Magnetofon w akcji, cz. 2

Wczorajsze ratowanie nagrań z taśm magnetycznych nie dotyczyło tylko bajek dźwiękowych. Otóż odnalazłem w szufladzie ze szpargałami kasetę z moimi najwcześniejszymi nagraniami muzycznymi, robionymi jeszcze na ATARI 130XE w wieku 12 lat. Rzecz jasna, nie mają one żadnej wartości poza sentymentalną, ale skoro miałem możliwość ocalenia ich, skrzętnie skorzystałem. Niestety, jakość nagrań jest fatalna, co zupełnie nie dziwi wziąwszy pod uwagę, czego używałem do nagrywania. Nie dość, że taśma już w tamtym momencie miała bez mała 10 lat, to i magnetofon nie grzeszył poziomem technicznym (i czystością, bo o czyszczeniu głowic i rolek nie miałem wówczas pojęcia). Dodatkowo posługiwałem się zrobionym własnoręcznie (!) przewodem, gdzie do łączenia poszczególnych żył zamiast cyny używałem skręcania drucików. Biorąc to wszystko pod uwagę - a także sposób przechowywania kasety - to i tak cud, że cokolwiek słychać. Pierwszym krokiem było, rzecz jasna, przeniesienie nagrań do domeny cyfrowe...