piątek, 19 stycznia 2018

Szybkie tramwaje

Jeżdżę do pracy komunikacją miejską i generalnie bardzo sobie chwalę wrocławskie rozwiązania (np. wspólne odcinki dla autobusów i tramwajów, tablice z informacją, pojazdy których linii zbliżają się do przystanków, Urban Card z biletami itp.). Jest tylko jedna rzecz, która budzi obawy.

Prędkość. Brawura. Ułańska fantazja. Nazwijcie to, jak chcecie. Ale że coś takiego występuje (częściej w tramwajach), nie mam wątpliwości, bo nie tylko ja to zauważam. Wyobraźcie sobie, że ruszacie z przystanku. Oczekujecie, że tramwaj nagle wyrwie do przodu z całą mocą swych elektrycznych silników? Chyba nie. Spodziewacie się, że motorniczy z niemal maksymalną prędkością pokona łuk tak, że nagłe bujnięcie wgniecie Wam rurkę w żebra albo wyrwie rękę ze stawów? Nie sądzę. Lubicie, kiedy przez wykolejony skład pół miasta staje w miejscu albo wszystkie tramwaje zmieniają trasy? Nic przyjemnego.

No i cóż, jeżdżę dopiero trzy tygodnie i już wszystkiego zakosztowałem. Wszystkiego? Przekonamy się, bo i tak samochód zostaje w garażu.

3 komentarze:

  1. Czyli zawsze da się dojechać na cmentarz ;-P

    OdpowiedzUsuń
  2. To dobrze, że jechaliśmy króciutko. Bo synek koniecznie się chciał przejechać tramwajem (dla niego to wielka atrakcja).:) Ale to było parę lat temu, gdy byliśmy z synkiem we Wrocławiu na koncercie Jaru.

    OdpowiedzUsuń