piątek, 28 czerwca 2019

Poczta - podsumowanie tygodnia nr 6

Hm, nie wiem, co o tym sądzić, bo wczoraj doszły dwie dalsze koperty - od Siostry Be z zeszłej środy i moja własna z tego poniedziałku. Czyżby hipoteza o wizytach listonosza raz w miesiącu była zupełnie błędna? Zobaczymy - właśnie dostałem e-maila, że jest już dostępny nowy numer Pixela, zobaczymy zatem, kiedy wyląduje w mojej skrzynce.

czwartek, 27 czerwca 2019

[S] Weekendowy wypad do ZOO

Trochę czasu minęło od tego wypadu, ale doprawdy nie było czasu, by przejrzeć nawet tych kilka zdjęć. Ostatecznie jednak wrzucam małą porcję, a w niej sporo wody - w sam raz na obecne upały.

poniedziałek, 24 czerwca 2019

Poranny brak głowy

Nie jest dobrze. Ledwo się poniedziałek zaczął, a ja dostarczam sobie niekoniecznie potrzebnych atrakcji.

Obudziłem się cztery minuty przed budzikiem i od razu było wiadomo, że będzie interesująco, bo przez pierwszych piętnaście sekund nie wiedziałem, gdzie jestem. Potem powoli rozpoznałem pokój i zrezygnowany usiadłem na łóżku. Cóż było robić - ziewnąłem i powlokłem się do łazienki, zabierając ze sobą - w zamyśle - telefon, żeby wyłączyć budzik, kiedy ten zacznie dzwonić. Myjąc zęby uświadomiłem sobie, że zabrałem nie telefon, a słuchawki - na szczęście zdążyłem wypaść z łazienki i wyłączyć budzik.

Potem nie było nic lepiej - kiedy tylko zamknąłem drzwi wyjściowe na klucz, przypomniałem sobie, że w sobotę kupiłem nową kawę do pracy, bo stara się skończyła. Otworzyłem drzwi, szuruburu na piętro, zabrałem puszkę. W samochodzie postanowiłem włączyć do posłuchania Rebekę na Spotify, dzięki czemu uświadomiłem sobie, że zapomniałem także telefonu. Szuruburu na piętro i mogę jechać!

Na szczęście pamiętałem, żeby wrzucić kopertę do skrzynki w ramach testowania poczty, bo już doprawdy nie chciałoby mi się zawracać z drogi...

Jedyna możliwa ilustracja dzisiejszych przygód

Nic to, dojechałem do firmy, chwyciłem torbę z laptopem i powlokłem się smętnie najpierw przez bramę, potem po schodach na drugie piętro. Włączyłem czajnik, żeby zaparzyć sobie... Tak, macie rację - kawa została w samochodzie. Ech! Nic, tym razem zjechałem windą, szuruburu na parking i obok samochodu już wiem, że nie jest dobrze. Kluczyki zostały w torbie z laptopem.

Takie rzeczy nie mogą się dziać, prawda? Ale co było robić, szuruburu do firmy, windą na drugie piętro, do torby, kluczyki w garść, szuruburu z powrotem na parking. Kawa w garści, więc powrotne szuruburu, kawa przygotowana, siadam zadowolony przed biurkiem - nic złego więcej mi się nie przytrafi, nie? Byle pamiętać, żeby telefon wyciszyć... Telefon!...

Tak, tak... Szuruburu na parking (tym razem od razu z kluczykami, tak się wycwaniłem!), szukam telefonu - nie ma. Wpadł pewnie gdzieś za fotel? Szukam, szukam - nic. Szuruburu przez bramę, windą na drugie piętro. Telefon leży w torbie od laptopa, tylko w innej niż zazwyczaj przegródce.

Wcale a wcale nie zdziwiłbym się po tym wszystkim, gdyby okazało się nagle, że jest niedziela.

wtorek, 18 czerwca 2019

Poczta - tajemnica (prawie) wyjaśniona

Nadszedł osiemnasty dzień czerwca, a z nim to:

Złośliwi stwierdzą, że listy szły długo, bo trudno było odczytać adres, ha, ha

czyli cała korespondencja z ostatniego miesiąca w jednym pakiecie. Oprócz powyższych przesyłek dostałem też pismo z banku, wysłane 10 maja (żona takie samo pismo dostała ponad miesiąc temu). Czyli JAKOŚĆ pełną gębą...

