[O] Gwiezdna klapa...
No i mamy zakończenie trzeciej trylogii "Gwiezdnych wojen". Dziewiąta, ostatnia część, nazwana "Gwiezdne wojny: Skywalker. Odrodzenie" ( notabene - beznadziejne tłumaczenie beznadziejnego tytułu - ale w tym filmie tak chyba musi być). Jak się sprawdziła? Od razu ostrzegam, że nie będę dbał o to, czy zdradzam jakiekolwiek szczegóły fabularne, bo fabuła w tym filmie to tylko śmieszny pretekst. Jeśli ktoś nie widział (a chce), to do kina! Pierwszy punkt widzenia Naprawdę chciałem, żeby ta część była najjaśniejszą gwiazdą w nowej trylogii. Wrócono do reżysera "Przebudzenia mocy", J.J. Abramsa, licząc zapewne, że jakoś da on radę spiąć trzecią część z pierwszą, mimo tego wszystkiego, co przyniósł "Ostatni Jedi". Nie dał rady. Pierwszy jednak punkt widzenia to radość z tego, że znów jesteśmy w uniwersum "Gwiezdnych wojen", znów patrzymy na znanych sobie bohaterów. Zewsząd zalewani jesteśmy tzw. fan-service'em , czyli twórcy dają...