piątek, 22 stycznia 2021

Odszedł Papcio Chmiel...

Jako fana komiksów, w szczególności polskich, zasmuciła mnie informacja o śmierci Henryka Jerzego Chmielewskiego, znanego szerzej jako Papcio Chmiel i twórca cyklu komiksów z Tytusem, Romkiem i A'Tomkiem. Spoczywaj w pokoju...

środa, 20 stycznia 2021

[K] Corel Painter 2020

Painter jest ostatnim już programem od kanadyjskiego producenta, który mam w arsenale. A i tego by nie było, gdyby nie okazał się najlepszym programem do malowania i szkicowania, jaki posiadam - aczkolwiek i tak częściej używam Clip Studio Paint, ale to ze względu na komiksowy charakter prac. Szerszy opis Paintera już zamieszczałem, więc tu tylko krótko o nowościach, które zawitały do mnie wraz z wersją 2020.

Szybko, szybko!

Szybkość pracy i wykorzystanie wspomagania karty graficznej to główne elementy, którymi chwalił się Corel po debiucie wersji 2020. I chwalił się zupełnie słusznie, bo rzeczywiście, program działa nad wyraz sprawnie. Chociaż nacisk (w reklamach) położono głównie na wsparcie pędzli (technologia nazywana brush accelerator), to mnie najbardziej podoba się przesuwanie i skalowanie, odbywające się obecnie szybko i... jakoś tak przyjemnie.

Ale i przyspieszenie pędzli też należy docenić - nie ma już w zasadzie problemu z szybkim szkicowaniem. W poprzedniej wersji kreskowanie często kończyło się tym, że program nie nadążał za ręką rysownika, w efekcie dając efekt linii pojawiających się ze sporym niekiedy opóźnieniem. Tutaj nie zaobserwowałem podobnej wady - nawet błyskawiczne ruchy wirtualnego ołówka były natychmiast uwieczniane i pokazywane, komfort pracy zatem wzrósł znacznie.

Niestety, nie wszystkie pędzle otrzymały wsparcie sprzętowe - chociaż Corel niespecjalnie tym się akurat chwalił, jednak szydło wyszło z worka przy okazji debiutu wersji 2021, która (nie zgadniecie) wspiera dwa razy więcej pędzli niż poprzedniczka (czyli też jeszcze nie wszystkie). Dla moich potrzeb jednak najważniejsze, że błyskawicznie działają ołówek i tusz, moje ulubione narzędzia. Ktoś może się dziwić, po co mi tak potężna aplikacja, jak Painter, skoro i tak najchętniej używam ołówka i tuszu. Czy nie lepiej użyć tradycyjnych narzędzi i papieru? Być może, jednak w moim przypadku za cyfrowym środowiskiem (tak jak w przypadku muzyki) głosuje przede wszystkim wygoda. Długi czas rysowałem i malowałem tradycyjnie, na płótnie i papierze, więc wiem, z czym to się wiąże. Koszty to tylko jedna strona medalu (a wierzcie mi, blok porządnego papieru do akwareli kosztuje niemało, zresztą tubka porządnych akwareli (1 kolor!) również). Do tego dochodzi organizowanie miejsca, sprzątanie, mycie przyborów, utrwalanie pracy np. fiksatywą oraz... przechowywanie. Do tej pory mam całkiem spory zbiór teczek z rysunkami, zajmujący miejsce na strychu (bo wyrzucić żal, a pokazywać wstyd).

Czy coś jeszcze?

Z praktycznych rzeczy nie ma chyba w wersji 2020 nic więcej do omawiania, a przynajmniej mi się nic więcej użytkowo nie rzuciło w oczy. Trochę lepiej wykonano "wybierałkę" narzędzi i tyle. Ciągle za to straszą takie typowo corelowe, stare rozwiązania, jak np. okno tworzenia nowego dokumentu - można zdefiniowane parametry nazwać sobie i zapisać jako preset. Super. Ale kiedy np. po jakimś czasie zdecydujemy, że jednak nasz dokument powinien mieć tych 200 pikseli więcej w poziomie, to już opcji aktualizacji presetu brak. Dodanie nowego o tej samej nazwie też nie oferuje opcji zastąpienia. Jedyne wyjście to usunięcie starego i zapisanie nowego pod tą samą nazwą. Takie zaszłości znajdują się jeszcze tu i tam, a sam program - w porównaniu np. z Affinity Designerem - wygląda mało nowocześnie (praktycznie nie ma różnic w porównaniu do wersji 2019). Myślę, że programiści z Corela mogliby się skupić na tym aspekcie zamiast dodawać (w wersji 2021) jakieś algorytmy sztucznej inteligencji...