Dlaczego jednak piszę, że tajemnica została wyjaśniona? Otóż ostatnio dostałem z poczty przesyłkę właśnie około miesiąc temu. Koperty, które wysyłałem do siebie, mają daty stempla pocztowego zawsze wbite na dzień wysyłki - zatem były wyjmowane regularnie, właściwego dnia. Skąd zatem opóźnienie? Podejrzewam, że winny jest listonosz, który "na wiochy" jeździ sobie po prostu raz w miesiącu (mimo że kierownik urzędu pocztowego zapewniał nas, że listy są doręczane co dwa, trzy dni). I co istotne, dzisiejszy dzień nie jest przypadkowy - dlaczego? Bo 17 dnia miesiąca są wypłacane renty i emerytury. A od własnego Stryja-listonosza wiem, że rozwiezienie tego typu przesyłek to zawsze profit, nic dziwnego zatem, że akurat dzisiaj jazda "na wiochy" się opłacała.

Zobaczymy, jak pójdzie poczcie z drugą turą testu - jeśli moja teza jest prawdziwa, listonosz zjawi się tutaj gdzieś w połowie lipca, zapewne... osiemnastego.

poniedziałek, 17 czerwca 2019

[A] Kornel Makuszyński - Historia sznura pereł

Dzisiaj ciąg dalszy eksperymentów z nagrywaniem głosu i jego obróbką. Podczas ostatniego lokalnego festynu na straganie miejscowej biblioteki zdobyłem w ramach akcji "uwalniania książek" zbiór opowiadań Kornela Makuszyńskiego z 1915 roku pt. "Perły i wieprze". Postanowiłem wykorzystać pierwsze z nich, a mianowicie "Historię sznura pereł". Mam nadzieję, że komuś przypadnie do gustu.

piątek, 14 czerwca 2019

Poczta - podsumowanie tygodnia nr 4

Taak... Kończy się czwarty tydzień testu. Standardowo, wysyłki w poniedziałek i środę, do tego próba korespondencji z Pocztą - bez odzewu ze strony Instytucji. Dziś się nie będę rozpisywał, podam tylko dotychczasowy wynik.

Nadal zero.

wtorek, 11 czerwca 2019

Odwiedziny giganta

Wieś to wieś - dzisiaj przyleciał do naszego ogrodu duży czarny KTOŚ. Prawdopodobnie kozioróg dębosz, największy z polskich chrząszczy. Faktycznie był spory, tak na oko ze 4 centymetry (bez czułków), czego - niestety - nie widać na zdjęciach:

Ładny okaz, ale chyba młody - albo samiczka, bo na to wskazywałaby długość czułek. Tak czy owak, rzadki to widok, więc cieszę się, że udało się go sfotografować (choć szkoda, że na skrzyni, a nie na dębie).

[O] Czarnobyl - miniserial HBO

Nasłuchałem się o tym serialu niemało - ludzie w pracy są strasznie nim podekscytowani. Nieco zawiedziony innym serialem HBO (mowa oczywiście o "Grze o tron"), nie przypuszczałem, że to może być choć w części prawda. Włączyłem tylko, żeby się upewnić.

No i powiem Wam, że rzeczywiście jest to jedna z tych rzeczy, którą zdecydowanie warto obejrzeć. Nie z czipsami i piwkiem, nie dla śmichów-chichów. Tylko po to, żeby sobie uzmysłowić, co się w tym Czarnobylu wydarzyło - bo chociaż serialu nie nakręcono jako dokumentalnego, to myślę, że autorzy nie minęli się z prawdą.

Pamiętam ten 1986 rok i podawany pierwszego maja płyn Lugola. Pamiętam, że wtedy nikt nie wiedział, co się stało, były tylko plotki, że wybuchła elektrownia atomowa w Czarnobylu - ale jakie miałoby to mieć skutki, nikt nawet nie podejrzewał. Wtedy nie wolno było tego wiedzieć, choć - rzecz jasna - ludzie gadali po kątach.

I kiedy teraz oglądałem wygodnie w łóżku serial z HBO, wcale nie było mi wygodnie. Naprawdę zimne ciarki biegają człowiekowi po plecach, gdy sobie uświadomi, do czego doszło, a do czego mogło dojść, gdyby nie poświęcenie tych wszystkich ludzi, którzy ratowali sytuację, często nawet nie do końca wiedząc, na co się narażają...

