Wypadki z ostatnich dni przywołały wspomnienia pierwszego wschodu słońca, jaki dane mi było fotografować. No, żeby być ścisłym, był to tak naprawdę drugi wschód, ale ten zupełnie pierwszy fotografowałem po prostu z okna i powstało wówczas tylko jedno zdjęcie: Przysłona : f/11, Czas : 1/320 sec, Ogniskowa : 38,0 mm Nie miałem wtedy nawet własnego aparatu, tylko pożyczoną na czasu urlopu od kolegi Hetmana wiekową lustrzankę Nikon D50 . Nie miałem również pojęcia, jak jej używać, więc pierwszych kilkanaście czy kilkadziesiąt zdjęć zrobiłem "w pełnym automacie" i w dodatku w formacie JPG (tutaj pewności nie mam, ale w archiwum nie mam RAWów). O tym, że nie miałem też statywu, pisać chyba nie muszę. Wspominam o tym wszystkim dlatego, że właśnie te pierwsze kadry sprawiły, że zakochałem się w robieniu zdjęć. Aparat wkrótce odkupiłem i od tej pory zaczęły się nie tylko popołudniowe spacery po polach i lasach, ale też wypady na wschody słońca (już ze statywem). A ...