Czy warto zmieniać na 2020?

Moim zdaniem warto - program przyspieszył znacząco, pracuje się w nim naprawdę przyjemnie, zaś na problemy się do tej pory nie natknąłem (ale i też nie tworzę jakichś ogromnych, wielowarstwowych dokumentów). Ot, solidna aktualizacja i jeśli macie gdzieś możliwość taniego zakupu (ja wyrwałem okazję za 20 dolarów razem z kilkunastoma bibliotekami pędzli!), nie wahajcie się. Chyba że od razu będzie to wersja 2021 - zakładam, że też warto.

wtorek, 19 stycznia 2021

Affinity znów daje zniżkę 50%

Brzmi trochę jak post sponsorowany, ale nie, nikt mi za to nie płaci. Po prostu jestem przekonany o dobrej jakości programów od firmy Affinity, Designera używam bardzo często, więc nie mam oporów przed poleceniem całej trójki: Designera (grafika wektorowa), Photo (grafika rastrowa) oraz Publisher (skład publikacji). Dla niezdecydowanych dostępne są trzymiesięczne (!) wersje próbne. Naprawdę, niecałe 120zł za program tej klasy to bardzo dobra oferta.

Płyta "Synergy" wylądowała!

Płyty "Synergy" są już wytłoczone i zapakowane czekają u wydawcy - w firmie Retronics - na klientów. Jeśli jesteście zainteresowani i chcecie się pozbyć 35zł, to piszcie na adres zamowienia@retronics.eu.

Jeśli nie wiecie, czy to muzyka dla Was, czterech utworów z tej płyty możecie posłuchać na tej playliście (chodzi o "Error in line 10", "Energy", "Infiltracja" i "Destiny"):

poniedziałek, 18 stycznia 2021

[C] Bohaterowie

Tak, tak, odkąd dostałem od Rodziców i Siostry Be mój stary komiks, zacząłem przemyśliwać, czy faktycznie nie rzucić się do narysowania czegoś większego niż paski z Ladaco. A że - jak to u mnie - od pomysłu do przemysłu droga krótka, to siadłem i narysowałem. Jedną planszę A4:

Planowałem nawet (ambitnie) nagrać filmik, na którym będzie widać, jak błyskawicznie tworzę całą stronę komiksową. Powiem więcej, nawet parę minut szkicowania nagrałem. Ale potem okazało się, że roboty jest co niemiara - sam szkic, potem dokładniejszy szkic, a potem rysowanie konturów tuszem (wirtualnym, oczywiście) trwało godzinami. Dosłownie. Doprowadzenie tej strony do stanu czarno-białego rysunku zajęło ogółem 5-6 godzin. Do tego postanowiłem nanieść kreskowane cieniowania, a potem poszczególne kadry zabarwić odcieniami szarości - to były kolejne dwie godziny. No i mi się odechciało, szczerze mówiąc...

Rzecz jasna, początkowo prace przebiegały powoli, bo - nienawykły do pracy w "dużym" formacie ciągle eksperymentowałem z pędzlami, z warstwami, z ramkami i tak dalej. Podejrzewam, że następne strony poszłyby nieco szybciej. No, ale z drugiej strony chciałbym przejść też na pracę w pełnym kolorze, a to też wymagałoby eksperymentowania np. z malowaniem wirtualnymi akwarelami. Tak czy owak, pracy byłoby z tym huk.