Do tego wszystkiego trzeba uczciwie przyznać, że ten serial wykonany jest zwyczajnie re-we-la-cyj-nie! Prypeć, bloki, szpital, szkoła - tak to wyglądało (a często wygląda do tej pory!) tam i w Polsce. Dla zachodnich widzów to egzotyka pełną gębą, ale myśmy przecież w takich blokach mieszkali, do takich szpitali chodzili. Zresztą, każde większe miasto po dziś dzień ma "sypialnie" zabudowane klockami z "wielkiej płyty".

Aktorzy - świetni. I to kogokolwiek byśmy nie wzięli pod uwagę - główną parę Legasov-Szczerbina w świetnych kreacjach Jareda Harrisa i Stellana Skarsgårda, Emily Watson jako doktor Chomiuk czy postaci (teoretycznie) drugoplanowe, jak szef górników (świetny Alex Ferns) czy nawet jacyś szeregowi żołnierze (!). O tej drugoplanowości wspominam o tyle, że ten serial niby ma głównych bohaterów, ale przedstawia wszystko bardzo szeroko i tak naprawdę widzimy całą galerię postaci, uwikłanych w katastrofę. W tym konkretnym przypadku odbieram to jako zdecydowaną zaletę.

Jak dla mnie ten miniserial HBO jest klasą samą w sobie. I nie jest to tylko rozrywka - zresztą, trudno bawić się, oglądając tak dramatyczne sceny. Jest to serial, który daje do myślenia. A jeśli ktoś ma jeszcze wspomnienia z tamtych czasów, to z pewnością co nieco sobie przypomni.

Moim zdaniem warto obejrzeć.

poniedziałek, 10 czerwca 2019

Rower na starość

Jakoś tak się ułożyło, że nigdy w życiu nie miałem roweru - najpierw "pożyczałem" od Siostry A. (która nie była wcale z tego powodu szczęśliwa), a później... przestałem z roweru korzystać. No, raz na parę lat pożyczałem na jedną czy dwie przejażdżki sprzęt od Rodziców tudzież Siostry Be. A teraz...

No, dostałem rower!

Naprawdę! Mój własny i mogę sobie jeździć tu i tam! Jest bardzo ładny, czarno-grafitowy:

Fotografia z witryny producenta

To prezent na imieniny od Żony - w tym miejscu jeszcze raz bardzo dziękuję!

Na razie nie jeździłem jeszcze tyle, ile bym chciał, ale trochę okolicy zwiedziłem (a jest tu co zwiedzać, bo przez ten niecały rok w zasadzie poruszałem się tylko po drogach, na których dawał radę samochód). Czekam na kask, bo w sklepie nie mieli mojego rozmiaru - czyli problem podobny, jak przy słuchawkach, mam za dużą głowę. Na szczęście odpowiedni (oby!) model znalazłem w sieci, powinien dotrzeć z tym tygodniu (jak pewnie zgadujecie, dostawa idzie zdecydowanie NIE przez Pocztę).

Przygotowuję się. Dzisiaj, na przykład, kupiłem uchwyt na rower i zamontowałem go w garażu. Jak już dojdzie kask, będę Panem Rowerzystą pełną gębą.

Tylko na polskie drogi strach wyjeżdżać...

Mam plan - będę jeździł polnymi!

sobota, 8 czerwca 2019

[R] Goya na żywo

Dzisiaj, z okazji lokalnego święta (Dni Gminy) miałem okazję znaleźć się na koncercie zespołu Goya. No i co tu można powiedzieć - było świetnie! Czytałem kiedyś, że Magda Wójcik (wokalistka i założycielka zespołu) nie potrafi śpiewać na żywo, co niniejszym z całą stanowczością dementuję. Cała grupa grała i śpiewała zupełnie na żywo, bez playbacków czy innych sztuczek. Godzina naprawdę fajnej muzyki - jeśli będziecie gdzieś widzieć Goyę w swojej okolicy, wybierajcie się na koncert!

A bonusowo chyba moja ulubiona piosenka tej formacji ("chyba", bo mają bardzo dużo fajnych piosenek):

piątek, 7 czerwca 2019

Poczta - podsumowanie tygodnia nr 3

No, to zgadujcie, ile z sześciu do tej pory wysłanych kopert dotarło do moich rąk?

