[O] Marek Kozubel - Kijów-Czernihów-Sumy 2022. Klęska rosyjskiego Blitzkriegu

Od paru lat oglądam - czy może raczej słucham, bo zwykle darowuję sobie patrzenie na ekran - programy na kanale Kremlinka Show, który obecnie wyewoluował w całkiem pokaźne medium - od poniedziałku do piątku o 9:00 mamy CEP, czyli "Codzienny Ekonomiczny Przegląd", zaś popołudniami o 17:00 cotygodniowe spotkania z różnymi autorami. I właśnie dr Marek Kozubel pojawia się we wtorki i obecnie w piątki, więc jeśli komuś osoba autora książki jest obca może posłuchać współprowadzonych przez niego programów.

Osobiście jednak znałem autora już wcześnie, z podcastu Podróż bez paszportu, gdzie w zasadzie od samego początku bardzo racjonalnie relacjonował on postępy w wojnie rosyjsko-ukraińskiej - wtedy jeszcze słuchałem go jako ot, takiego tam zwykłego podcastera, jednak czuć był sporą wiedzę na temat Ukrainy. Kiedy zatem pojawił się także na ekranie "Kremlinki", ucieszyłem się. A kiedy jeden ze współprowadzących, Marek Meissner, zdradził, że ma miejsce premiera książki, ucieszyłem się jeszcze bardziej.

Przy okazji warto nadmienić, że Marek Kozubel to polski historyk wojskowości i komentator zajmujący się głównie wojną rosyjsko-ukraińską, siłami zbrojnymi Rosji i szerzej tematyką Europy Wschodniej, a tytuł doktora zdobył na Wydziale Nauk Historycznych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika (UMK) w Toruniu w 2013 roku za publikację "Dzieje Ukraińskich Strzelców Siczowych 1914–1920" (ISBN 9788378893776, gdyby ktoś chciał poczytać).

Niepewność

Tym, na co trzeba się zgodzić od razu, jeszcze przed przystąpieniem do lektury, jest niepewność. Książka powstała w trakcie ciągle trwającego konfliktu, do niektórych źródeł dostępu po prostu nie ma, do innych - być może jeszcze będzie, ale obecnie są to dane utajnione lub celowo mylne, będące częścią wojny informacyjnej między stronami. I wydawca, i autor zgodnie o tym ostrzegają, więc nie robię z tego zarzutu - ot, to konsekwencja tak wczesnego powstania książki.

Książka traktuje o początkach konfliktu rosyjsko-ukraińskiego i przedstawia nie tylko relację z kilku miesięcy roku 2022, ale też całe wcześniejsze tło, z aneksją Krymu i Euromajdanem, więc można odświeżyć sobie co nieco, zwłaszcza że są to zdarzenia niedawne, które znamy wyrywkowo z telewizji czy internetu, nie mając często pełnego obrazu. Już choćby z tego powodu warto po tę książkę sięgnąć.

Solidność

Z drugiej jednak strony, już po lekturze, mogę spokojnie napisać, że dr Kozubel bardzo przyłożył się do gromadzenia i sprawdzania materiałów - ani przez chwilę nie miałem wrażenia jakiegokolwiek konfabulowania, zmyślania czy wysysania danych z palca. Wręcz przeciwnie, tam, gdzie istnieją wątpliwości, było to podkreślane i często przedstawiano kilka równoległych wersji zdarzeń, które mogły zajść.

Publikacja jeży się od przypisów, chociaż często w nielubianej przeze mnie formie, czyli adresów sieciowych, które za parę lat będzie można sobie w buty włożyć - ale też taka jest obecnie natura źródeł, którymi są publikacje internetowe, a nie drukowane periodyki, do których można by się odnieść. To w ogóle temat na osobną opowieść, bo dotyczy większości obecnie powstających publikacji, powołujących się na w miarę nowe źródła.

Wielbiciele tabelek i zestawień także będą, jak sądzę, ukontentowani, bo jest tego typu materiałów całkiem dużo. Za to osobiście bardzo chciałbym więcej mapek sytuacyjnych, dotyczących omawianych zdarzeń - tyczy się to ostatniej części, opisującej działania obu państw w roku 2022. Naprawdę fajnie byłoby zobaczyć przemieszczanie się wojsk w odpowiednich rejonach w podziale na tygodnie czy może nawet i dni. Rozumiem jednak, że przygotowanie czytelnych, a jednocześnie rzetelnych map z tego typu danymi znacznie zwiększyłoby pracochłonność powstawania publikacji - ale kto wie, może w jakimś kolejnym wydaniu? Przy czym zaznaczam - zdjęcia i mapy znajdziemy tutaj, ale wiadomo, chciałoby się więcej.

Przyznam też, że daje się zauważyć historyczny bagaż autora, bo momentami język staje się bardzo "techniczny" i bardzo łatwo się pogubić w gąszczu numerów batalionów, kompanii i dywizji, nazwisk i nazw miejscowości (to tutaj bardzo przydałyby się ilustracyjne mapki). Rozumiem jednak, że jest to w gruncie rzeczy bardziej monografia historyczna niż publicystyka (mimo nowoczesnej okładki, sugerującej ten drugi rodzaj publikacji), zatem wypada się po prostu mocniej skupić.

Co dalej?

Książkę "połknąłem" w jedno popołudnie, co aż mnie zdziwiło, bo po przekartkowaniu nastawiałem się raczej na tydzień. Oczywiście, dokładniejsze studiowanie tabel i list oraz układanie sobie tego porządnie w głowie wymaga ponownej lektury, więc spisuję raczej takie "wrażenia na gorąco", ale to dobrze, że publikację czyta się szybko i sprawnie.

Cóż, wypada czekać na zakończenie konfliktu i pozycję bardziej analityczną, opartą o bardziej wiarygodne czy pewne źródła i obejmującą całość agresji Rosji na Ukrainę. Mam nadzieję, że taka publikacja powstanie.

Komentarze