Nie twierdzę, że praca ta byłaby nieopłacalna, jednak musiałbym mieć najpierw jakiś sensowny scenariusz, wprawić znów rękę do regularnego rysowania i ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Co do ćwiczeń, nie widzę przeciwwskazań, jednak napisanie porządnego scenariusza to już zabawa poważniejsza i w zasadzie nie wiem, czy był w ogóle podołał, bo jeszcze nigdy nic sensownego nie napisałem. Może ktoś z Was, hm?...

Tymczasem taka w sumie nieukończona plansza musi wystarczyć (musiałbym jeszcze czymś powypełniać te puste kadry, poprawić kolorowanie itd.). Do następnego razu!

niedziela, 17 stycznia 2021

[S] Zimowe pstryki

I tak oto nadeszła zima. I to taka od razu "zła", z minus kilkunastoma stopniami, no bo co w końcu, kurczę blade. Połowa stycznia jest? Jest. No.

Jedno jest pewne. Karmnik stoi (wisi) w złym miejscu. Ze względów fotograficznych, oczywiście. Zamiast gdzieś niedaleko okna, to na drugim końcu ogródka. Ani podejść, ani się zaczaić, a ogniskowa 300mm okazuje się być bardzo skromna... No cóż, może w przyszłym roku zima też dopisze?

Przysłona: f/4, Czas: 1/400 sec, Ogniskowa: 300,0 mm

Przysłona: f/4, Czas: 1/1000 sec, Ogniskowa: 300,0 mm

Przysłona: f/4, Czas: 1/400 sec, Ogniskowa: 300,0 mm

Przysłona: f/4, Czas: 1/1600 sec, Ogniskowa: 300,0 mm

Przysłona: f/4, Czas: 1/320 sec, Ogniskowa: 300,0 mm

piątek, 15 stycznia 2021

wtorek, 12 stycznia 2021

Kiki & Riki - Turgun

Siostra Be i Rodzice sprawili mi ostatnio wielką niespodziankę - otóż na skradające się urodziny dostałem od nich... wydrukowany własny komiks! Żeby tego mało, jest to komiks bez mała historyczny, bo pierwszy, duży (25 stron A4!) i kompletny, narysowałem go zaś... mając 11-12 lat! Wszystkim zaangażowanym w tę produkcję bardzo dziękuję!

Oczywiście, w tym wieku byłem "zachłyśnięty" komiksami Janusza Christy (stąd dwójka bohaterów różniących się fizycznie i, ehm, intelektualnie) oraz Papcia Chmiela (stąd wstawiane często-gęsto czerstwe w moim wykonaniu podróbki tekstów z "Tytusa, Romka i A'Tomka"). Sama fabuła jest szyta bardzo grubymi nićmi i w zasadzie nie trzyma się kupy - ważne było, żeby rysować komiks. Z samego rysowania pamiętam, że rzecz jasna nie miałem żadnego planu, rysowałem zaś tym, co akurat wpadło mi ręce. W tamtych latach ciężko było o solidne materiały piśmiennicze, więc rysunek jest robiony raz pisakiem (przy czym widać proces "wypisywania się"), potem jakimś zdobycznym cienkopisem, jest faza czarnego długopisu BIC oraz faza pióra wiecznego, co którego dorwałem czarny (w praktyce - brunatny) atrament. To ostatnie pisadło ostało się dłużej i pamiętam, że narysowałem nim także cały komiks o przygodach diabła Fajferka (fatalnie zagubiony przez Kuzyna A).

Tak czy owak, czytać się tego nie da, bo raz, że nic nie ma sensu, a dwa - nie zwracałem wtedy uwagi na kolejność "dymków", umieszczając je tam, gdzie nie zasłaniały rysunku, a nie tam, gdzie powinny być, patrząc na kolejność czytania.