Zero. Piękne, okrągłe zero. Trzy tygodnie "testu" i jeszcze żadnej przesyłce nie powiodło się w drodze do mnie. Zrazu zacząłem podejrzewać, że może skrzynka, do której beztrosko wrzucam co poniedziałek swoje koperty jest zwyczajnie nieczynna. Przyjrzałem się jej uważnie w ubiegły poniedziałek i nie znalazłem nigdzie takiej informacji. Poza tym nie dochodzą także koperty wysyłane przez Siostrę Be, a to już z ową skrzynką nie ma nic wspólnego.

Mnie osobiście brakuje pomysłów, dlaczego korespondencja nie dochodzi. Sprawdziłem nawet na oficjalnej stronie Poczty Polskiej, jaki powinien być termin doręczenia zwykłego listu. Czytamy tam:

  • Priorytet – przewidywany termin realizacji usługi to następny dzień roboczy po dniu nadania (D+1) pod warunkiem nadania do godziny 15:00,
  • Ekonomia – przewidywany termin realizacji usługi to trzy dni robocze po dniu nadania (D+3).

Pod tymi danymi wisi, naturalnie, zabezpieczający pocztowe "tyłki" dopisek: "Przewidywane terminy realizacji usługi nie stanowią gwarantowanych terminów doręczenia."

Jako że wysyłam listy zwykłe ekonomiczne, powinienem - zgodnie z powyższą rozpiską - mieć już u siebie pięć z sześciu kopert. Nie mam żadnej.

No cóż, niech eksperyment trwa. Czuję tylko, że zamiast mierzyć czas dotarcia, skupię się tutaj na liczeniu tych kopert, które w ogóle dadzą radę się przez pocztę przedrzeć...

poniedziałek, 3 czerwca 2019

[O] Krzysztof Varga - Księga dla starych urwisów

Pożyczyłem już jakiś czas temu od mojego Taty wielką, białą księgę. Leżała spokojnie na półeczce, czekając na swój czas - no i się doczekała. Wbrew przypuszczeniom, lektura poszła szybko i dwa popołudnia później mogłem już się zacząć zastanawiać, o czym jest ta książka.

Wbrew pozorom, to wcale nie jest takie idiotyczne pytanie, bo zabierając się do czytania, nastawiałem się na biografię Edmunda Niziurskiego, jednego z moich ulubionych pisarzy (i z czasów młodości, ale przecież i teraz czytałem jego powieści). Wprawdzie nigdy nie byłem jakoś specjalnie ciekawy życiorysu tego autora, ale skoro już trafił w moje ręce...

Rzecz w tym, że to do końca nie jest biografia. Oczywiście, dowiadujemy się całkiem sporo o życiu (zwłaszcza że - według Krzysztofa Vargi - Niziurski wcale nie był typem bywalca salonowego i raczej wolał pisać książki we własnej pracowni, niż się udzielać towarzysko). Duża jednak część "Księgi dla starych urwisów" to opisy poszczególnych powieści, ze szczególnym uwzględnieniem ulubionej formy pisarza, czyli "powieści młodzieżowej".

Varga pokazuje powolną krystalizację stylu Niziurskiego, od względnie jeszcze mało absurdalnej "Księgi urwisów", po szczytowe osiągnięcia, czyli tzw. "cykl odrzywolski". Wspomniany jest (na szczęście krótko) okres schyłkowy, kiedy ukazywały się powieści słabsze. Ba, zaznaczono nawet coś, co mnie niezmiernie drażniło swego czasu, czyli wydawanie starych powieści pod nowymi tytułami, a często także ze zmianami "uwspółcześniającymi". To rzeczywiście było irytujące.

Oprócz słów samego Vargi, mamy też przytoczone wypowiedzi osób z rodziny lub ze środowiska (np. słowa syna, Marcina czy znanego z literatury dziecięcej Grzegorza Kasdepke). To na pewno ożywia narrację i często wprowadza elementy pokazujące prywatne oblicze Niziurskiego.

Ostatecznie otrzymałem książkę inną od tej, której oczekiwałem, niemniej całkiem dobrą i co ważne, dobrze "się czytającą". Polecam każdemu wielbicielowi Piegusa, Cymeona, Żaby czy Bubla - na pewno wspomnicie z nostalgią czas spędzony nad powieściami Niziurskiego. I wiecie co? Nabierzecie ochoty na ponowną lekturę. A to zawsze warto w tym wypadku zrobić.