wtorek, 15 września 2015

[R] Iksy - Fotografia instant

Pewnie każdy zetknął się kiedyś z "fotografiami polaroidowymi", czyli aparatem, z którego "wyjeżdża" kartonik, na którym po minucie lub dwóch widzimy gotowe zdjęcie. To właśnie jest fotografia natychmiastowa, znana - jeśli wierzyć wykładowi ze zlotu - już od połowy ubiegłego stulecia. Wprawdzie nie ma już aparatów i wkładów firmy Polaroid, ale tradycję fotografii instant kontynuuje firma Fujifilm.

Nie wciągnął mnie ten rodzaj fotografii. Tak, opowiadanie Filipa Ćwika było ciekawe (jak zwykle), pokazane przykłady przypadły mi do gustu, ale kompletnie nie czuję tej techniki. Organizatorzy zlotu zadbali, aby każdy uczestnik dostał do ręki aparat Instax i wkład na 10 fotografii, więc można było poganiać po hotelu i okolicach, próbując wykrzesać coś z pokazanej przez Filipa magii. Niektórym się udało (przykłady poniżej), mnie - niestety - nie.

Przysłona: f/1.8, Czas: 0.01 sec, Ogniskowa: 85,0 mm

Przysłona: f/2,4, Czas: 1/80 sec, Ogniskowa: 60,0 mm

Przysłona: f/1,2, Czas: 1/80 sec, Ogniskowa: 56,0 mm

Przysłona: f/1,2, Czas: 1/80 sec, Ogniskowa: 56,0 mm

Przysłona: f/1,2, Czas: 0.01 sec, Ogniskowa: 56,0 mm

Przysłona: f/1,2, Czas: 1/120 sec, Ogniskowa: 56,0 mm

Później rozmyślałem, dlaczego fotografia natychmiastowa mnie nie bawi. Doszedłem do wniosku, że poza oczywistą rzeczą (czyli kosztami - cena jednej fotografii wielkości wizytówki to ok. 3,60zł) jest też "aspekt rodzinny". Większość zdjęć, które obecnie robię (a czego nie widać na blogu), to zdjęcia rodzinne. Takimi zdjęciami człowiek chce się podzielić. Wysłać, wydrukować, podarować. Pewnie, że można zeskanować zdjęcia z Instaksa i zrobić z nimi to samo, ale moim zdaniem, nie ma to sensu...

Ciekawą rzeczą była za to pokazana na zlocie malutka drukareczka, która - jeśli dobrze zrozumiałem, bo nie była pokazana w działaniu - potrafi nanieść dowolną fotografię na instaksowe wkłady. Czyli robimy zwykłe zdjęcie aparatem cyfrowym, podłączamy drukarkę z zamontowaną kasetką wkładów i po chwili na wkładzie pojawia nam się zdjęcie, całkiem jakby było zrobione aparatem Instax. Uwalniamy się od toporności instaksowych kamer (które są BARDZO PROSTE, ale w tym ich urok) i otrzymujemy "magicznie pojawiające się zdjęcie". Trochę oszustwo, ale jeśli komuś zależy tylko na finalnej postaci zdjęcia (a te "wizytówkowe" maleństwa naprawdę budzą miłe odczucia!), to może tworzyć swoje dzieła w ten sposób (choć moim zdaniem, jeśli fotografia instant posiada "magię", to tkwi ona właśnie w robieniu zdjęć od razu, a nie w drukowaniu fotek z lustrzanki czy smartfona).

Tak czy owak - spróbować było warto, zabawa była sympatyczna, a że nie będzie kontynuacji? Może to i lepiej?

1 komentarz:

Grażyna pisze...

Poczytałam sobie o Hogwarcie. Ze zrozumieniem gorzej. :) A zdjęcia zawsze przyjemnie się ogląda. :)