za darmo dla każdego, jednak w tym wariancie nie możemy skorzystać z wszystkich funkcjonalności, a czas przetwarzania jest ograniczony (jeśli damy np. zbyt skomplikowane wyrażenie, program po prostu zwróci tylko częściowe wyniki). Rozwiązaniem jest opłacenie miesiąca lub od razu całego roku dostępu:

W sumie, gdybym nadal pracował na uczelni, być może używałbym tego serwisu choćby do ładnego formatowania wyrażeń matematycznych, zamiast ręcznie męczyć się z tym w edytorze równań Worda.

Tak się to jakoś przemyka

Strasznie, jak wiele fajnych narzędzi człowiekowi umyka w dzisiejszych czasach! A ile można by ciekawych rzeczy zrobić, gdyby się miało wiedzę o wszystkich takich cudeńkach! Wybaczcie ten entuzjastyczny ton, ale zawsze chwytają mnie za serce takie proste i wydawałoby się oczywiste narzędzia, które w czasach mojej młodości były nie do pomyślenia. Naprawdę, można pod tym względem zazdrościć współczesnej młodzieży.

poniedziałek, 10 grudnia 2018

Matura raz jeszcze

Taki dziwny miałem sen dzisiaj. Trochę nawet koszmarny. Otóż nasza kochana władza postanowiła w nim, że wszystkie osoby, które zdawały maturę po 1989 roku muszą to zrobić ponownie, aby potwierdzić swoje wykształcenie. Mają na to rok i ani dnia dłużej. No i we śnie pozostały mi właśnie trzy lub cztery tygodnie (bo, naturalnie, nikt nie wierzył, by tak idiotyczny pomysł był prawdziwy i nikt nie pilnował terminu). Nie przejmowałem się tym zrazu wcale, bo jakoś tam pisać potrafię (we śnie maturę trzeba było zdać wyłącznie z języka polskiego) i byłem pewien, że się wybronię. Do momentu, gdy obejrzałem filmik z "matury wstępnej" (wspomnienie mojej własnej matury).

Bardzo szybko okazało się, że kluczowe są dwie rzeczy: drobiazgowa znajomość lektur oraz umiejętność przekuwania wszystkiego na hiper patriotyczny ton. Czyli pisanie "ku pokrzepieniu serc", ale podniesione do kwadratu.

Wiadomo, pisać i lać wodę można długo i skutecznie, ale przekrojowe tematy wymagają choćby pobieżnej znajomości tematu. Pisząc o takim czy innym etosie, traktowaniu tak a nie inaczej określonej grupy społecznej czy w końcu pewnym typie bohatera narodowego, należałoby się podeprzeć przynajmniej od czasu do czasu konkretnymi przykładami. A tu bieda - ćwierć wieku po maturze już się jednak nie pamięta wszystkiego tak dobrze, jak wówczas, po paroletnim intensywnym treningu. No, przynajmniej ja w tym śnie nie pamiętałem.

Abstrahując od absurdalności pomysłu, otwarte pozostaje pytanie, czego egzaminem jest matura? Dojrzałości? Gdyby tak było, nikt z dorosłych dziś maturzystów nie miałby problemów z jej zdaniem - w końcu jesteśmy dużo dojrzalsi niż w wieku tych osiemnastu lat. Egzamin wiedzy? Też chyba do końca nie - to według mnie egzamin sprawności w żonglowaniu tą wiedzą. Na maturze trzeba zrobić z niej sprytny użytek - tak, aby "zaliczyć", zdobyć punkty i koniec. Sama wiedza nie wystarcza, bo maturzysta musi "trafić nią" w klucz. I tak było też za moich czasów - o niektórych tematach było wiadomo, że są "lepiej widziane" i wstrzelenie się w gust oceniających zagwarantuje lepszą ocenę.

Nie zmienia to faktu, że obudziłem się z może nie ze strachem, ale z uczuciem braku pewności, że tę maturę bym dzisiaj zdał. A rozśmieszyła mnie ostatnia scena, kiedy to Mama przypomniała mi, że na maturę trzeba założyć garnitur...

piątek, 7 grudnia 2018

Thorgal od nowa

W ostatni weekend postanowiłem nieco uporządkować moje komiksowe zbiory, mocno przemieszane po przeprowadzkach. Najłatwiej poszło z albumami zbiorczymi (np. "Kajtek i Koko w Londynie" czy dwa tomy z zebranymi komiksami z niegdysiejszego Relaksu). Gorzej szło przy "drobnicy", nie tylko dlatego, że wychodzi dużo zeszytów do przełożenia. Bo to jak z układaniem magazynów (np. "Estrady i Studia") - zwykle kończy się na tym, że siedzę i czytam jakieś stare numery zamiast robić porządek. Tym razem trafiłem na stertę z "Thorgalami".

Prawie, prawie

Pierwsze zeszyty "Thorgala" kupiłem na obozie wędrownym, będąc jeszcze w szkole podstawowej. Mam je do dzisiaj: "Czarna galera", "Ponad krainą cieni", "Łucznicy" i "Oczy Tanatloca". Przez to straciłem połowę "kieszonkowego", wziętego na obóz (dlatego nie kupiłem żadnych pamiątek, he, he). Czytałem z wypiekami na twarzy i od tego momentu wiedziałem, że MUSZĘ zebrać całość - a przynajmniej wtedy wydawało mi się, że to zamknięty cykl.

Obecnie mam prawie wszystkie zeszyty. Z głównego cyklu brakuje mi tylko jednego, z pozostałych - trzech. Chwileczkę... jak to: "z pozostałych"?

