Kalasanty
Kalasanty wstał tego dnia wcześnie. Przeczucie podpowiadało mu, że lepiej zjawić się w szpitalu za szybko niż za późno. Słusznie podpowiadało. Zaczęło się w zasadzie od razu, już po siódmej. Po wjechaniu na szóste piętro od pani w sekretariacie Kalasanty dowiedział się, że przecież musi mieć ze sobą pismo wypisane w izbie przyjęć, a nie tak sobie przyjeżdżać bez niczego (poza bagażem). Gdzie jest izba przyjęć? Na parterze. Po zjechaniu windą (dzięki Bogu!) Kalasanty dowiedział się kolejnej rzeczy - że (by otrzymać upragniony druk) musi przedstawić skierowanie do szpitala. A skierowanie zabrał przecież jego lekarz, który uzgadniał jego (Kalasantego) przyjęcie na oddział... Kolejna wizyta na szóstym piętrze (torba zaczynała się robić ciężka) i pani w sekretariacie zaczęła patrzeć na Kalasantego z odrazą. Na jaką izbę przyjęć on poszedł? Przecież chodziło o izbę przyjęć planowych! Jak to, pani nie mówiła? Mówiła! A jeśli nawet nie, to się rozumie samo przez się, prawda? Izba przyjęć pl...