[O] Avengers: Endgame (spoilerowo)

Wczoraj w tym samym miejscu, co rok temu i w tym samym składzie (pozdrawiam z tego miejsca Krzyśka i Wiktora!) siedliśmy do kontynuacji Avengers - Infinity War . Oczekiwania i ekscytacja były duże, przynajmniej u Krzyśka i u mnie, bo Wiktor już wcześniej zdążył się dowiedzieć, co się w filmie wydarzy. Zadowoleni usiedliśmy zatem na środku sali kinowej i po przebrnięciu reklam oraz zapowiedzi, odpłynęliśmy na trzy godziny. Tak, trzy. Jeszcze raz - po tytule - ostrzegam, że pojawią się w mojej minirecenzji opisy zdradzające szczegóły (i to istotne) fabuły, więc jeśli ktoś nie chce sobie psuć zabawy z oglądania filmu, to teraz grzecznie zamyka przeglądarkę i biegnie na seans. Krótko o fabule Film zaczyna się od przypomnienia (a jakże), jak Thanos wpłynął na los wszechświata - a twórcy robią to, pokazując przykład rodziny Hawkeye'a. Robi nam się odpowiednio przykro, ale widzimy jeszcze kilka łzawych scen, trochę kłótni (zwłaszcza po powrocie Tonego Starka na Ziemię) i generaln...