[W] Tester kabli XLR

Odkąd zająłem się "produkcją" kabli XLR, prześladowała mnie pewna absurdalna myśl. Otóż gotowy kabel warto zawsze przetestować - i to nie tylko, czy połączone zostały odpowiednie żyły, ale też, czy NIE zostały połączone nieodpowiednie. Dotąd robiłem to po prostu miernikiem, próbą ciągłości, dotykając po kolei wszystkich kombinacji pinów. Ale na jednym filmiku, z którego uczyłem się lutowania, zauważyłem... tester. Czyli taką niewielką skrzyneczkę, do której podpina się gotowy kabel i od razu widać, czy wszystko jest ok. No i oczywiście zapragnąłem mieć coś takiego, chociaż kable robię okazyjne.

Z tego właśnie względu sensowność całego przedsięwzięcia - zbudowania własnego testera - jest iluzoryczna. Wprawdzie na podzespoły wydałem raptem pięćdziesiąt złotych z przesyłką, więc sporo mniej niż za tani, gotowy miernik, ale - po co? Musiałem to sobie uzasadnić, więc sięgnąłem po aspekt edukacyjny. Przekonałem sam siebie, że przecież to będzie COŚ, kiedy sam obmyślę i zbuduję podobne urządzenie, które, choć banalne ideowo, wcale nie jest tak trywialne, gdy przejdzie się do praktyki.

Pomysł

Idea działania mojego testera jest naprawdę prosta i sprowadza się do tego, co robiłem do tej pory miernikiem. Oto podłączę kabel do testera i po kolei sprawdzę, czy odpowiednie kombinacje pinów przewodzą prąd, inne zaś - nie. Jak jednak to osiągnąć?

Oczywiście, trzeba obmyślić najpierw obwód i jakoś wkomponować w niego źródło zasilania (coś musi "produkować" prąd) oraz element sygnalizujący, że ten prąd płynie. Zdecydowałem się na zasilanie akumulatorowe oraz żaróweczkę. Czyli - przykładowo - pin 1 gniazda "męskiego" łączę z akumulatorkiem, ten z żarówką, a tę z pinem 1 gniazda "żeńskiego". Teraz, po wpięciu kabla XLR do gniazd, obwód się zamknie i prąd popłynie przez żarówkę (jeśli żyła 1 jest poprawnie zlutowana). Proste, prawda?

Niby proste. Ale jak zrobić, żeby zwierać wszystkie trzy żyły i to w dowolnych kombinacjach? Zrazu chciałem zrobić takie proste blaszki-styki, przytwierdzone wkrętami. Przekładam blaszkę na inny styk - testuję inną linię. Ale jakoś nie bardzo podobała mi się ta wizja. Nie lubię mieć gołych styków na wierzchu, nawet jeśli miałyby być podłączone do słabego źródła prądu.

Pierwotny schemat. Brak na nim zewnętrznego obwodu, tworzonego przez podłączony, testowany kabel XLR.

O poradę poprosiłem Larka, bo zrobił on już w życiu niejeden joystick, a pomyślałem, że idealnym rozwiązaniem na chwilowe zamykanie obwodu byłyby przełączniki podobne do przycisków "fire" w joysticku właśnie. Naciskasz - prąd płynie, puszczasz - obwód się rozwiera i prądu nie ma. Idealne - każda linia będzie miała po dwa takie styki - jeden przed obwodem "zasilająco-sygnalizacyjnym", drugi za tym obwodem. I teraz, w zależności od tego, które styki nacisnę, prąd popłynie różnymi drogami i jeśli linie będą połączone, żaróweczka zaświeci, a jeśli nie - pozostanie wyłączona. Larek podpowiedział mi nie tylko, jaką część powinienem zakupić, ale wymyślił od razu wiele różnych rozwiązań - jako że jednak zawierały mnóstwo elementów, o których póki co jeszcze nic nie wiem, to pozostałem przy pierwotnym pomyśle. Niemniej - dzięki, Arku!

Wykonanie

Na obudowę wybrałem drewnianą skrzyneczkę, bo po pierwsze, nie przewodzi prądu, a po drugie, wygodnie się w niej wszystko mocuje.

W pierwszej kolejności wywierciłem na bocznych ściankach otwory na gniazda XLR. Potem na frontowej ściance wywierciłem otwory do zamocowania przełączników. Początkowo chciałem mieć je na górze, ale górna ścianka to wieczko, które potrzebuję otwierać, by wygodnie wyjmować akumulatorek, a nie chciałem, by mi się podczas tej operacji pętały pod palcami jakieś przewody.

Do dna skrzyneczki zamocowałem natomiast obudowę do akumulatora 18650, który wybrałem do zasilania całości - mam zapas tych akumulatorków, który kupiłem swego czasu do latarki. Oczywiście, można by tu zamontować np. podwójną obudowę dla bateryjek AAA i pewnie na to bym się zdecydował, ale akurat w sklepie, gdzie znalazłem wszystkie inne części, takiej obudowy nie było - za to była ta dla akumulatorka 18650.

Także do dna przykręciłem oprawkę żaróweczki - jej światło wydobywa się na zewnątrz za pomocą wyciętego "okienka". W sumie nawet nie byłoby to potrzebne, bo mógłbym po prostu otwierać wieczko przy pomiarach, ale chciałem, by miernik mógł być zamknięty podczas pracy.

Zanim przystąpiłem do dalszych działań, sprawdziłem tylko poprawność wszystkich mocowań i wyszlifowałem całość oraz zabezpieczyłem olejem mineralnym.

Testy testera

Najpierw musiałem polutować gniazda i przełączniki do przewodów. Potem przykręciłem gniazdo na akumulator i oprawkę żarówki, łącząc te elementy ze sobą - mogłem od razu przeprowadzić test, czy ten mały obwód działa i żarówka świeci się przy włożonym akumulatorze i zwarciu końcówek.

Zamocowałem też dwa wkręty, do których doprowadziłem obie grupy przełączników - jeden wkręt "przed" akumulatorkiem, drugi "za" żarówką. Teraz z kolei mogłem przeprowadzić test, skręcając ze sobą przewody z poszczególnych przełączników i naciskając odpowiednią, "zwartą" parę - żarówka ponownie musiała się włączyć.

No i pozostało teraz przylutować dopiero co skręcane przewody do odpowiednich pinów w gniazdach i oto tester gotowy! Wpiąłem zatem do niego na 100% prawidłowo wykonany kabel XLR i sprawdziłem wszystkie kombinacje, naciskając przełączniki "przed" i "za" w każdej kombinacji. Żaróweczka zaświecała się tylko przy kontaktach 1-1, 2-2 i 3-3 - czyli prawidłowo!

Powiedzenie na koniec

Jest takie powiedzenie, jak "wykonać kawał solidnej, nikomu niepotrzebnej roboty", które idealnie pasuje do opisywanego urządzenia. Poza walorem poznawczym, nie ma ono praktycznego zastosowania. Być może wykorzystam je parę, paręnaście razy. Za to jestem zadowolony, że w ogóle ten tester działa tak, jak go sobie zaplanowałem (a do tego nie wygląda najtragiczniej). Ot, zabawka. Ale bawiłem się przy tym przednio, a to też coś, prawda?

Komentarze