Przyznam jednak, że patrząc na dziecięce dokonania (z tyłu jest nawet rysunek pozostałych moich komiksów), trochę mi głupio, że w dorosłym życiu nie pokusiłem się o nic "pełnowymiarowego". Pozostaje kontemplować "Kikiego i Rikiego" oraz wydrukowany przez Mamę zbiorczy komiks z Ladaco. Dobre i to!

poniedziałek, 11 stycznia 2021

Synergy - wywiad

Różne rzeczy się dzieją ostatnio. Na przykład moja własna siostra, czyli Siostra Be, postanowiła zrobić wywiad ze stRingiem i ze mną. Że niby płyta "Synergy" warta jest tego. Ja tam się nie znam, jeśli macie wolną godzinę, sami możecie ocenić:

sobota, 9 stycznia 2021

[O] Alita: Battle Angel

Alita długo czekała na obejrzenie. Jakoś zwlekałem i zwlekałem, mimo że okazji do obejrzenia nie brakowało. Korzystając jednak z dwudniowych ferii zimowych u Rodziców, włączyłem przed snem. I powiem Wam, że mam mieszane uczucia - zanim jednak o szczegółach, ostrzegam tylko przed możliwymi spoilerami, bo film już ma dwa lata i nie będę się specjalnie starał ukrywać, o co w nim chodzi.

Fabuła

Fabuła jak fabuła - ani kompletnie zła, ani jakaś specjalnie błyskotliwa. Podobnych historii mieliśmy już w kinie wiele - ot, osoba na skraju życia (Alita)zostaje do tego życia przywrócona, ale niczego nie pamięta. W toku filmu, rzecz jasna, pamięć powoli odzyskuje, a jej przeszłość okazuje się kroczyć za nią. Mamy tajemniczego Złego (Nova), mamy dobrego wybawcę (Dr. Dyson Ido), mamy nieodpowiednie towarzystwo (Hugo) i nielegalne zawody Motorballu. No, jednym słowem, sztampa.

Jednocześnie udało się jednak twórcom podać to na tyle zgrabnie, że film nie nudzi - mimo że leżałem w ciepłym łóżku po męczącym dniu, wytrwałem do końca nie zasypiając.

Co wyróżnia Alitę?

Skoro sama fabuła nie jest zbyt odkrywcza, to czym twórcy zaskakują? Takim magnesem w przypadku Ality miała być główna bohaterka, która jest stworzona za pomocą efektów komputerowych (choć na planie była obecna Rosa Salazar). Alita jest nieludzko sprawna i ma równie nieludzko powiększone oczy - to główne jej cechy. No i jest cyborgiem, niemal stuprocentowym, tylko mózg pozostał organiczny - pojawia się zatem paralela do Major z Ghost in the Shell.

W filmie są obecne zresztą także inne odniesienia czy podobieństwa do cyberpunku - jest biedny świat po wojnie i wyidealizowane miast w chmurach, do którego wszyscy chcą się dostać. Są nielegalne zawody Motorballu, gdzie zmodyfikowani mechanicznie zawodnicy ganiają za "piłką", rozwalając się po drodze do sukcesu, co z niewiadomych dla mnie przyczyn powoduje euforię u tysięcy kibiców, żądnych... no, nie krwi, tylko rozsypania części zamiennych na torze.

Jest tu też tajemnicza gildia łowców, którzy zbierają zlecenia na przestępców i dostarczając ich "wymiarowi sprawiedliwości", zarabiają na życie, są także gangi złodziei części, napadające na co lepiej wyposażone cyborgi i kradnące im droższe komponenty.

Tak czy owak, Alita jako postać wypada przekonująco. Można poczuć do niej sympatię, a choć napisana jest dość naiwnie, to przyjemnie się ogląda jej wyczyny. Graficy naprawdę odwalili tu kawał porządnej roboty.

Grafika

A skoro już jesteśmy przy grafikach, to cały film pod względem wizualnym jest świetny. W zasadzie trudno jest się tutaj do czegokolwiek przyczepić, bo zadbano o najmniejsze szczegóły, zaś modele 3D są bardzo precyzyjne i rewelacyjnie animowane. Często występują tu ujęcia niemożliwe do zrealizowania w praktyce - np. unikanie przez Alitę macek jej przeciwnika lub starcia na torze. Przez cały film miałem chyba tylko jedną sytuację, gdy animacja twarzy głównej bohaterki w

Warto obejrzeć?