Kura i złote jaja

Wiadomo nie od dzisiaj, że nie zarzyna się kury, znoszącej złote jaja. Cykl zatem nie zakończył się na kilkunastu numerach, tylko trwa do dzisiaj. Oprócz jednak "głównej gałęzi", gdzie głównym bohaterem jest Thorgal, powstały cztery nowe: "Lata młodzieńcze" oraz po jednym cyklu dla Jolana, Louve i Kriss de Valnor. Wszystkie one się przecinają i krzyżują, więc jeśli ktoś chce poznać zupełnie całą historię, to musi inwestować we wszystko - a o to chodzi.

Mieszane uczucia

Niewątpliwie sukces "Thorgal" zawdzięcza inteligentnej fabule, stworzonej przez Jeana Van Hamme, oraz świetnej kresce Grzegorza Rosińskiego. Ten duet długo prowadził serię, ale wiadomo, lata lecą i od debiutu w 1977 roku minęło właśnie 41 lat! Serię przejęli inni scenarzyści (Yves Sente, Xavier Dorison, Mathieu Mariolle i - obecnie - Yann) oraz rysownicy (Giulio de Vita, Roman Surżenko i Fred Vignaux, który nawet przejął "główną gałąź" od Rosińskiego).

O ile do warstwy wizualnej nie mam większych zastrzeżeń, zwłaszcza jeśli chodzi o wkład Romana Surżenki, to scenariuszowo jestem coraz bardziej rozdarty. Dla mnie osobiście wielka siła "Thorgala" tkwiła między innymi w osadzeniu opowieści w świecie wikingów, ich wierzeń, światopoglądu i mitów oraz umiejętnym pożenieniu tego z science-fiction w postaci pochodzenia tytułowego bohatera. Teraz dołożono do tego bardzo, bardzo dużo mistycyzmu i wpleciono wątki chrześcijańskich krucjat.

Rozumiem, że to wynik chęci kontynuowania przygód Thorgala i jego rodziny - w końcu ile można podróżować do Asgardu albo miotać się po świecie? Kontynuacja wymusiła zmiany, ale w mojej opinii to właśnie znak, że raczej powinno się zakończyć akcję na "Ofierze", ostatnim zeszycie tworzonym przez duet Van Hamme - Rosiński. Zresztą nie wiem, czy nie taki był plan Van Hamme - kto zna fabułę wie, dlaczego byłoby to dobre zamknięcie przygód dzielnego skalda.

Co nie zmienia faktu...

Co nie zmienia faktu, że już zacząłem przeglądać "Zdradzoną czarodziejkę" i pewnie skończy się na przeczytaniu wszystkiego jeszcze raz od początku. Mam zbyt duży sentyment do całej serii - to trochę jak z Wiedźminem Sapkowskiego. Niby wszystko wydane już po sadze jest gorsze (a w opinii wielu i saga jest gorsza od opowiadań, z czym się nie zgadzam akurat), ale i "Sezon burz", i opowiadania fanowskie przeczytałem bez wahania. I pewnie, jeśli Sapkowski coś jeszcze w tym uniwersum stworzy, to też przeczytam.

Przede mną wiele, wiele zeszytów thorgalowych i już się cieszę na spotkanie ze starymi dobrymi znajomymi. Bo to mimo wszystko jest bardzo fajny komiks.

czwartek, 6 grudnia 2018

Perełka - Matematyka praktyczna

Gramy z Perełką w grę. Takie kolorowe kulki, nawlekane na sznurek według porządku na wylosowanych kartach. Gramy już długo, więc robi się nieco nudno - zbieram zatem wszystkie kulki razem i zaczynamy lekcję matematyki:

- No, powiedz mi, ile jest tych wszystkich kulek? - pyta Tata.

Perełka liczy po cichu i triumfalnie woła:

- Dwanaście!

- Świetnie! - chwali Tata i ciągnie lekcję - a podziel te kulki na połowy, jedna połowa dla Ciebie, druga dla mnie.

Ciach, ciach, kulki podzielone po sześć na osobę.

- Doskonale! - znów chwali Tata, ale jeszcze mu mało - a gdyby przyszła tu do nas Zosia, to po ile kulek by miało każde z nas?

O, tu już poszło troszkę trudniej, ale w sumie niewiele. Po chwili na dywanie leżały trzy grupki po cztery kulki. Tata wyściskuje Perełkę i pyta:

- A chcesz jeszcze trudniejsze zadanie?

- Tak! Tak! - krzyczy Perełka.

- No to wyobraź sobie, że przychodzi jeszcze Mama. I teraz też trzeba podzielić kulki po równo. Ile każdy będzie miał?

Perełka patrzy na kulki z namysłem. Długim. A kiedy Tata myśli, że chyba jednak nic z tego nie będzie, Perełka nagle dzieli dwanaście kulek na dwie grupy. Jedną przysuwa do siebie, drugą do Taty i mówi:

- Ty się dzielisz z Zosią, a ja z Mamą. I już.

To się nazywa znaleźć rozwiązanie!

wtorek, 4 grudnia 2018

Barbórka

Wszyscy już żyją mikołajkami, a przecież dzisiaj też ważne święto - i to podwójne! W pierwszej kolejności imieniny Baś i Basieniek, Barbar i jeszcze inaczej zdrabnianych pań, mających świętą Barbarę za patronkę - wszystkiego najlepszego!

W drugiej kolejności świętują dzisiaj wszyscy górnicy, więc im także życzmy wszystkiego najlepszego.

A przy okazji przemycam dobrą wiadomość - dziś już 4 grudnia, więc za trzy tygodnie dzień znów zacznie się wydłużać, a noc - skracać. Czyli co - wiosna prawie!