piątek, 7 grudnia 2018

Thorgal od nowa

W ostatni weekend postanowiłem nieco uporządkować moje komiksowe zbiory, mocno przemieszane po przeprowadzkach. Najłatwiej poszło z albumami zbiorczymi (np. "Kajtek i Koko w Londynie" czy dwa tomy z zebranymi komiksami z niegdysiejszego Relaksu). Gorzej szło przy "drobnicy", nie tylko dlatego, że wychodzi dużo zeszytów do przełożenia. Bo to jak z układaniem magazynów (np. "Estrady i Studia") - zwykle kończy się na tym, że siedzę i czytam jakieś stare numery zamiast robić porządek. Tym razem trafiłem na stertę z "Thorgalami".

Prawie, prawie

Pierwsze zeszyty "Thorgala" kupiłem na obozie wędrownym, będąc jeszcze w szkole podstawowej. Mam je do dzisiaj: "Czarna galera", "Ponad krainą cieni", "Łucznicy" i "Oczy Tanatloca". Przez to straciłem połowę "kieszonkowego", wziętego na obóz (dlatego nie kupiłem żadnych pamiątek, he, he). Czytałem z wypiekami na twarzy i od tego momentu wiedziałem, że MUSZĘ zebrać całość - a przynajmniej wtedy wydawało mi się, że to zamknięty cykl.

Obecnie mam prawie wszystkie zeszyty. Z głównego cyklu brakuje mi tylko jednego, z pozostałych - trzech. Chwileczkę... jak to: "z pozostałych"?

Kura i złote jaja

Wiadomo nie od dzisiaj, że nie zarzyna się kury, znoszącej złote jaja. Cykl zatem nie zakończył się na kilkunastu numerach, tylko trwa do dzisiaj. Oprócz jednak "głównej gałęzi", gdzie głównym bohaterem jest Thorgal, powstały cztery nowe: "Lata młodzieńcze" oraz po jednym cyklu dla Jolana, Louve i Kriss de Valnor. Wszystkie one się przecinają i krzyżują, więc jeśli ktoś chce poznać zupełnie całą historię, to musi inwestować we wszystko - a o to chodzi.

Mieszane uczucia

Niewątpliwie sukces "Thorgal" zawdzięcza inteligentnej fabule, stworzonej przez Jeana Van Hamme, oraz świetnej kresce Grzegorza Rosińskiego. Ten duet długo prowadził serię, ale wiadomo, lata lecą i od debiutu w 1977 roku minęło właśnie 41 lat! Serię przejęli inni scenarzyści (Yves Sente, Xavier Dorison, Mathieu Mariolle i - obecnie - Yann) oraz rysownicy (Giulio de Vita, Roman Surżenko i Fred Vignaux, który nawet przejął "główną gałąź" od Rosińskiego).

O ile do warstwy wizualnej nie mam większych zastrzeżeń, zwłaszcza jeśli chodzi o wkład Romana Surżenki, to scenariuszowo jestem coraz bardziej rozdarty. Dla mnie osobiście wielka siła "Thorgala" tkwiła między innymi w osadzeniu opowieści w świecie wikingów, ich wierzeń, światopoglądu i mitów oraz umiejętnym pożenieniu tego z science-fiction w postaci pochodzenia tytułowego bohatera. Teraz dołożono do tego bardzo, bardzo dużo mistycyzmu i wpleciono wątki chrześcijańskich krucjat.

Rozumiem, że to wynik chęci kontynuowania przygód Thorgala i jego rodziny - w końcu ile można podróżować do Asgardu albo miotać się po świecie? Kontynuacja wymusiła zmiany, ale w mojej opinii to właśnie znak, że raczej powinno się zakończyć akcję na "Ofierze", ostatnim zeszycie tworzonym przez duet Van Hamme - Rosiński. Zresztą nie wiem, czy nie taki był plan Van Hamme - kto zna fabułę wie, dlaczego byłoby to dobre zamknięcie przygód dzielnego skalda.

Co nie zmienia faktu...

Co nie zmienia faktu, że już zacząłem przeglądać "Zdradzoną czarodziejkę" i pewnie skończy się na przeczytaniu wszystkiego jeszcze raz od początku. Mam zbyt duży sentyment do całej serii - to trochę jak z Wiedźminem Sapkowskiego. Niby wszystko wydane już po sadze jest gorsze (a w opinii wielu i saga jest gorsza od opowiadań, z czym się nie zgadzam akurat), ale i "Sezon burz", i opowiadania fanowskie przeczytałem bez wahania. I pewnie, jeśli Sapkowski coś jeszcze w tym uniwersum stworzy, to też przeczytam.

Przede mną wiele, wiele zeszytów thorgalowych i już się cieszę na spotkanie ze starymi dobrymi znajomymi. Bo to mimo wszystko jest bardzo fajny komiks.

0 komentarze:

Prześlij komentarz