Moim zdaniem film jest wart obejrzenia głównie dla warstwy wizualnej. Aktorsko nikt tutaj nie zaszalał, fabuła nie zachwyca, więc pozostaje tylko patrzeć, jak Alita zdobywa kolejne punkty doświadczenia i zostaje czempionem. Tylko... końcówka pozostawia niedosyt - ewidetnie jest tu zapowiedź drugiej części, o której do tej pory ani widu, ani słychu, więc nie wiadomo, czy w ogóle będzie dokręcona. Wprawdzie twórcy mają dużą swobodę, bo z aktorów muszą pozostać w obsadzie tylko Christoph Waltz oraz Edward Norton, reszta albo zginęła, albo była generowana komputerowo, jednak jeśli ta druga część nie powstanie, obraz - jak mi się wydaje - będzie niekompletny...

wtorek, 5 stycznia 2021

[K] Gra stara i gra nowa

Korzystając z czasu "świątecznego", zainstalowałem sobie dwie gry. Jedną z nich był stareńki już (z 1999 roku!) Kingpin: Life of Crime, a drugą - wydana w 2019 na PeCety Journey. I na przykładzie tych właśnie dwóch tytułów widać wyraźnie przepaść dzielącą stare od nowego - bo pomijając już samą tematykę, i wykonanie, i filozofia są tu diametralnie różne.

Kingpin

Kingpin to gra zbudowana na "silniku" z Quake II, niegdyś bardzo popularnego szkieletu wielu gier (choćby pierwszy Half Life też z niego korzystał). Opowiada ona losy pewnego przestępcy, który musi przedrzeć się przez (a jakże) przestępcze miasta w drodze do zemsty. W odróżnieniu od innych gier tego rodzaju z lat 90-tych, Kingpin wyróżniał się warstwą fabularną - nie dość, że w klimat wprowadzały filmiki, to jeszcze można było wchodzić w interakcje z napotkanymi ludźmi. Można było schować broń i pogadać "przyjaźnie", dostając czasem w zamian pomoc lub poboczne zadanie. Niektóre napotkane postacie można było zwerbować za opłatą, aby pomogły nam w jakiejś konkretnej misji; a no i same pieniądze, jako element gry, były bardzo ważne, bo umożliwiały wizyty w sklepie, w celu zakupu broni, amunicji czy medykamentów. Nie była więc tylko prosta strzelanka, ale warto było myśleć i kombinować, a i czasem dawało się przejść fragmenty na różne sposoby.

Niestety, ząb czasu mocno odcisnął swoje piętno na tej pozycji. Grafika zestarzała się bardzo, a sama gra jest "zabugowana" - zresztą z tego powodu nie dobrnąłem do końca, bo przy końcówce "zepsuł mi się" zapis (quick save) i straciłem cały postęp na tym etapie (było jednak zapisywać też w normalnych slotach!...). Ale i w trakcie bywały problemy - a to nie otworzyły się drzwi, mimo spełnienia wymaganych warunków, a to mimo uratowania pewnego człowieka jego siostra nie dała nam nagrody w postaci klucza, otwierającego jedyne drzwi do dalszej podróży, a to zaklinowałem się w pewnym zakątku bez szans na wyskoczenie stamtąd. W efekcie parę razy musiałem poszukać opisu przejścia (żeby się przekonać, że wszystko zrobiłem poprawnie, a i tak gra na to nie zareagowała) i konieczne okazało się skorzystanie z wbudowanej konsoli, żeby przejść przez zamknięte drzwi czy "przefrunąć" przez przeszkodę. Niestety, remedium na zepsutego save'a (poza pobraniem jakiegoś gotowca) już nie znalazłem...

Journey

To zupełnie inna bajka. Gra zdobyła mnóstwo nagród jeszcze w wersji na Playstation i przez długi czas nie mogła zagościć na PeCetach. W końcu jednak się pojawiła, a ja ją natychmiast kupiłem - ale było to w 2019 roku. Mamy 2021 i wreszcie znalazłem chwilę, by w nią zagrać (co jest swoistym paradoksem, bo przejście tej gry od A do Z zajmuje... dwie godzinki).

