[O] John Grisham - Góra bezprawia
Tym razem nie będę miał skrupułów. Niestety, Grisham, nie Grisham, dość sentymentów. I będą "spoilery", czyli przecieki z fabuły, więc jeśli ktoś chętny do czytania powieści, to w tym momencie musi przerwać tę minirecenzję, żeby sobie nie psuć wrażeń. Obiecanki-cacanki Wydawca dumnie pisze na okładce, że to "najlepszy thriller prawniczy Grishama od czasów Firmy i Raportu Pelikana ". No, nie, zdecydowanie nie. ZDECYDOWANIE. Już powiastki o Theodorze Boonie są lepszymi thrillerami, serio. Ale do rzeczy. Fabuła powieści jest dość sztampowa - młoda prawniczka w wyniku "światowego kryzysu finansowego" traci lukratywną posadę w dużej kancelarii i wyjeżdża na bezpłatny urlop do małej górskiej miejscowości, gdzie pro bono będzie odtąd reprezentować biednych ludzi. Oczywiście, początkowo jej to nie w smak, a sama prawnicza robota bardzo różni się od tej, którą wykonywała w Nowym Jorku. Jednak od pierwszych stron wiemy dobrze, że sobie poradzi i koniec k...