wtorek, 2 marca 2021

[K] Czy to się zmieni?

Dzisiaj trochę nietypowo i bardziej dla siebie niż dla Czytelników - spis najczęściej używanych przeze mnie programów z najróżniejszych kategorii. Głównie w celach kronikarskich, żeby sprawdzić np. za rok, czy coś się zmieniło. Zacznijmy może zatem wyliczankę:

KategoriaAplikacja
Przeglądarka internetowaVivaldi*
Programy biuroweMicrosoft Office 2007
Podręczny notatnikSublime Text 3
Manager plikówTotal Commander 9.51
Środowisko programistyczneJetBrains IntelliJ
Odtwarzanie mp3foobar2000 1.6.4*
Komponowanie muzykiPreSonus Studio One 5, Steinberg Cubase 11
Edycja plików dźwiękowychSteinberg WaveLab 10
Edycja wideoBlackMagic DaVinci Resolve Studio
Nagrywanie wideo z ekranuOBS*
Zrzuty ekranuScreenpresso
Przeglądarka plików graficznychIrfanView 4.57*
Rysowanie komiksówClip Studio Paint 1.10
MalowanieCorel Painter 2021, Rebelle 4
Grafika wektorowaAffinity Designer 1.9
Grafika rastrowaAdobe Photoshop CS6
Grafika 3Dblender 2.92*
Wywoływanie zdjęćAdobe Lightroom 6.4

*) program darmowy

Jak widać, jestem dość przywiązany do niektórych programów i trudno jest mi je zmienić na coś nowego, nawet mimo podejmowanych prób. Tyczy się to głównie Photoshopa i Lightrooma, ale także wiekowy już Office 2007 trzyma się krzepko. Nie do ruszenia są Total Commander oraz foobar2000, a IrfanView ostatecznie oparł się zakusom ACDSee. Największa różnorodność jest w dziedzinach grafiki i muzyki, gdzie kandydatów na główne narzędzie jest mnóstwo - np. w ogóle nie wymieniłem Reapera czy FL Studio (programy DAW) oraz ArtRage czy Paintstorm Studio (grafika).

No cóż, zobaczymy za rok, czy nastąpią tu jakieś przetasowania, chociaż nie przewiduję niczego takiego, zwłaszcza że z ważnych, używanych przez wiele lat aplikacji zniknęła ostatnio tylko jedna: CorelDraw, bezpardonowo wyrzucony przez Affinity Designera. Reszta to raczej zasiedziała ekipa, która po prostu świetnie się sprawdza w codziennym działaniu.

niedziela, 28 lutego 2021

[S] Wiosna tuż?

W taką pogodę jak dzisiaj, nawet taki leń jak ja nie wytrzymuje i idzie do lasu na przechadzkę. A nuż trafią się gdzieś pierwsze listki? Albo chociaż pączki listków? Na pewno zaś trafiło się błękitne niebo.

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/4000 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/2400 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/1900 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/500 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/125 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/550 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/400 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/3000 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/2200 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/320 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/2900 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

I na koniec bonus, czyli dzielny pies zaczepno-obronny, który chyba najbardziej cieszy się z ogromu zapachów, które niesie ze sobą nadchodząca wiosna:

Przysłona: f/1.8, Czas: 1/12000 sec, Ogniskowa: 50,0 mm

sobota, 27 lutego 2021

[O] DaVinci Resolve 17 - finalna wersja

Mniej więcej w połowie listopada ubiegłego roku miała miejsce premiera 17 wersji DaVinci Resolve od firmy Black Magic. Jak się szybko okazało, była to wersja beta, czyli jeszcze w pewnym sensie testowa. Niezrażony tym, wymieniłem "szesnastkę" na "siedemnastkę" i nigdy tego nie żałowałem.

W ostatnich dniach, po dziewięciu wersjach beta, w końcu ukazała się finalna wersja 17. Piszę o tym wyłącznie z kronikarskiego obowiązku, bo w zasadzie od listopada nie zauważałem specjalnie dużych zmian - ale i też nie jestem pełnoetatowym montażystą, a w ostatnich miesiącach rzadko siadam do jakichś "poważnych" prac montażowych. Instalowałem chyba pięć z tych dziewięciu wersji i nigdy nie wystąpiły u mnie żadne błędy, więc jak dla mnie wersja finalna niczym nie różni się od tej prezentowanej w listopadzie.

Przypomnę tylko, że wersja darmowa wciąż jest darmowa, a jeśli ktoś posiada komercyjną licencję Studio, to aktualizacja z wcześniejszej wersji do obecnej jest... także najzupełniej darmowa. Dlatego myślę, że nie warto zwlekać, bo zdecydowana większość zmian wyszła programowi na plus, czyniąc pracę szybszą i przyjemniejszą.

czwartek, 25 lutego 2021

środa, 24 lutego 2021

Renesans tabletu

Jak może niektórzy z Czytelników zauważyli, w ostatnim czasie rysowanie wróciło do łask. Pojawiają się kolejne odcinki "Ladaco", zostały też opublikowane cztery odcinki "Borsuka i Larka". W planach jest przygotowanie dziesięciu ilustracji do książki Taty oraz jeszcze jeden (sekretny póki co) projekt. Tablet został oficjalnie wyjęty z szuflady i od paru tygodni się nie kurzy. Postanowiłem przyjrzeć się krytycznie programom do rysowania, bo uzbierało się ich przez lata tyle, że trudno się zdecydować.

Clip Studio Paint

W tej chwili najważniejszy program, w którym powstają przede wszystkim komiksy. Co tu dużo mówić, jest genialny. Myślałem, że może Affinity Designer go zastąpi, ale jednak jeszcze trochę brakuje mu do wygody CSP - przede wszystkim brakuje wygodnego przycinania "wystających" fragmentów linii. Obecnie nauczyłem się też pracować z warstwami rastrowymi oraz korzystać z różnych przydatnych funkcji, np. robienia ramek (co do tej pory wykonywałem "na piechotę") czy stosowania różnych przydatnych pędzli.

Corel Painter 2020

Painter to bardziej narzędzie do malowania, przynajmniej w moim odczuciu, a w związku z tym na razie leży sobie, rzadko kiedy używany, bo i maluję rzadko. Niemniej ciągle mam nadzieję, że kiedyś w końcu się przyda w pełni, a ja zrobię z niego właściwy użytek.

Jakie są jego silne strony? Obecnie jest to na pewno wydajność narzędzi oraz bardzo dobre pędzle, pokrywające w zasadzie całe spektrum oczekiwań rysownika-malarza. Jest tu dosłownie wszystko - od ołówków, kredek, piór, rysików przez pastele, akwarele, gwasze po akryle i oleje. Są faktury papieru, wygodne rysowanie, no, wszystko. Prawie. Ja nie narzekam w każdym razie.

Rebelle 4

O Rebelle pisałem już ponad dwa lata temu i byłem wówczas zachwycony uzyskiwanymi w tym programie malarskimi efektami. Teraz mam do czynienia z nowszą wersją, w której pojawiły się farby olejne, a całość działa jeszcze sprawniej. Nie ma chyba na PeCecie żadnego innego programu, który dawałby porównywalne efekty jeśli chodzi o wirtualne akwarele. Jeśli ktoś woli ołówek, tusz czy akryle, też może z przyjemnością pracować.

Z jednej strony trochę szkoda, że firmowo nie ma zbyt wielu pędzli i papierów, w razie konieczności trzeba zainwestować na stronie producenta, ale z drugiej strony patrząc to, co jest, powinno wystarczyć, trzeba się tylko kreatywnie przyłożyć.

ArtRage 5

Wprawdzie jest już wersja szósta, ale nie uznałem za sensowne inwestować w nią, bo i nie ma po co. Jest to wprawdzie rewelacyjny program i do dziś pamiętam pierwsze z nim zetknięcie, kiedy elegancko wygładzał linie i strasznie mnie tym ujął za serce, he, he. Tyle, że wersja 6 nie dodała niczego istotnego z mojego punktu widzenia, więc poczekam sobie do "siódemki", jeśli już.

Program ma bajecznie prosty interfejs użytkownika, możliwość "przypięcia" zdjęcia referencyjnego (jeśli chcemy rysować ze zdjęcia na przykład), wygodne zarządzenie właściwościami tabletu i całkiem sensowny zestaw narzędzi. Umożliwia też pracę na pełnym ekranie, bez widocznego paska menu.

Reszta towarzystwa

Oprócz opisanych powyżej programów mam jeszcze całe stado innych, również dobrych - jest to na pewno darmowa Krita, która jest chwalona wszem i wobec; jest niezbyt drogi Paintstorm Studio, bardzo do Krity podobny; jest bardzo dobry SketchBook od znanej firmy AutoDesk, zbliżony interfejsem do ArtRage (ale w odróżnieniu od ArtRage - darmowy). Na koniec jest jeszcze, naturalnie, Photoshop, w którym jednak nigdy nie nauczyłem się rysować. Uwielbiam ten program, ale do obróbki fotografii i robienia fotomontaży, rysować w nim jednak nijak nie potrafię.

Jak więc widać, wybór jest ogromny - przecież jest jeszcze darmowy GIMP, jest corelowy PhotoPaint... No, jednym słowem, jest w czym wybierać. Jeśli ktoś chciałby zacząć, to poleciłbym na początek AutoDesk SketchBook - bardzo czytelny i prosty interfejs przy sporych możliwościach. Do malowania i bardziej zaawansowanych rysunków świetna będzie Krita. A w kategoriach komercyjnych PaintStorm Studio prezentuje się nad wyraz korzystnie - niska cena niespełna 20 dolarów, a ogromne możliwości i wykorzystanie wspomagania karty graficznej (jest naprawdę szybki). A wyżej - to już według konkretnych potrzeb.

poniedziałek, 22 lutego 2021

sobota, 20 lutego 2021

piątek, 19 lutego 2021

[K] Corel Painter 2021

Miesiąc temu opublikowałem test Paintera 2020, gdzie polecałem tę wersję jako wnoszącą całkiem sporo, przede wszystkim pod względem wydajności, do świata cyfrowych malarzy i rysowników. Skuszony pewnym artykułem, wychwalającym wersję 2021, postanowiłem sprawdzić wersję testową tego programu - zwłaszcza że można ją zainstalować równolegle z wersją 2020. Zwłaszcza że aktualizacja jest obecnie w cenie 99 dolarów - co wydaje się całkiem niezłą ofertą, choć mojej dwudziestodolarowej aktualizacji z HumbleBundle nie przebija. Tym razem jednak mówimy o najnowszej dostępnej wersji.

Wydajność krok naprzód

Poprzednik wysoko postawił poprzeczkę i faktycznie czuło się przeskok z wersji 2019 do 2020 (oczywiście pod warunkiem posiadania w miarę przyzwoitej karty graficznej). Tym razem producent wprowadził dalsze optymalizacje (mój komputer zebrał tym razem ponad 5000 punktów po teście wydajności), w tym zwiększona została liczba pędzli korzystających ze wsparcia sprzętowego.

Inne nowości

Dwie interesujące nowości to "grube pędzle" i klonowanie odcieni. "Grube pędzle" to takie, które zostawiają trójwymiarowy ślad (wydaje się, że farba "wystaje" z obrazka), jednak nie do końca wiedziałem, dlaczego Corel tak się chwali tą funkcją. W końcu nawet stary ArtRage 4 miał pędzle symulujące podobny efekt. Okazuje się, że sekret tkwi nie tyle w pędzlach (choć tu oczywiście także), ale w specjalnej warstwie, po której tymi pędzlami malujemy. Okazuje się bowiem, że można zmieniać grubość (a co za tym idzie, wygląd) farby już po namalowaniu. Czyli już po zakończeniu malowania możemy stwierdzić, że jednak faktura farby jest ciut za bardzo wyraźna - i wtedy specjalnym suwaczkiem regulujemy ostateczny wygląd.

Klonowanie odcieni ucieszy głównie te osoby, które "malują na niby". Nazywam w ten sposób klonowanie obrazu, robione ręcznie. W Painterze jest bowiem obecna funkcja, dzięki której wrzucamy sobie do programu zdjęcie, po czym specjalnymi pędzlami malujemy po tym zdjęciu, zmieniając je w obraz. Jest to nieco podobne do efektów uzyskiwanych przez Dynamic Auto Painter z tą różnicą, że tam pociągnięcia "pędzlem" robił program, co często wyglądało mało realistycznie - tutaj to my decydujemy, jak układają się pociągnięcia, więc da się sprawniej zasymulować prawdziwe malowanie. Nowo wprowadzone udoskonalenie pozwala nadawać powstającemu obrazowi nie tylko fakturę, ale i odcienie.

Wracając jeszcze do Dynamic Auto Paintera, Painter 2021 doczekał się podobnego mechanizmu. Wybieramy zdjęcie, wybieramy styl graficzny (np. pastele czy też szkic ołówkiem) i - uwaga! - Sztuczna Inteligencja maluje/rysuje za nas. Po szybkim przejrzeniu efektów stwierdzam jednak, że obecnie nie ma w tym nic specjalnego i z dwojga złego wolałbym pobawić się w klonowanie opisane wyżej niż korzystać z "sztucznej inteligencji".

Malowała sztuczna inteligencja...

Nowością jest także wprowadzone w tej wersji korzystanie z udogodnień MacOS i iOS - touchpada, piórka, touch bara i sidecara (czymkolwiek jest). Piszę o tym tylko z kronikarskiego obowiązku, bo ani nie używam sprzętu od Apple'a, ani nie starałem się więcej dowiedzieć.

Migracja?

Przyznam szczerze, że mam teraz zagwozdkę. Bo o ile migracja z 2019 do 2020 wydała mi się korzystna (promocyjna cena, przyrost wydajności), to już z przejściem od 2020 do 2021 tak prosto nie jest. No, niby jest troszkę szybciej (ale już się tego tak nie odczuwa), niby dodano "grube pędzle" i klonowanie odcieni - osoby chcące z tego korzystać na pewno będą zadowolone, podobnie jak użytkownicy sprzętu Apple'a. Ja nadal zbyt mało maluję w Painterze, by odczuć te zmiany - a kopiowanie obrazów przez kalkę jakoś niespecjalnie mnie kręci. Do szybkiego przygotowania ilustracji na potrzeby wpisów Dynamic Auto Painter wystarcza mi z nawiązką... Hm, może jednak poczekam, aż wyjdzie wersja 2022, a ja wtedy poszukam okazji na HumbleBundle?

Komiksowa konkurencja

Trochę śmiałem się ostatnio, że Ladaco ma konkurencję, ale faktycznie okazało się, że dałem się wciągnąć w pułapkę. Otóż po opublikowaniu rebusa-zagadki na Facebooku podniosły się głosy i samego Arka Lubaszki, i innych odwiedzających jego profil, że to za mało, że ma powstać cały "odcinek" o przygodach Larka i Borsuka.

Na próbę narysowałem zatem odcinek, zatytułowany "Megastick" - nie wiem, czy jest sens publikować go tutaj, bo jest dość hermetyczny i raczej niezrozumiały do osób, które nie widziały nigdy "Gramy na gazie" i nie znają występujących tam panów - zresztą zobaczcie sami:

Tak czy owak, okazało się, że odzew społeczności jest na tyle pozytywny, że powstało już kilka części - to właśnie ich rysowanie kradło mi ostatnio każdą wolną chwilę, przez co blog jest mocno zaniedbany. Powstaje pytanie, czy faktycznie wrzucać te odcinki także tutaj - bo wydaje mi się, że chyba nie ma to dużego sensu. Dajcie znać w komentarzach.

Czy rozwinie się to w coś większego? Trudno w tej chwili wyrokować - ale faktem jest, że taki bardziej rozbudowany komiks daje jednak (fabularnie) trochę większe możliwości niż trzy kadry w Ladaco. Korzyścią dla mnie jest lepsze poznanie Clip Studio Paint, w którym te komiksy rysuję - wreszcie zacząłem korzystać z narzędzi do wydzielania kadrów, odkryłem też parę możliwości w zakresie wykorzystania pędzli czy wypełnień. To i parę pomysłów na dalsze części jeszcze mnie napędza - ciekawe, na ile tego paliwa starczy.

poniedziałek, 15 lutego 2021

[O] Dzienniki Samuela Pepysa

Dzięki nieocenionej Siostrze Be miałem okazję zapoznać się z tytułowymi "Dziennikami Samuela Pepysa" w przekładzie Marii Dąbrowskiej - co ciekawe, miałem do dyspozycji pierwsze polskie wydanie z 1952 roku, aczkolwiek bardzo dobrze zachowane. Czy w zapiskach angielskiego urzędnika z siedemnastego wieku jest cokolwiek zajmującego?

Przyznam, że to nie były tomy, na które rzuciłem się jak tygrys na bezbronną ofiarę. Czytałem je sobie powolutku przez ponad trzy miesiące i myślę, że jest to tempo odpowiednie do charakteru dzieła. Są to bowiem codzienne zapiski Samuela Pepysa, który "na naszych oczach" z prostego sekretarza staje się znaczącą personą, skrupulatnie opisując na kartach dziennika nie tylko postępy kariery, ale też życie swoje i swoich bliskich, a także tak ważne wydarzenia, jak "wielką zarazę" z 1665 roku czy "wielki pożar" Londynu w roku 1666, który pochłonął prawie 2/3 całego miasta.

Mnie najbardziej ujęła strona, rzec by można, prywatna tego dziennika. Pepys, choć nie był szlachcicem, to bardzo aspirował do wyższych sfer - w czym nie ma nic dziwnego, gdyż jako sekretarz Urzędu Marynarki, a później szef kancelarii Tajnej Rady Królewskiej, spotykał się z najważniejszymi w owym czasie personami, w tym z królem Karolem II, który objął władzę w Anglii po restauracji Stuartów w 1660 roku. Z tego względu Pepys starał się zdobywać stronników (i nie zrażać dawnych, chyba że przestawali się zupełnie liczyć albo popadali w niełaskę), wyprawiał uczty, zabiegał o to, by odpowiednim ludziom przyjść z pomocą. Pracował dużo i zazwyczaj pilnie, aczkolwiek czasem pozwalał sobie na zaniedbania, co później gorzko wyrzucał w dzienniku.

Zresztą, dziennik Pepysa musiał znieść dużo więcej - opisy jego wewnętrznych utarczek, kiedy walczył z pokusami świata (szczególnie z piciem alkoholu czy... zbyt częstym chodzeniem do teatru), a także szczegółowe zapiski bardzo licznych romansów i "skoków w bok", od których Pan Samuel nie stronił, ciągle jednak mając w centrum uwagi swoją żonę, którą bardzo kochał (!).

Zabawne są opisy sprzeczek domowych lub wewnętrznych monologów Pepysa, kiedy usprawiedliwia sam przed sobą różne swoje grzeszki. W pewnym momencie Pan Samuel orientuje się, że wydaje za dużo pieniędzy na przedstawienia teatralne, tracąc też tam sporo czasu. Ślubuje zatem, żeby nie chodzić do teatru z własnej woli częściej niż dwa razy w miesiącu. Później zaś znajdujemy opis, jak to gościowi zaproszonemu do siebie na obiad proponuje, by ten zaprosił go do teatru, a jeśli nie ma pieniędzy, to on - jako gospodarz - opłaci przedstawienie. W ten sposób - jak podsumowuje Pepys - zachował czyste sumienie, bo przecież szedł do teatru z zaproszenia, a nie własnej woli...

Śmieszą też opisy, kiedy - awansując - Pan Pepys sprawia sobie nową garderobę lub perukę i specjalnie wychodzi w tych nowościach do miasta, żeby zobaczyli go ludzie, nawet mimo deszczu. Rozbawiają też szczere recenzje książek czy sztuk teatralnych oraz gry aktorskiej.

Bardzo podobały mi się wszelkie bardzo osobiste przemyślenia, z których jasno wynika, że myślenie ludzi w tamtych czasach nie różniło się tak bardzo od dzisiejszego. Mam tu na myśli przede wszystkim mentalność, kiedy to mówimy coś innego, a myślimy coś zupełnie przeciwnego. Kiedy nasze przemyślenia na jakiś temat są bardzo brutalne, bo podyktowane uprzedzeniami czy samolubstwem - ale przecież mamy takie przemyślenia i dziś, tyle tylko że potrafimy je bardzo sprawnie cenzurować (czego czasem Pan Samuel robić nie musiał). Tak samo dziś, jak i wówczas prawdziwe było powiedzenie: jak Cię widzą, tak Cię piszą, więc pieniądze i pozycja były wyznacznikami wartości człowieka, co brzmi już bardzo współcześnie, prawda?

I tak to się właśnie czyta - dzień po dniu krzątamy się z Panem Samuelem wokół spraw ważnych i zupełnie nieważnych, odwiedzamy ludzi porządnych, jak i kanalie, robimy dobre rzeczy oraz rzeczy podłe. Całość w przekładzie Marii Dąbrowskiej jest napisana bardzo dobrze i chociaż nie obejmuje wszystkich części dziennika, a ledwie jego ćwierć, to i tak będzie nam przykro, kiedy skończy się ostatni rozdział. Bo w dziwny sposób Samuel Pepys stanie się naszym dobrym znajomym, którego polubimy mimo jego licznych wad i słabości...

niedziela, 14 lutego 2021

[S] Luty w kadrze

Chyba pozazdrościłem Grażynie zimowych fotografii, bo postanowiłem też coś samemu ustrzelić. W niedzielne przedpołudnie wybraliśmy się zatem z Perełką na mikro-fotospacer, a efekty możecie przejrzeć poniżej. Niestety, śnieg już kilkudniowy, więc nie tak świeży, ale za to mroźno, aż w nosach kręciło.

Przysłona: f/3, Czas: 1/6400 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/2,8, Czas: 1/6400 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3, Czas: 1/1600 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3,2, Czas: 1/2000 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3,2, Czas: 1/400 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/9, Czas: 1/125 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3, Czas: 1/800 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3, Czas: 1/1000 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3, Czas: 1/3200 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3, Czas: 1/2000 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3, Czas: 1/3200 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

Przysłona: f/3, Czas: 1/800 sec, Ogniskowa: 105,0 mm

sobota, 13 lutego 2021

piątek, 12 lutego 2021

Adam Śmiałek - rzetelność bez efekciarstwa?

Dzisiaj krótko, bo chciałem tylko polecić wszyskim gorąco dopiero co odkryty kanał na YouTube, należący do Pana Adama Śmiałka. A polecam go sam z siebie.

Szczególnie warto zajrzeć tam, jeśli ktoś szuka rzetelnie przygotowanych, niedługich felietonów na tematy techniczne, ale to też nie zawsze, bo przekrój jest tu spory, od malarstwa, muzyki, przez opisy dawnych urządzeń (najczęściej z czasów PRL-u) po edukacyjny cykl o prądzie elektrycznym. I zgoda, można się czepiać maniery podkreślania każdej literki "ę" w narracji, ale za to język jest zrozumiały, acz na pewno nie prostacki. Nie jest też śmiertelnie poważnie i nudno - przynajmniej ja nie nudziłem się ani trochę, nawet oglądając film o budowie telefonu z tarczą (!) czy o pieniądzach starych i nowych.

Cóż jeszcze? Nie wiem, dlaczego jesteście jeszcze tutaj - filmy o starych magnetofonach szpulowych same się nie obejrzą. Sio!

niedziela, 7 lutego 2021

[C] Rebus - zagadka

Kiedy rysowałem wczoraj odcinek przygód Ladaco, wpadł mi do głowy pomysł na rysunek-rebus. Wprawdzie jest to rebus dość trudny (żeby nie powiedzieć, że tylko dla wtajemniczonych), to jednak o frazie będącej rozwiązaniem nie raz i nie dwa pisałem już na blogu, więc szanse nie są tak zupełnie zerowe. A nuż ktoś zgadnie? A jeśli nie, to zawsze można wysnuć refleksję o tym, po co powstają rebusy nie do rozwiązania...

piątek, 5 lutego 2021

Netflix przedstawia serial "Kajko i Kokosz"

Fanem Janusza Christy i stworzonych przez niego komiksowych bohaterów jestem od wczesnego dzieciństwa. Na tych komiksach się wychowałem, zaś kreska Christy do teraz jest dla mnie niedoścignionym wzorcem precyzji i staranności. Nic dziwnego, że coś mnie tknęło, kiedy usłyszałem, iż Netflix wziął się za produkcję serialu opartego na komiksach i Kajku i Kokoszu. Zrazu pomyślałem, że to będzie straszna "kicha", ale potem obejrzałem kilka obrazków z niby już gotowego serialu i nie były nawet takie tragiczne. A potem pojawił się zwiastun:

Moje zdanie jest takie, że straciłem nadzieję na udaną adaptację przygód dzielnych wojów z Mirmiłowa. Kreska jest jednak zbyt odległa od perfekcyjnego oryginału, zaś animacje - kto to w ogóle robił?! Bez urazy, ale to jest animacja na poziomie jakichś "flashowych" filmików, którymi zawalony jest YouTube. Toż to ja widziałem lepiej zrobione animacje z Cartoon Animator. Tu zdecydowanie ucięto koszty, bo nawet średnio zdolny animator nie przepuściłby takiej fuszerki, jak np. animacja Kaprala w 40 sekundzie. Naprawdę, schematyczne Laboratorium Dextera wygląda przy tym jak film od Disneya (jeśli się spojrzy na całokształt - tam przynajmniej było coś, co można nazwać stylem)... A były wcześniejsze próby, gdzie animacja wyglądała o niebo lepiej (bo była po prostu rysowana klatka po klatce) - spójrzcie na ten fragment - dlaczego nie zdecydowano się pójść tą drogą? Jak znam życie - koszty i czas...

Dobra, nie można oceniać książki po okładce, więc zaczekajmy na pełny serial, może będzie się bronił klimatem i fabułą. Na razie to, co chyba najważniejsze w adaptacji komiksu, czyli wizualia, nie wypadają - niestety - przekonująco...

czwartek, 4 lutego 2021

[K] Affinity Designer 1.9

Po wielu miesiącach szlifowania wersji beta Affinity Designer nareszcie doczekał się wersji 1.9. Od wakacji ubiegłego roku używałem przelotnie wersji 1.9 beta, więc dużych niespodzianek nie miałem, ale myślę, że warto podsumować niektóre przynajmniej nowości dla tych, którzy jeszcze działają w niższych wersjach. Pełna lista nowości i zmian dostępna jest na stronie producenta.

  • narzędzie konturu, dzięki któremu można rozszerzać lub zawężać wybrany kształt:
  • bardzo rozbudowane zaznaczanie obiektów (kryteriami może być typ, kolor wypełnienia, kolor konturu itp.)
  • możliwość umieszczania w dokumencie podlinkowanych obrazów (nie muszą być już osadzone w dokumencie)
  • wsparcie karty graficznej przy wyświetlaniu
  • możliwość zapisywania presetów ustawień paneli narzędziowych
  • nowy tryb mieszania Divide (dzielenie, dolne warstwy są rozjaśniane przez luminancję górnej warstwy):
  • możliwość wstawiania poleceniem Place przeskalowanych obrazów, włącznie z możliwością zresetowania skali do 100%
  • możliwość hierarchicznego sterowania wygładzaniem z poziomu okna Blend Ranges:
  • dodane okno podglądu przy eksporcie do formatów rastrowych:
  • możliwość podpięcia się do konta Affinity i synchronizacji z zakupionymi tam produktami (fontami, pędzlami itp.)
  • możliwość tworzenia pędzli z zaznaczonych pikseli (w Pixel Persona - trzeba zaznaczyć warstwę rastrową i z menu karty Brush wybrać tworzenie pędzla z zaznaczenia)
  • możliwość wyświetlenia/schowania nie mieszczącego się tekstu (np. jeśli tekst znajduje się na ścieżce)
  • poprawiona stabilność i wydajność (choć w sumie nie narzekałem ani na jedno, ani na drugie)

Wersja 1.9 jest darmowa dla dotychczasowych posiadaczy, więc myślę, że warto się skusić tym bardziej, że ani razu wersja 1.9 beta nie sprawiła mi psikusa, więc raczej powinno być stabilnie. Wiadomo, że Designerowi jeszcze sporo brakuje do całkowitego zastąpienia CorelDraw czy Illustratora, ale u mnie Corela wygryzł już dawno.