Po uruchomieniu otwieramy buzię ze zdziwienia. Gra jest piękna. Wprawdzie idziemy przez pustynię, ale pustynię wykonaną tak sugestywnie, że piasek prawie chrzęści nam w zębach. Jesteśmy jakąś dziwną postacią, która nie mówi i o której nic nie wiemy. Nie wiemy też, dokąd pójść, więc kierujemy się w stronę majaczących na horyzoncie zabudowań. I tak zaczyna się tytułowa podróż, która zawiedzie nas... a nie, nic więcej nie powiem, bo prawdą jest, że siła tej gry tkwi w tajemnicy tego, co nas w niej spotka.

Ależ ta gra działa na wyobraźnię! Możecie wierzyć lub nie, ale graliśmy sobie w nią z Perełką i potem toczyliśmy długie dyskusje, a czym było to, a czym tamto, a o co mogło chodzić z tym czy owym. Ta gra to prawdziwe przeżycie (chociaż dzieci raczej nie docenią całości - za to dorośli...). Bez wątpienia jest to jedna z lepszych gier, w jakie dane mi było zagrać w życiu. Majstersztyk.

Gra a gra

Te dwie gry łączy fakt, że wciągnęły mnie w swój świat i dały mnóstwo przyjemności. Kingpin zapewnił swego rodzaju "powrót do przeszłości", do tego czasu, gdy gry były względnie proste, nie wymagały połączenia sieciowego i nie zawierały wszechobecnych mikropłatności za wszystko (podejrzewam, ze obecnie wirtualny sklepik działałby już tylko po podpięciu do niego prawdziwego konta PayPal). Grało mi się w niego bardzo przyjemnie i nawet napotkane błędy nie były aż tak frustrujące.

Za to Journey... ech, to naprawdę warto było ukończyć. No i ta cudowna grafika, ten piaseczek, te oniryczne dźwięki i palące, wirtualne słońce. Jakże żałuję, że nie mogę napisać nic więcej - bo naprawdę zachęcam do sięgnięcia po tę pozycję.

I powiem Wam, że przydał mi się takie "reset" - po tych wszystkich wieczorach spędzonych ostatnio w programach DAW, po przygotowywaniu "Synergy" i "Seventh Encounter" miło było po prostu oddać się rozrywce, co i Wam polecam.

piątek, 1 stycznia 2021

[A] Wanda Markowska, Anna Milska - Pan Twardowski na Księżycu

Nowy rok, nowa karta. No i nowy - choć nie nowy - audiobook. Tym razem pierwsza z "Baśni z czterech świata stron", klasyczna wręcz opowieść o panu Twardowskim, krakowskim czarnoksiężniku, który podpisał pakt z diabłem. Audiobook nie jest nowy, bo nagrałem go niemal dokładnie rok temu - wówczas planowałem powstanie całego cyklu baśni, jednak różne okoliczności sprawiły, że do dzisiaj nagrałem tylko tę pierwszą w całej księdze. Ale nigdy nie mów nigdy, może jeszcze nadarzy się okazja do rozszerzenia tej listy. Tymczasem zapraszam do wysłuchania opisu perypetii najsłynniejszego polskiego czarownika:

Blogowa statystyka 2020

Pora na podsumowanie blogowego roku 2020 - a jest co podsumowywać tym razem, chociaż i poprzedni rok nie wyglądał tragicznie. Na początek tradycyjne zestawienie kolejnych lat:

Pobity został zatem (i to definitywnie) rekord z 2015 roku, a przy uwzględnieniu liczby 114 wpisów z bloga https://gadesound.blogspot.com ogółem jest to 430 wpisów (!), co mnie samemu wydaje się nie do wiary.

Kolejne zaskoczenie to typy wpisów - dość niespodziewanie wygrały tutaj audiobooki (pomijam wpisy bez kategorii). Nie spodziewałem się, że było ich w tym roku aż kilkadziesiąt, ale faktycznie np. "Wyspę Robinsona" zacząłem publikować pod koniec grudnia 2019, a tutaj było ponad trzydzieści rozdziałów. Strasznie dawno mi się to wydaje...

Drugie w kolejności są spacery, co również mnie zaskakuje, bo fotografia zupełnie nie kojarzy mi się z tym rokiem. Ale fakt jest faktem, że fotograficznych relacji pojawiło się ponad czterdzieści.

