czwartek, 23 listopada 2017

[K] Xpand!2 za darmo w czarny piątek

Nie, nie reklamuję sklepu - zwracam tylko uwagę, że z okazji czarnego piątku można ZA DARMO otrzymać bardzo fajny instrument - Air Xpand!2. Myślę, że naprawdę warto - wiele razy wykorzystywałem dostępne w nim brzmienia i uważam, że - zwłaszcza na początek - jest to solidna baza dźwięków. Do wyrwania w AudioDeluxe.com.

poniedziałek, 20 listopada 2017

Listopadowo

Trochę powrotu do fotografowania - zimna sesja z Joanną. Sesja odwlekana i przekładana, ale w końcu jest. Zapraszam do oglądania:

Przysłona: f/4, Czas: 1/200 sec, Ogniskowa: 56,0 mm

Przysłona: f/2,2, Czas: 1/200 sec, Ogniskowa: 90,0 mm

Przysłona: f/2, Czas: 1/200 sec, Ogniskowa: 90,0 mm

Przysłona: f/2, Czas: 1/200 sec, Ogniskowa: 56,0 mm

Przysłona: f/2,8, Czas: 1/200 sec, Ogniskowa: 56,0 mm

Przysłona: f/1,2, Czas: 1/1600 sec, Ogniskowa: 56,0 mm

niedziela, 19 listopada 2017

[K] Luminar 2018

Wiecie już pewnie, że szukam zamiennika dla Lightrooma - niezbyt może intensywnie, ale... Właśnie na rynku pojawił się "nowy" gracz, czyli tytułowy Luminar 2018. Nowy jest bardziej z nazwy i z tego, że pojawił się właśnie na komputery PC - Makowcy mieli go już wcześniej. Cóż, wypróbować trzeba, bo może to to?

Nadzieje

Cóż, patrząc na screeny na stronie producenta chyba zbyt mocno rozbudziłem w sobie nadzieje. A skoro miało być pięknie, zaś jest tak sobie, to nic dziwnego, że czuję się zawiedziony. Wprawdzie producent sam chyba takie odczucia przewiduje, skoro od razu pisze, że program jest w ciągłym rozwoju i taka czy owaka funkcja jest w planach i pojawi się za iks miesięcy.

Czym jest?

Luminar jest programem do wywoływania RAWów. Zakres regulacji jest dość spory, poczynając od podstawowych korekcji naświetlenia, kontroli cieni i świateł, przez wyostrzanie, zabawę kolorami i korygowanie wad optyki (oraz perspektywy). Są warstwy, na których możemy nanosić zmiany, są korekty lokalne (np. rozjaśnienie tylko fragmentu zdjęcia). Jest cała masa filtrów w rodzaju "Dehaze", dodawania ziarna, odszumiania itp. Pod tym względem przyczepić można się tylko do braku możliwości usuwania drobnych paproszków (Spot removal z Lightrooma).

Czym nie jest?

Na pewno Luminar nie jest zamiennikiem Lightrooma, nie w moim odczuciu. Po pierwsze, nie ma modułu katalogującego (jest w planach dopiero). Po drugie - jest za wolny! O wiele za wolny, jak na moje potrzeby. W międzyczasie sprawdzałem program ACDSee i wypadł on dużo korzystniej niż dzieło Macphun. W ACDSee zdjęcia pokazywały się po góra kilku sekundach (katalog na zwykłym dysku twardym), Luminar lubił się czasem zamyślić nawet na pół minuty lub dłużej, a pracował na tych samych fotografiach!

Przez cały czas testów miałem wrażenie, że pracuję z wersją beta - wolna praca, zacinanie się momentami, jakaś taka pustka na ekranie (co akurat można poczytać za zaletę - większość RAWów zalewa użytkownika panelami i kontrolkami). Niestety, kilka razy aplikacja przestała działać, przez co traciłem wprowadzone w niej zmiany (czyżby nie zapisywał ich na bieżąco w jakiejś lokalnej bazie danych?).

Czekamy

No cóż, wypada poczekać, co stanie się z programem za pół roku czy rok. Na razie podstawowe narzędzia są, działają jako tako (np. odzyskiwanie danych ze świateł działa lepiej niż w corelowym AfterShot) i... tyle. Zainteresuję się bardziej, gdy program otrzyma moduł katalogujący i nieco przyspieszy działanie.

Czyli chwilowo ciągle bez zamiennika...

sobota, 18 listopada 2017

[R] Breaking Bad

O tym serialu napisano już wszystko - więc jakichś rewelacji tutaj nie przeczytacie. Obejrzałem go dopiero teraz, korzystając z darmowego miesiąca na Netfliksie i nie żałuję. Bo to dobry serial.

O fabule nie będę się rozpisywał: ot, mamy licealnego nauczyciela chemii, który na wieść o zabijającym go raku płuc postanawia zapewnić rodzinie przyszłość, zarabiając szybko pieniądze na produkcji metaamfetaminy. Oglądamy więc meandry przestępczego światka obserwując, jak miły gość staje się potworem i zmierza ku nieuchronnemu finałowi.

Mnie spodobały się w "Breaking Bad" przede wszystkim dwie rzeczy: gra aktorska (i to w zasadzie WSZYSTKICH postaci) oraz praca kamery i pomysły na ujęcia (kolory! kompozycja!). Aktorzy są naprawdę świetni - od fenomenalnego Bryana Cranstona (Walter) po RJ Mitte'a (Walter Jr.) czy Charlesa Bakera (Skinny Pete). Nawet jacyś drugo- czy trzecioplanowi "ćpuni" wypadają bardzo przekonująco. Irytujący głos Jessego kontrastuje z precyzyjnym i charakterystycznym barytonem Waltera, roztrzęsiona Marie uzupełnia się z chełpliwym na pokaz Hankiem. Niewyraźnemu bełkotowi Flynna przeciwstawia się arogancki i "reklamowy" głos Saula. Świetne, naprawdę.

Operator, jak to się mawia, odrobił pracę domową, dzięki czemu serial ogląda się z dużą przyjemnością. Trafione są zarówno decyzje kolorystyczne (ech, ta żółta do przesady pustynia!), jak i pomysły na ujęcia (kamera "zamocowana" w oczach bohatera czy na jego dłoni).

Na koniec powiem tylko, że choć czasem wydaje się, że serial został niepotrzebnie "rozciągnięty" do pięciu (a w zasadzie sześciu) sezonów, to ostatni sezon wynagradza wszystko, zgrabnie zamykając otwarte wątki i zataczając wielkie koło.

I cóż na koniec - kto nie oglądał, niech spróbuje. Warto, moim zdaniem.

czwartek, 16 listopada 2017

Dorosłość

Podobno człowiek wtedy staje naprawdę dorosły, kiedy zaczyna samodzielnie załatwiać sprawy w urzędzie. Może to i racja. A jak każdemu dorosłemu wiadomo, urzędy zupełnie za darmo dostarczają rzetelnej, nieskrępowanej rozrywki każdemu chętnemu.

Tytułem wstępu

Spłaciłem mieszkanie, czego konsekwencją jest wykreślenie hipoteki z księgi wieczystej. Niby - jak wyczytałem w kilku artykułach - hipoteka "zdejmuje się sama" w chwili spłaty kredytu, ale jednak trzeba pofatygować się osobiście do sądu i "zadbać o szczegóły".

Scena pierwsza

Oczywiście, do urzędu nie idzie się z pustymi rękami. Trzeba mieć w nich odpowiednie podanie lub wniosek, do tego niezbędne załączniki i (jakże by inaczej) dowód wpłaty określonej kwoty na określone konto. Wiadomo. Żeby dokładnie wiedzieć, co jest potrzebne, nie wystarczy poczytać w internecie - bo tu zwykle doradzających stron jest sporo, a każda zawiera nieco inne informacje. Należy więc wykonać obowiązkowy telefon do urzędniczej infolinii, gdzie miła inaczej pani poinformuje nas głosem zimniejszym od zestalonego azotu, co będzie potrzebne i w jakich ilościach.

Scena druga

Skoro wiemy już co, należy to coś zdobyć. Oszczędzę Wam opisu ponad miesięcznej batalii, jaką stoczyłem z jednym z dużych banków o wystawienie potrzebnych pism. Dość powiedzieć, że sprawa potrzebowała czterech reklamacji i skończyła się telefonem do dyrektora oddziału. Ostatecznie plik dokumentów zdobyłem i po wpłaceniu 100 złotych na konto sądu byłem gotowy. Niemal.

Scena trzecia

Pismo z banku, pełnomocnictwa i dowód wpłaty to jednak za mało. Trzeba wypełnić czterostronicowy KW-WPIS, bo bez tego nic. Wypełniałem tylko dwa razy, więc nie jest to trudne, najgorzej idzie wykreślanie niepotrzebnych pól. Koniec końców wniosek był gotów, więc tylko (zgodnie z radą jednego portalu) zrobiłem jego kopię i zapakowałem wszystko do teczki (głupio byłoby w ostatniej chwili coś zapodziać, prawda?)

Scena czwarta - kulminacja

7:30. O tej godzinie otwierają się podwoje sądu - przynajmniej teoretycznie. Po zderzeniu się najpierw ze składanym "płotkiem" blokującym przejście, a potem z brzuchatym strażnikiem, utknąłem na chwilę na bramce wykrywającej metal. Po pięciu próbach i wyjęciu wszystkiego z wszystkich kieszeni ochrona stwierdziła, że "piszczą" moje szelki. Wszedłem.

Okazało się, że czasu mam mnóstwo, bo "biuro podawcze" (czyli okienko) jest czynne od 7:45. Numerków nie ma, trzeba utworzyć normalną kolejkę i w niej czekać. Na szczęście byłem pierwszy.

7:46 - hałas żaluzji i stuk drewnianej zaślepki okienka wyrwał mnie z odrętwienia. Rzuciłem się do okienka z plikiem papierów i... wiuuuu, przeciąg wyrwał mi je z ręki i rozrzucił po posadzce. Ludzie z kolejki za mną nie kryli radosnej pogardy.

Zebrałem jednak wszystko i niezrażony przekazałem pani w okienku z pokojowym słowem "Proszę". W końcu co. Niestety, w odpowiedzi otrzymałem pytanie, co to za dokumenty i dlaczego daję je pani w okienku. Za sugestię, że to przecież "biuro podawcze" usłyszałem, że pani takich dokumentów nie przyjmuje. Powściągnąłem język, dzięki czemu dowiedziałem się, że moim celem jest pokój 24. Alleluja!

7:53 - czekam pod pokojem 24. W środku starsza pani walczy z urzędniczką, obok młodzi ludzie z rozpalonymi twarzami wypełniają jakiś wniosek. Starsza pani poddaje się i wychodzi, wchodzę ja.

Jak się można spodziewać, dwukrotne wypełnianie wniosku KW-WPIS według wzoru z internetu nie dało spodziewanych efektów. Pani z pokoju 24 szybko odnalazła błędy. Tylko dzięki wrodzonym talentom i opanowanej do perfekcji sztuce negocjacji udało mi się nanieść poprawki na oryginalny wniosek, unikając przepisywania go po raz trzeci.

Chwila ciszy. Stuk. "To dla pana". "Dziękuję".

Oklaski

Uf. Wmawiam sobie, że to przez brak doświadczenia. W urzędach bywam raz czy dwa do roku, nie jestem dostatecznie otrzaskany. Nie jestem też dostatecznie odporny. Muszę to zmienić - w końcu trzeba kiedyś dorosnąć!...