Rower na starość
Jakoś tak się ułożyło, że nigdy w życiu nie miałem roweru - najpierw "pożyczałem" od Siostry A. (która nie była wcale z tego powodu szczęśliwa), a później... przestałem z roweru korzystać. No, raz na parę lat pożyczałem na jedną czy dwie przejażdżki sprzęt od Rodziców albo Siostry Be. A teraz... No, dostałem rower! Naprawdę! Mój własny i mogę sobie jeździć tu i tam! Jest bardzo ładny, czarno-grafitowy: Fotografia z witryny producenta To prezent na imieniny od Żony - w tym miejscu jeszcze raz bardzo dziękuję! Na razie nie jeździłem jeszcze tyle, ile bym chciał, ale trochę okolicy zwiedziłem (a jest tu co zwiedzać, bo przez ten niecały rok w zasadzie poruszałem się tylko po drogach, na których dawał radę samochód). Czekam na kask, bo w sklepie nie mieli mojego rozmiaru - czyli problem podobny, jak przy słuchawkach, mam za dużą głowę. Na szczęście odpowiedni (oby!) model znalazłem w sieci, powinien dotrzeć z tym tygodniu (jak pewnie zgadujecie, dostawa idzie zdecydowa...