Odwiedzin przybyło i licznik minął 275 tysięcy - dziękuję bardzo wszystkim odwiedzającym i czytającym mojego bloga (a nawet oba blogi, bo na drugim również licznik drgnął - podskoczył z 3 tysięcy odwiedzin do 10 tysięcy!). Przybyło komentarzy i obecnie na 1713 wpisów przypada ich ponad 3000.

Niezmiennie najpopularniejszym wpisem jest Rysowanie komiksów bez rysowania, który osiągnął ponad 22 tysięcy odsłon.

No i chyba to tyle, wykresy zrobione, satysfakcja osiągnięta, Czytelnicy wynudzeni. Tak zaczynamy 2021 rok!

wtorek, 29 grudnia 2020

Kamyki 2020

W tym roku kiepściutko. Niedługo dojdzie do tego, że trudno będzie w ogóle zestawić dwunastkę zdjęć, tak mało i tak kiepskich ich powstaje... Ale póki co, jest komplet i zapraszam do oglądania:

Wiosenny bałwanek

Afrykarium zimą

Storczyki

Deszczowy tulipan

Leśne diamenty

Elegancja

Pracowita

Ciepły poranek na łące

Przeszkoda

Pingwinki

Łypię

Pływam sobie

poniedziałek, 28 grudnia 2020

[M] Gades - Seventh Encounter (teledysk)

Tak, tak, znowu ten sam utwór - ale mam usprawiedliwienie! Tym razem wstawiam "teledysk" - i to nie taki zupełnie lipny, jak przy "Second Encounter", tylko taki już prawie "poważny". To znaczy, że zgromadziłem mnóstwo filmików składowych, poukładałem je w Resolve, zsynchronizowałem z muzyką, ujednoliciłem kolorystycznie (na ile potrafiłem) i oto jest:

I na koniec ostrzeżenie - ten utwór może się pojawić tutaj jeszcze raz, jeśli tylko przygotuję wersję wokalną (a tekst już jest, wstępna melodia też, więc szanse rosną).

Radio 357

W lipcu pisałem o radiu "Nowy świat", a tymczasem w grudniu miała wystartować kolejna stacja, którą zasilili m. in. byli pracownicy "Trójki" - radio "357". To również nie będzie pełnoprawna stacja radiowa, bo słuchać jej będzie można tylko w internecie (póki co).

W sumie zdziwiłem się i nie było to zdziwienie mocno optymistyczne. Po co druga stacja, skoro "Nowy świat" działa całkiem sprawnie, prężnie i z sensem? Jakiś powód musi jednak istnieć - może w kierownictwie "Nowego świata", może w założeniach programowych, może w gustach czy celach - że część byłych "trójkowiczów" postanowiła założyć zupełnie nowy byt.

A kogóż tu w ogóle posłuchamy? Znanych nazwisk jest tu sporo, choć nie jest to aż tak szeroka kadra, jak w "Nowym świecie", przynajmniej na razie. Mamy Marka Niedźwieckiego, Piotra Stelmacha, Kubę Strzyczkowskiego, Katarzynę Borowiecką, Marcina Łukawskiego czy Agnieszkę Szwajgier - całkiem sympatyczna kompania.

Co do audycji, trudno na razie się mi wypowiedzieć, bo strona radia ciągle sprawia wrażenie placu budowy, a ramówka zawiera na przemian "śpiący serwer" i "prace poza anteną". Nie dziwi zatem, że nie działa też odtwarzacz umieszczony na stronie, no i zasadniczo nic nie działa.

Niepokoi trochę fakt, że start radia miał się odbyć w grudniu, tymczasem nie da się niczego posłuchać i nic nie zapowiada, żeby miało się dać w najbliższych dniach. Należy zatem uzbroić się w cierpliwość i czekać. Pod tym względem "Nowy świat" było chyba lepiej zorganizowane, bo nie tylko strona prezentowała się lepiej, ale dostępna była też aplikacja mobilna do odsłuchu - tutaj nie widziałem nawet zapowiedzi czegoś podobnego. Za to ponoć w piątek, pierwszego stycznia, ma być lista przebojów - zakładam, że prowadzona przez Marka Niedźwieckiego.

Czekam zatem i jestem ciekaw, czy to nowe radio przypadnie mi do gustu bardziej niż "Nowy świat", który - chociaż miły i zdecydowanie lepszy od obecnej "Trójki" - jakoś nie do końca mi podszedł. Może "357" to będzie TO?

[O] Yves Sente, Grzegorz Rosiński - Zemsta hrabiego Skarbka

Tak się przedziwnie składa, że często pod choinką znajduję komiksy - tak, tak, stary koń, a czyta rysunkowe historyjki. Tyle tylko, że to komiks szczególny, bo pary twórców, odpowiedzialnych za sporo albumów z Thorgalem. Myślę, że nie trzeba ich specjalnie przedstawiać. Historia zemsty hrabiego Skarbka jednak nijak się ma do Thorgala - chyba tylko tyle, że tworząc fikcję, autorzy stwarzają pozory, jakoby była ona wpleciona w rzeczywistą historię. W "Thorgalu" paralele są dość odległe i nie zawsze oczywiste, w "Skarbku" sprawiają wrażenie wyjętych wprost z kart historii, trochę jak u Dumasa, który zresztą jest na kartach komiksu przywoływany.

Coś szczególnego

Sante w przemowie opisuje dość szczegółowo, czym ten komiks miał być, a czym się ostatecznie nie stał - a miał być komiksem erotycznym. Rosiński rozmyślił się jednak, choć powstały szkice, a posiadane przeze mnie wydanie ma je wmontowane w odpowiednich miejscach historii. Po namyśle stwierdzam jednak, że niepotrzebnie - niczego nie wnoszą one do historii i równie dobrze można by je zawrzeć w dodatku na końcu albumu, razem z innymi grafikami.

Od strony wizualnej komiks prezentuje "technikę koloru bezpośredniego", jak nazywa to Sente w przedmowie. Czyli jest to ten typ "malarski" zastosowany w ostatnich albumach "Thorgala", który mnie osobiście niespecjalnie przypadł do gustu, a i tutaj budzi mieszane odczucia. O ile wcześniej Rosiński potrafił sprawnie nakreślić bohaterów tak, by byli do siebie zwyczajnie podobni na kolejnych kadrach, tym razem sztuka ta się nie udała, w związku z czym niemal przez cały czas lektury musiałem skupiać się na tym, kto właściwie rozmawia z kim i kto może być kim. Nie jest dobrze, jeśli do identyfikacji osób w komiksie używa się ich strojów zamiast twarzy...

Historia

Pomarudziłem na formę i na tym koniec, bo na szczęście z treścią jest dużo lepiej. Zwroty akcji obecne są do ostatniej niemal strony, a całkiem przyjemne okazują się powiązania z historią, na przykład z... Fryderykiem Chopinem, który faktycznie urodził się w Żelazowej Woli, majątku hrabiego Skarbka (w domyśle ojca głównego bohatera). Fabuła kręci się głównie wokół procesu, jednak w jego trakcie prezentowanych jest tyle retrospekcji, by nie nudzić czytelnika suchymi przemowami prawników.

Rzecz jasna, nic więcej nie zdradzę, kto ciekaw, niech chwyta książkę w ręce i czyta.

Hm

Podsumowując moje przemyślenia, gdyby nie ta nieszczęsna malarska maniera Rosińskiego, byłby to jeden z ciekawszych komiksów, które posiadam. Sente spisał się na medal i jeśli skupić się tylko na fabule, komiks dostarcza bardzo dobrej rozrywki. Szkoda jednak, że już bez tej pięknej, subtelnej kreski, która tak mnie zauroczyła trzydzieści lat temu w "Czarnej galerze"...

niedziela, 27 grudnia 2020

[S] Szklana kula

Pod choinką znalazłem szklaną kulę. Taką prawdziwą. W tym sensie prawdziwą, że ze szkła. Niestety (a może i stety) nie pokazuje przyszłości, nie ma też łączności z Mordorem. Ale wziąłem ją na spacer fotograficzny, a poniżej efekty: